“Dobry sen maluszka” Monika Huntjens – recenzja książki

dobry-sen-maluszka-monika-huntjens

Dawno już nie słyszałam o poradniku dla rodziców, który wzbudziłby tyle kontrowersji.

“Jeżeli któryś rodzic, tudzież opiekun dziecka uważa, że ono potrzebuje “treningu” (czytaj tresury jak pies), to polecam zamiast książki, najpierw kupić sobie młotek i się nim mocno stuknąć w głowę..!”

“Książka szkodliwa, wstyd, że wydawnictwo zgodziło się ją wydać.”

“Książka daje fatalne rady i zalecenia.”

“Ta książka powinna być wycofana z druku. Przekonywanie rodziców, żeby nie przejmować się, jeśli dziecko wymiotuje ze stresu, kiedy próbuje się je na siłę położyć samotnie w łóżeczku, powinno być pociągnięte do odpowiedzialności karnej. NIE, NIE i jeszcze raz NIE takiemu traktowaniu dzieci! Dzieci potrzebują bliskości rodziców, a nie tresury. Przestrzegam wszystkich przed stosowaniem się do pseudo rad zawartych w tym pseudo poradniku.”

“W książce opisane są metody znęcania się nad dzieckiem. Jestem przerażona, że tego typu “eksperci” wydają książki na polskim rynku.”

To tylko niektóre opinie, jakie można znaleźć w sieci na portalach na LubimyCzytać czy Ceneo. Widząc te niepochlebne komentarze, nie zadaję sobie pytania jak to możliwe. Wiedziałam, że tak będzie. Wiedziałam o tym już od chwili, gdy wzięłam tą książkę do ręki po raz pierwszy i zaczęłam ją kartkować.

Zacznijmy jednak od początku, czyli od przedstawienia autorki.

Monika Huntjens – kim jest?

Monika Huntjens to mama bliźniaków, które mocno dały się jej we znaki. Zafascynowana rodzicielstwem bliskości starała się być blisko swoich dzieci. Choć były w tym samym wieku, to miały zupełnie różne temperamenty i potrzeby. Dlatego też kiedy jedno nie sprawiało problemu, drugie dawało jej mocno popalić. A potem sytuacja się odwracała.

Przemęczenie spowodowane ciągłą opieką nad bliźniakami i chroniczny brak snu, skłoniły ją do poszukiwania innych rozwiązań niż te bliskościowe. Polskie poradniki i blogi ją zawiodły, bo nie oferowały nic innego. Poszukała więc porad w publikacjach anglojęzycznych, głównie amerykańskich. Tak trafiła na Zaklinaczkę Dzieci Tracy Hogg, Ferbera (tego pana od zostawiania dzieci samych w pokoju, żeby zasnęły) i innych ekspertów, którym nie po drodze z rodzicielstwem bliskości.

Poznane metody przyniosły jej upragnione rozwiązanie problemów i przespane noce. Idąc za ciosem, Monika Huntjens ukończyła za oceanem specjalistyczny kurs i została certyfikowaną konsultantką ds. snu dziecka.

Tyle o autorce. A teraz o samej książce.

poradnik-dla-niewyspanych-rodzicow-huntjens

Dobry sen maluszka – co znajdziemy w książce?

Z grubsza rzecz ujmując autorka opisuje w jaki sposób nauczyć dziecko samodzielnego zasypiania, czyli jak doprowadzić do sytuacji, kiedy dziecko położone do łóżeczka samodzielnie zaśnie i pozostanie w nim aż do rana. Aby ten stan osiągnąć, zaleca dwie metody, a w zasadzie jedną – odkładania i nie reagowania na protesty w wersji light (rodzic siedzi obok na krześle) albo hard (rodzic wychodzi z pokoju i wraca po upływie określonego czasu).

usypianie-dziecka-metoda-krzeselkowa-monika-huntjens

usypianie-dziecka-metoda-interwalow-czasowych-opinie

poradnik-dobry-sen-maluszka-recenzja

Metodę krzesełkową stosowałam z powodzeniem przy każdym z dzieci, ale w wersji dla mięczaków, bo zawsze reagowałam na płacz dziecka i nawiązywałam kontakt fizyczny. Takie podejście było dla mnie naturalne i mimo wszystko nie miałam większych problemów z tym, żeby dzieci spały w łóżeczku. Natomiast metody interwałów czasowych nie byłabym w stanie przetrwać chyba nawet po zażyciu solidnej dawki leków uspokajających.

