Nie wierzę w Mikołaja!

nela-trzyma-swiatelka

Święty Mikołaj został zdemaskowany A było to tak…
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Wieczorem Mati przyszedł do kuchni z bardzo zamyśloną miną. Coś nie dawało mu spokoju. To wtedy zadał mi to straszne pytanie, które wywróciło mój świat do góry nogami:

– Mamo, to Ty jesteś Świętym Mikołajem?

Zdębiałam. Zamarłam. Rozsypałam się na tysiąc kawałków.

– No bo… jak ten Mikołaj wchodzi do naszego domu – kontynuował swój wywód Mati – kiedy okna i drzwi są zamknięte? No jak? Duchem nie jest. No i tak sobie myślę, i myślę, i wymyśliłem, że to MUSI być ktoś z domu. Ja nie, Gaba nie, Nela też nie. Czyli to Ty albo tata.

I wtedy spojrzał na mnie tymi swoimi niewinnymi, ale mądrymi oczkami dziecka, które właśnie przestaje być dzieckiem i zapytał konspiracyjnie:

– Mamo, to Ty?

Cóż mi pozostało? Przyznałam się.

Jak na spowiedzi opowiedziałam mu wszystko o tym, jak co roku podczas pakowania prezentów dostawałam zawału na każdy najcichszy szmer. Jak nie mogłam powstrzymać śmiechu układając prezenty obok łóżka. Jak skręcałam się ze śmiechu i wzruszenia kiedy z zachwytem wołali: „Są prezenty! Święty Mikołaj tu był!!!!!!!!”. Jak biegaliśmy z ojcem po sklepach w poszukiwaniu czerwonego Transformersa, bo wszędzie były tylko żółte. I o tym, że ten czerwony był dużo droższy. Nawet o tym, że zbieram w pudełku wszystkie ich listy do świętego Mikołaja.

– Mamo, a ten list od Mikołaja to też Ty napisałaś?

– Jaki list?

– No ten, że paczka jest w biurze zagubionych prezentów i elfy zostawią ją w paczkomacie!

/Wiem, wiem… Święty Mikołaj i paczkomat ‍♀️ Żenada, ale w tamtej chwili nie miałam lepszego pomysłu/

– Aj, przepraszam Cię! Za późno zamówiłam i paczka nie doszła na czas. Ale ten list z certyfikatem grzeczności to nie ja! On jest akurat od prawdziwego Mikołaja, to znaczy… Babcia była w lecie na wycieczce w Laponii i zamówiła w wiosce świetego Mikołaja listy do was. Ale miała z tego radochę! Zobacz, tu jest fiński znaczek. I pieczątka „arctic circle”.

Tylko nie mów nikomu!

Kiedy już wszystko sobie wyjaśniliśmy, przyszła pora na mały szantaż. Wiem, wiem… szantaż to haniebna rzecz, ale musiałam. W dobrej sprawie ;)

– Mati, ale nikomu ani słowa. Nikomu. Ani w domu, ani w szkole. Bo zniszczysz dzieciństwo Gabie i Neli. Każdy w życiu musi sam dojść do prawdy. Sam musi się domyślić, że Święty Mikołaj to bujda.

W tym momencie do kuchni weszła Gaba.

– Gabi, zawołałaś tatę i Nelę na kolację? Nie, to na co czekasz? Pamiętaj, że Święty Mikołaj wszystko widzi!

Mati mrugnął do mnie konspiracyjnie i się uśmiechnął.

Rano przyszedł czas na refleksję

– Mamo, bo ja w nocy płakałem ze wzruszenia, że to Ty mi te wszystkie prezenty kupowałaś przez tyle lat!

Kochany z niego chłopak ❤️

Chociaż trochę mi smutno, że już przestał wierzyć w Mikołaja.