Reakcja na stres u dziecka

Stres u dziecka, przyczyny stresu u dzieci

Wbrew temu, co się nam dorosłym wydaje, dzieci bardzo często są narażone na stres z którym nie potrafią sobie samodzielnie poradzić. Niepokojące zmiany w zachowaniu dziecka powinny zwrócić naszą uwagę i skłonić do zastanowienia czy ich przyczyna nie leży właśnie w stresie.

Niepokojące objawy

Stan wzmożonego napięcia emocjonalnego, który pojawia się w trudnej dla dziecka sytuacji może być przyczyną różnorodnych zmian w jego dotychczasowym zachowaniu. Wśród symptomów, które z całą pewnością nie przejdą niezauważone znajdują się nagłe moczenie nocne, jąkanie czy wymioty. Czasem mogą pojawić się również znacznie subtelniejsze przesłanki świadczące o tym, że z dziecko nie radzi sobie z jakąś sytuacją.

Kłopoty ze snem, częste chodzenie do toalety, zmiana apetytu, biegunka, zaparcia oraz bóle głowy i brzucha to objawy przede wszystkim kojarzone z chorobą. Czasem jednak okazuje się, że lekarz nie potrafi zdiagnozować żadnej konkretnej choroby, a przepisane leki nie działają. Co więc pozostaje? Zmiana lekarza albo… baczniejsza obserwacja zachowania dziecka i rachunek sumienia – zadanie sobie pytania czy przyczyną nie jest stres z którym dziecko nie potrafi sobie samo poradzić. Szansa, że coś mogło nam umknąć jest naprawdę bardzo duża.

Co może stresować Twoje dziecko?

Wśród najczęściej wymienianych sytuacji stresowych w życiu dziecka najczęściej wymieniane jest pójście do przedszkola/żłóbka, zmiana opiekunki czy śmierć bliskiej osoby.

Czasem do listy najbardziej stresujących przeżyć dziecka bywa dorzucany również rozwód rodziców, ale ponieważ rozwody zdarzają się rzadziej niż zmiana otoczenia, to wspomina się o nich również znacznie rzadziej. Zanim jednak do tego rozwodu dojdzie (albo i nie), to przez dom malucha przewijają się liczne kryzysy małżeńskie, które także odbijają się na poczuciu bezpieczeństwa dzieci. Kłótnie o byle co, które słyszą dzieci nie pozostają bez echa dla ich psychiki. Bardziej wrażliwe dzieci mogą przeżywać nawet drobne przekomarzanie się rodziców, którzy nie zdają sobie sprawy z tego, że w oczach dziecka rozgrywa się między nimi prawdziwy dramat.

Bijąc się w piersi muszę przyznać, że trochę czasu zajęło mi odkrycie tej bolesnej prawdy:

Najczęstszą przyczyną stresu dziecka jesteśmy my sami!

Drobne sprzeczki o to kiedy mój mąż w końcu odkurzy dywan albo dlaczego chcę, żebyśmy wszyscy razem poszli na spacer były w naszym domu na porządku dziennym. Żyliśmy jak wielka, głośna włoska rodzina, co niestety nie pozostało bez echa dla naszego syna. My nie zauważyliśmy różnicy, ale on wyczuwał ją doskonale, a my nie wiedzieliśmy co się dzieje.

Z czasem nauczyliśmy się przykładać większą uwagę do obserwacji zachowania naszego dziecka. Zamiast zrzucać złe zachowanie na karb naszych rodzicielskich porażek, zaczęliśmy skrupulatnie analizować wydarzenia z jego życia i okazało się, że… wizyta św. Mikołaja w żłobku kosztuje nas trzy nieprzespane noce przerywane co pół godziny wrzaskiem, a drobna sprzeczka podczas obiadu kończy się natychmiastowym zwrotem jedzenia do toalety. Albo od razu na podłogę.

Dziecko martwi się o swoją przyszłość

Jeśli do tej pory wydawało Ci się, że trzyletnie dziecko niewiele rozumie z otaczającego je świata i nie martwi się o swoją przyszłość, to muszę Cię wyprowadzić z błędu.

Wybuch histerii z jakim przyszło się nam zmierzyć podczas pierwszego spotkania z przedstawicielem firmy budowlanej, która miała się zająć budową naszego domu przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. Grzeczny jak aniołek chłopczyk, który zwykle podczas wizyty gości bawił się w kącie pokoju i nie przeszkadzał, nagle zaczął zachowywać się tak jakby wstąpił w niego demon. Wrzeszczał, płakał i nie dopuszczał nikogo do słowa.

Po kilkunastu minutach podejmowania pokojowych prób uspokojenia go i zajęcia zabawą zamknęłam się z Matim w drugim pokoju. Po jakichś 20 minutach uspokoił się na tyle, że mogliśmy się w spokoju dogadać i wtedy okazało się, że… on nie chce się nigdzie przeprowadzać!

Lęk o rodzinę i bliskich

Innym przykładem sytuacji, która może przerastać dziecko jest choroba bliskiej osoby. Nawet jeśli nie rozmawiamy o najgorszym w obecności dziecka, nawet jeśli staramy się zachować pozory normalnego życia, to choroba prędzej czy później zawsze w jakimś stopniu zmienia nasze życie.

