Rodzina wielodzietna – wielka radość czy klęska urodzaju?

rodzenstwo-troje-dzieci

Na początek mam dla Was zagadkę. Co to jest: Gromada dzieci z gilami cieknącymi z nosa biega wokół zrezygnowanych rodziców. Brawo, zgadliście! To rodzina wielodzietna – obraz nędzy i rozpaczy wysoko rozwiniętego społeczeństwa. Przynajmniej według tych, którzy obawiają się, że przyjazna rodzinie polityka społeczna przyczyni się do rozrostu wielodzietnej patologii. Ale czy rodziny z (co najmniej) trójką dzieci rzeczywiście tak wyglądają? Zdecydowanie NIE. Walcząc ze szkodliwymi stereotypami postanowiłam podzielić się moimi przemyśleniami na temat wielodzietności.

Bez owijania w bawełnę zacznę od najczęściej powtarzającego się pytania: Jak wygląda życie rodziny z trójką dzieci? Zaskoczę Was! Wygląda zupełnie normalnie. Jest tylko odrobinę bardziej zwariowane, bo przy trójce dzieci nie można narzekać na nudę. Poza tym rozrywki dostarczają nam rozmowy z przypadkowymi osobami, które często dziwią się, że…

Wielodzietności nie widać

Serio jej nie widać. Gołym okiem to widać co najwyżej biedę, niepełnosprawność i czasami patologię. Nie mylmy tego jednak z wychowywaniem większej (>2) ilości dzieci.

Osobiście pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że wielodzietność bywa mylona z bogactwem i rozrzutnością. No bo kto normalny, w czasach panującej powszechnie mody na minimalizm, robi co kilka dni zakupy spożywcze za kilkaset złotych? Albo regularnie kupuje siatami zabawki i dziecięce ubrania? No kto?

Poza tym, zobaczcie jakimi wielkimi autami jeżdżą wielodzietni. Zwykle mają po dwa auta, z czego przynajmniej jedno ma wielki bagażnik typu combi albo jest po prostu minivanem. I znowu, kto normalny, w czasach gdy promuje się jazdę komunikacją miejską albo rowerem, kupuje takie wielkie auto? Bogacze, szpanerzy i nowobogaccy. Albo wielodzietni ;)

Reakcja otoczenia na rodziny wielodzietne

Skoro wielodzietność jest z patologią to z jaką reakcją otoczenia spotykają się rodzice trójki latorośli, gdy stan ich posiadania już się wyda? Czy ludzie odchodzą od nich, jakby się bali zarazić? A może pozwalają sobie na uszczypliwe uwagi typu „nie wiecie co to antykoncepcja?” Albo „kto to widział, w tych czasach tyle dzieci narobić?”. Otóż nie. Nic z tych rzeczy.

Naczęściej pojawia się zdziwienie.

-To Pani ma TRÓJKĘ dzieci?

-Tak. A co?

– A nie wygląda Pani…

Przez ostatni rok zdarzyło mi się przeprowadzić co najmniej kilkanaście takich dialogów. Serio. Ludzie zachowują się czasami tak, jakby każdy rodzic miał na czole wypisaną liczbę dzieci. Albo chociaż jakiś znak ostrzegawczy na ubraniu, np: „Uwaga, mam wiele dzieć!” albo “Wielomatka tu idzie!”.

Tymczasem moje dzieci mają takie same ubrania jak ich rówieśnicy, najmłodsza pociecha jeździ całkiem porządnym wózkiem i nawet buty na nogach ma niezniszczone. Ubrania po starszym rodzeństwie nosi sporadycznie, bo zanim odkryłam, że mam w brzuchu lokatora, zdążyłam pozbyć się już większości z nich. Zresztą, teraz i tak większość rodziców ubiera dzieci w Pepco, gdzie nowe ubrania można kupić za grosze.

Wizyty w sklepach odzieżowych to moje nowe hobby. W tych mniejszych zwykle pada pytanie czego szukam.
-Dla chłopca czy dla dziewczynki? A jaki rozmiar?
-W zasadzie każdy. I dla chłopca i dla dziewczynki. Przy czym dla chłopca raczej od 122. Dla dziewczynki każdy rozmiar pomiędzy 86 a 116 – kiedy pada taka odpowiedź na twarzy sprzedawczyni pojawia się niedowierzanie i lekko ironiczny uśmiech.

Nikt jednak nie ma odwagi pytać czy robię zakupy dla armii bratanków i siostrzenic czy też tylko dla swojej najbliższej rodziny.

Hurrra! 500+ działa!

Drugą, równie częstą reakcją otoczenia jest radość, że polityka prorodzinna naszego kraju tak dobrze działa.

-To pani pierwsze dziecko?
-Nie, trzecie.
-A czyli jednak 500+ działa…

No i wydało się jacy jesteśmy pazerni na kasę. Nawet dzieci mamy więcej, bo za to płacą i to całkiem sporo. Ale, ale… przecież trójka dzieci to nie tylko 1000 do przodu. To też Karta Dużej Rodziny i setki zniżek z których połowa jest w dziwnych miejscach (Vistula rządzi!) albo korzystając z niej zyskujemy jakieś grosze. Serio. Tankując cały bak paliwa płacimy 2 złote mniej, a robiąc zakupy z rabatem na warzywa i owoce płacimy w ostatecznym rozrachunku 2-3% mniej.

