Tygrysiaki mają już 3 lata!

tygrysiaki-3lata

Co roku przybywa mi czytelników, a raczej czytelniczek 😉 Cieszy nie to niezmiernie, bo nie ma chyba nic lepszego niż świadomość, że moja pisanina ma coraz większe grono odbiorców. To właśnie z myślą o tych, którzy nie mieli jeszcze okazji poznać nas (mnie i mojego bloga) bliżej, tworzę zestawienie najważniejszych tekstów opublikowanych w danym roku.

Zwykle nie robię podsumowań, bo i po co. Na codzień mam wystarczająco dużo czasu, żeby zastanowić się nad swoim życiem, nad którym nota bene i tak straciłam już wszelką kontrolę. Kto ma dzieci (liczba mnoga), ten wie. A kto ma tylko jedno dziecko, ten może się łatwo domyślić jak wygląda życie z trójką urwisów.

Jedyną okazją, kiedy robię podsumowanie, są urodziny bloga. To wtedy właśnie mobilizuję się i robię rachunek blogera, w którym sprawdzam ile wartościowych tekstów udało mi się napisać, co czytaliście najchętniej i co wzbudziło najwięcej kontrowersji.

Poprzednie zestawienia znajdziecie tutaj:

Najlepsze posty z 2017 roku

Miniony rok był przełomowy w moim życiu prywatnym i blogowym. Wreszcie przeprowadziliśmy się do domu, urodziła się Nelcia-Anielcia, a potem okazało się, że nasz Tygrysiakowy fanpage liczy już ponad 5 tysięcy osób. Wow!

Wiele spośród tych osób nie czytało poprzednich wpisów, ale mam nadzieję, że nadrobią te zaległości, korzystając ze ściągi poniżej. No to zaczynamy!

Styczeń

Początek roku zdominowały wpisy związane z wyprawką dla dziecka. Zamiast wykazać się rozwagą, dałam się w kilku przypadkach ponieść emocjom. W kilku przypadkach pozwoliłam sobie na chwile szaleństwa i kupiłam/dostałam rzeczy, których przy starszych dzieciach nie miałam. Niektóre z nich okazały się wielkimi hitami, a inne przelotnymi miłostkami, których używanie było krótkie, ale niezwykle przyjemne 😉

Wyprawka dla dziecka pełna emocji

Pozostałe wpisy wyprawkowe to:

Luty

Wpis-fenomen, który wzbudził ogromne zainteresowanie i wywołał pozytywne poruszenie. Co ciekawe, zdjęcie z tego wpisu zrobiło ogromną furorę (w Tygrysiakowej skali) na Instagramie. Do dzisiaj zachodzę w głowę jak to się stało.

Jeśli chcecie wiedzieć jak Mati z Gabciuchem czekali na młodszą siostrę i co krzyczeli do mojego brzucha, to koniecznie przeczytajcie.

W oczekiwaniu na rodzeństwo

Marzec

5 marca 2017 roku, 5 minut po godzinie 13-tej moje chaotyczne życie kolejny raz wywróciło się do góry nogami. W całym tym szaleństwie ledwo zdążyłam do szpitala, ale najważniejsze, że zdążyłam uszyć Gabrysi strój na przedstawienie.

Przeglądając posty z marca natrafiłam na taki fragment: “Mija kolejny dzień. W domu bałagan, w kuchni sterta garów czeka w kolejce do zmywarki, a w łazience przewala się brudne pranie. Jestem zmęczona i sfrustrowana, bo oto właśnie mija kolejny dzień, a ja znowu nie znalazłam czasu na poprawienie tych kilku literówek i doklejenie zdjęcia do nowego postu. Zanim zegar wybije 22, zasypiam na siedząco.”

Minęło 10 miesięcy, a u mnie nic się nie zmieniło.

Blogowanie na urlopie macierzyńskim

Kwiecień

Kilka razy w mojej blogowej karierze ściągnęłam sobie burzę na głowę. Tak było w przypadku kontrowersyjnej recenzji książeczki Doris ma dość albo gdy pod wpływem chwili napisałam co sądzę o karmieniu piersią w kościele. Ten drugi post ukazał się w grudniu 2016, ale nadal regularnie pojawiają się pod nim komentarze. Zwykle te popierające karmienie zawsze i wszędzie, co stoi w totalnej opozycji do tego, co napisałam.

Doris ma dość – recenzja

Maj

W maju walczyliśmy z zaostrzeniem alergii u Matiego, który z powodu testów miał odstawione leki. Siła wyższa sprawiła więc, że z matki-blogerki stałam się głównie matką i na blogu zapanowała cisza. Ciszę przerwałam tylko dwa razy, żeby napisać co u nas i żeby podzielić się moim nowym odkryciem z Biblioteczki Malucha.

Ignaś Kitek. Architekt – recenzja + konkurs!

