Książki, które pokochałam w 2018 roku

Ludzie robią różne postanowienia noworoczne. Jedni idą tropem Bridget Jones i chcą schudnąć albo znaleźć miłość życia. Inni chcą zwiedzić Australię albo odkryć złoty sposób na wybicie się w blogosferze. Zawsze jednak chodzi o to samo – by coś zmienić. Zmiana ta ma nas pchać ku lepszemu, nowemu JA.

Powrót do dawnej sylwetki (po trzech ciążach  odkryciu zamiłowania do pieczenia jest daleka od tej, którą prezentowałam w dniu ślubu) czy podbicie internetów i zrobienie oszałamiającej kariery jako specjalistka od blogowania, odchudzania i wychowywania dzieci nie znalazło się jednak nigdy na mojej liście noworocznych postanowień. Znalazło się tam jedynie to, czego mi naprawdę brakowało – czytanie książek.

Nie mogę się pochwalić przeczytaniem jednej książki tygodniowo. Nie mogę się pochwalić przeczytaniem wszystkich książek, które wpisałam na swoją listę ‘do przeczytania’. Nie mogę się nawet pochwalić ukończeniem każdej z rozpoczętych w ciągu tego roku książek – niektóre z nich porzuciłam w połowie, a inne rozczarowały mnie już na samym początku.

Mogę się za to pochwalić, że udało mi się w mijającym roku przeczytać całkiem pokaźny stosik książek.

Były wśród nich typowo babskie czytadła, ale też trochę klasyki, podróżniczych opowieści i kilka całkiem znośnych poradników. Niektóre z tych książek spodobały mi się tak bardzo, że postanowiłam podzielić nimi tutaj. Są to książki, które wzbudziły we mnie silne emocje, które przeżywałam nocami, do których chciałam wracać i o których marzyłam, kiedy Nela nie chciała zasnąć na drzemkę. Albo też tymi, które rozbawiły mnie do łez.

Oto one – książki, które przeczytałam i pokochałam w 2018 roku

pax-recenzja

Pax, Sara Pennypacker

Lis Pax to najlepszy przyjaciel chłopca, dla którego zwierzak jest całym światem. Z powodu nadciągającego niebezpieczeństwa wojny chłopiec jest zmuszony wyjechać do dziadka i porzucić przyjaciela. Bardzo jednak tego żałuje. Tęsknota za rudym przyjacielem i niepewność czy oswojony zwierzak sobie poradzi pchają go do podjęcia nieprawdopodobnego wysiłku jakim jest powrót do miejsca, w którym się rozstali. Czy chłopcu uda się w porę naprawić swój błąd i odnaleźć przyjaciela?

Taki zarys opowieści zapowiada książkę o podróży i dojrzewaniu, poszukiwaniu własnego ja przez młodego chłopca, zdanego wyłącznie na siebie. To jednak nie wszystko.

Równocześnie z historią chłopca, śledzimy zmagania Paxa. Jak poradzi sobie w dzikim świecie oswojony przez ludzi lis, który nie umie polować i nie zna czyhających na niego zagrożeń? Czy przetrwa bezpiecznie do czasu aż chłopiec, na którego wiernie czeka, przyjdzie po niego?

Historia Paxa ma w sobie coś, co działało na mnie jak magnes. I to dosłownie – jednym biegunem przyciągała mnie i nie pozwalała się oderwać, a drugim lekko mnie odpychała. Działo się tak gdy dzikie zwierzęta zamiast kierować się instynktem okazywały typowo ludzkie cechy jak empatia i opieka nad chorymi osobnikami, które były bez szans na przeżycie. Uczłowieczenie dzikich drapieżników do tego stopnia, że zachowują się bardziej ludzko niż ludzie, przenosiło mnie do lekko baśniowego świata książek Erica Emmanuela Schmitta (m.in. Oskar i pani Róża).

Ostatecznie chęć poznania zakończenia zwyciężyła i muszę przyznać, że było to jedno z najlepiej przedstawionych zakończeń, jakie czytałam. Polecam do samego końca!

pax-ciotka-zgryzotka

Ciotka Zgryzotka, Małgorzata Musierowicz

Każdy nowy tom Jeżycjady to dla mnie obowiązkowa lektura, której nie mogę pominąć.  Również tym razem nie przepuściłam okazji, by wrócić choć na chwilę do sielankowo-analogowego świata Jeżycjady. Do świata, w którym młode matki bardziej niż mądrościami z internetu kierują się radami starszych i własną intuicją, a przedpokoje mieszkań bohaterów toną w regałach pełnych starych, zakurzonych książek.

