Pochwała bywa szkodliwa

Superkid
Jeżeli chwalisz swoje dziecko i myślisz, że dzięki temu stanie się ono Superdzieckiem, to możesz się na tym grubo przejechać. Nieumiejętnie stosowane pochwały mogą sprawić, że Twoje dziecko zacznie o nie zabiegać robiąc wszystko tylko po to, żeby zadowolić otoczenie.

Pochwała wszystkiego

Każdy rysunek namalowany przez dziecko jest najpiękniejszy na świecie. Matkę zachwyca on zawsze. Zawsze, nawet wtedy, gdy odgadnięcie co on tak naprawdę przedstawia graniczy z cudem. Zwykle więc spieszymy z pochwałami, które wyrażają nasz entuzjazm dla zdolności artystycznych małego malarza.

A tymczasem coraz częściej słyszymy o wychowaniu bez kar i nagród. O tym, że chwalenie dziecka wcale nie jest takie dobre, że może przynieść więcej szkody niż pożytku…

Chwalimy jednak, bo mamy przekonanie, że chwalenie motywuje do dalszego działania. Dziecko, słysząc pochwalę, niczym pies Pawłowa, uczy się, że trud się opłaca, bo rodzic je doceni, poświęci mu uwagę i może nawet da jakieś bezglutenowe ciacho w nagrodę.

Chwalimy na potęgę: za siusiu zrobione do nocnika, za bazgroły na kartce, za zjedzenie obiadu, za samodzielne założenie bucików… za posłuszne wykonanie polecenia, za zrobienie babki z piasku, za podzielenie się zabawką i za pójście do przedszkola bez grymaszenia.

Chwalenie a egoizm rodziców

Typowe pochwały słyszane przez dzieci to:
– Pięknie! Bardzo mi się to podoba.
– Jestem z dumna, że podzieliłeś się zabawkami z kolegą.
– Bardzo ładnie rysujesz. Widzę, że masz talent po tacie.
– Ale byłaś grzeczna, wcale nie musiałam Cię upominać!

No właśnie, JA jestem dumna, MNIE się podoba. Ale czy dziecko czuje to samo? Czy jest z siebie zadowolone dlatego, że zostało pochwalone czy dlatego, że sprawiła mu przyjemność wspólna zabawa jedną zabawką?

Komu rysunek miał sprawić przyjemność? Jeżeli była to laurka dla Mamy czy Taty, to nasuwa się odpowiedź, że obdarowanemu – w końcu taki jest cel dawania prezentów. Ale sam proces rysowania laurki powinien sprawiać przyjemność przede wszystkim dziecku.

Chodzi mi o to, żeby nauczyć dziecko zadowolenia i poczucia spełnienia z własnych dokonań i działania, bez uzależniania go od pochwał innych.

Pochwały są oparte na porównywaniu

Wróćmy do chwalenia rysunków. Większość pochwał sprowadza się do powiedzenia:

– Ale pięknie narysowałaś!

– Rysujesz najpiękniej na świecie!

– Drugi Picasso nam rośnie…

– Ty to masz talent. Fiu, fiu!!!

Dziecko karmione takimi pochwałami buduje poczucie własnej wartości na porównaniu z innymi. Bo skoro ja rysuję “pięknie” to ktoś inny robi to brzydko. Albo przynajmniej mniej pięknie. Radość płynąca z rysowania jest stopniowo zastępowana przez przyjemność jaką dają pochwały.

A co się stanie, gdy artystyczna wizja dziecka rozminie się z wizją nauczycielki plastyki? Kiedy usłyszy, że inne dziecko jest tak samo chwalone? Poczuje się nie docenione, a może nawet zniechęci się do rysowania.

Podobnie może być z każdym innym przedmiotem w szkole, począwszy od polskiego i interpretacji wierszy, a skończywszy na matematyce i własnym sposobie rozwiązania danego zadania. Innym, równie dobrym przykładem jest sport, który sam w sobie powinien być przyjemny, ale gdy dziecko odkryje, że daleko mu do mistrza szkoły w skoku w dal, to poczuje się zdemotywowane. Jeśli miałaś zawsze tróję z w-fu, bo ostatnia z klasy dobiegałaś do mety, to jest duża szansa, że nie pałasz miłością do sportu. Mam rację?

Być może dziecko będzie miało szczęście i znajdzie się przy nim przyjaciel, który go pocieszy mówiąc, że na opinii nauczyciela świat się nie kończy. Być może wystarczy pociecha w domu i gorąca domowa szarlotka na poprawę nastroju. Jednak w tych wszystkich sposobach na odzyskanie dobrego nastroju i wiary we własne siły nie dotykają sedna problemu.

Samoocena uzależniona od komplementów innych osób to zerowa samoocena.

Samo-ocena musi wynikać z wnętrza osoby, której ona dotyczy. Jeśli będzie ona jedynie lustrzanym odbiciem tego, co mówią bądź myślą inni, to nie będzie Twoją samo-oceną, ale laurką wystawioną przez innych.

O co chodzi w wychowaniu bez pochwał?