W zeszłym roku zdarzyła się w naszej rodzinie sytuacja, która pokazała nam jak bardzo dziecko może przeżywać sprawy, których tak naprawdę do końca nie rozumie.

Pewnego ranka obudziłam się rano z bólem brzucha, który wskazywał na kolkę żółciową. Badanie lekarskie potwierdziło wstępną diagnozę i z powodu nawracających dolegliwości zmuszona byłam przejść na dietę. Nie jadłam moich ulubionych jajek, sera żółtego i czekolady. Unikałam wszystkiego co zawierało tłuszcz, żółtka i kakao, bo najmniejsze odstępstwo od diety kończyło się zwijaniem z bólu, nocną wizytą na SORze i kroplówką.

Znając Matiego i jego podatność na stres starałam się nie pokazywać po sobie strachu przed kolejną kolką i czekającą mnie operacją. Nie rozmawiałam z nikim na ten temat w jego obecności i na ile to było możliwe, starałam się mu wyjaśnić zaistniałą sytuację.

Jąkanie spowodowane stresem

Po jakimś czasie zauważyłam jednak, że Mati zaczął się delikatnie jąkać. Po tygodniu wiecznie rozgadany chłopczyk jąkał się już tak, że zauważał to każdy, kto z nim rozmawiał. Minął kolejny tydzień i jąkanie nasiliło się do tego stopnia, że nie był już w stanie powiedzieć ani jednego słowa, a za każdym razem, gdy otwierał usta do oczu cisnęły mu się łzy. Był kompletnie bezsilny i nawet nie mógł mi tego powiedzieć, bo jąkanie mu to uniemożliwiało! Termin operacji zbliżał się nieubłaganie, a ja nie wiedziałam co mam robić i gdzie szukać pomocy. Po konsultacji z moją mamą, która jest pediatrą, postanowiłam pójść z Matim do psychologa jak tylko wyjdę ze szpitala.

Operacja przebiegła bez problemu, a Mati z tatą przyjechali po mnie do szpitala. Do dzisiaj pamiętam jak usłyszałam głos mojego jąkającego się syna na szpitalnym korytarzu. Wyszłam żeby się z nimi przywitać, a Mati rzucił mi się na szyję z radosnym okrzykiem „Mamusiu” po czym zaczął nawijać jak katarynka.

Od tamtej pory nie zająknął się ani raz, ale to wydarzenie uświadomiło mi jak wielką siłę nad nami ma stres.

Napady złości

Dziecko może sprawiać wrażenie, że nie przeżywa w żaden sposób tego, co dzieje się wokół i raz wyjaśniona sytuacja nie ma już wielkiego znaczenia dla jego dalszego funkcjonowania. Jednak dopiero uważna obserwacja zachowania pokaże Ci czy rzeczywiście tak jest.

Nieprzychylna uwaga wypowiedziana przez kolegę podczas zabawy zdaje się nie robić na kilkulatku wrażenia, a mimo to po kilku godzinach leżąc w łóżku wspomina o tym wydarzeniu. Zapytany przez sąsiadkę jak mu się podoba w przedszkolu od razu odpowiada, że nie lubi Radka, bo ten mu dokucza. Po kilku dniach temat nielubianego kolegi znowu powraca na tapetę, a Ty stopniowo zauważasz, że w Twoim dziecku narasta agresja.

Reakcja dziecka na stres przejawia się często zmianą zachowania. Zwiększona płaczliwość czy napady złości wynikające z niemożności poradzenia sobie z drobnym niepowodzeniem znajdują swoje wyjaśnienie w przeszłości odległej nawet o kilka dni. Odrzucenie przez rówieśników, niesprawiedliwa krytyka ze strony nauczyciela albo popularne wśród rodziców porównywanie dzieci między sobą może być przyczyną niechęci malucha w stosunku do innych osób i obniżenia jego poczucia wartości.

Czas zmian

Małe dzieci są bardzo wrażliwe na wszelkie zmiany jakie zachodzą w ich rodzinach. Pójście mamy do pracy, przyjęcie przez rodzica dodatkowej pracy albo choroba bliskiej osoby przekładająca się na częste wizyty rodzica w szpitalu, a więc wszystkie sytuacje wiążące się z ograniczeniem czasu spędzanego razem wywołują u dziecka poczucie zachwiania jego pozycji, a nawet odrzucenia.

Jeszcze bardziej stresującą sytuacją jest pojawienie się w domu nowego członka rodziny. Dziecko instynktownie czuje wtedy, że role w rodzinie ulegają zmianie i czując się zagrożone zaczyna walczyć o swoją pozycję okazując zazdrośćnieposłuszeństwo.

Więcej na temat poczucia odrzucenia z powodu narodzin młodszego rodzeństwa przeczytaj w artykule Rodzeństwo – trudne początki.

