Cytryny i witaminy – zbawienna moc witaminy C

cytrusy - źródło witaminy C

Tata Tygrysiaków bezkrytycznie wierzy (a przynajmniej jeszcze do niedawna wierzył) w cudowną moc leczenia przeziębienia witaminą C. Za każdym razem, gdy dopada go katar albo zwyczajnie “niewyraźnie” się czuje, pada w naszym domu pytanie o cytryny.

No cóż… Pewnie większość Polaków tak właśnie robi, że zażywa witaminę C albo pije herbatę z cytryną jak tylko poczuje, że dopada ich przeziębienie.

Mój mąż w takiej sytuacji idzie do sklepu i przynosi cytryny. Dużo cytryn. O wiele za dużo, bo u nas w domu nikt herbaty z cytryną nie pije i za każdym razem jak je kupię, to ląduje to to potem w koszu. Ale nie komentuję. Niech robi chłop kilkudniowy zapas, żeby mieć potem co wyciskać. A wyciska po 1-2 połówki na kubek. Brrr…

Na początku naszego małżeńskiego życia myślałam, że chłop zwariował. I traktowałam go jak nieszkodliwego wariata. Do czasu aż pewnego razu podczas wspólnego wypadu na pizzę zamówił (w nagłym przypływie “niewyraźnych” odczuć) herbatę z połową cytryny. Kelner przyniósł herbatę w filiżance, a na spodeczku obok leżało… pół plasterka cytryny! Skonsternowany Tata Tygrysiaka (wtedy tylko jednego) wytłumaczył o co mu tak naprawdę chodziło. Jeszcze bardziej skonsternowany kelner przyszedł po chwili z całym talerzykiem plasterków i powiedział, że wszystkie cytryny mają już niestety pokrojone. Myślałam, że schowam się ze śmiechu pod stół patrząc jak Tata Tygrysiaków wyciska cytrynę plasterek po plasterku…

Po co to wszystko piszę? Z jednego prostego powodu.

Witamina C wcale nie pomaga zwalczyć przeziębienia.

O ile się nie ma jej niedoboru. Czy ktoś słyszał niedawno o jakichś zachorowaniach na szkorbut? Nie? No, a skąd niby ktoś w naszym kraju miałby mieć niedobór witaminy C, skoro jest ona powszechnie dodawana do żywności? Przepraszam, żywność jest w nią wzbogacana…

Czy nie zrodziło się nikomu pytanie po co dodawać ją na przykład do soków owocowych i przecierków dla dzieci? Nie sądzę, żeby producenci soków byli tak bardzo zatroskani o nasze, konsumentów zdrowie, aby dodawać ją po to żebyśmy byli zdrowsi.

Witamina C, czyli kwas askorbinowy to popularny przeciwutleniacz (oznaczany E300), który zapobiega ciemnieniu soków oraz innych przetworów. Ponadto pełni funkcje stabilizatora, regulatora kwasowości i substancji klarującej. Oznacza to, że witamina ta została tam najprawdopodobniej dodana w konkretnym celu, a producent, który jest zobowiązany podać tylko jedną z funkcji dodatku, wybrał sobie tę, która jest najlepiej postrzegana przez konsumentów. Albo też umieścił na etykiecie wielką adnotację: “Zawiera witaminę C“. Moim zdaniem jest to zwykła manipulacja.

Witamina C chwytem marketingowym

Otóż, jak pokazują badania naukowe, przyjmowanie zwiększonych dawek kwasu askorbinowego w czasie przeziębienia zmniejsza jedynie nieznacznie okres występowania dolegliwości. A i to tylko przy profilaltycznym zażywaniu go. Naukowcy prowadzący badania zaobserwowali skrócenie okresu choroby o 8%. Czyli gdy przeziębienie trwa tydzień, to jego objawy ustaną… ok. 14 godzin wcześniej? Wow!

Skąd zatem wzięło się przekonanie o zbawiennym wpływie witaminy C na walkę z przeziębieniem?

Pierwszym popularyzatorem tej teorii był amerykański dwukrotny laureat Nagrody Nobla Linus Pauling. Wierzył on, że przyjmowanie końskich dawek minerałów, mikroelementów i witamin wspomaga wydajność organizmu, a także podnosi odporność na choroby (w tym również na nowotwory). To właśnie jego badania prowadzane w latach 70. XX wieku i ich popularyzacja doprowadziły do rozsławienia witaminy C jako złotego środka na wszelkie choroby.

Niestety, właściwości te nie zostały potwierdzone przez innych naukowców. Jak się okazuje, witamina C może zmniejszyć występowanie przeziębienia nawet o połowę. Dzieje się tak jednak tylko w przypadku osób narażonych na stale zwiększony wysiłek fizyczny. Do tego grona “wybrańców” potrzebujących witaminy C należą m.in. maratończycy i żołnierze.

Powodów dla których do dnia dzisiejszego większość ludzi wierzy w cudowną anty-przeziębieniową moc kwasu askorbinowego jest kilka:

1. Nadmiar witaminy C jest wydalany z organizmu, zatem można ją stosować właściwie bez obaw o przedawkowanie.
2. Producenci dostępnych w aptekach środków “podnoszących odporność” również mają swój interes (money, money, money!) w podtrzymywaniu tego mitu.
3. Powiedzmy sobie szczerze: chętnie sięgamy po różne specyfiki, bo tak naprawdę lubimy się łudzić, że możemy zrobić coś, co przyspieszy naszą rekonwalescencję.

/My kobiety, coś o tym wiemy i dlatego namiętnie kupujemy kremy przeciwzmarszczkowe, redukujące rozstępy i całą masę innych mazideł tylko po to, żeby mieć poczucie, że robimy “coś” dla naszej niszczejącej w miarę przybywania dzieci i lat urody./

 

Zobacz także:

Szkodliwy talk?