Rejs do Zatoki Wraku Navagio – nasze wrażenia i informacje praktyczne

 zatoka-wraku

Zatoka Wraku (Navagio) zawdzięcza swoją sławę krystalicznie czystej wodzie i rajskiej plaży ukrytej u stóp ponad 300-metrowego klifu. Dostępna tylko od strony morza plaża przyciąga co roku rzesze turystów, którzy oprócz plażowania chcą obejrzeć z bliska również tajemniczy wrak statku. Czy naprawdę jest tam tak pięknie jak to pokazują zdjęcia w folderach biur turystycznych? Czy rzeczywiście warto tam pojechać? Przeczytaj naszą relację i przekonaj się sam!

Opowiadając o naszych wielkich greckich wakacjach na Zakynthosie wielokrotnie byliśmy pytani o Zatokę Wraku. Również wielu stałych i przypadkowych czytelników pytało mnie o to miejsce i dlatego postanowiłam je opisać. Tak naprawdę ten artykuł i zdjęcia czekały na publikację od czasu naszych pierwszych wakacji na Zakynthosie w 2016 roku. Jedyne czego brakowało do wciśnięcia „opublikuj” to poprawienie kilku literówek, ale ciągle mnie coś od tego odciągało. Najpierw ciąża, potem malutka Anielka, a na koniec po prostu o tym zapomniałam. Dzisiaj, dwa tygodnie po powrocie z kolejnych wakacji na Zakytnhosie, kiedy znowu jesteśmy bombardowani pytaniami o Navagio, postanowiłam wrócić do tego tekstu.

Także uprzedzając pytania, nie ma tutaj ani słowa o Anieli, a Mati z Gabim mają o dwa lata mniej i… tak właśnie ma być. Relacja z tegorocznej wycieczki do Grecji dopiero czeka na napisanie. Mam nadzieję, że uwinę się z nią szybciej niż w dwa lata ;)

Łowcy przygód kontra grecka punktualność

Zgodnie z tym, co twierdzą organizatorzy rejsów do Zatoki Wraku to wielkie przeżycie. Emocje jednak zaczynają się o wiele wcześniej, niż się tego spodziewamy.

Wczesna pobudka, błyskawiczna wizyta na śniadaniu celem porwania kilku bułek i już pędzimy na przystanek autobusu, który zawiezie nas do portu w Zakynthosie. Przyzwyczajeni do polskiej punktualności biegniemy z dziećmi na rękach, dodatkowo taszcząc na plecach wałówkę na cały dzień. Zziajani stajemy na przystanku i czekamy, czekamy, czekamy… 5, 10, 15 minut… Mijają kwadranse – najpierw polski, potem akademicki,  a na końcu grecki. A autobusu jak nie było, tak nie ma. Czyżby o nas zapomnieli? Spokojnie, to tylko Grecja. Tutaj każdy ma czas, jesteśmy na wakacjach i możemy przecież poczekać.

Autobus zjawia się dopiero po 40 minutach. Wsiadamy i zaraz na powitanie dostajemy przedsmak wielkiej greckiej wyobraźni kierowcy. Czas naocznie przekonać się do czego są zdolni greccy kierowcy – wymuszanie pierwszeństwa, zawracanie autobusem na wąskiej drodze, no i oczywiście trąbienie na potęgę. W sumie nie jest źle, jeśli się jeździło w życiu po Neapolu i Lwowie, to nawet Grecja człowiekowi nie straszna. Tyle, że Mati zrobił się trochę blady…

Ahoj, przygodo!

Dojeżdżamy wreszcie do portu w mieście Zakynthos i przenosimy nasze bagaże na statek. Zajmujemy miejsca pod pokładem, ale za to zaraz za plecami kapitana. Łódź kołysze się tak mocno, że nie można ustać na nogach. Cieszę się, że dałam dzieciom leki na chorobę lokomocyjną. Kołysania nie zatrzymam, ale przynajmniej ustrzegłam je przed choroba morską, która chwilami zaczyna się do mnie dobierać.

W tej sytuacji dociera do mnie jak to się mogło stać, że wrak, do którego płyniemy, utknął w zatoce. Sensu nabierają też zastrzeżenia, że z powodu warunków pogodowych wycieczka może się nie odbyć. W zasadzie to zastanawiam się jak silne muszę być fale, żeby kapitan zdecydował się nie płynąć, bo ja powoli mam już dość.

statek-rejs-zatoka-wraku

fale-rejs-zatoka-wraku

Na pokładzie wieje jak diabli

Fale na moment ustają, statek lekko kołysze się na boki. Gabi usnęła snem kamiennym, więc zostawiam swoją drugą połówkę na dole i ruszam z Matim na pokład.

