Naturalne konsekwencje

dziecko-dotyka-piekarnika

W postępowaniu z dziećmi najważniejsze są konsekwencje. Zawsze myślałam, że w tym stwierdzeniu chodzi o to, by konsekwentnie powtarzać im co wolno, a czego nie wolno. Dopiero kiedy zostałam mamą zrozumiałam, że są na tym świecie rzeczy, których każde dziecko musi nauczyć się na własnych błędach, poprzez doświadczanie konsekwencji swoich decyzji.

Konsekwencje to nic innego jak karanie albo pozwolenie na to, by dziecko ukarało się samo za pomocą skutków własnego zachowania.

Doskonale pamiętam pierwsze spotkanie mojego syna z nagrzanym piekarnikiem. Nadal mam przed oczami jego uśmiechniętą buzię, gdy wyciąga rączkę w kierunku szyby i grymas, który wykrzywił mu twarz sekundę później. Mówiłam, ostrzegałam i przeganiałam go z kuchni setki razy, ale ten jeden raz nie zdążyłam. Na szczęście drzwiczki nie były gorące i nic złego się nie stało.

Mimo to, ja i mój syn wynieśliśmy z tej mało przyjemnej przygody cenną lekcję. On nauczył się, że dotykanie piekarnika może być niebezpieczne, a ostrzeżenia mamy są ważne i należy ich słuchać. Ja uzmysłowiłam sobie, że są na tym świecie rzeczy, których dziecko musi się nauczyć na własnych błędach.

Dzisiaj jestem bogatsza o dwoje dzieci, spory bagaż doświadczeń i wiedzę z kilkudziesięciu poradników dla rodziców. Wiem też, że to, czego oboje doświadczyliśmy w tamtej chwili to  naturalne konsekwencje – nieprzyjemne skutki niewłaściwego zachowania, które mają wartość wychowawczą.

Jest to tak zwana praktyczna nauka, którą dziecko przyswaja sobie za każdym razem, gdy doświadcza nieprzyjemnych skutków swojego postępowania:

  • popsułeś zabawkę – nie masz się czym bawić (bo nie kupimy ci drugiej identycznej)
  • wbiegasz na spacerze do fontanny – będziesz mokry (bo nie mamy ze sobą ubrań na zmianę)
  • nie zjadłaś śniadania – będziesz głodna aż do drugiego śniadania (bo nie zabieramy kanapek na spacer)

Większość konsekwencji naturalnych wynika bezpośrednio z praw natury. Z tego powodu pojawiają się one przy każdej okazji i są od nas niezależne.

Konsekwencje naturalne – jak powinien zachować się rodzic?

Dziecko wyniesie ze swojego niewłaściwego zachowania lekcję na przyszłość tylko wtedy, gdy osobiście odczuje jego skutki. W konsekwencjach naturalnych bardzo ważne jest, aby rodzice nie ingerowali w proces uczenia się, chcąc złagodzić skutki. Nie wolno rozwiązywać problemu za dziecko, ani też dokładać mu kary. Nieprzyjemne konsekwencje mają wynikać bezpośrednio z postępowania dziecka, bez zaangażowania rodzica.

Ocenić zagrożenie

Naturalne konsekwencje można stosować tylko w sytuacjach, które NIE grożą trwałym uszczerbkiem na zdrowiu. Jeśli dziecko przebiega samo przez ulicę albo bawi się pokrętłami od kuchenki gazowej, to należy zawsze bezwzględnie interweniować. Jedyne konsekwencje, jakie mogą mieć wtedy miejsce to konsekwencje narzucone przez nas, rodziców (napiszę o nich innym razem).

Na szczęście życie dostarcza bardzo wielu sytuacji, w których dziecko bezpiecznie może nauczyć się czegoś pożytecznego na własnych błędach. Nie zawsze będziemy obok gdy dorośnie, a pojawiające się problemy będą coraz trudniejsze i musimy je na to przygotować. Tak naprawdę bycie nadopiekuńczą mamą jest nieefektywne, wręcz szkodliwe. O wiele lepiej jest wpajać samodzielność i odpowiedzialność już dziś, dbając jedynie o bezpieczeństwo.

Stwierdzić fakt

Wychowywanie poprzez odczuwanie konsekwencje bywa w niektórych momentach trudne dla rodzica. Powstrzymanie się od kąśliwej uwagi na temat nierozsądnego zachowania, niepowiedzenie słynnego „A nie mówiłam?!” bywa wielkim wyzwaniem. Zwłaszcza, że większość naszych rodziców tak zapewne robiła i teraz nieświadomie ich naśladujemy.

W takich momentach należy się powstrzymać od wymierzania dodatkowej kary, poprzestając jedynie na naturalnych konsekwencjach. Znacznie lepiej jest stwierdzić fakt i określić naturalne konsekwencje.

Nic nie robić, nie mieć zmartwień…

Muszę przyznać, że najtrudniejsze w wychowywaniu poprzez uczenie się na błędach jest dla mnie, jako matki-kwoki, powstrzymanie się od zapobiegania skutkom.

