Jak wychować kilkulatka?

Wybuchowość, upór, samodzielność i kreatywność to cztery cechy opisujące typowego czterolatka. Kiedy już pomyślałaś, że po etapie buntu dwulatka najgorsze masz za sobą, sytuacja wróciła do punktu wyjścia. Co się dzieje? Nic. Twoje dziecko weszło po prostu w okres buntu czterolatka. 

Ten artykuł powstał pierwotnie w 2015 roku, kiedy mój najstarszy Tygrysiak Mati miał 4 lata. Wyrósł akurat z wieku opisywanego w najpopularniejszym poradniku dla rodziców (“2 i 3 rok życia dziecka”), a ja nawinie myślałam, że od tego momentu będzie już z górki. Coraz śmielsze, powtarzające się regularnie wyskoki mojego dziecka, skłoniły mnie jednak do poszukiwania książki o tym jak sobie radzić z wychowaniem przedszkolaka. Długo szukałam, aż sięgnęłam po książkę “Rozwój psychiczny dziecka od 0 do 10 lat”, która najtrafniej opisywała zachowanie mojego syna. Dzisiaj napisałabym ten artykuł nieco inaczej, dodając pewne uwagi, które nasuwają mi się podczas jego czytania. Zamiast go pisać od nowa i poprawiać, postanowiłam rozwinąć jego pierwotną formę cytat z książki, dokładając mój aktualny komentarz.

Oto co znalazłam w książce na temat niesfornych czterolatków:

czterolatkach mówi się, że są nie do opanowania. Jeżeli będziemy o tym pamiętać, stanie się to dla nas nieocenioną pomocą w postępowaniu z każdym czterolatkiem, który wejdzie nam w drogę. Czterolatki są bowiem, bardziej niż dzieci w jakimkolwiek innym wieku, nie do opanowania, i to właściwie w każdym rodzaju aktywności.

Te słowa w 2015 roku dla mnie (matki 4-letniego Matiego i półtorarocznej Gabrysi) brzmiały tak, jakby ktoś dosłownie przebywał w moim domu i opisał to, co się w nim działo. Na dodatek zauważył hiperaktywność i niemożność opanowania czterolatków. Poczułam się zrozumiana.

Teraz (jest styczeń 2021) wracam do tego artykułu, bo moja najmłodsza córka Nela wchodzi w ten sam trudny okres.

Doświadczenie rodzicielskie zdobyte przy starszych dzieciach oraz wiedza z książek napisanych przez wybitnych psychologów dały mi inne spojrzenie na zjawisko opisywane często jako “bunt”. Ten mityczny bunt to nic innego jak kolejny krok ku samodzielności dziecka. Akceptuję go ze wszystkimi jego urokami i gwałtownymi burzami, a swoją energię poświęcam już nie na bezowocne próby opanowania “buntu” tylko na towarzyszenie i ułatwianie dziecku przejście przez ten trudny czas. Zgodnie z zasadą, że kiedy ono będzie się czuło zrozumiane i otrzyma wsparcie, to wszystkim nam będzie się żyło lepiej.

bunt-czterolatka-czy-istnieje

Jakie są czterolatki?

1. Ruchliwe

Po pierwsze więc, są bardzo ruchliwe. Biją, kopią, rzucają kamieniami. Niszczą przedmioty. Uciekają.

Mati uciekał przede mną na spacerze, chował się za krzakami, dla zabawy wychodził na ostatnie piętro w bloku albo wybiegał z auta prosto na ulicę. Gabi robiła dokładnie to samo – chodziła swoimi drogami, w aucie wierzgała nogami kopiąc fotele innych pasażerów i zdenerwowana rzucała lalkami pod sam sufit. Choć wcześniej wydawało mi się to nieprawdopodobne, to w tamtym momencie z tęsknotą wspominałam czasy, kiedy spacer sprowadzał się do stania przez godzinę w jednym miejscu i oglądania dokładnie każdego kamyczka, listka czy kwiatuszka.

Czterolatki mają mnóstwo energii i nie potrafią powstrzymać się przed realizacją pomysłu, który milisekundę temu wpadł im do głowy. Kiedy są szczęśliwe – biegają, skaczą, wspinają się na szafki, drabinki i drzewa albo rzucają kamienie do stawu. Kiedy są smutne albo rozzzłoszczone – biegają, odpychają innych rękami i nogami, rzucają rzeczami we wszystkich kierunkach, zdzierają obrazki ze ściany albo targają z rozmachem wszystkie rysunki.