Jest zimno, ale byłam na to przygotowana. Na morzu wieje zawsze, więc wzięłam czapki, swetry i bluzki z długimi rękawami. Jest nam ciepło, czego nie można powiedzieć o pasażerach, którzy zaraz po wejściu na statek polecieli zająć miejsca na górnym pokładzie. Tamci siedzą zawinięci w białe hotelowe ręczniki, których, jak informują napisy w hotelu, nie wolno zabierać na plażę. No, ale plaża to nie statek, więc się nie czepiam.

Patrzę jak rodzinka obok nas drży z zimna. Rodzice rękami zasłaniają uszy dziewczynce, która na moje oko ma około 4-5 lat. Gdy okazuje się, że to Polacy, nawiązujemy miłą pogawędkę.

– My już mamy dość tego upału i słońca – informują mnie na wstępie.
– Jak to? To można mieć dość słońca? – jestem w szoku, bo trzęsąc się z zimna i okrywając czym popadnie mało kto wspomina o tym, że ma dość upału.
– No tak, można. Po tym jak nas opaliło mamy już dość. Myśmy się w pierwszy dzień przyspieszaczem smarowali. Dopiero potem poczuliśmy jak to słońce grzeje i pali… – tłumaczy mi mój rozmówca.
– Auć! – doskonale wiem jak się czują.

Sama siedząc późnym popołudniem przy basenie nie posmarowałam sobie ramion i mnie też trochę przypiekło. Myślę, że to takie typowe zachowanie Europejczyka z północy – człowieka, który pragnie słońca jak kania dżdżu i zapomina o środkach ostrożności, a potem cierpi katusze.

Mimo zimna i piekącej skóry jest pięknie. Płyniemy dalej podziwiając widoki.

rejs-statkiem-zakynthos

mati-rejs-zatoka-wraku

Ach, te widoki!

Nagie skały skąpane w słońcu raz są białe, raz niemalże czarne, ze wszystkimi pośrednimi kolorami w międzyczasie. Brzeg raz łagodnie schodzący do morza stopniowo staje się coraz bardziej stromy. Plaże zastępują małe zatoki portowe i skały. Raz podziwiamy łódki i małe stateczki zacumowane przy brzegu. Ląd staje się jednak coraz bardziej niedostępny, aż w końcu nie widać już nawet drogi, a jedynie ogromne skały. Za każdą taką skałą wypatrujemy wraku, który w dziecięcej wyobraźni Matiego jest prawdziwym pirackim statkiem.

skaly-rejs-navagio

Ach, te fale!

Płyniemy wzdłuż skalistego wybrzeża Zakynthosu już ponad 40 minut, gdy Mati zaczyna się niecierpliwić. Ma dość i chce wracać do taty.

Jednak w tym momencie morze znowu kołysze nami na boki tak, że z trudem stoimy na nogach, obiema rękami trzymając się barierki. W takich warunkach nie ma mowy o zejściu na dół po drabince i powrocie pod pokład. Przypominam sobie, że czasami rejsy do Zatoki Wrakuodwoływane z powodu zbyt silnych fal. Jeśli TO nie są silne fale, to ja nie chcę wiedzieć jak wyglądają tamte! W głowie kotłuje mi się myśl, że zaraz się rozbijemy i kolejne rzesze turystów będą miały już dwa wraki do zwiedzania.

Kiedy wreszcie będzie ten wrak???

Nie tracąc dobrego humoru zabawiam młodego jak umiem. Przyglądamy się skałom, powtarzamy to, czego dowiedzieliśmy się o ich powstawaniu i liczymy warstwy. W końcu zgadujemy za którą skałą może być ukryty wrak.

Wreszcie, za setną skałą, pojawia się na horyzoncie piaszczysta zatoczka z niepozornie wyglądającym wrakiem. Zbliżamy się. Z każdą kolejną chwilą zatoka wydaje się coraz większa, a otaczające ją klify wyższe, groźniejsze i bardziej majestatyczne.

 navagio-zatoka-wraku

Krótka historia wraku

Zatoka Wraku, której nazwa pochodzi od pozostałości statku, to miejsce na którego temat krążą legendy.
Najsłynniejszy wrak Grecji miał się znaleźć w zatoce w wyniku pościgu straży przybrzeżnej za przemytnikami papierosów. Jak łatwo się domyślić, ucieczka szmuglerów zakończyła się nieszczęśliwie w zatoce, z której nie było ucieczki. Niestety nikt nie wie, co się stało później z załogą statku. Przemycane statkiem towary, głównie papierosy, trafiły zaś w ręce obrotnych złodziei, którzy sprzedawali je i sprzedają nadal w całej Grecji.

