Szczepienia – kojarzysz czy unikasz?

shutterstock_133154222-1400

fot. Shutterstock

 

Sytuacja aktualna

Media, Internet, lekarze i inni rodzice. Wszyscy od kilku lat debatują nad tym samym tematem – nad szczepieniami. Nad ich bezpieczeństwem, sensem, refundowaniem i brakiem.
Między tym wszystkim są rodzice. Świeżo upieczeni rodzice z mętlikiem w głowie. Dopiero na samym końcu tej całej listy są ci, których tak naprawdę cała sprawa najbardziej dotyczy: dzieci.
Lista pytań rodziców nie ma końca.

Czy szczepić dzieci? Na co szczepić? Czy zdecydować się na zakup dodatkowych szczepionek na pneumokoki i rotawirusy? Czy kupić szczepionki skojarzone czy może nie ma to większego znaczenia i nie warto wydawać pieniędzy skoro można skorzystać z darmowych szczepień?

Zacznijmy więc od początku.

Po co są szczepienia?

Szczepienia są po to, żeby zapanować nad rozprzestrzenianiem się chorób zakaźnych, które są niebezpieczne dla zdrowia i życia. Wiadomo, uczyliśmy się (chyba) wszyscy o tym w szkole na lekcjach biologii.

Ale czy w dzisiejszych czasach, gdy przypadki zachorowań na polio czy błonicę w naszym kraju należą do rzadkości szczepienia są naprawdę potrzebne?

Niestety tak. Dopóki każdego dnia miliony osób przemieszczają się mniej lub bardziej swobodnie z jednego końca świata na drugi, a na kuli ziemskiej wciąż odnotowuje się zachorowania na te choroby, to zagrożenie zachorowania nadal istnieje. A zarazić możemy się dosłownie wszędzie: w poczekalni, u lekarza, robiąc zakupy w sklepie czy tankując samochód.

10 lat temu na własne oczy i uszy przekonałam się, że choroby, których nazwy kojarzą mi się jedynie ze szczepieniami istnieją naprawdę.

Moja mama zachorowała wtedy na krztusiec. Poza tym zdrowa, czterdziestokilkuletnia kobieta kaszlała przez ponad pół roku tak, że kilka razy miałam zamiar wzywać pogotowie. Kaszlała, piała, dusiła się i krztusiła. Nie potrafię sobie wyobrazić takiej choroby u niemowlęcia, u którego zwykły katarek jest ciężką udręką dla niego i jego rodziców. Nie wspominając już o tym, że krztusiec u dziecka może skończyć się uduszeniem czy trwałym uszkodzeniem mózgu z powodu niedotlenienia.

A co z różyczką? Świnką? Ospą? Przecież większość osób z naszego pokolenia przechodziła te choroby w dzieciństwie i jakoś żyje. Racja. Jednak z powodu licznych powikłań pochorobowych postanowiono wprowadzić szczepienia. Ewentualne powikłania poszczepienne występują znacznie rzadziej niż te pochorobowe. Szczególnie gdy chory nie jest już dzieckiem, a dorosłym. Wtedy powikłania mogą być bardzo poważne – z niepłodnością czy utratą słuchu włącznie. Dlatego właśnie postanowiono wprowadzić szczepienia przeciwko tym chorobom.

Przeciwko którym chorobom warto szczepić?

Przeciwko wszystkim tzw. obowiązkowym szczepieniom – nie ulega wątpliwości – warto szczepić. Na rynku dostępne są również inne szczepionki przeciwko pneumokokom, meningokokom, rotawirusom… Na grypę, na raka szyjki macicy, na półpaśca i wiele innych.

Rozważając zakup tych szczepionek trzeba się jednak kierować zdrowym rozsądkiem. Rodzice, którzy czytają w internetach informacje o dodatkowych szczepieniach, często skupiają się na możliwych skutkach czy przebiegu choroby dziecka. Decyzja podjęta pod wpływem tej wiedzy jest jednak mało rozsądna. Znacznie lepiej byłoby dowiedzieć się jak często choroby te występują w praktyce, ale o tym innym razem.

Pamiętajmy, że niezależnie co mówi nam miła, ciężarna pani z reklamy, nie każda ostra biegunka jest wywołana zakażeniem rotawirusami (jedynie 30-50% ostrych biegunek w zależności od regionu). Tak samo jak nie każde przeziębienie potocznie nazywane “grypą” naprawdę nią jest.

Zresztą szczepionki na grypę to zupełnie  inna historia, gdyż są one projektowane w oparciu o przewidywania naukowców i ich producentów co do struktury wirusa. Wirusy zmieniają się szybko w niemalże nieprzewidywalny sposób. Co byśmy w tym temacie nie wymyślili, zawsze może się zdarzyć, że natura okaże się sprytniejsza od ludzi i tegoroczna szczepionka uodporni nas na wirusa grypy, z którym się nigdy nie spotkamy. Taka trochę szczepionka-loteryjka, bo albo się uda albo nie. Dowiemy się gdy zachorujemy, przy czym zaznaczam, że przeziębienie to nie grypa, a szczepionka chroni tylko przed prawdziwą grypą.

Jeszcze inaczej jest ze szczepieniami na raka szyjki macicy czy pneumokoki. Tutaj walczymy z całym wojskiem podobnych typów, serotypów i rodzajów bakterii i wirusów. A tymczasem producent szczepionki uczciwie informuje, że jego produkt uodparnia jedynie na niewielką część najpopularniejszych z nich. To trochę tak jakby mieć broń tylko przeciwko części żołnierzy wrogiej armii.

Nie twierdzę, że to nie ma sensu, ale podejmując decyzję, trzeba mieć tego świadomość, a nie sugerować się emocjonalnymi reklamami. Tym bardziej, że komplet szczepionek dla dziecka tani nie jest.

Czy warto płacić za coś, co możemy mieć za darmo?

Czy ktokolwiek przy zdrowych zmysłach płaciłby za to samo, co może mieć za darmo? Nie. A zatem skoro większość rodziców, których znam zdecydowała się płacić za szczepionki skojarzone, to może coś z nimi jest nie tak? A może nie są to jednak te same szczepionki?

Po pierwsze, szczepionki skojarzone są wygodniejsze. Nikt nie dałby się, mając kilka tygodni życia za sobą, pociachać igłami w każdą kończynę ciała, a potem powtórzyć to jeszcze za kilka tygodni. Zdarzają się sporadycznie matki, którym wydaje się, że niemowlę jest głupie i nie czuje bólu. Znam to z opowieści mojej mamy, a i samej zdarzyło mi się coś takiego usłyszeć. Ciekawa jestem czy taka matka równie ochoczo dałyby się sama w ten sposób zaszczepić. Dla mnie komfort dziecka jest najważniejszy i o ile tylko mogę, to ograniczam ilość igieł wbijanych w delikatne ciałka moich dzieci.

Czy podawanie kilku szczepionek jednocześnie jest bezpieczne?
Tak, a ponadto jak się okazuje:

“Skuteczność szczepionek nawet wzrasta przy ich jednoczesnym podaniu. Ilość reakcji niepożądanych w takich sytuacjach jest taka sama jak w przypadku stosowania pojedynczej dawki szczepionki.” [1]

Szczepionki skojarzone, za które musimy dodatkowo zapłacić, są bezpieczniejsze. Chociażby z tego powodu, że zawierają bezkomórkowy komponent krztuśca.

“Jak wykazały wieloletnie obserwacje szczepionka DTaP (bezkomórkowa) jest mniej reaktogenna niż szczepionka DTwP (komórkowa). Obie mogą powodować uogólnione reakcje ze strony układu nerwowego i krążenia. Mniejsza jest zdecydowanie liczba reakcji miejscowych, odczynów gorączkowych oraz reakcji uogólnionych po szczepionce DTaP”. [1]

Skoro więc wybór ogranicza się do szczepionki wywołującej mniejszą ilość powikłań przy tej samej skuteczności, to nie ma się nad czym zastanawiać. Lepiej zapłacić te kilkaset złotych.