To jednak nie wszystko. Dobry sen maluszka jest przepełniony schematami dnia, wieczoru, nocy i harmonogramami zaprzestawania nocnego karmienia, rezygnacji z drzemki w ciągu dnia czy wreszcie nauki samodzielnego zasypiania.

karmienie-dziecka-w-nocy-poradnik

dobry-sen-maluszka-karmienie-nocne-poradnik

Karmienie piersią z zegarkiem w ręku? Jakoś średnio podoba mi się ten pomysł.

jak-usypiac-dziecko-poradnik

jak-uspic-dziecko-recenzja-poradnika

monika-huntjens-poradnik-usypianie-dziecka

Już przy pobieżnym kartkowaniu czułam mocny wpływ zaklinaczki dzieci. Takie skojarzenie nie mogło zwiastować powodzenia temu poradnikowi. Każdy, kto choć trochę orientuje się w nowoczesnym rodzicielstwie, wie, że Tracy Hogg dla współczesnego młodego rodzica jest wcielonym złem, właśnie z powodu zalecania narzuconego z góry planu dnia.

Niemniej jednak uważam, że od ekspertów od wychowania dzieci z harmonogramem i planem dnia w ręce, można się czegoś wartościowego nauczyć. Trzymanie się tych planów, wprowadzanie rutyny i ich sposoby nauki samodzielnego zasypiania, czy karmienie z zegarkiem w ręku jest sprzeczne z ideą podążania za dzieckiem. Czasem ich rady pomagają jednak wyłapać przyczyny problemów i znaleźć sposób radzenia sobie z danym problemem. Na przykład, jeśli dwulatek urządza sobie wieczorną drzemkę, a potem bryka do 1 w nocy, to warto przeanalizować swój plan dnia i poszukać tam przyczyny takiego zachowania, a następnie wprowadzić pewne delikatne zmiany.

W najśmielszych snach (nomen omen) nie przypuszczałam jednak, że autorka może się jeszcze bardziej narazić na krytykę…

Dlaczego Dobry sen maluszka bulwersuje rodziców?

Wszystko rozchodzi się o kilka zdań, w których autorka informuje rodziców, że niektóre dzieci w wieku około 1,5-2,5 lat (czyli tzw. buntu dwulatka) mogą reagować na próby nauczenia ich samodzielnego zasypiania (czytaj: odkładania do łóżeczka i pozostawiania samych w pokoju) gwałtownym płaczem, który może prowadzić nawet do wymiotów.

Gdyby jednak to było tylko kilka zdań…

usypianie-dziecka-placz-poradnik

usypianie-dziecka-placz-poradnik-huntjens

Zwróćcie uwagę, że fragment dotyczący płaczu powtarza się w książce i trudno go przeoczyć. Na górnym zdjęciu widać fragment tekstu po prawej stronie, a ten sam fragment z trochę innym formatowaniem pojawia się w innym rozdziale (zdjęcie powyżej). Widocznie autorka uznała, że jest to na tyle ważne, że należy to powtórzyć.

Co autorka ma na swoją obronę?

Zanim zaliczycie Monikę Huntjens do grona potępionych ekspertów od parentingu, przeczytajcie co ona sama ma na swoją obronę:

Jako pierwsza polska Konsultantka ds. Snu Dziecka, która w ręce niewyspanych rodziców oddała poradnik prezentujący zupełnie inne podejście do snu maluszka niż nurt RB, byłam przygotowana na krytykę. Nie sądziłam jednak, że pewne środowiska opierać ją będą na trzech zdaniach wyjętych z książki liczącej ponad 300 stron…

W mojej książce zamieściłam krótką, ale rzeczową informację o specyficznej reakcji na stres u niektórych dzieci – o wymiotach. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to komfortowa wiedza dla rodziców, ale jako ekspertka będę się dzielić wszystkimi informacjami, które uważam za istotne.

Nie mogę ich pomijać tylko dla własnego komfortu, żeby uniknąć fali krytyki. U nielicznych dzieci reakcja na stres – silniejsze emocje – może spowodować wymioty.(…)

Trudny w odbiorze fragment mojej książki nie mówi rodzicom, aby nie przejmowali się opisaną sytuacją, ani że jest ona zupełnie normalna albo aby pozostawili dziecka same (to oczywiste, że musimy mu pomóc – pisząc książkę nie przyszło mi do głowy, że ktoś mógłby ten fragment interpretować inaczej.