W nie–chwaleniu chodzi o to, żeby nie budować poczucia wartości dziecka na jego przekonaniu, że jest ładne, mądre, utalentowane, bo kiedy ktoś będzie w czymś lepszy od niego, to jego poczucie wartości i wiara we własne możliwości się załamią. Chodzi o to, żeby kłaść nacisk na podejmowany wysiłek niż efekty i przez to motywować do dalszego wysiłku. Żeby pobudzić motywację wewnętrzną czyli robienie czegoś bez oczekiwania nagrody czy pochwały, dla siebie.
Jak to mam nie chwalić dziecka?

W przypadku 1,5 rocznego dziecka wszystko może być wielkim osiągnięciem i jak najbardziej powinnaś okazywać entuzjazm dla tych małych sukcesów. W self-regu nazywamy to pozytywnym wi-fi.

To, coś po pozostało nam po przodkach z czasów, kiedy komunikacja niewerbalna była podstawowym narzędziem komunikowania się. Najprościej mówiąc, są to wszystkie sygnały wysyłane przez nasze ciało, które są obierane przez drugą osobę (w tym wypadku dziecko).

To unikalne połączenie tworzy więź między rodzicami i dzieckiem, ale też utrwala w dziecku pozytywne skojarzenia związane z pewnymi sytuacjami. Weźmy przykład… huśtawki. Widząc Twoją radość płynącą z huśtania dziecka, dostaje ono komunikat, że to co robi jest bezpieczne, dobre i może się tym cieszyć. Gdybyś stała spięta i cały czas przestrzegała je przed upadkiem, podtrzymywała rękami albo asekurowała, to dziecko kojarzyłoby huśtawkę z potencjalnym zagrożeniem i nie cieszyło się z zabawy na niej.

Podobnie działa to w przypadku rysunków, które tworzy Twoje dziecko, pierwszej samodzielnie zrobionej kanapki czy nauki czytania.

Wróćmy jeszcze na moment do przykładu huśtawki. Ważne jest, żeby zwracać uwagę dziecka na przyjemność huśtania, a nie na to jakie jest dzielne czy duże, bo się na niej huśta. Niech samo huśtanie będzie nagrodą, a nie pochwały mamy.

Chwaląc efekty zabierasz naturalną satysfakcję z podejmowanych działań.

Człowiek nie jest samotną wyspą, potrzebuje drugiego człowieka – to prawda. Niemniej jednak szczęśliwi ludzie nie uzależniają swojego szczęścia od dóbr materialnych i drugiego człowieka.

Szczęście tkwi w nas samych i to właśnie powinniśmy przekazać naszym dzieciom!

Zachęcanie i motywowanie zamiast pochwał

Dobrym sposobem na zmotywowanie dziecka do aktywności (czy to sportowej czy artystycznej) jest zachęcanie go poprzez zwracanie jego uwagi na daną sytuację i szukanie w niej przyjemności.

Czasami, by zmotywować dziecko, wystarczy powiedzieć:
– Może pokolorujesz jeszcze to drzewo? Tak ładnie Ci to wychodzi! (drobna pochwała na zachętę, a nie jako zwieńczenie)
– Jesteś zmęczony, ale może znajdziesz jeszcze trochę siły żeby dojść do tamtego zakrętu? (wyznaczenie mniejszego celu)
– Podziel się zabawkami z kolegą, to pobawicie się razem. Przyjemnie jest razem się bawić? (drobne poświęcenie dla lepszego efektu)

Pochwały uzależniają

Początkowo, gdy pierwszy raz przeczytałam o tym, że pochwały nie są dla dziecka wcale takie dobre, bo mogą sprawić, że dzieci skupią się jedynie na uznaniu w oczach innych, pomyślałam: Co za brednie! Przecież Mati tak bardzo się cieszy gdy go chwalę.

Później przypomniałam sobie jednak swoje szczenięce lata i szkolne problemy jednej z moich koleżanek, która ewidentnie uczyła się nie dla siebie tylko dla ocen. A raczej zdobywała dobre oceny po to, żeby zamienić je w domu na pochwały i uznanie w oczach mamy. Wtedy pomyślałam sobie, że nie chcę by moje dzieci żyły pod dyktando moich oczekiwań i zaczęłam je rzadziej chwalić.

Wychowanie do niezależności

Chciałabym, by moje dzieci żyły i były szczęśliwe w taki sposób, jaki same wybiorą. Mówiąc do nich staram się więc coraz częściej zwracać im uwagę na ich własne upodobania i preferencje, a nie na moje oczekiwania względem nich. Nie chcę uzależniać ich poczucia własnej wartości od uznania innych osób i robię wszystko, by tak właśnie nie było.

Pierwszy sekret szczęścia to emocjonalna niezależność. Wiesz, co mam na myśli? Nie można oczekiwać, że szczęście da ci druga osoba, albo że ona uczyni cię szczęśliwą. Nie możesz nawet oczekiwać, że pozwoli ci być szczęśliwą, jakbyś musiała prosić o pozwolenie czy coś. Trzeba swoje szczęście stworzyć samemu, w środku i nie pozwolić, by ktokolwiek je tknął albo odebrał.

Cytat pochodzi z książki Sharon Owens – Siódmy sekret szczęścia.

Zobacz także:

Szacunek vs. wolność wyboru - banerM9