Dzieci i szachy

Dwie wrogie armie rycerzy i 2 króle. Ciągłe poprawianie mamy, że hetman to hetman, a nie żadna królówka oraz wykrzykiwany jednym tchem okrzyk: “Dwa do przodu jeden w bok, taki jest konika skok!”. Na koniec rozpacz i krzyk Mateusza: “Wyślini!!!” A w odpowiedzi jedynie uporczywe zaciskanie małych piąstek – Gabriella łatwo nie oddaje szachowych figurek.

Tak w skrócie wygląda w naszym domu wspólna gra w szachy.

“Nauczcie dzieci grać w szachy, a o ich przyszłość możecie być spokojni.”
/Paul Morphy/

szachy z boliwii

Mateusz IV Zwycięzca

Mateusz w tym roku kończy 4 lata, ale mimo to już potrafi ułożyć figury na szachownicy i rozgrywa z tatą emocjonujące partie! Nie są to jednak partie szachów, jakie zna większość graczy. Mateusz to urodzony zwycięzca. Uwielbia wygrywać i dlatego wymyślił własne zasady. Dostosowuje realia do potrzeb:

czarne mogą się ruszać i zbijać, a białe mogą się tylko ruszać.

Zgadnijcie którymi figurami zawsze grają rodzice :)

Szachy w wersji żłobek

W wieku 0-4 lat chodzi jednak przede wszystkim o to, by gra była zabawą. O to, by oswoić dzieci ze światem szachów. Figury są dla nich bardzo atrakcyjnymi zabawkami i coś na ten temat wiemy… Wielu żołnierzykom pozostały blizny w postaci odbitych pierwszych ząbków Matiego. Ale przecież to konflikt wojenny – trzeba się liczyć ze stratami!

Strzelające wieże, tornada zmiatające połowę wojska z powierzchni szachownicy czy naloty samolotowe. Okrzyki typu: “Bronić króla!”, “Pionki do przodu!” czy “Dwa do przodu, jeden w bok – taki jest konika skok!” /Andrzej Modzelan/ to hasła, które udało mi się wpoić jako fundament pod prawdziwe zasady szachowe.

Gdy Mateusz będzie na to gotowy, będę mu przekazywał kolejne zasady – wszystko w ramach zabawy, bo małe dzieci NIE potrafią się długo skoncentrować.

Na razie mamy przede wszystkim frajdę!

Nadciąga Gabriella I Okrutna

Gabrysia skończyła już roczek. Naśladuje prawie wszystko co Mateusz robi, a więc także bawi się szachami. Wyciągając rączkę prosi żeby ściągnąć jej szachownicę z półki po to, żeby zaraz po otwarciu pojmać w niewolę króla wraz z poddanymi.

Bierki mają póki co dość łatwy żywot, bo zwykle są “tylko” uprowadzane w różne części mieszkania. A to wędrują do lochu pod kaloryferem w kuchni, a to odbywają lot zwiadowczo-wysokościowy za łóżko, a to z kolei uciekają z pola bitwy prosto do szuflady z ulubionymi zabawkami.

Wcześniej jednak starcie z Gabriellą I Okrutną, kończyło się całkowitym obślinieniem z możliwością utraty filcowej podkładki. Wielu drewnianych rycerzy przypłaciło to bezpowrotnym uszczerbkiem na wizerunku, a czarny hetman przepadł bez śladu. Został jednak, po okresie żałoby, zastąpiony białą wieżą, która jest stawiana na głowie, by nie myliła się ze swoimi braćmi-wieżami.

szachownica

Najbardziej przeżyłem utratę czarnego hetmana JA. Ten komplet szachów służył mi wiernie od 7. roku życia i czułem się z nim mocno związany. Z czasem dałem jednak za wygraną i pozwoliłem im poodrywać filc, którym były podklejone figury. Przestałem przeżywać każdą rysę na szachownicy i figurach, bo wierzę, że efekt takiego zżycia się dzieciaków z szachami zaprocentuje w przyszłości.

Dlaczego szachy?

Z tego co mi wiadomo, najlepsza szkoła szachów jest w Rosji. Tam szachów uczy się w szkole podstawowej, a dzieci zaczynają często już w przedszkolu w wieku 5 lat!

U nas w Polsce nie docenia się jeszcze tej gry, nie ma więc ogólnie dostępnych zajęć szachowych dla maluchów. A szkoda. Szachy są w końcu nie tylko świetną zabawą, ale i treningiem umysłu. Uczą strategicznego myślenia oraz kształtują ducha rywalizacji.

Moich dzieciaków nie będę zmuszał do gry. Szachy są jedną z wielu rzeczy, które chciałbym im pokazać. A co będą chciały robić w życiu – wybiorą same. Muszą mieć jednak w czym wybierać, dlatego staram się pokazać im jak najwięcej ze swoich pasji.

Już teraz myślimy o ich przyszłości, bo są naszym największym skarbem!