Skumulowana w czterolatku energia potrafi przysporzyć kłopotów, dlatego bardzo ważne są spacery i codzienne wizyty na placu zabaw. A jak zmęczyć dziecko w domu? Oto kilka moich sprawdzonych sposobów:

  • drabinka gimnastyczna – mocowana do ściany, idealny sprzęt rehabilitacyjno-sportowy dla całej rodziny
  • hamak – w małym mieszkaniu można zamontować do sufitu, w dużym domu z ogrodem można zainwestować w hamak na stelażu, który zimą będzie stał w domu, a latem w ogrodzie
  • budowa toru przeszkód z krzeseł, poduch itp
  • Twister/Wygibajtus – gra rodzinna, która wymaga sporej sprawności i wytrzymałości
  • przepychanki i gilgotanki z rodzicami – minimalistyczny sposób na rozładowanie energii. Dlaczego z rodzicami, a nie z rodzeństwem? Bo rodzica trudniej uszkodzić i jest mniejsze ryzyko, że zabawa zakończy się płaczem.

2. Wybuchowe

Są też nie do opanowania emocjonalnie. Głośny, niemądry śmiech występuje na przemian z napadami złości. “Strasznie mnie wkurzasz” – potrafi powiedzieć Twój syn czy córka.

Ile to ja razy dziennie słyszałam, że strasznie wkurzyłam mojego syna? A ze 3 będzie. Ale to tylko dlatego, że stosował ten wyrzut na zmianę z innym: “Zdenerwowaliście mnie Rodzice”. Przy czym “Rodzice” jest wypowiadane z takim wyrzutem, że w ustach tego małego, pardon, DUŻEGO chłopca brzmi jak obelga.

Od Gaby, która ma zdecydowanie trudniejszy temperament, słyszałam to o wiele częściej. O ile w ogóle coś do mnie powiedziała, bo zazwyczaj po prostu się darła. Po przyjściu z przedszkola potrafiła jeszcze w butach i ubraniu wpaść w 40-minutowy atak wrzasku z kopaniem i odpychaniem.

Podobnie zachowuje się Nela. Te trudne sytuacje nazywam “chwilowym przepaleniem obwodów” i nie robię nic. Czuwam jedynie nad tym, żeby nie zrobiła sobie krzywdy, nie demolowała otoczenia i czekam spokojnie, aż sama się rozładuje i przyjdzie przytulić. Czy ta strategia się sprawdza? Czy dzięki niej ataki wściekłości są rzadsze albo chociaż krótsze? Nie wiem. Nie mam porównania, bo każda sytuacja jest inna i każdy atak jest inny. Dzięki niej jestem mniej zmęczona, zestresowana i mam więcej pokładów czułości kiedy atak mija, a Nela potrzebuje natychmiastowego przytulenia. A bywa tak, że w jednej sekundzie krzyczy i tupie nogami, a w kolejnej gwałtownie milknie, rzuca mi się na szyję i mówi cichutko, że chce coś zjeść.

Takie przepalenie obwodów może być spowodowane:

  • zmęczeniem
  • głodem (spadkiem glukozy we krwi)
  • słodyczami i colą (wysokim poziomem glukozy we krwi) – te specjały pomogą doładować wasze dzieci na długiej wycieczce, ale w domu przysporzą więcej szkody niż pożytku
  • silnymi emocjami, które pojawiają się w odpowiedzi na niepowodzenie lub odmowę
  • nadmierną stymulacją dźwiękową i świetlną (tak skończyła się dla nas rodzinna wizyta w kinie na “Iniemamocni 2”)

3. Kreatywne językowo

Jeszcze silniej manifestuje się owo “nie do opanowaniaw dziedzinie języka. Słownik typowego czterolatka potrafi zaszokować każdego z wyjątkiem może zahartowanej przedszkolanki. “Rzucanie mięsem” (skąd on zna te wszystkie okropne słowa?) jest nieokiełznane. Wulgarne wyrażenia wchodzą w zasób normalnego słownictwa. Czterolatek nie używa ich tylko wyjątkowo, tam gdzie mogłyby pasować, lecz powraca do nich z upodobaniem i rymuje je, niemądrze się przy tym śmiejąc, co dowodzi, że w pełni zdaje sobie sprawę z ich niestosowności.