Jest to informacja dla rodziców dzieci, u których taka reakcja na wprowadzane zmiany wokół snu może się zdarzyć. Może, ale nie musi, a z mojego doświadczenia wynika, że zdarza się wyjątkowo rzadko.

Po tych słowach następuje lista ekspertów, którzy w swoich publikacjach i wywiadach również mówią o tym, że dziecko może podczas płaczu wymiotować. Pełny komentarz autorki znajdziecie tutaj.

Czy kupuję to wytłumaczenie?

Tak średnio :/

  1. Pisząc do młodych, niedoświadczonych rodziców trzeba wiedzieć, że słowa mogą być interpretowane na wiele sposobów. Trzeba ważyć każde zdanie po kilka razy. Szczególnie, jeśli wydaje się książkę, której nie można w dowolnej chwili edytować. Czy da się to zrobić dla 300-stronicowej książki?
  2. Zmęczony rodzic, którego własne dziecko poddało torturze ;) pozbawiając snu, nie myśli racjonalnie. Jeśli jest napisane, że dziecko może wymiotować i tak się czasem zdarza, to ktoś może pomyśleć, że to normalne i nie należy się przejmować ani zapobiegać tak skrajnej sytuacji. W końcu nocny sen jest najważniejszy.
  3. Linki podane w wyjaśnieniu opublikowanym na stronie autorki nie działają, trudno więc zweryfikować podane źródła. /Próbowałam nawet przez strony, które archiwizują zasoby internetu, ale się nie udało./ To zastanawiające, z uwagi na to, że książka pojawiła się w sprzedaży niespełna 3 miesiące temu.
  4. Słowa “zdarza się wyjątkowo rzadko” nie mówią nic o tym jak często taka sytuacja może się zdarzyć. W świadomości rodzica pojawia się jednak taka furtka, że nawet kiedy dziecko z nerwów zwymiotuje, to nie należy przerywać nauki.

poradnik-jak-uspic-niemowlaka-recenzja-dobyr-sen-maluszka

Dobry sen maluszka – moja opinia na temat poradnika

Książka zawiera kilka celnych uwag, które wrażliwy na potrzeby dziecka rodzic może uznać za wartościowe – na temat białego szumu, szumisiów (spoiler: nie poleca misiów) czy izolowania dziecka od niebieskiego światła. Brakuje w niej jednego, niezwykle ważnego elementu: empatii.

Dziecko to nie maszyna, którą się programuje. To człowiek. Człowiek, który ma swój naturalny zegar biologiczny i potrzebę snu o określonej porze. Dla dobrego samopoczucia swojego i dziecka możemy ten system delikatnie modyfikować, modelować za pomocą szumu, uspokajającej muzyki czy zaciemnienia pokoju. Możemy nieco skracać drzemki w ciągu dnia. Możemy tak planować dzień, by o określonej porze miało sposobność drzemki albo jej nie miało. Zawsze jednak musimy (musimy!!!) pamiętać, że plany trzeba dostosować do dziecka. Do jego potrzeb i sygnałów, które nam wysyła. Tylko wtedy unikniemy problemów.

Czytając ten poradnik byłam zaskoczona ilością schematów drzemek i karmienia. Niedoświadczony, zagubiony rodzic może je odebrać dosłownie. A tymczasem mały człowiek to człowiek i wcale nie musi zachowywać się książkowo.

Dziecko to nie program komputerowy

Mam troje dzieci, z których każde jest inne. Każde ma inny zegar biologiczny. Mati od 4. miesiąca życia spał w nocy od 19 do 7 rano, a w dzień maksymalnie trzy razy po 15 minut.

Gaba od czasu życia płodowego największą aktywność wykazywała między 21 a 1 w nocy. Po urodzeniu przysysała się do piersi na 3 godziny wieczorem, a potem nie jadła aż do 10-11 rano. Teraz ma 6 lat i ożywia się o 21, a śniadanie je dopiero o 11. Nawet, gdy zmuszę ją do zjedzenia mini śniadania wcześniej, to o 11 i tak chce jeść. Ten typ tak ma.

