A to wszystko wina Peppy!

dziecko-w-kaluzy

Od kilku miesięcy mój rodzicielski umysł jest nieustannie bombardowany informacjami o tym, jak bardzo szkodliwe dla małych dzieci jest oglądanie „Świnki Peppy”. W sieci krążą artykuły dowodzące tego, że to właśnie Peppa jest winna złemu zachowaniu dzieci, ich nagłej niechęci do jedzenia warzyw, a nawet… wskakiwaniu do kałuży!

Zrzucanie winy, za zmianę w zachowaniu dzieci, na Świnkę Peppę, to sposób rodziców na pozbycie się odpowiedzialności za wychowywanie własnych dzieci. Twórcy tej bajki posłużyli się utartymi stereotypami i uproszczeniami, które nie do końca sprawdzają się w realnym świecie. Czy jednak należy ich za to winić?

W prawdziwym świecie świnki chrumkają, dzieci uwielbiają słodycze, a małe dzieci, podobnie jak mały Aleksander, niemal bez przerwy płaczą. W wielu domach trwa również cicha damsko-męska wojna, której elementem jest ironiczne komentowanie męskiego sposobu przechodzenia kataru czy zawartości damskiej torebki.

W głębi serca, więc, większość z nas musi przyznać, że rodzina Peppy tak bardzo znowuż się od nas wszystkich nie różni. Pewne zachowania, znane dzieciom z codziennego życia, zostały w niej jedynie wyjaskrawione.

To obowiązkiem rodziców jest wytłumaczenie dzieciom różnic pomiędzy bajkowym światem a prawdziwym życiem i jednoznaczne wskazanie, które zachowania są właściwe i akceptowane, a które nie.

Zwalanie winy na biedną świnkę, że dziecko chrumka i pisanie o tym artykułów jest co najmniej żałosne. To nie wina bajki tylko rodziców, że dziecko powiela niewłaściwe zachowania swojego ulubionego bohatera, a rodzic jest wobec tego kompletnie bezradny.

Naucz dziecko samodzielnie oceniać zachowanie innych

Mój syn kilka lat temu zaczął używać niegrzecznych, jak na 3-latka, wręcz wulgarnych sformułowań, które zaczerpnął ze Smerfów. Receptą na jego zachowanie okazało się podzielenie bohaterów na dobrych i złych (Gargamel to ten zły, Smerfy są dobre).

Kolejnym etapem było omówienie tego, czy każde zachowanie należy powtarzać bez zastanowienia (czy wszystkie Smerfy zachowują się właściwie?), czy też najpierw należy je poddać samodzielnej ocenie. Ewentualnie zapytać rodziców.

Na podobnej zasadzie, jak naśladowanie bajkowych bohaterów, działa małpowanie zachowań z otoczenia dziecka. Jeśli kolega lub koleżanka zachowują się niewłaściwie, to nie należy ich naśladować. Można się z nimi bawić, ale grzecznie — bez popychania, wyzywania i zabierania zabawek młodszym dzieciom.

Podobne zasady dotyczą kreskówek. Zamiast zakazywać kategorycznie bajki, należałoby omówić z dzieckiem zachowanie Peppy, a w szczególności George’a, który domaga się na śniadanie tortu czekoladowego. Powtarzanie sobie historii o chłopcu, który przez George’a przestał jeść warzywa, uwłacza inteligencji i autorytetowi rodzica. Tym bardziej, że cytowane w sieci „badania naukowe” dotyczące wpływu bajek na zachowanie małych dzieci oraz opinie psychologów są zgodne: problem nie dotyczy jedynie „Świnki Peppy”, ale wszystkich, absolutnie wszystkich(!) bajek dla dzieci.

Dziecku włącz bajkę, a sobie myślenie!

Naiwnością jest winić za zachowanie dzieci bajkę, którą sami pozwalamy im oglądać. Nie da się „wyłączyć” dziecka, puszczając mu bajkę. Dziecko przez cały czas oglądania kreskówki aktywnie pochłania przekazywane mu treści, dlatego tak ważne jest, aby kontrolować co dziecko ogląda. Obowiązkiem każdego rodzica jest weryfikacja bajki pod kątem przekazywanych treści.

