Bezpłatna opieka medyczna w ciąży

opieka-medyczna-w-ciazy

Wiele osób uważa, że płaci wysokie składki na ubezpieczenie zdrowotne i nic z tego nie ma, szczególnie w ciąży. Czy prywatna opieka medyczna w ciąży jest konieczną inwestycją, skoro wizyty u tego samego lekarza mogą być refundowane?

Zdecydowana większość kobiet w ciąży, z mojego otoczenia, chodzi do lekarza prywatnie. Po części za tą sytuację winna jest moda, a może raczej powszechny zwyczaj leczenia się w prywatnych gabinetach. Co prawda nie do końca rozumiem przekonanie wielu osób, że jeśli zapłacą, to będą miały najlepszą opiekę medyczną na świecie, ale wiem, że chcą dobrze, więc zazwyczaj się nie wtrącam.

Z drugiej jednak strony wydaje mi się, że wiele kobiet w ciąży decyduje się na prowadzenie ciąży w prywatnym gabinecie, bo nie zna alternatywy. Pomimo dostępu do informacji, tysiąca serwisów dla kobiet w ciąży, grup, blogów i innych stron o tematyce około ciążowej, wiele kobiet w ciąży nie wie, co się im należy w ramach ubezpieczenia zdrowotnego. Gabinety ginekologiczne w przychodniach posiadających kontrakt z NFZ, w świadomości wielu osób jawią się jako miejsca od lat niemodernizowane, w których przyjmują niemili, niekompetentni lekarze bez wiedzy, zaangażowania i jakiegokolwiek sprzętu, a już na pewno bez aparatu do USG.

Jak naprawdę wygląda refundowana opieka medyczna w ciąży?

Tak się składa, że ja sama prawie zawsze chodziłam do ginekologa w ciąży na NFZ. Nigdy nie czułam się z tego powodu traktowana gorzej niż moje ciężarne koleżanki, a jeśli lekarz mi z jakiegoś powodu nie odpowiadał, to następnym razem szłam do innego.

Jak więc wygląda bezpłatna opieka medyczna w ciąży od strony pacjentki? Zupełnie normalnie, a nawet bardzo dobrze.

Po pierwsze w gabinecie przyjmuje lekarz — zwykle ten sam, który w innych godzinach przyjmuje za grubą kasę w swoim własnym prywatnym gabinecie. Po drugie lekarz ten zadaje pytania, zapisuje wszystko w karcie pacjentki, a nawet (uwaga!) przeprowadza badanie. Po trzecie podczas badania korzysta z jednorazowego sprzętu — wziernika, rękawiczek i jednorazowych podkładów na fotel. Jeśli w gabinecie znajduje się aparat do USG, to wykonuje je również przy każdej wizycie (albo w miarę potrzeby, wedle uznania). Każda wizyta wygląda więc zupełnie standardowo.

Jedyną różnicą pomiędzy wizytą na NFZ a tą w prywatnym gabinecie jest oczywiście cena. Idąc do ginekologa, który posiada kontrakt z NFZ nie płacimy za każdą wizytę, co pozwala nam zaoszczędzić pieniądze choćby na wyprawkę. Ponadto w ramach ubezpieczenia zdrowotnego wykonywane są bezpłatnie również wszystkie badania laboratoryjne, co najmniej trzy razy dokładne badanie USG, a w razie potrzeby również badania prenatalne.

Badania prenatalne a refundacja

W kwestii odpłatności badań prenatalnych w Polsce panuje dezinformacja sięgająca zenitu. Powszechnie panuje przekonanie, że za badania prenatalne (w tym słynne „USG genetyczne”) muszą płacić wszystkie kobiety przed 35. rokiem życia.

W pierwszej ciąży i drugiej ciąży wszystkie badania, w tym również USG, miałam robione bezpłatnie. Dostawałam skierowanie na USG, numer telefonu do rejestracji i posłusznie odczekawszy 2 godziny w kolejce, dzielonej z izbą przyjęć, miałam wykonywane badania. W drugiej ciąży było podobnie, z tą różnicą, że wtedy już poradnia przyszpitalna doczekała się własnego budynku. W pięknych gabinetach przyjmowali uśmiechnięci lekarze, którzy oglądali w najdrobniejszych poszczególne części ciała naszego dzidziusia i nie brali za to od nas ani grosza.

Nie wnikałam w to, czy było to jakieś specjalne badanie, ale w obu ciążach było ono po raz pierwszy wykonywane między 11. a 14. tygodniem ciąży i była w jego trakcie oceniana przezierność karkowa. Zbieżność tego opisu ze słynnym USG genetycznym wydaje mi się nieprzypadkowa, ale zostawię to Waszej ocenie.