Empatia kluczem do porozumienia

Stres to podstawowy mechanizm obronny motywujący do szybkiego działania w sytuacji zagrożenia. Sytuacja wywołująca poczucie zagrożenia u dziecka wcale nie musi być tak samo odbierana przez rodzica, a i działanie obronne może przyjmować różne formy. Pamiętaj o tym zanim zaczniesz karać dziecko za niestosowne zachowanie albo przyjdzie ci chęć wmuszenia w nie obiadu. Zamiast toczyć zacięte boje z własnym dzieckiem postaw się na jego miejscu, a być może wtedy odkryjesz przyczynę i właściwe rozwiązanie problemu.

Przeczytaj również:

  • Bardzo ciekawy i przydany wpis. Często zastanawiamy się skąd u naszych dzieci takie objawy.

  • Nic dodać, nic ująć, zawarłaś w tym tekście chyba wszystko :)

  • U córki mojej koleżanki stres objawił się mruganiem oczami. Długo dochodziła od czego to może być.

    • I co? Doszła w końcu co to może być?
      PS. Pamiętam jak ja mrugałam oczami w dzieciństwie, ale okazało się, że to nie żaden tik tylko alergia ;)

      • Okulista stwierdził, że to mruganie jest na tle nerwowym właśnie. Nasilało się w trakcie np. przedstawień w przedszkolu albo mówienia wierszyka, na uroczystościach rodzinnych… W tej chwili dziewczynka już nie mruga (było to dwa lata temu).

  • Dlatego trzeba bacznie obserwować dzieci. Czasami my dorośli nie zdajemy sobie sprawy, że błahe dla nas sprawy mogą negatywnie wpływać na nasze dzieci.

  • Mama Ahoj

    Obserwować, obserwować i jeszcze raz obserwować, a jeszczelepiej,nie dopuszczać do sytuacji które mogłyby tak wpłynąć na nasze ukochane dzieci…

  • Tak, dzieci są znacznie bardziej od nas wrażliwe. On widzą i interpretują wszystko trochę inaczej niż my.

  • Myślę, że obserwacja i empatie są tutaj niezbędne. Zresztą są ważne w każdym aspekcie życia :)

  • Agnieszka Głaz-Fedak

    Bardzo ciekawy post, wiele z niego zabieram do siebie:)

  • Bez obserwowania nic nie wskóramy :)

  • Joanna Gliniecka

    u nas problem pojawił się z pociskami hukowymi. Kasia je przypadkowo usłyszała na zmianie warty w Zamościu i były spazmy i histeria. Potem każde wiadomości w tv i choćby cień strzelania czy żołnierza to były wielkie biegi przez korytarz do swojego pokoju, krzyki, by wyłączyć i teksty, że się boi. Pani psycholog podpowiedziała nam, by powoli ją oswajać i mówić, że np. będziemy oglądać wiadomości, mogą strzelać, ale jak chce, możemy trochę ściszyć.
    Inna technika to wyśmianie lęku. Czy ktoś widział armatę w kwiatki? Myśmy też malowały armatę w kwiaty i zgrywałysmy się przy tym.
    Teraz jest trochę lepiej. Sylwestra przetrwała świetnie domomentu, gdy wiedząc, że będzie głośne strzelanie, chciała z innymi dziećmi iść na balkon oglądać fajerwerki. Musieliśmy ją cofnąć, bo było dla niej jednak za głośno.

    • Wyśmianie lęku to rzeczywiście dobra metoda, ale trzeba to robić ostrożnie i z wyczuciem. Pamiętam jak Mati wpadł w histerię pod Wawelem jak smok zionął ogniem. Dopiero na Rynku się uspokoił ;)

  • Dzieci są bardzo wrażliwe a my często o tym zapominamy. Trzeba je dobrze obserwować i pamiętać o tym, że one też mają prawo do odczuwania stresu.

  • Nasza Zośka miała problem z Panią od religii w pkolu – zaczęła się moczyć. Zrezygnowaliśmy z religii, mogła sama o tym decydować, wszystko wróciło do normy. Teraz, po 2 miesiącach sama wróciła. :) Trzeba słuchać i obserwować dziecko :)

    • Ojej, ale coś się stało czy po prostu nie mogły się dogadać?

      • Wiem tyle co od 2wulatki. Nie umiała robić amen i pani Halinka posadziła ją na karne krzesełko. Dodam, że Zofia pięknie radzi sobie z pacierzem z pamięci, ale motoryki przeżegnania nie złapała..

  • No nie zostawiłam tego. Rozmowa, dyr, wychowawczyni. Wielkiego dymu nie zrobiłam, ale na pewno dostała po nosie. Najgorsze, że wszystkiego się wyparła, próbowała. Tylko ma problem, bo Zofia jeszcze nie umie kłamać

    • To dobrze ☺
      Brawo dla Zosi, że zdecydowała się znowu chodzić na religię!

      • Zdecydowanie miała całkowicie wolną wolę. Dziś chodziła po domu i śpiewała „gdy Pan Jezus był malutki” :D Nie ma parcia, jak znów będzie kosa, to znów będziemy interweniować.

      • Mądre podejście! Myślę jednak, że teraz pani dwa razy się zastanowi zanim posadzi Zosię na karnym krzesełku ;P

  • Bardzo dobry i ważny wpis. Obserwacja jest najważniejsza.