Książki, które polecają się na wakacje. Dla mamy i taty.

ksiazka-wakacje-polecam

Wakacje z rodziną… Niby siedzisz na kocyku, letnia bryza owiewa Twoje ciało. Niby się relaksujesz, bo nie sprzątasz i nie gotujesz. Niby niczego nie musisz, ale tylko pozornie, bo tak naprawdę stale musisz być czujna. A to Twoje dziecię pobiegnie sprawdzić jak głęboka jest woda, która sięga mu powyżej uszu. A to pobiegnie za motylkiem przed siebie w siną dal, gubiąc się w tłumie. A to sypnie sobie piachem w oczy. Albo zapragnie sprawdzić czy przelatującą obok pszczółka ma na imię Maja, i przekona się, że jednak prawdziwe pszczoły nie mówią, ale za to naprawdę boleśnie żądlą. Taaak, wakacje z dziećmi to czas, kiedy nerwy rodziców są szarpane z wyjątkowo dużą częstotliwością.

To dlatego kiedy słyszę w jednym zdaniu słowa „odpoczynek” i „rodzinne wakacje” mam ochotę odpowiedzieć, że czas na odpoczynek będzie po wakacjach.

Naprawdę mam pełną świadomość, że wakacje z dziećmi wyzwanie, a nie odpoczynek. Mimo to ciągle łudzę się, że kiedyś w końcu znajdę chwilę wakacyjnego wytchnienia i dlatego zawsze pakuję do walizki stos książek do czytania. Zupełnie bez sensu, bo przecież i tak w ciągu dnia nie mam czasu na czytanie, a wieczorem, po kilkunastu godzinach pilnowania dzieci, dosłownie padam na twarz. Jestem jednak z tych, którzy dzień na wakacjach zaczynają od porannej lektury przynajmniej jednej strony. /No dobra: jednego zdania, bo na wakacjach z dziećmi jedną stronę czytam niekiedy kilka dni…/

Kończę te wywody, bo wiem, że i tak nie macie za dużo czasu na czytanie. Przejdźmy więc do meritum.

Lista książek, które polecam na wakacje

nowakowie-uchylone-drzwi-druga-czesc-sek

Uchylone drzwi. Nowakowie Barbara Sęk

Druga część opowieści o rozpadzie rodziny Nowaków (o pierwszej części tej serii pisałam w zestawieniu książek, które przeczytałam w zeszłym roku).

Krzysztof odszedł do Moniki, ale ciągle jest stałym bywalcem w domu Małgorzaty, z którą ma zaskakująco dobre relacje. Ciągle też ma na utrzymaniu dzieci i byłą żonę, którzy potrzebują od niego stałego wsparcia finansowego, duchowego i fizycznego. Ktoś przecież musi poczytać Kubie do snu czy przygotować całej rodzinie tradycyjne śledzie w wigilijny poranek. Jak życie w rozkroku, na dwa domy, wpłynie na jego nowy związek? Czy Monika wreszcie poczuje się pełnoprawną partnerką Krzysztofa?

Uchylone drzwi Barbary Sęk to opowieść o tym co było potem. O tym jak wygląda życie po rozwodzie, kiedy ciągle pielęgnuje się silne więzi z dziećmi z pierwszego małżeństwa i ich matką.

W prawdziwym życiu trudno o rozstanie w tak pokojowy sposób, bez prania brudów, z zachowaniem do siebie wzajemnej sympatii, ale równocześnie bez starań o powrót do tego co było. Sęk w tym, że w tej historii tak właśnie jest – nie ma pretensji i nakłaniania do powrotu, a mimo to pojawiają się problemy i komplikacje. W tej historii urzeka mnie to, że nie da się stanąć jednoznacznie po żadnej ze stron. Każdy ma swoje przewinienia. Każdy w pewnym momencie za mocno ciągnie w swoją stronę. Każdy ma jednak swoje prawa i racje, z którymi nie sposób dyskutować. Takie ukazanie tej sytuacji daje czytelnikowi wiele do myślenia i nie pozwala zapomnieć o tej rodzinie.

Czekałam na drugą część Nowaków z niecierpliwością. Kruchy fundament (pierwsza część serii) miał swoje niedociągnięcia. Język mnie momentami męczył, opowieść dłużyła się z powodu nadmiaru szczegółów, a fabuła miejscami była mało realna (np. niebotycznie wysokie kieszonkowe, absurdalne wręcz początki małżeństwa Krzysztofa i Małgorzaty). Uchylone drzwi są zdecydowanie lepiej napisane, a przemilczenie niektórych szczegółów czy opisanie ich nieco innymi słowami dodaje historii wiarygodności. Widać, że warsztat pisarski autorki rozwija się i dojrzewa.

