Kogo by tu ukarać? NVC w praktyce

Porozumienie bez przemocy (ang. nvc) nauczyło mnie, że w żadnej sytuacji nie ma winnych. Wszystko w życiu kręci się wokół (nie)zaspokojonych potrzeb, a to, co nazywamy “nieodpowiedzialnością” wynika z chęci zaspokojenia potrzeb, o których zapomnieliśmy. Zdarza się, że obarczamy dzieci odpowiedzialnością, a one nie dają rady jej udźwignąć. Jak się wtedy zachować? Ukarać, palnąć kazanie czy może nie robić nic? 

Poznajcie historię, która niedawno się nam przydarzyła.

baner-trzy-zdjecia

Gabi (7 lat) i Mati (10 lat) idą sami na sanki. Przed wyjściem z domu umawiamy się, żeby się nie rozdzielali i nie wracali osobno. Jeśli jedno będzie chciało wrócić, niech wrócą razem albo przynajmniej niech przejdą razem przez ulicę, a dopiero potem niech się rozdzielą.

Po pół godzinie Gabi wraca sama.

– Gdzie jest Mateusz? Chciał jeszcze pozjeżdżać? – zagaduję ją zupełnie nieświadoma, że właśnie trafiam na minę.
– Nie wiem. Mati zjeżdżał, a ja już chciałam wracać, więc wróciłam –bezradnie rozkłada ręce.
– I nic mu nie powiedziałaś???
– No nie, bo nie chciało mi się go szukać…

Nie słucham dłużej jej tłumaczeń. Błyskawicznie zakładam śniegowce i płaszcz. Biegnę na górkę z nadzieją, że Mati jeszcze nie zauważył zniknięcia siostry i nie zaczął jej szukać. W połowie drogi widzę wracającego Mateusza.

– Gaba wróciła do domu? – woła już z daleka na mój widok.
– Tak, wróciła. Idę właśnie ci o tym powiedzieć, żebyś się o nią nie martwił. Jak masz ochotę, to możesz jeszcze pozjeżdżać.
– Nie, wracam już do domu – odpowiada głosem dalekim od entuzjazmu i idzie dalej ze spuszczoną głową.

Widzę, że jest daleki od entuzjazmu. Nie wiem tylko z jakiego powodu: jest zmęczony, zdenerwowany zniknięciem Gaby czy zły, bo go nie chciała słuchać i wymknęła się do domu bez słowa?

W powietrzu wisi awantura. Gabi siedzi przy biurku i rysuje, ignorując Matiego, który coraz bardziej zdenerwowany powtarza w kółko te same pytania:

– Dlaczego mnie zostawiłaś? Dlaczego nic nie powiedziałaś? Dlaczego to zrobiłaś???

Czuję, że muszę wkroczyć między nich.

– Gabi, dlaczego nie powiedziałaś Mateuszowi, że chcesz wracać?
– Bo mnie denerwował – odpowiada niechętnie znad kartki.
– A powiesz mi, czym cię denerwował?
– Tym, że zjeżdżał i się dobrze bawił, a ja zjechałam trzy razy i już więcej nie chciałam. Poza tym miałam śnieg w butach i w rękawiczkach – powoli wylicza Gabrysia.

Zwróćcie uwagę na to, że wymieniła same fakty bez własnych opinii i nie padło ani jedno słowo dotyczące bezpośredniego wpływu Matiego na jej stan! (czyli zgodnie z NVC użyła języka żyrafy!)

– A powiedział ci coś albo zrobił coś, co cię zdenerwowało? – próbuję dowiedzieć się czym Mati jej tak bardzo zawinił.
– No nie. W sumie to nie wiem, dlaczego mnie denerwował – odpowiada Gaba, zupełnie zbita z tropu.
– A może było ci zimno, znudziło ci się zjeżdżanie i chciałaś wracać, ale nie miałaś ochoty go szukać, żeby mu o tym powiedzieć, więc wróciłaś? Dobrze myślę?
– Tak – przyznaje Gaba.
– Aha…

To dla mnie informacja, że Gabi ponad spokój wewnętrzny brata i poczucie wspólnoty z nim przekłada własne potrzeby. Zdaniem Marshalla Rosenberga, twórcy metody NVC, nie ma w tym nic złego, bo dbanie o własne potrzeby jest najważniejszą umiejętnością w życiu.
Teraz już wiem, że następnym razem nie mogę jej jednak puścić samej z bratem. Dlaczego nie? Bo on czuje się za nią odpowiedzialny, a ona tego nie rozumie i nie pozwala mu zaspokoić jego potrzeby zapewnienia jej bezpieczeństwa, troszczenia się o nią. Dopóki do tego nie dojrzeje do zrozumienia tego, będzie mogła wychodzić jedynie z kimś dorosłym, kto jest w stanie udźwignąć beztrosko podeptane przez nią poczucie odpowiedzialności za jej własne bezpieczeństwo.

Mati cierpi. Idę więc teraz do niego.