Czerwiec

Kilka słów prawdy o połogu prawdziwej kobiety. Nie pańci z pierwszych stron gazet, która po wyjściu z porodówki wygląda jak modelka na wybiegu. Ani tej, która szumie ogłasza #karmiejemwszystko (czyli glony i sałatę) i pierwszy trening brzucha ma tydzień po porodzie. To tekst o połogu kobiety takiej jak Ty i ja. Kobiety z kipiącej wybuchową mieszanką hormonów, z pomarszczonym brzuchem zwanym pieszczotliwie torbą na kangury.

Cała prawda o połogu

Lipiec-sierpień

W wakacje zrobiłam sobie pierwszą zamierzoną przerwę od blogowania. Poświęciłam się odpoczywaniu, zwiedzaniu i utrwalaniu na fotografiach magicznych chwil.

wakacje

W tym roku pojechaliśmy w Polskę – Zakopane, Rabka, Zwierzyniec. Uznaliśmy, że dzieci muszą w końcu poznać swoje góry i jeziora, pójść pieszo szlakiem przez roztoczański las czy posłuchać opowieści o Giewoncie. Po początkowym marudzeniu, że nie będzie basenów i wielkich zjeżdżalni jak w Grecji, udało nam się wykrzesać z nich sporo entuzjazmu i zaszczepić… bakcyla włóczęgi.

Ubolewam tylko nad tym, że Aniela była w tym roku za mała na kemping. Podczas jednej z wycieczek przechodziliśmy obok kempingu i moje dzieci na widok namiotów zaczęły błagać, żebyśmy się tam zatrzymali. A najlepiej zostali na całą noc. Nic nie napawa mnie większą radością niż świadomość, że MOJE dzieci podzielają moją wielką miłość do namiotu. Moja zeszłoroczna opowieść o tym jak zorganizować całej rodzinie udane wakacje pod namiotem nie była więc czczym gadaniem, skoro Tygrysiaki same mówią, że chcą na kemping.

Wrzesień-październik

Jesienią opublikowałam pierwsze posty z serii Uparte dziecko. Cykl ten jest inspirowany genialnym poradnikiem Uparte dzieci (link do recenzji). W planach mam jeszcze co najmniej 5 artykułów, ale ciągle brakuje mi czasu, aby usiąść i przelać moje myśli na klawiaturę.
Podrzucam Wam stare posty o małych uparciuchach i przypominam o stałym dostępie do nich za pomocą grafiki z prawej strony.

Nie mogę patrzeć na swoje dziecko!

Moje własne dziecko o silnym charakterze przez ostatni miesiąc tak bardzo testowało moją cierpliwość, że znowu stał się on aktualny.

Listopad-grudzień

Pod koniec roku odważyłam się wreszcie poruszyć na blogu temat smogu i jego wpływu na nasze zdrowie. Długo przymierzałam się do tego tematu, ale moja przekorna natura hamowała mnie przed poruszaniem zeszłej zimy tematu, którym żył cały Facebook i pół Polski.

W zaciszu własnego domu kompulsywnie sprawdzaliśmy wykresy z najbliższej stacji monitorowania powietrza, zatykaliśmy wszelkie szczeliny w oknach, a wychodząc zakładaliśmy maseczki. Na blogu czy social mediach starałam się jednak nie brać udziału w zbiorowej histerii. Dopiero kiedy we wrześniu zdecydowaliśmy się na zakup oczyszczaczy powietrza do domu i zobaczyliśmy poprawę zdrowia Matiego, postanowiłam wyjść z tym tematem do Was.

Czyste powietrze w naszym domu

Z tego jestem dumna!

Przez ostatni rok skupiałam się na jakości zdjęć i tekstów publikowanych na blogu. W efekcie tego na blogu pojawiają się coraz ładniejsze zdjęcia, które w dodatku wyglądają spójnie. Ciągle jeszcze widzę coś do poprawy, ale obecny wygląd bloga zaczyna mi się podobać.

Dla porównania zobaczcie jak wyglądał Tygrysiakowy profil na Instagramie rok temu. Różnica jest ogromna, prawda?

instagram

Tak być nie może!

Nadmierne dopieszczanie szczegółów i brak wystarczającej ilości czasu na poprawki sprawiły, że nowe wpisy ukazywały się raz na kilka tygodni. Tak nie może być, dlatego obiecałam sobie, że w tym roku będę pisała częściej. Czasy, kiedy na blogu pojawiały się 2-3 teksty tygodniowo, odeszły w już dawno zamierzchłą przeszłość, ale postaram się pisać przynajmniej raz w tygodniu.

Bla, bla, bla… Obietnice obietnicami, ale doba nadal ma tylko 24 godziny, a ja nadal mam trójkę(!) dzieci, dom, psa i męża na głowie.

Jeśli więc pojawią się literówki, zdanie będzie urwane w pół, a kolejność słów zamieni w zdaniu zgryźliwość losu, to proszę Was pięknie o wybaczenie. Moja niezastąpiona armia proofreaderów (z Gosiaczkiem♥ na czele) nie zawsze daje sobie radę ze stadem byków, którymi strzelam jak z karabinu.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes