Dlaczego nie warto czytać dzieciom książek?

Małe dziecko w okularach czyta książkę

fot. Shutterstock

 

1. Czytanie to nuda i strata czasu

Zamiast ślęczeć nad książeczką lepiej w tym czasie pójść z dzieckiem na spacer albo się razem pobawić. Czytanie przed snem? No coś Ty?! Zamiast tracić czas na bzdury, poczekaj aż dziecko samo zaśnie. Po co masz sobie nadwyrężać struny głosowe skoro w tym samym czasie możesz obejrzeć fajny film albo odcinek ulubionego serialu? Zresztą tvp abc bierze czynny udział w akcji “cała Polska czyta dzieciom” i aktor może zrobić to za Ciebie. Pod żadnym pozorem nie ujawniaj dziecku, że potrafisz czytać. Im dłużej tego nie wie, tym dłużej Ty masz święty spokój, a dziecko nie nudzi bez przerwy: “A poczytasz mi?”.
Żeby mieć czyste sumienie, że jednak próbowałaś wprowadzić dziecko do świata literatury, możesz kupić małemu kilka audiobooków. Niech posłucha i sam oceni.

2. Kupowanie książek to strata pieniędzy

Książka kosztuje, a do tego poza czytaniem nie nadaje się do niczego więcej poza czytaniem. Od biedy na niektórych da się jeszcze coś narysować, ale niestety większość książek dla dzieci ma już obrazki…
Pieniędzy wydanych na książki pożałujesz jak tylko zabraknie Ci kasy do pierwszego, a wtedy pozostanie Ci tylko jedno: żywienie się celulozą z domieszką farby drukarskiej. Na wszelki wypadek wybieraj egzemplarze z miekką okładką – będzie Ci łatwiej pogryźć.
Wersja dla oszczędnych: wypożyczanie z biblioteki dla najmniejszych dzieci narazi Cię tylko na niepotrzebne koszty gdy będziesz musiała zapłacić za zniszczone książki.

3. Książki to inwestycja w marną przyszłość

Nie daj się omamić – czytanie nie sprawi, że Twoje dziecko będzie w przyszłości mądre i bogate.
Czytając dziecku książki wychowasz je na wykształciucha albo, co gorsza, humanistę, a tacy ludzie niestety nie mają przed sobą świetlanej przyszłości na rynku pracy. Podstawą w dzisiejszych czasach jest obsługa komputera, zamiast kolekcjonować książki zacznij kolekcjonować laptopy i tablety. Smartfony od biedy też mogą być.
W czasach największego kryzysu, który zawsze może jeszcze nadejść, będziesz mogła potraktować książki jako opał na zimę lub oddać je do skupu makulatury. Zysk z tego niewielki, ale zawsze wpadnie parę grosza, a na półce będzie więcej miejsca i mniej kurzu do ścierania.

4. Książki to siedlisko kurzu i roztoczy

Jeżeli Twoje dziecko ma uczulenie na kurz, a w dzisiejszych czasach każde dziecko ją ma, to książki przysporzą mu tylko dodatkowych cierpień. Nie słuchaj tego, co mówią lekarze. Dywany, zasłony i pluszaki można wyprać. Książki do prania się nie nadają. Lepiej więc nie kupuj więcej książek, a najlepiej pozbądź się tych, które już masz w domu.

5. Czytanie niszczy wzrok

W końcu nie bez kozery każdy, ale to absolutnie każdy kujon nosi okulary. A te niestety też trochę kosztują. Podobnie zresztą soczewki. Chyba nie chcesz, żeby Twoje dziecko musiało nosić okulary tylko dlatego, że Ty od małego przyzwyczajałaś je do czytania książek w łóżku?

Ale najważniejsze: pod żadnym pozorem nie czytaj dziecku książek. Nigdy!
Dziecko, które wyssało ten straszny nawyk z mlekiem matki będzie Cię nudziło o nową książeczkę przy każdej wizycie w księgarni, a nawet przechodząc obok wystawy z książkami.
Dziecko, które wyssało czytanie książek z mlekiem matki będzie kupowało książki do końca swojego życia. Będzie je gromadziło, upychało po kątach i raz na jakiś czas będzie dokupywało kolejne półki na książki albo podrzucało je do Ciebie.

Dlaczego to wszystko piszę?

Ku przestrodze. A to, że jest przed czym przestrzegać wiem z własnego bolesnego doświadczenia.

Gabcia ledwo kuma co się do niej mówi, a już domaga się czytania przynosząc książeczki. Na hasło “czytamy” przynosiła książki zanim jeszcze skończyła roczek.
Mati kilka razy dziennie wyciąga stosik książek, których przeczytanie zajmuje około 40 minut.
Tata Tygrysiaków spędza w księgarni więcej czasu niż ja, choć dopóki go nie poznałam myślałam, że siedzieć tam dłużej niż ja się nie da.
Moja mama powiedziała, że więcej naszych książek na przechowanie nie przyjmuje, bo swoich nie ma już gdzie pomieścić, a my zamiast zabrać co nasze tylko dokładamy, dokładamy i dokładamy.
Moja babcia więcej książek ani naszych ani mojej mamy nie przyjmie. Babcia, co prawda, sama ani nie czyta ani nie kupuje, ale księgozbiór w domu na imponujący.
O sobie samej już nie wspomnę. Mogę się jedynie pochwalić, że będąc w zeszłą niedzielę w Wielkim Mieście nie wstąpiłam do dyskontu z książkami. Powstrzymało mnie jedynie to, że tygrysiaki znajdą tam baaardzo dużo książeczek, których jeszcze nie mamy, a baaardzo chciałyby mieć…

 

Miłego czytania ;)