Dopiero w trzeciej ciąży dostałam jakieś specjalne skierowanie z wyszczególnionymi przypadkami, w których badania prenatalne są refundowane. Zdębiałam.

Zapytałam koleżanki o co chodzi. Jak zwykle biegła w przepisach przyjaciółka, oświeciła mnie, że Polska to taki kraj, gdzie za USG genetyczne się płaci. Nawet wtedy, gdy chodzi się do ginekologa na NFZ albo ma wykupiony specjalny, dodatkowy pakiet ubezpieczenia. Zdębiałam po raz drugi tego samego dnia. Serio? Naprawdę?

Wzięłam do ręki skierowanie, odpaliłam internety i zaczęłam zgłębiać temat.

Tak jak mi się wydawało, w standardzie opieki okołoporodowej wykonuje się w ramach refundacji trzy badania USG (między 11. a 14. tygodniem ciąży, między 18. a 22. oraz między 28. a 32. tygodniem). Czyli mimo upływu kilku lat nic się w tej kwestii nie zmieniło i badanie te jednak są refundowane. A przynajmniej powinny…

Test PAPP-a

Tym razem jednak skierowanie obejmowało tzw. test podwójny, czyli nie tylko USG genetyczne, ale również wykonanie testu PAPP-a.

Połączenie tych dwóch testów ma na celu dokładniejszą ocenę ryzyka wystąpienia u dziecka najczęstszych trisomii (Zespołu Downa, Edwardsa oraz Patau). Lekarz genetyk wylicza je na podstawie zebranego wywiadu (wiek, pochodzenie etniczne, występowanie trisomii w rodzinie), badania USG wraz z oceną przezierności karkowej płodu oraz stężenia markerów we krwi matki (białko ciążowe A oraz wolna podjednostka beta-hCG).

Wykonanie testu PAPP-a bez skierowania jest znacznie droższe niż samego USG. W związku z tym dobrze wiedzieć, kiedy jest ono refundowane, bo i w tej kwestii doszukałam się kilku mitów.

Refundacja badań prenatalnych

Badania prenatalne (w tym test podwójny) są refundowane gdy wystąpi jeden z powodów:
– kobieta jest po 35. roku życia,
– w rodzinie występowały aberracje chromosomowe (choroby genetyczne),
– nieprawidłowy wynik badania USG lub badań biochemicznych (mogący świadczyć o zwiększonym ryzyku aberracji chromosomowej lub wady płodu).

Oczywiście, aby badanie prenatalne było wykonane bezpłatnie, kobieta musi mieć skierowanie od lekarza przyjmującego w ramach kontraktu z NFZ i tu wracamy do sedna problemu, czyli korzystania z bezpłatnej opieki medycznej w ciąży.

W moim przypadku podstawą do wypisania skierowania był nieprawidłowy wynik badania USG wykonanego na pierwszej wizycie, bo dzidzia była znacznie mniejsza, niż by to wynikało z daty ostatniej miesiączki. Na bezpłatne badania prenatalne po 35. roku życia jeszcze długo będę za młoda, bo trzydziestka ciągle jeszcze kilka lat przede mną ;)

Wyniki testu podwójnego (testu PAPP-a)

Obliczone ryzyko wystąpienia aneuploidii u płodu jest niższe niż ryzyko wyjściowe.

Odbierając wyniki badań nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że odczytać je może jedynie lekarz albo ktoś, kto zna się na genetyce i rachunku prawdopodobieństwa. Nie wiem co czuje kobieta, która czyta taką informację, ale ja poczułam się w swoim żywiole. Przed oczami stanęły mi zajęcia z biologii komórki i wielki schemat najróżniejszych rodzajów mutacji i zaburzeń chromosomalnych. Słowem: taki wynik to miód na serce biotechnologa i równocześnie wielka konsternacja dla przeciętnego człowieka.

usg-foto

Przy okazji wykonywania badań prenatalnych dowiedziałam się jeszcze dwóch ciekawych rzeczy:

1) Ktoś ma śliczne, małe stópki i…
2) Jest dziewczyną!

W to drugie nie wierzę jeszcze tak do końca, bo jak na mój ciężarny nos jest jeszcze za wcześnie na takie definitywne stwierdzenia i brutalne odarcie mnie z marzeń o drugim synku. Taki już mój marny, ciążowy los, że (do jasnej Anielki!) jak chcę córkę to jest syn, a jak chcę syna to jest… BABA :P

À propos… może by tak nazwać ją Anielka? Dzieciom się spodobało ;)

A jak to było u Was? Korzystałyście w ciąży z bezpłatnej opieki medycznej czy też chodziłyście do lekarza prywatnie?