Jak bardzo ten świat różni się od realnego widziałam jedynie czytając niepochlebne recenzje na innych blogach, gdzie nowoczesne kobiety wylewały wiadra pomyj na nieprzystosowanych do współczesnego świata bohaterów. No cóż… ja też nie cieszyłam się na własne wesele, prawie płakałam ze złości przymierzając kolejne suknie ślubne i marzyłam, żeby mieć tą całą stresującą farsę za sobą. Do tego zanim poszukam porady w kwestii dzieci w internecie, zawsze najpierw pytam mojej mamy. Często też zdarza mi się wyjść z domu bez telefonu. Ba, zdarza mi się o nim zapomnieć nawet na kilka dni. Powinnam się nazywać Borejko :P

A oto mój ulubiony cytat.

Przepraszam, że daremnie liczyłaś i kalkulowałaś, mnożyłaś jajka przez masło i ławki przez pośladki…

 miloszewski-jak-zawsze

Jak zawsze, Zygmunt Miłoszewski

Miłoszewski przyzwyczaił mnie do tego, że pisze znakomite kryminały. Moja wielka sympatia do tego autora nie wynika jednak z miłości do czytania o zawiłych dochodzeniach prowadzonych Teodora Szackiego. O wiele bardziej podoba mi się sam Szacki – cyniczny, zasadniczy i błyskotliwy. Zachęcona tym, w jaki sposób Miłoszewski kreśli sylwetki swoich bohaterów, sięgnęłam po jego nową powieść. Tym razem obyczajową.

Stare, dobre małżeństwo po 50 latach wspólnego życia budzi się rano w zupełnie innej rzeczywistości. Czas cofnął się wstecz, znowu są młodzi i znowu są na początku swojej znajomości. Nie tylko oni dostali od losu szansę na napisanie swojego losu od nowa, bo również Polska dostała szansę, by nie wpaść w szpony komunizmu i napisać swoje nowe powojenne losy.

Co z tego wszystkiego wyjdzie nie jest tak naprawdę istotne, bo Miłoszewski znowu staje na wysokości zadania. Cyniczne uwagi bohaterów odnośnie ich charakterów, zwyczajów i wydarzeń politycznych są o wiele ważniejsze od samych wydarzeń. Nieistotne staje się to czy główni bohaterowie dojdą do porozumienia, bo ich kłótnie są tak pasjonujące, że mogłyby się nigdy nie kończyć. Jak zawsze, kiedy on wyciąga rękę, ona nie chce odpuścić staremu dziadowi. Za chwilę zaś to stary dziad nie chce odpuścić złośliwej awanturnicy i tak to się dalej kręci zabawnie, ze smakiem i z… dużą dozą autoironii.

Kiedy czyta tą książkę mężatka z kilkuletnim stażem, która w podobny sposób chwilę wcześniej pokłóciła się z mężem w bardzo podobny sposób, to śmieje się ona tak naprawdę nie z książki, a z samej siebie. Uchwycenie takich sytuacji i wierne oddanie ich w książce wymaga doskonałego wczucia się w role bohaterów. I to się Miłoszewskiemu wyśmienicie udało.

urzednik-miechorzewski

Urzędnik, Sławek Michorzewski

Tytułowy urzędnik Marian Sopel to kontroler Urzędu Skarbowego, który zamiast serca ma pompę ssąco-tłoczącą. To człowiek z zasadami, dla którego liczą się jedynie zasady naliczania podatku. I karnych odsetek.

Sopel za sprawą przypadku, złośliwości losu i zemsty pokrzywdzonych przez niego ludzi zostaje wplątany w bieg nieprawdopodobnych wręcz wydarzeń kryminalnych. Sprawy komplikują się z każdą minutą, absurd goni absurd, a czytelnik ma wrażenie, że ma przed sobą najnowszy scenariusz filmu napisany przez Quentina Tarantino i kabareciarzy z Łowcy.B.

Niekontrolowane wybuchy śmiechu towarzyszyły mi od pierwszych stron Urzędnika. Do tego pojawiały się niespodziewanie i choć książka wciągała mnie na tyle, że nie chciałam jej odkładać, to musiałam robić przerwy na picie. Picie albo jedzenie czegokolwiek podczas czytania Urzędnika grozi zadławieniem.

A propos urzędników…

russian-style

To jest taki Russian style!, Maciej Stroiński

Interesująca lektura dla tych, którzy marzą od dawna o podróży Koleją Transsyberyjską, zanurzeniu stóp w Bajkale i odkrywaniu Syberii. Przede wszystkim zaś dla tych, którzy marzą o zgłębianiu tajemnic rosyjskiego imperium u podstaw, czyli zwiedzając ten kraj z wielkim plecakiem i poznając zwykłych ludzi. Tutaj nie znajdziecie opisów przyrody i nostalgicznych opowieści o przeszłości. Zderzycie się z rosyjskimi urzędnikami i stróżami porządku, z ich absurdalnym podejściem do obowiązków i specyficznym dla naszych wschodnich sąsiadów podejściem do respektowania władzy nad obywatelami. Między tym wszystkim zaznacie (po)smaku przygody, o ile nie przerodzi się on w niesmak czytając opisy rosyjskich hoteli.