Prawdziwa historia wraku statku Panagiostis, przytaczana również przez Wikipedię, ma jednak niewiele wspólnego z barwną opowieścią o przemytnikach. Statek ten rozbił się w zatoce w 1980 roku z powodu złych warunków atmosferycznych. Koniec. Kropka.

Wersję potwierdza również jego kapitan, ale opowieść ta jest zdecydowanie zbyt prozaiczna, by powtarzać ją żądnym przygód turystom. A jak wiadomo, to dzięki łowcom przygód rejsowy interes w Zatoce Wraku się kręci.

Najsłynniejszy wrak Grecji z bliska

Z bliska wrak robi naprawdę ogromne wrażenie. Przede wszystkim jest cały zardzewiały, co sprawia wrażenie znacznie starszego niż jest w rzeczywistości. Po drugie można bez trudu zajrzeć do jego wnętrza, a nawet wspiąć się na jego pokład w poszukiwaniu skarbów. Co prawda, miliony mitycznych papierosów, które przewozili na nim przemytnicy, już dawno zniknęły, ale nic tak nie rozpala dziecięcej wyobraźni jak perspektywa znalezienia skarbu piratów.

Pozostawiona na piasku kotwica i grube łańcuchy zakopane częściowo w pisaku przyciągają łowców przygód takich jak mój syn. Mati, jakby w transie, podbiega do jednego z nich i gołymi rękami rozgrzebuje piasek.

– Ciekawe, co tam jest… może znajdę prawdziwy piracki skarb?!

Jest tak przejęty, że nie mam serca wyprowadzać go z błędu.

zatoka-wraku-lancuch

 przy-wraku-navagio

 zatoka-wraku-kotwica

 zatoka-wraku-kadlub

 navagio-zatoka-wraku-skrzynia-skarbow

 zatoka-wraku-okulary-pirata

Wrak jest naprawdę wdzięcznym obiektem do fotografowania. Zardzewiałe łańcuchy, skrzynki i inne elementy wyposażenia lub konstrukcji statku to niesamowite tło do robienia klimatycznych zdjęć. Trzeba tylko uważać przy kadrowaniu, by nie uchwycić przy okazji innych turystów, a to wcale nie jest takie łatwe.

Sfrustrowana robię zdjęcia tłumom ludzi z komórkami, którzy wdrapali się na wrak tylko po to, by zrobić sobie selfie na tle morza. Jestem zirytowana, ale wcale się im nie dziwię. Patrząc na tłumy fotografów-amatorów na brzegu morza dochodzę do wniosku, że to właściwie jedyna okazja na uchwycenie w kadrze tylko siebie i tej bajecznie błękitnej wody.

 navagio-wrack-shipwreck

Zatoka Wraku Navagio – kit czy hit?

Jak okazało się na miejscu, oprócz pięknej scenerii plaża nie ma wiele do zaoferowania. Plaża Navagio okazała się dla nas małym rozczarowaniem. Na negatywne odczucia wypływały przede wszystkim:

  • statki nieustannie przywożące/zabierające plażowiczów

Oczywiście spodziewaliśmy się tłumów. Oczywiście widzieliśmy, że skoro plaża dostępna jest tylko i wyłącznie od strony morza, to widok statków jest nieunikniony. Niemniej jednak ciągła rotacja ludzi i łodzie trąbiące na plażowiczów skutecznie przeszkadzają w oddawaniu się urokom tego małego raju.

Na plaży jednak nie ma wielkich tłumów, które uniemożliwiałyby poruszanie się czy swobodne rozłożenie swojego ręcznika, co można uznać za zdecydowaną zaletę tego miejsca.

  • żwirek

To, co na zdjęciach wygląda jak wspaniały piasek w rzeczywistości jest drobnym, ostrym żwirkiem, który niewiarygodnie boleśnie rani stopy. Im dalej w głąb plaży, tym więcej piasku, który u podnóża klifu jest już w zasadzie samym piaskiem. Niestety jakoś trzeba tam dojść, co w sandałach nie jest łatwym zadaniem.

