Nie karz mi tego nosić! – o rozkazach i karaniu w jednym zdaniu

Zastanawiałaś się kiedyś, co czuje dziecko, któremu każesz coś zrobić? Dlaczego tak bardzo się buntuje i ze wszystkich sił demonstruje swoją niezależność, kiedy chcesz od niego tak niewiele? Przecież chcesz, tylko żeby nałożyło czapkę w kolorze pasującym do kurtki, włożyło ciepłe spodnie albo zjadło wreszcie coś większego i zdrowszego niż witaminowy żelek.

Skąd więc bierze się ten gigantyczny foch, który dosięga Cię przy każdej okazji? Mam na ten temat pewną teorię…

rozkazy-kary-wychowanie-dzieci

Gabi od zawsze była wybredna w kwestii ubrań. Kiedy nie umiała jeszcze mówić, krzykiem i płaczem demonstrowała swoją niezgodę na założenie jej bluzy w kolorze choćby zbliżonym do bluzy starszego brata. Jasnozielony od zawsze był dla niej kolorem chłopięcym, podobnie jak żółty, granat, oliwkowy i brąz we wszystkich swych odcieniach.

Długo próbowałam nakłonić ją do zmiany zdania. Kupowałam jej ubrania w różnych kolorach, mając nadzieję, że w feerii tęczowych barw nie dostrzeże tego, że coś jest żółte albo zielone. Po kilku latach dałam za wygraną i zaczęłam kupować wyłącznie to, co wpisywało się w jej gust. Zmądrzałam. Zrozumiałam, że walka o kolor bluzki nie ma sensu. Zaczęłam nawet zabierać ją na zakupy, żeby sama mogła wybrać to, w czym będzie chodzić. I tak w jej szafie zagościły prawie wyłącznie biel, szarości, beże i odrobina różu.

Zmuszanie jest jak kara. Kara za to, że dziecko ma własne zdanie.

Pamiętam, jak pewnego dnia przyszłam po dzieci do przedszkola. Był letni, pochmurny dzień i pani założyła Gabrysi pasiastą bluzę, która leżała w jej szafce z ciuchami na zmianę. Gabi stała w kącie ogródka i darła się wniebogłosy. Pani bezskutecznie próbowała wciągnąć ją do zabawy. Z daleka wyglądało to dokładnie tak, jakby Gabi stała tam za karę…
Myślę, że w tamtym momencie czuła się dokładnie tak, jakby była ukarana. Nienawidziła tej bluzy z całego serca. Bez przesady mogę powiedzieć, że brzydziła się jej. Dostawała spazmów za każdym razem, kiedy wyjmowałam ją z szafki i do dziś nie mogę zrozumieć jakim cudem opiekunce udało się ją w tego pasiaka ubrać.

Niedawno przeczytałam książkę, która uświadomiła mi, że za każdym razem, kiedy wymuszam na dziecku jakieś zachowanie, robię jemu i naszej wzajemnej relacji wielką krzywdę. Nakłaniając je do założenia konkretnych butów, spodni czy czapki, naruszam jego granice. Tak samo, kiedy zmuszam je do zjedzenia marchewki, pocałowania na powitanie cioci czy podzielenia się ulubioną zabawką.

To, że robisz to w imię wyższej idei (np., żeby było zdrowe) nie zmienia faktu, że dziecko czuje się atakowane. Gwałtownie wyraża swój sprzeciw albo traci dobry humor i zaczyna się złościć. Nie rozumie, dlaczego nie może zrobić tego, na co ma ochotę. Czuje się tak, jakby było karane.

Karane za to, że ktoś inny zapragnął się pobawić jego zabawką.
Karane za to, że nie lubi marchewki.
Karane za to, że ma inny gust niż mama.

Karane za to, że ma własne zdanie.

Albo za to, że jest asertywne, pewne siebie i zamiast się ugiąć, dzielnie strzeże swoich granic.

Jak Ci się to podoba, to sobie kup!

Takie myśli krążyły mi ostatnio po głowie, kiedy zakładałam ogrodniczki. Ogrodniczki, które kocham miłością przeogromną od dzieciństwa. Które noszę mimo tego, że dla niektórych są to spodnie zarezerwowane dla kobiet w ciąży (akurat w ciąży ich nie nosiłam). Które noszę, bo moja pięcioletnia córka mi tak doradziła podczas niedawnej wizyty w sklepie.

– Gabi, zobacz jakie ładne spodnie. Może Ci takie kupimy?

– Mamo, jeśli Tobie się takie ogrodniczki podobają, to kup sobie takie dla dorosłych. Ja ich nie chcę.

Jeszcze kilka lat temu namawiałabym ją, żeby przymierzyła te spodnie. Albo po prostu kupiłabym je, w nadziei, że kiedyś zmieni zdanie. Teraz tylko sparafrazowałam w myślach jej słowa:

– Mamo, kup sobie takie spodnie, ale nie każ mi tego nosić. Jeśli mnie zmusisz, będę się czuła, jakby to była kara.

W skrócie:

-Nie karz* mi tego nosić!

* „karz” od „karać”, a nie „kazać”.

Jestem przekonana, że podobnie czują się dzieci, które są zmuszane do jedzenia czegoś, czego nie lubią. Albo do zrobienia jakiejś innej rzeczy, której ze wszystkich sił starają się uniknąć – ucałowania na powitanie babci albo wspólnej zabawy z dzieckiem Twojej przyjaciółki. Dlatego, kiedy dziecko stawia opór z pozornie błahego powodu, nie walcz z nim. Nie zmuszaj.

Pod żadnym pozorem nie karz go za to, że ma swoje zdanie i chce go bronić. Nie złość się, nie odgrażaj się i nie odbieraj przywilejów. Takie zachowanie nie buduje jedności i uczy dziecko, że własne zdanie to początek kłopotów – zarzewie wielkiej awantury albo konieczność wyrzeczenia się czegoś.

Doceń w końcu to, że Twoje dziecko jest asertywne i ma własne zdanie.