O zakazach i karaniu – NLP cz.3

ukarana dziewczynka

fot. Shutterstock

 

Programowanie Neurolingwistyczne (w skrócie NLP) zakłada, że sposób w jaki rozmawiamy z innymi osobami pozwala nam wpływać na ich zachowanie.

Nie ukrywam, że jest to to, co najbardziej mnie w NLP interesuje – w końcu sterowanie zachowaniem dziecka słowami, bez biegania, łapania i krzyczenia na nie jest jednym z moich największych pragnień. Oczywiście zaraz po spokojnie przespanej nocy ;)

Mapa z drogowskazami

Wiecie, że mózg nie rozumie słowa NIE? Specjaliści i twórcy NLP odkryli, że nasz umysł stosuje dośc zawiły mechanizm rozumienia przeczenia. Najpierw pojmuje podstawowy sens zdania lub polecenia, a dopiero po chwili jego negację.

Idąc dalej tym tropem część fachowców doszła do bardzo prostego wytłumaczenia nieposłuszeństwa małych dzieci – one po prostu nie rozumieją co się do nich mówi! A raczej przechodzą do działania zanim jeszcze do ich świadomości dotrze informacja o negacji usłyszanego polecenia.

Wyobraź sobie, że Twoje dziecko właśnie przechodzi w trampkach obok kałuży i najwyraźniej ma zamiar do niej wejść. Mówisz więc pogodnym, łagodnym głosem do dziecka:

– Nie radzę Ci wchodzić do wody.

Najszybsza reakcja na takie polecenie, to oczywiście wejście do wody. I tak pewnie zrobi Twoje dziecko. Gabcia by weszła. Jestem tego pewna, bo niby skąd miałaby wiedzieć, że nie radzę wypowiedziane z uśmiechem znaczy to samo co Nie wolno?! /Przykład wzięty z życia, podsłuchany wczoraj na placu zabaw. Niewiarygodne, ale matka mówiła tak do dziewczynki w wieku Gabci./

Gdybym jednak powiedziała:

– Chodź tędy, za mną.

To szansa ominięcia kałuży w suchych butach wzrosłaby co najmniej kilkukrotnie. Różnica polega na tym, że w pierwszym przypadku dziecko dostało jedynie zakaz z magicznym słowem NIE, bez instrukcji co tak właściwie trzeba zrobić. W drugim przypadku komunikat był drogowskazem, wskazówką co należy zrobić.

Nie wolno!

Najlepiej w rozmowach z dzieckiem unikać słowa “NIE” i zamiast zakazów dawać mu krótkie i zwięzłe polecenia.

Zamiast Nie uciekaj lepiej powiedzieć Chodź do mnie.

Zamiast Nie wolno! można przecież powiedzieć Uważaj, gorące!

W spokojniejszej sytuacji nie wymagającej natychmiastowej interwencji można próbować skupić uwagę dziecka na czymś innym, na przykład mówiąc: Pobawimy się samochodzikiem?. Albo cokolwiek innego, co odwróci uwagę dziecka.

Tak na marginesie, przyznam się Wam, że ja akurat jestem fanką zwrotu Nie wolno, ale staram się nie używać go jako słowa-wytrychu w każdej sytuacji, gdy chcę wpłynąć na zachowanie moich dzieci. Używam go zwykle w sytuacji zagrożenia – gdy się wspinają na meble, próbują wyjrzeć przez otwarte okno albo dać nogę z placu zabaw, a sytuacja wymaga wyjątkowych środków.

Zakazom mówimy NIE!

Obserwując dzieci na placu zabaw można się wiele nauczyć, ale przede wszystkim można podejrzeć jak sprytnie omijać zakazy.

Pewnego razu przyszła na nasz osiedlowy plac zabaw dziewczynka w białych rajstopkach. Bez zabawek, bo po co komu zabawki jak ma nieskazitelnie białe rajstopki. Miała za to gorącą chęć zabawy w piachu i równoczesny jej zakaz.

Po kilku nieudanych próbach wtargnięcia do piaskownicy z których każda zakończyła się wyjęciem z okrzykiem Bo się pobrudzisz!, mała wpadła na inny pomysł. Znalazła patyk i patykiem zaczęła rozgrzebywać kretowisko. Tam to się dopiero pobrudziła! Ciekawość świata jest silniejsza niż zakazy, dlatego zamiast nich lepiej dać dziecku drogowskazy – pokazać inną zabawę albo założyć bezpieczny strój.

Zakaż dziecku biegania po kałużach i pozostaw je samo sobie, a ono wymyśli sobie prędko inną, jeszcze lepszą=brudzącą zabawę.

Jednak nie ma tego złego… Beztroskie babranie się błocie, bieganie boso po trawie i jedzenie rękami to równoczesny trening zmysłów i koordynacji ruchowej. Mieszanie kijem w kałuży ćwiczy utrzymywanie równowagi, bo trzeba się do tej kałuży pochylić albo kucnąć i nie wywrócić. Ponadto samo machanie patykiem też ćwiczy rękę, a konkretnie nadgarstki. A zatem możemy taką zabawę uznać za niesłychanie rozwijającą ;)

Zadanie zamiast kary

Innym sposobem na zaprogramowanie kilkulatka na dobre zachowanie jest przydzielenie mu zadania.

Kilka dni temu TT był z Tygrysiakami na placu zabaw. Jak to zwykle on, wszedł z dzieciakami do piachu i zaczął budować zamek. W kilka minut zleciało się całe podwórkowe towarzystwo, bo wiadomo, że jak dorosły organizuje zabawę, to szarańcza zaraz przyleci.

W całym tym towarzystwie był jeden chłopiec, który zamiast pomagać w budowaniu nieustannie burzył. Podbiegał z krzykiem do piaskownicy, niszczył część zamku i uciekał. Oczywiście TT z babcią malca-niszczyciela doprowadzili go do porządku upominając i sadzając za karę na ławce.

Zapytałam więc TT dlaczego po prostu nie przydzielił mu jakiegoś zadania. W odpowiedzi zobaczyłam najpierw wielkie oczy mojego męża, a dopiero po chwili usłyszałam:

– Nie pomyślałem o tym.

Zanim ukarzę dziecko staram się je najpierw zrozumieć. Wszyscy się bawili w budowanie zamku, mały pewnie czuł się niepotrzebny, bo nie miał się z kim bawić. Pewnie dlatego wpadł na pomysł burzenia i psucia innym świetnej zabawy.

A tymczasem może wystarczyło tylko dać mu wskazówkę, wręczyć wiaderko i kazać usypać nową super potrzebną wieżę dla zamkowych strażników?

 

PS. Artykuł powstał w ramach cyklu NLP w wychowywaniu dzieci.

Czytając książkę NLP dla bystrzaków natrafiłam na tyle ciekawych uwag, że postanowiłam podzielić się nimi i naszymi doświadczeniami z ich stosowania w cyklu artykułów na temat NLP w wychowywaniu dzieci. Cykl gości na blogu przez całe dwa tygodnie, a poniżej znajdziecie linki do pozostałych artykułów opublikowanych w ramach tego cyklu.

NLP #1 - baner

NLP #2 baner