Zagrożenie epidemiologiczne

Realna sytuacja epidemiologiczna nie pozostawia złudzeń. Choroby, przeciwko którym szczepimy nasze dzieci, nadal są dla nich i dla nas zagrożeniem. Polska, ze względu na swoje położenie geograficzne znajduje się pomiędzy wschodem a zachodem Europy. Na wschodzie (Ukraina) nie wszyscy są zaszczepieni przeciwko błonicy, a na zachodzie wyedukowani na Google Academy rodzice nie szczepią swoich dzieci na nic. Gdy dodamy do tego migrację i nieustanne mieszanie się ludzi ze wszystkich części świata, to łatwo jest popaść w panikę.

Epidemie na świecie wybuchają niemalże każdego dnia, ale na szczęście nie dotykają nas one bezpośrednio, więc możemy, zaszczepieni, spać spokojnie. Spać spokojnie nie mogą jednak Ci, którzy nie szczepią z własnego wyboru swoich dzieci.

Gdy nie szczepisz:
Narażasz swoje dziecko.
Narażasz inne dzieci, które nie mają odporności.
Narażasz dorosłych.

Dlaczego? Ponieważ świadomie, z wyboru zmniejszasz odporność populacyjną. Myślisz, że bredzę? Bynajmniej. Koncepcja ta jest znana już od XIX wieku i opiera się głównie na tym, że im więcej osób jest odpornych na dane choroby, tym trudniej jest się rozprzestrzeniać drobnoustrojom je wywołującym. Tym samym osoby, które nie zostały z różnych przyczyn zaszczepione mają mniejsze szanse zachorowania.

“Osoba podatna na zachorowanie nie choruje, bo dzięki szczepieniom innych osób nie ma się od kogo zarazić. W pewnym uproszczeniu można przyjąć, że  odporność zbiorowiskowa polega na zmniejszaniu ryzyka zachorowania osoby nieuodpornionej przez przerwanie transmisji zakażenia w populacji.” [2]

Kalendarze szczepień w przeciągu ostatnich kilkudziesięciu lat zmieniały się niejednokrotnie. Zależnie od potrzeb dodawano lub odejmowano z zakresu obowiązkowych szczepień kolejne szczepionki. Z różnych powodów, takich jak zmiany w kalendarzach szczepień, niewytworzenie odporności pomimo szczepienia czy przeciwwskazań medycznych do szczepienia, jakaś część osób w naszym społeczeństwie nie jest uodporniona na różne choroby typu świnka czy różyczka. Nic się z tego powodu nie dzieje. Ani dziś, ani wczoraj nie wybuchła z tego powodu epidemia. Jednak gdy ilość tych osób będzie się powiększać, bo dołączy do nich Twoje dziecko i dzieci Twoich znajomych, to sytuacja może ulec diametralnej zmianie. Warto o tym pamiętać podejmując decyzję odnośnie rezygnacji ze szczepienia.

Niepożądane odczyny poszczepienne

Poważne powikłania poszczepienne zdarzają się niezwykle rzadko. Nie wierzysz? Spytaj znajomych, popytaj w rodzinie. Wszyscy byli szczepieni. Wszyscy żyją, nie mają autyzmu i mają się świetnie. Przynajmniej w moim otoczeniu.

Uwierz tym, którzy każdego dnia dbają o bezpieczeństwo szczepionek i nie tracą czasu na wypisywanie tego co myślą na forach. Zaufaj lekarzom, którzy poświęcili wiele lat swojego życia, aby móc leczyć Twoje dziecko. Nie ufaj matce, która poświęciła kilka godzin na przeczytanie bez zrozumienia tego, co podrzuciły jej media i inne matki-absolwentki Google Academy.

