Wychowanie wymaga myślenia, a nie podręcznika!

brzydka-minka

Zaprzestanie stosowania kar i nagród oraz zaniechanie jakiejkolwiek interwencji w zachowanie dziecka to główne wypaczenie współczesnych metod wychowawczych. Niestety te trzy zasady trafnie podsumowują filozofię rodzicielstwa wielu rodziców, którzy bezmyślnie stosują rady publikowane w artykułach czy poradnikach.

Mówimy NIE klapsom i karom

Od kilkunastu lat mówi się o zaprzestaniu kar cielesnych, które łamią prawa dziecka i nie przynoszą żadnych pozytywnych efektów. Popularne za czasów mojego dzieciństwa klapsy nie są już dzisiaj żadną metodą wychowawczą. Teraz postrzega się je jako przejaw słabości rodziców, ich braku opanowania i okrucieństwa. O tym, że dzieci bić nie wolno, wie nawet przedszkolak. Bicie nie jest już powszechnie akceptowaną karą.

Z biegiem lat słuszna idea zaprzestania wymierzania kar cielesnych, przeobraziła się jednak w zaprzestanie stosowania jakichkolwiek karograniczeń. Idee wychowawcze zmierzające w stronę coraz głębszego poszanowania dziecka jako pełnoprawnego człowieka opanowały umysły niektórych rodziców i odebrały im odwagę do powiedzenia dziecku stanowczego NIE.

Bezmyślne stosowanie metod wychowawczych

Nieważne czy jesteś za rodzicielstwem bliskości, bezstresowym wychowaniem czy umiarkowanym chwaleniem. Każda, nawet najmądrzejsza metoda wychowawcza stosowana bezmyślnie rodzi patologię i robi dzieciom więcej szkody niż pożytku.

Doświadczenie uczy, że po jakimś czasie od pojawienia się nowej mody na wychowanie, trzeba jej zakazać albo wprowadzić kontrmodę, bo ludzie nie umieją z niej korzystać w rozsądny sposób. Ślepe podążanie za jedną zasadą sprawia, że cała filozofia wychowania, na której jest ona oparta, ulega wypaczeniu.

Eksperci od (nie)wychowywania dzieci

Z pierwszego lepszego artykułu w specjalistycznej gazecie poświęconej pedagogice dowiaduję się, że pod żadnym pozorem nie powinnam zachęcać dziecka do dzielenia się zabawkami. Skoro ono samo nie chce tego zrobić, to znaczy, że jeszcze nie jest na tyle dojrzałe. Mam cierpliwie czekać i nic nie robić.

A gdzie podziało się dawanie dobrego przykładu, zachęcanie do zabawy z innymi dziećmi i korygowanie niepożądanych, aspołecznych zachowań? Czy naprawdę powinnam puścić dziecko samopas i biernie się mu przyglądać? Czy nie mam już żadnego prawa (ani obowiązku) ingerować w zachowanie mojego dziecka i naturalne predyspozycje wynikające z cech jego charakteru? Czy naprawdę wolno mi podejść do niego dopiero wtedy, gdy wsadzi innemu dziecku palec w oko?

Otwórz się na potrzeby dziecka

Przewracam kilka stron tego podobno specjalistycznego czasopisma o wychowywaniu i mam ochotę nim rzucić. Oto dowiaduję się, że wielce światła idea odpowiadania na specyficzne potrzeby dziecka dotarła już do szkół i w związku z tym nauczyciele nie powinni zmuszać uczniów do potulnego siedzenia w ławkach przez całą lekcję.

Oczami wyobraźni widzę najpierw salę pełną rozbrykanych dzieciaków z podstawówki, a zaraz potem aulę pełną studentów, którzy bez skrępowania wyrażają swoje zdanie na temat nudnawego wykładu światowej sławy profesora…

Dwie minuty później rzucam gazetą w kąt, bo mam już dosyć tych bzdur.

Czy ktoś tu jeszcze pamięta o podstawowym zadaniu rodzica, jakim jest przygotowanie dziecka do sprawnego funkcjonowania w społeczeństwie? Nauczeniu go, że nie zawsze dostajemy w życiu to, na co mamy ochotę? Że czasem trzeba się zapanować nad własnym zachowaniem i chęcią wyrażenia własnej opinii? Że są kary i nagrody? Mandaty, nagany i upomnienia? Że jeśli się nie dostosuje, to może stracić pracę, a w konsekwencji chleb i dach nad głową???

Czy rodzicom wolno sprzeciwić się dziecku?

Coraz częściej widzę, że młodzi rodzice podążają za potrzebami swoich pociech całkowicie tracąc rozeznanie co jest dla nich dobre, a co złe. Rodzicielska mądrość i troska o dziecko wymaga tymczasem powiedzenia stanowczego NIE.

Dziecko nie chce jeść obiadu? Niech nie je! Będzie głodne, to zje.

Nie chce iść spać? Widocznie nie jest to zgodne z jego zegarem biologicznym 😃

Postępowanie takie sprawdza się świetnie w pojedynczych sytuacjach. Kiedy jednak staje się codzienną rutyną, a Twoja latorośl je kiedy chce, kładzie się do łóżka przed północą i wstaje rano niewyspana, masz obowiązek sprzeciwić się temu dla jego własnego dobra.