Dzieci w tym wieku o wiele częściej powtarzają rymowanki i piosenki, które w ich mniemaniu są zabawne. O ile “Chodź do mamy bąku mały”, “Jestem meduza Tika, niech nikt mnie nie tyka” i “Dwa do przodu jeden w bok, taki jest konika skok” są neutralne, a o tyle przyśpiewki” “pada pierd, pada pierd..” zamiast “pada śnieg…” potrafią wprawić rodzica w zakłopotanie. Fascynacja pierdami, kupami i innymi mało przyjemnymi słówkami jest zupełnie naturalna i nie świadczy o braku kompetencji wychowawczych rodzica. Oczywiście, o ile nie idą za tym inne niepokojące zachowania i nasilają się one. Samo rzucenie od czasu do czasu “pierdem” czy “dupą” nie jest końcem świata.

Obecność starszego rodzeństwa (kuzynostwa) też robi swoje…

Siedzimy wieczorem na łóżku i czytamy o “Co wypanda, a co nie wypanda” – zabawną książeczkę o dobrych manierach dla maluchów. Odwracamy stronę. Naszym oczom ukazuje się ilustracja misia, który zamiast pędów bambusa najadł się kapuśniaku i właśnie odczuwa tego skutki… 

– Puszczanie bąków w salonie nie mieści się w dobrym tonie – czytam na głos

–Ło… ale ten misiek ma pierd – komentuje głośno Mati.

A Nela to wszystko słyszy, zapamiętuje i oczywiście powtarza w najmniej odpowiedniej chwili.

4. Nieposłuszne

Uwielbia przeciwstawiać się poleceniom rodziców. Być tak opornym, jak to tylko możliwe, wydaje się jego racją istnienia. Nie skutkują nawet surowe kary.

Wystarczy powiedzieć, że wychodzimy z domu i już gotowa awantura. Nie idę, bo się bawię. Nie idę, bo jestem zmęczony. Eeeeh, nieeee chceee mi sieeee… Wyciągnąć czterolatka z domu jest równie ciężko jak utrzymać go pod kontrolą, gdy już z tego domu wyjdzie. Nie wiadomo co gorsze.

Czy jednak powinniśmy upatrywać w tym nieposłuszeństwa? A może raczej początków świadomości własnych potrzeb i preferencji? Ja obstawiam to drugie. Przecież kiedy proponuję mężowi wspólny spacer, a on mówi, że woli w tym czasie poczytać książkę albo podłubać przy czymś w garażu, to nie odbieram tego jako buntu przeciwko mnie. Tak samo powinniśmy traktować dzieci. One również mają swoje zdanie, które powinniśmy brać pod uwagę. Oczywiście, o ile nie prowadzi to powstawania niebezpiecznych sytuacji albo kompletnej dezorganizacji życia.

Posłuszeństwo bywa różnie rozumiane. Więcej na temat tego jak ja je postrzegam i rozumiem napisałam we wpisie: Czy powinniśmy uczyć dzieci posłuszeństwa rodzicom?

5. Żyjące w swoim świecie

Również i wyobraźnia wydaje się nie mieć w tym wieku żadnych rozsądnych granic. W tym nowym wzlocie imaginacji, który zaczyna się w wieku trzech i pół roku, bardzo cenni mogą być wymyśleni towarzysze zabaw.

Kuba i Misiek to wymyśleni kumple mojego syna, których już dawno nie pamięta. Nie chodzili z nami wszędzie, nie jedli z nami obiadu, ale za to przez pewien okres czasu bawili się z nami w szkołę. Kiedy zapytałam Matiego, dlaczego klockami bawi się sam, odpowiedział, że wystarczy mu już, że musi się nimi dzielić z młodszą siostrą. Poza tym Kuba i Misiek zabraliby mu wszystkie klocki i nie miałby się czym bawić. Aha, no i Kuba chyba w ogóle nie lubił bawić się klockami ;)

Nie znalazłam nigdzie wiarygodnych dowodów na to, że wymyśleni koledzy są sygnałem, że dziecku brakuje towarzystwa rówieśników czy rodzeństwa. Wymyślony przyjaciel to przejaw bujnej wyobraźni, a nie substytut kompana do zabawy. Kiedy więc ktoś będzie chciał cię wrobić w kolejne dziecko wmawiając, że Twój jedynak czuje się samotny i dlatego ma niewidzialnych kolegów, to nie wierz mu.