Serio, trudno w dzisiejszych czasach mieć więcej niż jedno dziecko i nie zostać posądzonym o pazerność. Bo przecież powszechnie wiadomo, że płacą dopiero od drugiego dziecka i posiadanie jedynaka to tylko ciągłe dokładanie do niego, a na 500+ się zyskuje. Tak myślą najczęściej ci, który nie mają na utrzymaniu dzieci.

Wielodzietność – klęska urodzaju

Jak nasza codzienna rzeczywistość ma się do naszych wyobrażeń o posiadaniu trójki dzieci? Nijak!

Przy pierwszym dziecku wszystko jest nowe, obce. Rodzic musi się nabrać nowych zwyczajów, wypracować sobie kolejność wykonywania pewnych czynności i nauczyć się, że wyjście bez miliona niezbędnych rzeczy dla dziecka to skazywanie się na błyskawiczny powrót. Nic dziwnego, że szykowanie się na spacer z niemowlęciem trwa godzinę, czasem dwie. Przy dwójce sprawa się upraszcza. W zależności od różnicy wieku, rodzic albo musi sobie przypomnieć co i jak, albo… po prostu pakuje wszystkiego po dwa: dwie butle z piciem, dwie pieluchy, dwa komplety ubrań na zmianę, dwa ukochane pluszaki, dwa kocyki itd. Łatwizna 😉

Problemy pojawiają się dopiero przy trójce, kiedy jedna osoba ma trudności w zapanowaniu nad gromadką dzieci o różnych potrzebach i temperamentach.

Nie mniej jednak, według mnie i tak najłatwiej jest mieć dwoje dzieci, potem troje, a najtrudniej jedno. Kiedy mówię o tym głośno, wiele osób jest zaskoczonych.

-Ale jak to? – pytają z wyrazem największego zdumienia na twarzy.
-A no tak mi jakoś wyszło. Może dlatego, że przy dwójce nie miałam bloga.

Jak ogarnąć trójkę dzieci? Docenić urodzaj!

Nabyte przez lata bycia rodzicem doświadczenie procentuje przy trzecim dziecku. Pojawiają się jednak nowe komplikacje, a mianowicie problem dużej skali. Dzieci jest zwyczajnie za dużo, żeby ogarnąć je wszystkie naraz, szczególnie gdy każde chce czego innego.

Do tego dochodzi jeszcze, przynajmniej u nas, rozbieżność potrzeb związanych z wiekiem. Weźmy na przykład wychodzenie zimą na podwórko. Najmłodsze trzeba ubrać, średniemu pomóc, a najstarszego dopilnować, żeby napewno założył kombinezon, który nagle zaczął być obciachowy.

Inny przykład to malowanie farbami. Najstarsze sobie radzi, średnie z rzadka wymaga pomocy. Sytuacja wydaje się sielankowa dopóki do akcji nie wkroczy najmłodszy malarz. Junior(ka) w błyskawicznym tempie wyleje całą zawartość kubka na podłogę, a farby rozsmaruje sobie na twarzy, odbijając przy okazji ślady rączek na ścianie. Wtedy to starsza dwójka zacznie lament nad zniszczonymi malunkami, a matka zamarzy o tym, by na Ziemię przybyli Marsjanie i porwali ją daleko od jej własnych potomków. Najlepiej do sąsiedniej galaktyki.

Z rodziną dobrze się wychodzi na zdjęciach

Ciągle to sobie powtarzam z nadzieją, że nastanie dzień, kiedy wszystkie nasze dzieci ustawią się do zdjęcia jak trzeba. Nikt nie będzie strzelał fochem, nikt nie będzie próbował wypchnąć brata z kadru i nikt nie będzie płakał, że kamyk w bucie go uwiera. A ja nie będę miała miny jakbym chciała całe to towarzystwo pozabijać wzrokiem.

Marzę o tym, że kiedyś uda mi się wyjść na zdjęciu jak kochająca matka. Taka kwoka, która troskliwym ramieniem i pełnym miłości spojrzeniem otacza swoje dzieci. Tymczasem patrzę na zdjęcia z wakacji i widzę matkę. Matkę Gremlinów.

Najpiękniejsze są krótkie chwile

Model rodziny 2+3 jest coraz popularniejszy. Całkiem sporo naszych znajomych ma lub wkrótce będzie mieć trójkę dzieci. Taki stan rzeczy skutkuje licznymi rozmowami na temat ciężkiego życia z trójką dzieci. Wszyscy jesteśmy jednak zgodni co do jednego.

Są momenty kiedy jest naprawdę fajnie i takie, kiedy nie pozostaje nic innego tylko siąść i płakać. Albo huknąć tak, żeby podskoczyli i zauważyli, że się do nich mówi.

Momenty te przeplatają się ze sobą naprzemian i nigdy tak naprawdę nie wiadomo co za chwilę się wydarzy. Bywa tak, że w jednej chwili starszaki zaczynają się kłócić, a maleństwo wybucha płaczem. Ale bywa też i tak, że ten właśnie płacz malucha przerywa kłótnię i starsze rodzeństwo biegnie pocieszać, a cała scenka kończy się wspólną zabawą całej trójki.

W takich właśnie chwilach moje matczyne serce roztapia się z miłości do nich.

niewole-dotyka-nosa-starszej-siostry

dziewczynka-przytula-mlodsza-siostre

brat-caluje-reke-malej-siostrzyczki
Pssst… Do zdjęć z Tygrysiakami pozował wielofunkcyjny leżaczek 3w1 Tiny Love <= link do recenzji ;)

5.00 avg. rating (97% score) - 1 vote