Wychowanie jako przygotowanie do życia

Wychowanie ma na celu przygotowanie młodego człowieka do życia w dorosłym świecie. Dorosły człowiek to istota samodzielna, dobrze funkcjonująca w życiu i radząca sobie z przeciwnościami losu. Umiejąca dostosować się do panujących warunków, wywiązująca się ze swoich obowiązków.

Przygotowanie do dorosłego życia zaczyna się tak naprawdę już w okresie niemowlęcym. Już wtedy, gdy w trosce o dobre nawyki żywieniowe nie pozwalamy dziecku jeść ciasta na obiad, ale i wtedy, gdy kładziemy je spać o stałej porze i uczymy samodzielnie zasypiać.

Dzięki naszej konsekwencji i stanowczości dziecko nabywa odpowiednich nawyków i staje się samodzielne, a jako nastolatek czy dorosły człowiek wie, co jest dla niego dobre i dokonuje odpowiedzialnych wyborów.

Rodzicu, zacznij myśleć!

Żadna metoda wychowawcza nie zwalnia z myślenia. Coraz częściej odnoszę jednak wrażenie, że część rodziców stosuje jakieś wybrane przez siebie metody właśnie po to, żeby nie ponosić odpowiedzialności za własne dzieci. Zrzucają ją na taką czy inną metodę i mają doskonałą wymówkę, gdy okazuje się, że jako rodzice polegli na całej linii.

To nie metoda wychowawcza i nie jej autorzy, będą ponosili konsekwencje Twoich rodzicielskich wyborów. To Ty i Twoje dzieci będziecie się borykać z owocami dzisiejszych decyzji.

  • Mam problem dawaniem kar…..dawać, nie dawać….w zależności od sytuacji róznie bywa z tym co jest akurat lepsze :(

    • Tak jak napisałaś, różne sytuacje wymagają różnego podejścia.

      Uważam, że zawsze jednak trzeba stawiać dziecku granice, których ono nie powinno przekraczać. Trzeba mu wpoić pewne zasady, a nie liczyć na to, że samo pewnego dnia dojrzeje.

      Kary to temat rzeka, który od pewnego czasu mnie bardzo nurtuje. Im więcej o nich czytam, tym bardziej uświadamiam sobie, że nie można ich uniknąć.

  • Przyczepię się tylko jednego zdania. Mogę? :) Piszesz o tym że dzieciaki nie siedzą w szkolnych ławkach przez 45 min. Potem widzisz oczami wyobraźni aulę studentów robiących co chcą… Nie wiem jaki artykuł skłonił Cię do tego wniosku (aczkolwiek z resztą tekstu się zgadzam- metody, metodami, ale myśleć trzeba) ale autor chyba nie do końca rozwinął swoją myśl. W pedagogice Montessori albo innych jej podobnych, alternatywnych dla tradycyjnych systemów oświaty dopuszcza się takie zachowania. O dziwo- przynoszą fenomenalne korzyści :) Dzieciaki nie są tam zdemoralizowane- chodzi oczywiście o umiejętne nimi pokierowanie (pozwolenia na więcej również są tu ściśle kontrolowane), każde działanie jest przemyślane i co najważniejsze oparte na wieloletnim doświadczeniu- konkretnie ponad 200 letnim :) Warto się z nimi zapoznać, nawet jeśli się z nimi nie zgadzasz.Pozdrawiam!

    • Autor nie wspomniał ani słowem o pedagogice Montessori, ani żadnej innej, a zamiast tego mówił o „nowoczesnym podejściu do wychowania i szkoły”. Jak wielu rodziców, beztrosko mieszał tradycyjne podejście do wychowania z urywkami innej pedagogiki.

      Niestety, rodzice (i nauczyciele również) nie zawsze poświęcają wystarczająco dużo czasu, by zrozumieć zasady danej filozofii wychowywania. Najczęściej stosują bezkrytycznie jedynie jej wybrane elementy, traktując je jako usprawiedliwienie braku kontroli nad zachowaniem dziecka i uczenia go samokontroli.

      To właśnie miałam na myśli we fragmencie, do którego się tak uroczo przyczepiłaś ;) Pozdrawiam!

  • Dokładnie – intuicja, wsłuchanie się w potrzeby dziecka i pamiętanie, że ono ma takie samo prawo do emocji, jak my!

  • Zawsze kieruje się sercem <3

  • Zgadzam się, że coraz większa część rodziców ślepo kieruje się przeczytanymi książkami czy zasłyszanymi teoriami kompletnie wyłączając myślenie. A przestudiowane bardziej lub mniej teorie stosują 1:1 nie podchodząc indywidualnie do swojego dziecka czy też danej sytuacji. A potem będzie zdziwko i ten świat taki zły…

  • Anna Olszanowska

    Rodzicielstwo Bliskości ma wiele metod i żadnej nie podaje na tacy.. Podejście do dziecka to kwestia indywidualna i uważam, że nie wolno dać sobie wejść na głowę. W życiu dziecka potrzebne są powtarzalne schematy i warto wypracowywać je wspólnie. Moj 2,5 latek chodzi spać o 21:00 bo wiem, że wtedy zaśnie w 5 min. Wynika to z obserwacji i wcześniejszych prób kładzenia go o innych porach. Każda metoda ma plusy i minusy trzeba znaleźć taką, która odpowiada przekonaniom rodziców, temperamentowi rodziny i stylowi ich życia. bo nie ma złych metod (poza biciem i agresją) są tylko niewłaściwie stosowane. :)