Zresztą Gabi i Nela też miały swoje wymyślone koleżanki i ja czasem naprawdę nie wiedziałam kto istnieje na prawdę, a kto nie.

6. Samodzielne

Czterolatek musi mieć możliwość sprawdzenia się. Trzeba mu pozwolić jechać na rowerze w jedną i drugą stronę ulicy, i na coraz dalszą odległość. Dobrze, jeśli w pobliżu mieszkają sąsiedzi, których może odwiedzić i którzy powiadomią o tym matkę.
Potrafi być zaskakująco odpowiedzialny, jeżeli zezwoli mu się na pewną ekspansję. Należy więc popuścić lejce, ale czujnie reagować na te momenty, kiedy konieczne staje się ich gwałtowne, ostre ściągnięcie.

Czterolatek jest już na tyle dorosły, że potrafi sam nalać sobie napoju z butelki czy dzbanka. Dopóki jednak nie nabierze w tym wprawy, będą mu się zdarzały wypadki wymagające interwencji… ścierki. Albo ścierki i kogoś starszego.

To, że czterolatek chce być samodzielny i garnie się do pomocy w pracach domowych jest szansą na zbudowanie w nim poczucia niezależności i osiągnięcia pewnego stopnia dorosłości. Nawet kosztem kilku plam na ubraniu czy rozlania czegoś.

Coraz większa samodzielność kilkulatka nie zwalnia nas jednak z obowiązku dbania o jego bezpieczeństwo. Dlatego dbam o to, by niebezpieczne i cenne przedmioty były dobrze pochowane (mają na uwadze to, że czterolatek potrafi doskonale wykombinować jak dostać się do górnej szafki). Kiedy zaś nie mam większego wpływu na otoczenie (np. ruchliwa ulica, wizyta w obcym domu pełnych łatwo tłukących się rzeczy), koncentruję swoje wysiłki na stałym utrzymaniu uwagi dziecka na rozmowie albo wspólnej zabawie.

Hipokryzją byłoby napisanie, że dzięki temu udaje mi się uniknąć awantury. Tam, gdzie w grę wchodzi z jednej strony troska rodzica o bezpieczeństwo dziecka a z drugiej przemożna chęć zrobienia czegoś po swojemu, tam trudno o spokój. W takich sytuacjach pomaga mi sięganie po komunikację bez przemocy, którą również i Wam polecam.

Komunikacja bez przemocy (nvc) pomaga lepiej zrozumieć czterolatka, dostrzec potrzeby skryte pod tsunami emocji i dojść do porozumienia.


Cytaty pochodzą z książki:

Rozwój psychiczny dziecka od 0 do 10 lat” Frances L. Ilg, Louise Bates Ames, Sindey M. Baker

Książka z której pochodzą powyższe cytaty to moim zdaniem najlepszy poradnik dla rodziców. No, może poza tym fragmentem o gwałtownym, ostrym ściąganiu lejców, ale pamiętajmy, że nawet najlepszym zdarzają się wpadki.

Aktualne wydanie tego poradnika jest przedrukiem z wydania poprawionego i uaktualnionego w 1988 roku. Pierwsze wydanie tej książki ukazało się ponad 60 lat temu. Mimo znacznych zmian w podejściu do komunikacji i budowania relacji z dzieckiem, książka niewiele straciła na aktualności. Stało się tak dlatego, że koncentruje się ona na rozwoju dzieci i przedstawianiu naturalnych, nieuchronnych zmian w ich psychice. Problemy rodziców nie zmieniają się wcale. Zmieniają się tylko strategie radzenia sobie z nimi.

Gorąco polecam tą książkę!

Zobacz także:

9 cech temperamentu dziecka – długi, merytoryczny wpis dla tych, którzy chcą lepiej poznać swoje dziecko.

Reakcja na stres u dziecka – jak odróżnić chwilowe przepalenie obwodów od poważniejszego problemu?

Zmuszanie jest jak kara. Kara za to, że dziecko ma własne zdanie o karach i upieraniu się przy swoim zdaniu.