– Widziałem, że ona odchodzi, ale myślałem, że idzie na górkę. Dlaczego ona mi to zrobiła? Dlaczego nic nie powiedziała??? – ze łzami w oczach zasypuje mnie pytaniami. Jest bliski rozpaczy, ale chyba wiem jak mu pomóc.

– Gabrysia nie rozumie tego, że się o nią martwisz. Jest jeszcze na to za mało dojrzała, brakuje jej troszkę wyobraźni i empatii. Dla niej ważniejsze jest to, że chce wrócić do domu, niż to, że się będziesz martwić jej zniknięciem. Przypomnij sobie jak Nela nie może się powstrzymać przed zjedzeniem czekolady, którą znajdzie u ciebie w pokoju. Gabi tak samo nie umie się powstrzymać przed powrotem do domu, kiedy jest jej zimno albo się nudzi. To był trochę test jak ona się zachowa i czy dotrzyma umowy. Jak widać nie dotrzymała jej – staram się wyjaśnić jakoś motywy jej zachowania, żeby nie widział w jej zachowaniu chęci zrobienia mu na złość, ale jej potrzeby.

– Bałem się, że będziecie na mnie źli, że nie wróciłem z nią – ufff… po tych słowach wiem, że zrozumiał co kierowało Gabą. Ale na tym nie koniec rozmowy.

– Nie gniewam się na ciebie, że ona podjęła taką decyzję. Jest mi źle z tym, że obarczyłam cię za dużą odpowiedzialnością. Pozwoliłam, żebyś się poczuł za nią odpowiedzialny, a to JA jestem za nią odpowiedzialna. Nie ty. Wiedziałam, że możesz się zdenerwować jej zniknięciem i dlatego szybko poszłam ci powiedzieć, że wróciła do domu i jest bezpieczna… – nie mogę dokończyć, bo ktoś obejmuje mnie tak mocno, że nie mogę złapać oddechu <3

Co nvc mówi o odpowiedzialności?

Postawiłam moje dzieci w sytuacji, w której zachowały się inaczej, niż bym chciała. Dopuściłam do sytuacji, w której mój syn poczuł większą odpowiedzialność  niż jest w stanie udźwignąć. Gdyby Gabie coś się stało, Mati wyrzucałby to sobie do końca życia, choć tak naprawdę Gaba jest wystarczająco duża, by sama wrócić do domu (ma skończone 7 lat, może uczestniczyć samodzielnie w ruchu drogowym i nie mieszkamy przy ruchliwej ulicy).

W przyszłości muszę pomóc im wyznaczyć wyraźniejsze o granice poczucia odpowiedzialności za bezpieczeństwo każdego z nich. Szukając winnych tej sytuacji, powinnam wskazać więc na siebie. Dałam ciała na całej linii. Od pogrążenia się w wyrzutach sumienia ratuje mnie jednak znowu nvc, które mówi, że nie można stosować przemocy również wobec samego siebie i trzeba być wyrozumiałym.

W nvc nie ma czegoś takiego jak odpowiedzialność za uczucia drugiej osoby. Jako rodzic mam pewne obowiązki prawne (dbanie o bezpieczeństwo moich dzieci) i wychowawcze (nauczenie ich budowania relacji, komunikacji i troski o innych). Ale nie jestem odpowiedzialna za decyzje moich dzieci ani ich uczucia.

Co więcej, moim zdaniem w przypadku Gabi nie mamy w ogóle do czynienia z testem odpowiedzialności, a raczej z testem wrażliwości na potrzeby brata i wytrwałości w dotrzymywaniu zawartej wcześniej umowy. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo własne, to zachowała się całkiem rozsądnie – wróciła, gdy zrobiło się jej zimno, rozejrzała się zanim przeszła przez drogę i przez całą trasę miała założoną maseczkę. Tyle tylko, że spełniła mojej prośby, żeby wracali razem.

Kogo powinnam ukarać za nieodpowiedzialne zachowanie?

Nikogo.

porozumieniu bez przemocy nie ma winnych. Nikt więc nie zasługuje na karę ani upomnienie. Nie można karać nikogo za dążenie do zaspokojenia swoich potrzeb.

Nie mogę (i nie chcę) karać dziecka za to, że wróciło do domu, kiedy było mu zimno. Zresztą nie w tym problem. Jedyne, za co mogłabym je zganić to to, że poszła do domu nic nie mówiąc bratu. Co mogę z tym zrobić? Postarać się, by możliwie szybko nauczyła się usłyszeć potrzeby innych osób i brała je pod uwagę podejmując jakieś decyzje.

Każda taka sytuacja prowadzi nas do jeszcze lepszego poznania swoich i cudzych potrzeb oraz znalezienia sposobu ich jak najlepszego zaspokojenia. Nikt nie zachowuje się nieodpowiedzialnie, co najwyżej myśli w większym stopniu o zaspokojeniu własnych potrzeb niż potrzeb innych. Jak widać, każde z naszej trójki musi się jeszcze sporo nauczyć o potrzebach innych.

Co myślisz o takim podejściu do sprawy? Jak zachował(a)byś się na moim miejscu?