Jeżeli chcesz znaleźć rzetelną publikację na ten temat, to skorzystaj w naukowych wyszukiwarek takich jak chociażby Google Scholar. Zdziwisz się jakie artykuły można tam znaleźć.

A teraz trochę na temat powikłań w liczbach:

“Od momentu wprowadzenia tej szczepionki skojarzonej (przeciwko odrze, śwince i różyczce) jako szczepionki refundowanej w 2004 r. nastąpił i trwa do chwili obecnej wzrost jej zastosowania. Poziom wyszczepialności wzrósł w porównywanym okresie przeszło 2,5-krotnie z niewiele ponad 1,7 mln dawek w 2005 r. do prawie 4,8 mln dawek w roku 2010.” [3]

Tabela poniżej pochodzi z cytowanego artykułu [3], opartego na analizie danych statystycznych dotyczących powikłań poszczepiennych. Przedstawia ona zestawienie częstości występowania wybranych powikłań u dzieci na milion podanych szczepionek.


tabela-nop

HHE – epizod hipotensyjno-hiporeaktywny – niemowlę przez pewien okres ma obniżone ciśnienie, obniżone napięcie mięśniowe, nie przyjmuje posiłków i nie nawiązuje kontaktów z otoczeniem

Czy znając te liczby nadal uważacie, że lepiej nie szczepić? Czy kilkanaście przypadków gorączki na milion zaszczepionych dzieci to w Waszej subiektywnej ocenie wystarczająco dużo aby zrezygnować ze szczepień? Według mnie to wystarczająco mało, by zaszczepić dziecko i nie mieć z tego powodu koszmarów.

W ostatnim czasie przemysł farmaceutyczny nie spał, nie liczył zysków, a pracował nad poprawą bezpieczeństwa szczepionek. Firmy opracowały i wdrożyły nowe technologie, wydały kupę kasy na badania i projekty, których celem było zastąpienie żywych komórek i wirusów martwymi fragmentami czy wyeliminowanie potencjalnie groźnych składników. Każdego dnia osoby w nich zatrudnione szczegółowo kontrolują szczepionki pod kątem stopnia ich oczyszczenia, skuteczności i bezpieczeństwa. Czy naprawdę wolicie wierzyć internetowym wyszukiwarkom niż lekarzom i specjalistom?

Oczywiście decyzja czy i jakie szczepionki będą podane Waszym dzieciom należy do Was, a ten wpis podobnie jak wszystko co zostało opublikowane na tym blogu, to tylko moja subiektywna opinia. Mój blog, mój dom.

 

Dlaczego o tym piszę?
Z trzech powodów: Jestem matką. Jestem biotechnologiem. Moja mama jest pediatrą i coraz częściej przy szczepieniu ma do czynienia z obawami rodziców.

 

Na zakończenie jeszcze jedno. Twój komputer może przeznaczyć część zasobów obliczeniowych do walki z malarią. Wystarczy przyłączyć się do programu BOINC i dołączyć do jednego z wielu projektów, który najbardziej Ci odpowiada. Program działa w tle, wykorzystując część nieużywanych zasobów.

Literatura:

[1] prof. dr hab. med. Ewa Bernatowska “Szczepienia ochronne”

[2] Szczepienia niemowląt przeciwko rotawirusom – czy ochronę populacyjną zyskują strasze dzieci i dorośli?

[3] Niepożądane odczyny poszczepienne po szczepieniu przeciwko odrze, śwince i różyczce.

 

P.S. Specjalne podziękowania dla Patrycji i Kasi, które motywowały mnie do pracy nad tym wpisem. Buziaki :*

 

Który wariant szczepień wybrałaś dla swojego dziecka?

View Results

Loading ... Loading ...

Zobacz także:

poduszki - baner

2.60 avg. rating (52% score) - 45 votes