W Rosji nie byłam nigdy. Miałam jednak okazję odbyć daleką podróż na Ukrainę i na własnej skórze poczuć taki trochę Russian style by urzędnicy zza wschodniej granicy. Spotkań ze strażą graniczną i milicją nie wspominam miło, choć Ukraina z bezkresnymi stepami, zabytkami i wszędobylskim mam/miałem kogoś w Polsce, bardzo mi się podobała.

Mówią, że droga do serce wiedzie przez żołądek. Książka Stroińskiego moje serce zdobyła zaś przez palce – za sprawą okładki z wytłoczonymi literami i torami, które można wyczuć opuszkami palców. Przepiękna okładka!

postawic-na-szczescie

Postawić na szczęście, Anna Sakowicz

Lekka, przyjemna książka do poczytania czekając aż ciasto drożdżowe wyrośnie. Albo aż szarlotka się upiecze.

Opis na okładce sugeruje, że czytajac Postawić na szczęście, dostaniemy opowieść w stylu Bridget Jones – miejscami zabawną, a miejscami żenującą historyjkę o dobijającej czterdziestki singielce, która na gwałt pragnie schudnąć, znaleźć faceta i urodzić dziecko.

Nic z tych rzeczy! Co prawda Agata zakłada się z siostrą, że w ciągu trzech lat zrealizuje wszystkie trzy punkty, ale mam nieodparte wrażenie, że to opowieść bardziej w stylu Jeżycjady niż Bridget Jones.

Ciepło rodzinnych relacji, niesamowita siostrzana więź i codzienne rozterki Poli, siostry Agaty, sprawiają, że to opowieść o czymś więcej niż poszukiwanie męża w rytm tykającego coraz głośniej zegara biologicznego. To opowieść o tęsknocie za stworzeniem takiej rodziny, jaką Agata i Pola pamiętają z własnego dzieciństwa. Plan Agaty to jednie pretekst do snucia historii o dwóch siostrach oraz o samotności, tęsknocie za własną rodziną i problemach związanych z niepełnosprawnością.

Anna Sakowicz zdobyła moją sympatię również za sprawą języka, który bawił mnie od pierwszych stron książki. Jedyne w swoim rodzaju przekleństwa głównej bohaterki, jej sytuacja zawodowa i nakreślone z namysłem postacie drugoplanowe dały mi poczucie obcowania z lekką literaturą dla kobiet. Literaturą, a nie żadną grafomanią.

Borze szumący! Jeżu kolczasty! Byku z plastiku!

Nie podoba mi się w tej książce jedynie okładka. Twarz kobiety na okładce książki została poddana tak drastycznemu liftingowi, że przy okazji usuwania zmarszczek mimicznych pozbawiono ją również nosa. Dostrzegam tutaj pewien paradoks, bo ani główna bohaterka, ani jej siostra, nie są kobietami, które byłyby skłonne poddać się zabiegom poprawiającym ich urodę. A już z pewnością nie pozwoliłyby na nadmierne retuszowanie ich zdjęć.

nowakowie-kruchy-fundament

Nowakowie. Kruchy fundament, Barbara Sęk

Wnikliwe, żeby nie powiedzieć zbyt wnikliwe, studium rozpadu rodziny na małe cząstki. Obserwujemy jak każdy jej członek (niezależnie od wieku) staje się odrębną jednostką z własnymi interesami i planami na przyszłość nie tylko swoją, ale i całej rodziny. Każdego poznajemy z osobna, o każdym możemy coś powiedzieć i każdego możemy za coś polubić, a za coś innego znienawidzić.

Historia jest naprawdę elektryzująca i pozostaje w człowieku na wiele dni.

Mimo to nie mogę powiedzieć, że była to dobra książka. W sensie językowym nie jest to dzieło najwyższych lotów. Styl autorki męczy do tego stopnia, że zastanawiam się jak bardzo dobra byłaby to książka gdyby napisał ją ktoś obdarzony lekkim piórem, kto skróciłby zdania wyrzucając z nich zbędne słowa. Myślę, że może nawet dobry redaktor byłby dla niej wystarczającym ratunkiem, gdyby tylko wystarczająco przyłożył się do swojej pracy.

Momentami czułam się jak czytelnik mojego bloga, który musi przebrnąć przez podobnie zagmatwaną pisaninę i pewnie jest tak samo zmęczony jak ja po lekturze Nowaków. Sorry, postaram się nad tym popracować!

Czy przeczytam kolejną część Nowaków?