  • zejście do wody

Kolejna niedogodność to zejście do wody. Pierwszy krok do wody i zapadasz się w żwirek prawie po kolana, drugi krok i jesteś w żwirku prawie po pas ;)

Wyjście z wody, gdy bose stopy zapadają się po kolana zajmuje dobrą chwilę, a tu jeszcze jakoś trzeba wrócić na koc… Brrr! Stopy bolą mnie już od samego oglądania tych zdjęć, chociaż (obiektywnie na nie patrząc) są naprawdę piękne.

 zatoka-wraku-navagio-plaza

 zatoka-wraku-kapiel

navagio-plaza-morze

Pomimo wszystkich niedogodności, mocnego kołysania statkiem, tłumów i nieustannego hałasu naprawdę warto tam pojechać. Widoki i zwiedzanie wrak zrekompensują wszystko, a dzieci będą miały stamtąd niesamowite wspomnienia.

Jeśli więc będziecie kiedyś na Zakynthosie i wybierzecie się do Zatoki Wraku, to pamiętajcie o jednym:

ZABIERZCIE ZE SOBĄ BUTY DO CHODZENIA PO KAMIENIACH!!!

Jak się dostać do Zatoki Wraku? – informacje praktyczne

Statkiem

Za rejs do Navagio i Błękitnych Grot średniej wielkości statkiem z portu w Zakynthosie (+ transport autobusem z Kalamaki z obie strony) zapłaciliśmy  w 2016 roku 25 EUR od dorosłego pasażera. Dzieci bilety na statek mają bezpłatne, ale jeśli się okaże, że na statku jest maksymalna ilość pasażerów, to dzieci będą podróżowały przez cały czas na kolanach rodziców. Z tego powodu radzę dopytać sprzedawcy ile zostało jeszcze wolnych miejsc i ewentualnie kupić dodatkowy bilet dla dziecka.

Druga rzecz, o którą trzeba zapytać, to czas postoju w Zatoce Wraku. 40 minut przeznaczone na plażowanie minęło nam błyskawicznie i wystarczyło zaledwie na zrobienie kilku zdjęć i pobieżne obejrzenie rozbitego statku. Jeśli się uda, warto wybrać opcję z nieco dłuższym pobytem na plaży.

Wielkość jednak ma znaczenie
Przy zakupie biletów na rejs warto zapytać o wielkość statku wycieczkowego, szczególnie jeśli w planie jest podziwianie błękitnych grot. W tym wypadku okazuje się, że wielkość ma ogromne znaczenie, bo większe statki nie mieszczą się w grotach, co znacznie utrudnia zaobserwowanie niebieskich refleksów na skale.

Motorówką

Jeśli komuś bardzo zależy na przepłynięciu pod łukami Błękitnych Grot, to można się też pokusić o wycieczkę do portu w okolice Zatoki Wraku – Porto Vromi albo Agios Nikolaos – samochodem i na miejscu wynająć motorówkę, która przepłynie pod skalnymi łukami.

Nie wiem jednak jakie są wtedy dokładnie koszty, bo my zdecydowaliśmy się na dłuższy rejs statkiem z portu w Zakynthos, ale myślę, że wrażenia rekompensują trudy podróży klimatyzowanym autem w upale.

Autobusem/samochodem

Drugi sposób na odkrywanie uroków Zatoki Wraku to wycieczka na klif, skąd można ją podziwiać z góry. Zwykle jest to jeden z puntów w programie wycieczki objazdowej po całej wyspie, ale można też wynająć samochód i poświęcić około godzinę na dojazd (koszt wynajmu najtańszego auta to ok. 40 EUR z pełnym ubezpieczeniem).

PS. Zdecydowanie nie polecam kupowania wycieczek u rezydenta, ani wynajmowania za jego pośrednictwem samochodu, bo ceny ma naprawdę kosmiczne. Przynajmniej ten z naszego biura, które oferuje zdecydowaną większość wycieczek na Zakynthos ;) Wystarczyło się przejść do polecanej przez niego wypożyczalni, by przekonać się, że jego prowizja stanowi około 25% ceny.

zatoka-wraku-widok-z-morza

Takim widokiem żegna nas Zatoka Wraku.

Zobacz też pozostałe atrakcje wyspy:

zakynthos-blekitne-groty

5.00 avg. rating (97% score) - 1 vote