Jeśli dziecko uszkodziło zabawkę tak, że nie może się nią więcej bawić, to wyrzucamy ją do kosza i nie kupujemy nowej na pocieszenie. Sprawa jednak komplikuje się nieco, kiedy zabawka jest drogim prezentem urodzinowym od babci, a obdarowany zaczyna nim rzucać o podłogę.

Interweniować czy pozwolić dziecku na zbadanie granic wytrzymałości zabawki?


Innym przykładem, wziętym z naszego życia, jest powrót ze spaceru w mokrym ubraniu. Wiem doskonale, że jeśli mój syn odczuje na własnej skórze nieprzyjemne skutki wbiegania do fontanny, to następnym razem zastanowi się zanim to zrobi, bo po prostu nie znosi chodzić w mokrym ubraniu. Znam go jednak na tyle dobrze, że potrafię sobie wyobrazić jego niezadowoloną minę i marudzenie towarzyszące nam całą drogę do domu, gdy odkryje, że nie mamy nic na zmianę.
Moja wewnętrzna walka o to, by w końcu dać mu odczuć  konsekwencje przegrywa z wyrzutami sumienia z serii: „Co to za matka, że pozwala dziecku chodzić w mokrym ubraniu!”. Pakuję więc zamienne ubranie do torby albo omijam szerokim łukiem okolice fontanny, ganiąc samą siebie za takie zachowanie.
Trzymajcie za mnie kciuki, żeby w końcu mi się udało wygrać tą walkę ;)

Przykłady naturalnych konsekwencji

Aby lepiej zobrazować o co chodzi w naturalnych konsekwencjach, posłużę się kilkoma przykładami:

  • coś się zgubiło/uszkodziło z powodu zaniedbania

Nie naprawiam. Nie kupuję zamiennika. Niektóre uszkodzone/zagubione rzeczy wymagają kupienia zamiennika (np. rękawiczki). W takim wypadku czekam do momentu doświadczenia straty, ale nie kupuję kolejny raz super rękawiczek z ulubionym bohaterem tylko szare, zwykłe zamienniki.
Dobrą praktyką jest wspólne opracowanie zasad dbania o daną rzecz. Wskaż dziecku w jaki sposób można uniknąć w przyszłości podobnych konsekwencji, ale bez nerwów, wytykania błędów i oskarżania.

  • dziecko o czymś zapomniało

Zapomnieliście o zabawkach pozostawionych w piaskownicy? Dopilnuj, aby dziecko musiało się po nie wrócić. Nie idź po nie sama. Jeśli ich nie znajdziecie, to w żadnym wypadku nie kupuj nowego kompletu dopóki maluch nie odczuje braku tych pierwszych.
Dziecko zapomniało o zadaniu domowym? Pozwól, żeby odczuło konsekwencje (odrabianie lekcji późnym wieczorem/wczesnym rankiem albo jedynka w dzienniku). Nie rób za nie zadania, bo boisz się, że nie zdąży.

  • bałagan w dziecięcym pokoju

Jeśli w bałaganie zagubi się jakaś ulubiona zabawka, to niech dzieci same zrobią porządek i jej poszukają. A jeśli ktoś przy okazji stanie bosą stopą na klocek, to… następnym razem posprząta. Albo wyznaczy bezpieczną ścieżkę, jak to ma w zwyczaju moja uparta córka 😉

  • marnowanie jedzenia

Dzieci bawią się sokiem rozchlapując go dookoła siebie? Kruszą ciastka i karmią nimi ptaki? A może posmarowały siebie i cały stolik bitą śmietaną? Pozwól im odczuć czym kończy się marnowanie jedzenia i nie dziel się swoją porcją. Nie kupuj nowego soku.

Naturalne konsekwencje – to takie proste

Wychowywanie poprzez odczuwanie naturalnych konsekwencji pozwala dziecku uczyć się na błędach. Daje mu poczucie odpowiedzialności za własne czyny i uczy podejmowania właściwych decyzji.

Pozwala na odpoczynek od bycia nadopiekuńczym, zapobiegliwym rodzicem i czerpanie przyjemności z uważnego obserwowania własnego dziecka. Bez zamartwiania się i ciągłego wybiegania w przyszłość, żeby być przygotowanym na każdą ewentualność. Mamy wiedzą jakie to może być męczące.

Rozważanie na temat naturalnych konsekwencji, które nie wymagają mojego zaangażowania, doprowadziło mnie do przewrotnego wniosku:

Bycie leniwym rodzicem może być wychowawcze ;)

Zgadzasz się ze mną?

  • Właśnie jestem na etapie takich naturalnych konsekwencji w kwestii szkolnych spraw :)

    • Oj, to musi być wesoło. Mój syn za rok pójdzie do szkoły i nie potrafię sobie wyobrazić, żeby coś tak abstrakcyjnego jak ocena miało do zmotywować do siedzenia nad literkami. Może jakby dawali puchary za pisanie… ;)

  • Jak to mówią górale – jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz ;)