Perfekcyjna Matka Polka zdemaskowana!

mama-w-maseczce-bawełnianej-w-kwiatki

– Co u was słychać? Jak sobie radzicie?
– Nawet nieźle… wczoraj przez cały dzień szyłam maseczki. Udało mi się zrobić 21 sztuk!
Chwila konsternacji, w czasie której czuję jak moja rozmówczyni przeżuwa swoje zaskoczenie.
– A ty to szyjesz tak dla siebie czy na sprzedaż? – w końcu pada z drugiej strony słuchawki.
– Dla nas, dla mamy, dla babci, dla sąsiadki babci… – wymieniam jednym tchem.

Pewnie, że jestem perfekcyjną matką. Piekę, gotuję, sprzątam, na święta pomyłam okna, codziennie opieram trójkę dzieci i męża, czytam książki, hoduję kwiaty, prowadzę kanały na Facebooku, Instagramie i od czasu do czasu wrzucę jeszcze coś na bloga. A do tego wszystkiego jeszcze szyję maseczki.

Trudno za mną nadążyć, prawda?

Czujesz podziw? Czujesz zazdrość, że robię tyle różnych rzeczy, a Ty nie możesz ogarnąć naczyń pozostałych po wczorajszym obiedzie? Ja czuję. Sama się zastanawiam skąd ta dziewczyna bierze na to wszystko energię.

mama-w-maseczce-na-twarzy

A teraz chwila prawdy

Maseczki szyłam własnoręcznie od 8 rano do 23. W tym czasie dzieci ganiały samopas, najczęściej na trasie szafka z czekoladą-kanapa. Telewizor leciał non stop. Na obiad były pierogi, kupione i odgrzane przez męża. Syf w kuchni ogarnęłam następnego dnia przed śniadaniem, które jedliśmy dopiero o 10:30. Maszynę do szycia, obcięte nitki i ścinki materiałów posprzątałam jeszcze później, bo przed kolacją. A za lekcje Matiego wzięliśmy się dopiero następnego dnia, w okolicach obiadu.

Tak to właśnie “ogarnęłam wszystko” i uszyłam maseczki mając w domu trójkę dzieci, psa i pracującego zdalnie męża. Żeby to zrobić, musiałam odpuścić wszystko inne. Nie mam wyrzutów sumienia z powodu tego, że nie było tego kreatywnych zabaw czy pożywnej surówki na obiad. W sumie to zwykle ich nie ma, ale to szczegół :P

Świadome odpuszczanie

Przekalkulowałam, jak będzie wyglądał mój dzień, jeśli wezmę się za szycie maseczek. Ile pieniędzy zaoszczędzę na samodzielnym szyciu w stosunku do zakupu gotowych masek. Ile zaoszczędzę zasobów naszej planety na przerobieniu starej pościeli i resztek materiałów zalegających w szafie od kilkudziesięciu lat. Ile rzeczy będę musiała zaniedbać i ile czasu zajmie mi nadrobienie ich w ciągu kolejnych dni. Na koniec podjęłam decyzję.

Kiedy zaczęłam się chwalić moimi własnymi maseczkami koleżankom, zdałam sobie sprawę, że konieczność odpuszczenia prowadzenia domu i zostawienia dzieci samych sobie na czas ich uszycia, nie jest wcale taka oczywista. Poczułam, że muszę się wytłumaczyć przed koleżankami, które też mają trójkę dzieci i też są przytłoczone nadmiarem obowiązków, że nie jestem supermatką. To nie tak, że ja ogarniam wszystko i jeszcze do tego szyję, a one są źle zorganizowane.

Szyję ALBO ogarniam

Nie da się tego połączyć. Zawsze ktoś albo coś musi zejść na dalszy plan. Tak samo jak:

  • Nie da się prasować sterty prania i równocześnie szyć wieczorami maseczek.
  • Nie da się oglądać ulubionego serialu i w tym samym czasie czytać dziecku książki.
  • Nie da się być perfekcyjną panią domu, w pełni oddaną matką i idealnym pracownikiem, a do tego spać codziennie po 8 godzin na dobę.

Nie da się w 100% spełniać w tych wszystkich obszarach!

A może się da, tylko ja jestem do niczego, bo tego nie umiem????

Ta podstępna myśl pojawia się w mojej głowie dość często. Podejrzewam, że i Tobie od czasu do czasu przemyka ona przez głowę. Zdecydowanie nie powinnyśmy się nią jednak przejmować. Nasze wyobrażenia o życiu innych wpędzają nas w poczucie winy. Wywierają dołującą nas presję.

Widzimy urywek czyjegoś życia i myślimy, że całe ich życie jest takie samo. Chcemy być tak cierpliwe i kochające jak ekspertki od rodzicielstwa bliskości, mieć wystrojone i uśmiechnięte dzieci jak instamatki, wysprzątany dom jak perfekcyjna pani domu, a do tego 5 posiłków przygotowanych przez mistrza kuchni, jakim nigdy nie będziemy. No dobra, chociaż 3…

A czy zapytałaś siebie czy te wszystkie osoby, do których się porównujesz mają to co Ty? Czy tak jak Ty mają ugotowaną zupę, przeczytaną książkę albo pomalowane paznokcie?

Nie będę czekać aż zapytacie mnie czy ja – blogerka szyjąca maseczki i pisząca tego posta ugotowała dzieciom zupę i ubiła na obiad kotlety. Sama Wam powiem, że niedawno pochwaliłam się na Instagramie ciastem na deser, bo głupio mi było pochwalić się obiadem – kupionymi w sklepie gołąbkami. Sfotografowałam się we własnoręcznie uszytej maseczce na tle białej ściany, bo to jedyne miejsce w całym domu… gdzie nie było widać tego kosmicznego bałaganu.

Same sobie dopowiedzcie czego jeszcze pewnie nie zrobiłam.

Ja tymczasem posprzątam kawałki jabłka, które Nela rozwaliła po całej kuchni, w czasie kiedy ja pisałam do was ten tekst 🙈 Mogłabym napisać, że zaniedbałam ją pozwalając na zrobienie bałaganu, ale po co się dołować. Lepiej się cieszyć z napisania kolejnego tekstu. Buziaki! ;)