Zapewne tak, bo choć styl irytował mnie do potęgi n(ieoznaczonej), to nie mogłam opuścić ani kawałka. W połowie książki posunęłam się nawet do tego, że zaczęłam ją czytać od końca. I tak cofając się po kilka kartek doszłam wreszcie do miejsca, w którym skończyłam. A niedosyt opowieści o Nowakach, o tym co myśli i czuje każde z nich pozostał.

most-na-rzece-kwai

 

Most na rzece Kwai, Peter Boulle

Jest koniec drugiej wojny światowej. Gdzieś w azjatyckim buszu, z dala od cywilizacji, grupa angielskich żołnierzy kapituluje i dostaje się do japońskiej niewoli. Zaczyna się walka między byłym dowódcą Anglików (teraz jeńcem) a dowódcą Japończyków (któremu podlegają jeńcy) o zasady i utrzymanie dyscypliny wśród jeńców, a tak naprawdę o rację. Kiedy Japończycy otrzymują rozkaz budowy mostu na rzece Kwai, sprawy komplikują się bardziej niż moglibyśmy to sobie wyobrazić.

Książka Petera Boulle’a to klasyka literatury. Do tej pory kojarzyłam ją głównie z głośnym filmem o tym samym tytule (btw: dość swobodną adaptacją książki) i biblioteczką mojej mamy, w której była odkąd pamiętam. Ta dość niepozorna, musicie przyznać, książeczka sprawiła, że moje serce zaczęło szybciej bić, ciało pociło się jak w gorączce, a oddech zastygał w piersiach.

Mistrzowska opowieść, którą polecam z całego serca.

tamed-ten-species

Tamed. Ten Species That Changed Our World, Alice Roberts

Ciekawa pozycja, która jeszcze nie doczekała się tłumaczenia na język polski. A szkoda, bo to piękna, nieco fabularyzowana historia udomowienia gatunków, które znamy doskonale i bez których nie wyobrażamy sobie życia. Czytałam ją wiosną i latem Neli, gdy nie chciała zasnąć. Nie sugerujcie się jednak tym i nie kupujcie jej dzieciom. Serio, nie róbcie tego! To dość opasłe tomisko, które zapewne spodoba się jedynie tym, którzy tak jak ja mają hopla na punkcie ewolucjonizmu i czytają na ten temat wszystko co wpadnie im w ręce.

Gdybym nie umieściła tutaj tej książki, pewnie wytknąłby mi to ktoś, kto wysłuchał choć raz moich zachwytem nad tym w jaki sposób człowiek udomowił psa, albo raczej to pies oswoił człowieka… Chociaż podejrzewam, że część osób, które zanudzałam opowieściami o tej książce, wolałaby mi o tym nie przypominać ;)

Może to właśnie stąd wzięła się w Neli taka miłość do szczekających czworonogów, kto wie?

stos-ksiazek

Szlak Kingi, Katarzyna Targosz

To była moja pierwsza książka Kasi Targosz, którą możecie kojarzyć również jako autorkę bloga Matka na szczycie. Ciekawa, mocno uduchowiona, a miejscami jakby nieco baśniowa opowieść spodobała mi się głównie ze względu na opisy Krościenka. Natchniona tą książką powoli zaczynam planować wyjazd w Pieniny, żeby zobaczyć wszystkie opisane w niej miejsca i poczuć zapach leśnych ziół.

Zakotwiczenie akcji w konkretnym miejscu jest zabiegiem, który bardzo lubię w książkach, o ile autor umiejętnie z tego korzysta. Kasi się to udało.

Promyczek, Kim Holden

Promyczek to młoda, ale mocno doświadczona przez los dziewczyna, która zaczyna studia w obcym mieście. Szybko zyskuje przyjaciół, a jej pozytywne nastawienie do świata powoli odmienia życie ich, ale również i jej samej. Streszczenie fabuły tej książki brzmi jak scenariusz średniej klasy love story dla nastolatek i nie oddaje tej magii, którą rozsiewa wokół siebie Promyczek. Oszczędzę więc sobie dalsze pisanie i przejdę do konkretów.

Promyczek to rekordowo gruba cegła, którą czyta się rekordowo szybko. A potem rekordowo długo o niej myśli i ociera łzy. Bo ta cegła jak starzała Amora trafia prosto w serce i choć do dzisiaj nie umiem pojąć fenomenu tej książki, to nie wytrzymałam i zamówiłam właśnie drugi tom.

Promyczek to książka, do której bardzo często wracam myślami kiedy mam zły nastrój i chcę się trochę lepiej poczuć. Choćby z tego powodu mogę Wam ją polecić.

A Ty jakie książki polecasz?

PS. Czarnych skrzydeł jeszcze nie skończyłam ;)

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes