Ciąża? Nie, dziękuję!

ciąża

Ciąża to podobno najpiękniejszy czas w życiu kobiety. To okres, w którym może bezkarnie tyć, mieć humorki i zachcianki, a wszyscy wokół traktują ją ulgowo.

Jedne dziewczyny czują, że są w stanie błogosławionym. Inne czują się jakby je ktoś “przebłogosławił”. Taki los, trochę jak na loterii.

Życie nie jest usłane różami. Ciąża nie jest usłana kolcami.

Ja częściej widzę te szczęściary, którym w ciąży nic nie dolega. Biegają po mieście w szpileczkach, robią sobie sesje zdjęciowe z brzuchem i są w siódmym niebie. Stanowią idealny przykład na to, że ciąża to nie choroba.

Patrząc na nie nie mogę uwierzyć własnym oczom. Czy tylko ja jedna czułam się w ciąży źle? Gdzie te dziewczyny, które całą ciążę spędziły w szpitalu albo siedziały w domu? Czy ktoś wreszcie opublikuje w gazecie sesję w szpitalnym łóżku? Albo chociaż napisze parę słów na temat tego, że ciąża, nawet ta upragniona i długo wyczekiwana, wcale taka przyjemna nie jest i każda z nas ma prawo o tym mówić bez posądzania o narzekanie?

To nie jest post o narzekaniu. To jest post dla dziewczyn, które czują się same w klubie nie zachwycających się ciążą. Gdyby się dało, to ja poproszę wersję bez ciąży. Może być z porodem, ale za ciążę stanowczo dziękuję ;)

Dla mnie ciąża to jedno wielkie pasmo nieszczęść. Przeszłam przez nie dwa razy i mam nadzieję, że nigdy więcej mnie ono nie spotka. I nie chodzi mi o perspektywę posiadania kolejnego dziecka tylko o samą ciążę.

Po prostu nie chcę już nigdy więcej być w ciąży.

21 powodów żeby nie być w ciąży

1. Nudności

Nudności to eufemistyczne określenie tego, co dane mi było doświadczyć w ciąży. A raczej w dwóch ciążach. Sama nie wiem, w której było lepiej.

W pierwszej zaczęło się w 6. tygodniu. Leżąc wieczorem w łóżku poczułam nagle, że muszę natychmiast wstać i jak najszybciej pobiec do łazienki. I tak już zostało. Chlustałam wszystkim co miałam w żołądku jak fontanna do samego porodu. A właściwie niemalże do samego końca porodu, bo ostatniego pawia puściłam pół godziny przed tym jak Mati pojawił się na świecie.

W najgorszym okresie zaczynałam o 06:00 rano, a kończyłam o 02:00 w nocy. W najlepszym okresie chodziłam wszędzie w woreczkami albo miską, bo dopadało mnie bez ostrzeżenia, ale za to skutecznie. I tak było przez prawie 8 miesięcy.

W drugiej ciąży było lepiej. Zwaliło mnie z nóg do tego stopnia, że nie wstawałam nawet z łóżka. Zwracałam prosto do miski tuląc się do niej w łóżku. Pardon, nie zwracałam, bo nie miałam czego. Nie jadłam, nie piłam, rzygałam samymi kroplówkami. Chlustałam bez opamiętania przez miesiąc. Potem moje “niepowściągliwe wymioty ciężarnych” nieco zelżały do tego stopnia, że czasami opuszczałam dom bez woreczków w torebce.

2. Wrażliwość na zapachy

Jeżeli kobieta z odległości 50 metrów wyczuwa męskie perfumy niewyczuwalne dla żadnej innej osoby w otoczeniu, to najpewniej jest w ciąży.

Jeżeli mięso przygotowywane na obiad śmierdzi tak bardzo, że nie jest w stanie wejść do kuchni, to pewnie jest w ciąży.

Wrażliwość na zapachy cholernie utrudnia normalne funkcjonowanie. Jest jednak jedna zaleta – w ciąży wyczuwałam zepsute truskawki zanim jeszcze straciły swój atrakcyjny wygląd. Mąż nie wierzył w moją magiczną ciężarną moc, próbował odrzucone przeze mnie owoce i ze wstrętem wypluwał. Mój nos czarownicy nie pomylił się ani razu.

3. Ciągłe wizyty u lekarza

U lekarza, to bym pewnie jeszcze przeżyła. Ale u ginekologa… Z całą sympatią dla mojej pani doktor, mam nadzieję, że się więcej nie zobaczymy.

Całe szczęście, że moja fobia do igieł i zastrzyków ulega znacznemu osłabieniu w ciąży, bo inaczej pielęgniarka pobierająca mi krew musiałaby chyba przed starciem ze mną zakładać zbroję.

4. Test obciążenia glukozą

Badanie polegające na pobraniu krwi na czczo i po wypiciu mikstury wodno-cukrowej. Próba ognia nawet dla tych, którzy lubią ultra słodkie picie. Rozpuszczona w wodzie glukoza do najpyszniejszych napojów świata nie należy, ale w tym wypadku jest jej tak dużo, że nawet się już nie rozpuszcza. Po takim drinku z samego rana, to nic tylko usiąść i modlić się żeby nie zwymiotować, bo wtedy całą procedurę trzeba powtarzać raz jeszcze.

Podobno ten drink lepiej smakuje jak się do niego wciśnie pół cytryny. Nie próbowałam, bo za późno się o tym dowiedziałam.

5. Wahania nastroju

Kto myślał, że od szczerego śmiechu do morza łez jest choćby jeden krok, ten nigdy w ciąży nie był.

Łzy, szczęście, wzruszenie i wściekłość kotłują się w ciężarówce i wybuchają niczym wulkan. Nigdy nie wiadomo co będzie za chwilę.

Moje wahania nastroju na początku pierwszej ciąży znalazły nawet uznanie w oczach lekarki, która wpisała mi do karty: “pacjentka labilna emocjonalnie” (czytaj: rozhisteryzowana wariatka). Zmieniłam lekarza, bo choć stabilna nie byłam, nie przeczę, to nie rozpłakałabym się gdyby na mnie nie nakrzyczała o byle bzdurę.

6. Opuchlizna

Opuchnięte nogi, choć dokuczliwe, to jednak są niczym w porównaniu z opuchlizną całego ciała. Mnie w pierwszej ciąży napuchło jakieś 20 kg i 5 kg zostało ze mną do dzisiaj. Cóż, nawet ostra dieta z powodu kamicy żółciowej nie pomogła – opuchlizna została i ma się dobrze.

Opuchlizna ta nie przeszkadza mi ani trochę u innych kobiet w ciąży. Powiedziałabym nawet, że ich zaokrąglone kształty sprawiają, że wyglądają uroczo i dostojnie. Mimo to, sama będąc w ciąży w lustrze widziałam zawsze tylko grube monstrum, któremu wszystkie wklęsłości wypełniło wielkie, napompowane cielsko.

7. Kopniaki od środka

Ach, te cudowne delikatne ruchy dziecka odczuwalne przez matkę. Ach, to cudowne łaskotanie wyczekiwane od pierwszych tygodni ciąży…

Gdzie one do cholery były pod koniec ciąży? Gdzie były wtedy gdy Mati urządzał sobie przebieżki małymi stópkami po moim wrażliwym żołądku? Gdzie były wtedy gdy rozciągał się jak tylko mógł ugniatając mi główką mój biedny pęcherz?

I gdzie był mój uśmiech gdy łapałam Gabulca za rękę czy nogę, która wystawała z obrysu mojego brzucha? Nie było go, bo jego miejsce zajęły łzy i śnieżnobiała bladość na mojej twarzy.

Te piękne zdjęcia wystających rączek czy nóżek publikowane w Internecie są okupione bólem przyszłej matki. Nie myśl, że radosne pokopywania dziecka w matczyne wnętrzności zawsze są przyjemne. Czasem okrzyk zachwytu zamienia się w okrzyk bólu.

8. Zgaga

Skutecznych sposobów na pozbycie się zgagi w ciąży jest tyle, co i matek. Sorry, pomyłka. Jest ich mniej. Wszak nie każdej matce dane było znaleźć ten skuteczny w jej przypadku sposób. Mnie pomagało picie wody z rozpuszczoną sodą. Na chwilę.

9. Wielki brzuch

Brzuch utrudniający oddychanie, ubieranie skarpetek i butów, że już o obcinaniu czy malowaniu paznokci u nóg nie wspomnę. Ten sam wielki brzuchol, przez który budziłam się w nocy tylko po to żeby przerzucić go na drugi bok.

Odkąd dane mi było doświadczyć posiadania tego bandziocha darzę szacunkiem wszystkich grubasów, którzy nie decydują się na odchudzanie. Ja z takim obciążeniem nie byłabym w stanie normalnie żyć. W ciąży jest to na szczęście tylko przejściowy ładunek ;)

10. Upośledzenie

Fizyczne i umysłowe. Upuszczanie najróżniejszych przedmiotów w najbardziej nieoczekiwanych sytuacjach, a do tego zatrważająca ciemnota umysłowa: niemożność wykonania najprostszego manewru przy parkowaniu i zapominanie, zapominanie i jeszcze raz zapominanie.

Przez to zapominanie zdarzało mi się chodzić od kuchni do pokoju po 5 razy tylko dlatego, że gdy już doszłam do kuchni nie wiedziałam po co tam przyszłam. Żeby wyłączyć gwiżdżący czajnik :)

11. Bóle pleców

Uporczywe, dotkliwe i dobijające. Choć w sumie te odczuwane w ciąży w porównaniu z tymi przy porodzie i po nim są tak mało istotne, że można by je pominąć ;)

A do tego złota 10 mniej uciążliwych dolegliwości typu:

12. Pogorszenie wzroku.
13. Senność.
14. Zmęczenie.
15. Zawroty głowy.
16. Omdlenia.
17. Trądzik.
18. Hemoroidy.
19. Nasilenie alergii.
20. Zachcianki kulinarne.
21. Strach przed porodem.

Gdy słyszę radosne: “Jestem w ciąży!”, to czasem mi się wymsknie: “Szczerze współczuję”. Teraz już wiecie dlaczego.

 

Wam też ciąża dała się mocno we znaki?