Pierwszą część Nowaków przeczytałam do połowy, a potem rozdział po rozdziale od końca do środka. W ten sposób znając zakończenie mogłam lepiej skupić się na reakcjach i motywach działania Nowaków. Tym razem zaś ominęłam środek, gdzie przez bite 150 stron autorka wraca do początków historii romansu Krzysztofa, trochę chyba odbiegając od tego co było napisane w pierwszym tomie. A przynajmniej burząc moje wyobrażenia o początkach ich relacji. Wydawało mi się, że ten fragment można było zdecydowanie pominąć albo skrócić. Po przeczytaniu go myślę jednak, że znalazł się tam nie bez powodu i rzuca on zupełnie inne światło na Monikę, której teraz jest mi zwyczajnie żal.

Nowaków polecam jako wciągającą lekturę, która pozostawia trwały ślad w głowie i nie daje o sobie zapomnieć. Warto przeczytać, żeby zrozumieć jak działają patchworkowe rodziny i że w takim układzie każdy ma swoje racje.

powierzchnia-targosz-opinia

Powierzchnia Katarzyna Targosz

Jesienne Międzyzdroje, wietrzna plaża, spóźniona o kilka lat podróż poślubna i zagubiona nastolatka szukająca swojej drogi w życiu. Wszystko to sprawia, że Powierzchnia jest dobrą powieścią na urlop dla tych, którzy lubią książki z wątkiem religijnym. Książki, w których wiara w Boga i modlitwa są dla bohaterów równie ważne jak poranna kawa. W sumie ta poobiednia też, bo tak się składa, że w książkach Kasi Targosz bohaterowie czerpią siłę z modlitwy zawsze wtedy, kiedy inni ludzie sięgają po małą czarną albo batonika. Taka koncepcja jednych przekona do modlitwy w każdej chwili zwątpienia, a innych rozdrażni albo wywoła na ich twarzy pełen pobłażliwości uśmiech. Myślę jednak, że tych pierwszych będzie więcej, bo Powierzchnia jest częścią serii Opowieści z Wiarą, po którą sięgają osoby kierujące się w życiu podobnymi jak Kasia wartościami.

powierzchnia-targosz-dedykacja

Dedykację zdobyłam przy okazji warsztatów Kobiety dla kobiety prowadzonych przez Kasię. Niebawem napiszę Wam więcej na temat samych warsztatów.

Powierzchnia to kontynuacja książki Szlak Kingi, którą również polecałam w zimowym zestawieniu.

Warto przeczytać, żeby sobie przypomnieć z jakimi problemami zmagają się nastolatki wkraczające w dorosłe życie.

zmijowisko-chemielarz-recenzja

Żmijowisko Wojciech Chmielarz

Książka, która zimą zdobyła wielki rozgłos za sprawą prężnej akcji marketingowej, ale chyba nie tylko z tego powodu. Ta powieść bowiem ma w sobie coś hipnotyzującego. Począwszy tytułu, który po przeczytaniu książki można rozumieć na wiele sposobów i prowadzić na jego temat gorące dyskusje, wszystko jest w niej dobrze przemyślane.

Fabuła książki koncentruje się wokół zniknięcia nastoletniej dziewczyny, która zaginęła na rodzinnych wakacjach. Jest to więc opowieść dla rodziców o mocnych nerwach, bo wątek rozpaczy i radzenia sobie po stracie dziecka przewija się tu bardzo często. Żmijowisko wzbudza silne emocje również z powodu bohaterów, niespodziewanego zakończenia i języka. Rozmawiając na temat tej książki wielokrotnie słyszałam zarzut, że jest ona pełna przekleństw. To prawda, że autor nie stroni od podwórkowej łaciny i chociaż sama również nie lubię takiego języka w książkach, to tutaj ani raz mnie ono nie uraziło. Ani raz nie pomyślałam, że jakieś przekleństwo było zbędne, bo autor z ich pomocą umiejętnie nakreślał stan emocjonalny bohaterów i ich temperament. Każde przekleństwo było w moim odczuciu spójne z opowiadaną historią i dodawało jej autentyzmu.

Żmijowisko miejscami się dłużyło. Typowy kryminał powoli stawał się powieścią obyczajową, a rozwiązanie zagadki zniknięcia Ady zdawało się być mniej ważne niż historia małżeństwa jej rodziców. Tak opowiedziana historia idealnie pasuje jednak do zakończenia, które rekompensuje każdą chwilę zwątpienia podczas lektury. Scena finałowa jest zdecydowanie najlepszym momentem z całej książki. Dla tej jednej, zaskakującej puenty warto było przeczytać tą cegłę i przebrnąć przez jej słabsze momenty. Sama nie wiedziałam czy płakać, współczuć czy pokładać się ze śmiechu.