Nela jest typem mieszanym. Wstaje zawsze o świcie – zimą koło 8, latem przed 5. Nie pomagają nawet spuszczone na noc rolety zewnętrzne. Na szczęście Mati wstaje razem z nią, więc nie narzeka na brak towarzystwa. Wieczorem Nela pada snem kamiennym na dwie godziny, a potem wstaje i szaleje razem z Gabą. Taka sytuacja jest męcząca dla całej rodziny, dlatego staramy się zapewnić Neli rozrywkę (bajka, wspólne przygotowanie kolacji, kąpiel) tak, żeby nie dać jej zasnąć zbyt wcześnie i połączyć wieczorną drzemkę z nocnym snem.

I tu dochodzimy do sedna sprawy.

Co robić kiedy odpowiadanie na potrzeby dziecka staje się uciążliwe?

Wszystko jest dobrze, dopóki naturalny rytm dziecka i zaspakajanie jego potrzeb (godzin snu, przytulania przed zaśnięciem, nocnego karmienia itd.) nie dezorganizuje nam życia. Kiedy zwyczaje malucha zaczynają nam przeszkadzać, nasze granice są naruszane i zaczynamy szukać innych rozwiązań. W tym momencie wyczerpani rodzice porzucają bliskościowe ideały i sięgają po rady innych ekspertów, tak jak zrobiła to Monika Huntjens.

Ja w takich sytuacjach staram się modyfikować te zachowania, korzystając z metod podobnych do tych proponowanych w Dobrym śnie maluszka. Analizuję więc nasz naturalny rytm dnia i szukam punktów, które pomogą mi wprowadzić pożądane zmiany. Na przykład, żeby nie dać Neli sposobności do drzemki, szykujemy razem kolację albo bawimy się razem w kąpieli. Nigdy nie robię jednak rzeczy, które budzą zdecydowany opór dziecka. Nie przejmuję się brakiem konsekwencji i kiedy moje dziecko zaczyna płakać, jestem przy nim i tulę do siebie głaszcząc je po głowie. Kiedy Nela popłakuje ze zmęczenia i jest wyraźnie senna, to pozwalam jej zasnąć nawet wiedząc, że potem nie będzie chciała pójść spać przed 23. Tak naprawdę nie jest kwestia braku konsekwencji tylko empatii i wrażliwości na jej potrzeby. Dzięki temu uczy się reagować na sygnały wysyłane jej przez organizm i rozpoznawać senność.

Nie słuchaj ekspertów, którzy nie pozwalają przytulać płaczącego dziecka!

Nie znam metod pracy pani Moniki z dziećmi i rodzicami w praktyce. Nie wiem na ile jest ona empatyczną osobą, a na ile kurczowo trzyma się sztywno opisanych reguł. Nie wiem na ile podczas nauki samodzielnego spania i zasypiania rodzic ma być towarzyszem, a na ile trenerem (lub treserem) dziecka.

Znam jednak mamy, które stosowały metodę interwałów czasowych/Ferbera/3-5-7 i potem bardzo tego żałowały. Do dziś żałują. Choć ich dzieci są już duże, że nie reagowały, kiedy dzieci wyciągały do nich rączki. Do dziś słyszą ten przeraźliwy wrzask, gdy wychodziły z pokoju, a dziecko płakało, aż w końcu zasnęło. Choć intuicyjnie czuły, że to nie jest dobre, robiły to, bo gdzieś wyczytały, że tak właśnie należy robić. Nie idź tą drogą.

Na koniec dobra rada doświadczonej mamy ;)

Polecam dystans do poradników, które obiecują rozwiązanie wszystkich Waszych rodzicielskich problemów. Takie rozwiązania nie istnieją, a jedyne, co może Wam naprawdę pomóc to dobra relacja z dzieckiem i bycie w zgodzie z samym sobą.

A jeśli brakuje Ci, droga Młoda Mamo, snu, to wyślij dziecko na spacer z babcią/nianią/tatą i po prostu się prześpij. Postaraj się też wykorzystywać drzemkę dziecka na spanie. Nie wstydź się prosić o pomoc i nie miej wyrzutów sumienia, że stracisz ważną chwilę z życia Twojego dziecka. Wyspana będziesz miała więcej siły, by być jeszcze lepszą mamą, a problemy ze snem Twojego dziecka w końcu kiedyś miną.