Wielkie brawa należą się autorowi za wymyślenie tytułu, który jest tak dobrze dopasowany, że aż trudno wyobrazić mi sobie, że mógłby być inny. Jego wieloznaczność zdumiewa i zachwyca, choć tak naprawdę docenia się go w pełni dopiero po dotarciu do końca książki.

Jeśli lubicie kryminały z rozbudowaną częścią obyczajową, gdzie bohaterowie mają poważne problemy, bywają impulsywni, wulgarni i odrażający, to sięgnijcie po Żmijowisko. Przeczytajcie ją koniecznie, jeśli lubicie nieco mocniejsze lektury, gdzie bohaterowie nie dają się lubić, a autor wodzi czytelnika za nos do samego końca.

motylek-puzynska-recenzja-ksiazki

Motylek Katarzyna Puzyńska

Nie ma to jak dobry kryminał na wakacje, więc nie dziwcie się, że tym razem polecę Wam aż dwa, a to będzie ten drugi ;)

Motylka czytałam na naszych majowych wakacjach nad morzem i muszę przyznać, że nie zachwycił mnie jakoś szczególnie, choć były momenty, po prostu kiedy nie mogłam się od niego oderwać. Dla fanów kryminałów w stylu Lackberg, z mocno rozbudowaną obyczajówką, będzie to bardzo dobra książka. Wielbicielom kryminałów w stylu Cooka czy Tess Gerritsen może się jednak dłużyć.

Zapomniałabym! Akcja książki dzieje się w zimie. Jeśli więc, leżąc na leżaku pod palmą, nie lubicie czytać o tym jak bohaterka sunie przez śnieżne zaspy, to możecie poczuć lekki zgrzyt. Mnie takie kontrasty jednak zupełnie nie przeszkadzały, bo letnie wakacje nad Bałtykiem są momentami prawie równie zimne jak te zimowe. Szczególnie, że fala upałów właśnie się skończyła.

nie-ma-zlej-pogody-na-spacer-recezja-ksiazki

Nie ma złej pogody na spacer Linda Åkeson McGurk

Ostatnia książka, jaką chciałabym Wam polecić na wakacje, to poradnik, a raczej dłuuga refleksja na temat szwedzkiego sposobu wychowania dzieci w bliskości z przyrodą.

Linda Åkeson McGurk jest Szwedką, która mieszka w Stanach i tam wychowuje swoje dwie córeczki. Ku zaskoczeniu najbliższego otoczenia (i momentami wbrew otoczeniu) robi to po swojemu: zamiast odwozić je samochodem zaprowadza je do przedszkola na nogach, a podczas wycieczki do rezerwatu pozwala im brodzić w strumyku, za co później dostaje mandat. Rok spędzony przez nią i jej córki w Szwecji to okazja do spędzania czasu na zewnątrz, nauki samodzielności i przekazania dzieciom szacunku do przyrody, ale też zaznania przyjemności jakie pamięta z własnego dzieciństwa.

Czytając tą książkę czułam, że nasz polski sposób wychowania dzieci jest dokładnie na tym samym rozdrożu, co Linda. Z jednej strony podobnie jak Amerykanie wozimy dzieci do szkoły i zapisujemy je na tysiące zajęć dodatkowych, a weekendy spędzamy w salach zabaw albo komercyjnych parkach rozrywki. Ciągle jeszcze jednak pojawia się w nas nostalgia za naszym dzieciństwem pełnym nieskrępowanej wolności, gdy biegaliśmy po podwórku od rana do nocy z kluczem na szyi, bez stałego nadzoru rodziców. Ciągle jeszcze zabieramy dzieci na spacery do lasu czy parku i walczymy o to, by przedszkole zapewniało dzieciom codzienną zabawę na świeżym powietrzu, a popołudniami zaprowadzamy je na place zabaw, żeby się wybiegały w gronie rówieśników.

Jesteśmy jakby gdzieś pośrodku tych dwóch stylów życia. Myślę więc, że jest to dobry moment na przeczytanie tej książki i przeznaczenie urlopu na głębokie zastanowienie się nad naszym stylem życia i podjęcie świadomej decyzji, którą drogą chcemy prowadzić nasze dzieci – tą dobrze zaplanowaną i zorientowaną na sukces czy dziką, ale dzięki temu bliską ich natury?

ksiazka-wakacje-polecam

Niezależnie od tego czy uda się Wam na wakacjach cokolwiek przeczytać… pamiętajcie, że najważniejszy jest czas spędzony wspólnie z rodziną.

Bawcie się dobrze!