Podstawową zasadą dotyczącą wszystkich bajek, które oglądają nasze dzieci, jest wspólne oglądanie pierwszego odcinka. Przynajmniej pierwszego. Zawsze, bez wyjątków. Jeśli bajka nie przeszła weryfikacji, telewizor lub komputer jest wyłączany. Po prostu.

Podobny test przechodzą również bajki, które kiedyś oglądaliśmy w dzieciństwie. Wnikliwie badamy je pod kątem pokazywanych zachowań i w miarę możliwości tłumaczymy dzieciom, dlaczego dana bajka nie jest dla nich odpowiednia albo co nam się w niej nie podoba.

Czarna lista bajek dla dzieci

Czasami zdarza się, że animowana produkcja skierowana do dzieci okazuje się kompletną pomyłką. Negatywne wzorce pojawiają się w niej w ilości, która nie pozwala mi na bieżące komentowanie, a pozostawienie dziecka samego, grozi pojawieniem się w niedalekiej przyszłości problemów wychowawczych. Takie produkcje z oczywistych względów trafiają na naszą czarną listę zakazanych bajek.

Ku zwiększeniu Waszej czujności podaję czarną listę bajek, które zwróciły naszą szczególną uwagę:

My little Pony

Bajka, która pomimo dobrej zmiany i powszechnych czystek w TVP, z niezrozumiałych dla mnie względów powróciła do ramówki TVP ABC. Niekoleżeńskie zachowania, bezczelne odzywki, zawiść i brak jednoznacznego napiętnowania tego rodzaju zachowania sprawiają, że bajka ta, w mojej opinii, jest wręcz szkodliwa.

W obliczu powszechnej mody na kucyki Pony, raz na jakiś czas robimy naszym dzieciom przyjemność i zasiadamy wspólnie do oglądania tej koszmarnej bajki. Ku ich rozpaczy nie powstrzymujemy się od głośnego komentowania i bezlitosnego wytykania kucykom złego zachowania. Po kilku takich seansach dzieciaki mają dość na długi czas.

Supa Strikas

Pozornie jest to bajka o drużynie piłkarskiej. Przy bliższym poznaniu okazuje się jednak, że zawodnicy stosują doping i niedozwolone metody prowadzące do ogrania przeciwnika. Dzięki temu stała się ona swoistym instruktażem jak wychować kibola (dziecko jest przekonane, że przeciwna drużyna to banda gansterów, a mecz jest wojną dobra ze złem) albo sportowca uzależnionego od dopingu (przeciwnicy zawsze są na dopingu, ale nigdy nie są dyskwalifikowani).

Bajka ta w żaden sposób nie promuje ducha walki, sportowej rywalizacji ani samej idei kibicowania ulubionym zawodnikom.

Hulk, Spiderman, Batman itp.

Te animowane produkcje, inspirowane komiksami dla dorosłych, absolutnie nie nadają się dla dzieci. Mimo to, jakiś czas temu ze zdziwieniem odkryłam, że takie właśnie bajki oglądają koledzy mojego syna. Kilka tygodni ciężkiej pracy nad kontrolowaniem negatywnych emocji zajęło nam usunięcie niepożądanych zachowań takich jak

  • bicie siebie samego w złości po głowie,
  • wściekłe ryczenie,
  • grożenie „jak się ze złoszczę, to rozwalę cały wszechświat! Tak jak Hulk!”.

Wszystkie te zachowania były zapożyczone z przedszkolnej zabawy w Hulka, choć mój syn osobiście ani razu nie obejrzał tej bajki!

Nadmierna cenzura bywa szkodliwa

Jak widać na powyższym przykładzie, złe wzorce zachowań zaczerpnięte z bajek utrwalają i rozprzestrzeniają się wśród dzieci niczym zaraza. Dlatego tak ważne jest uświadamianie rodziców, że to oni ponoszą odpowiedzialność ukazywane dzieciom wzorce zachowań czy to w bajce czy w codziennym życiu.

Uważam jednak, że znacznie lepszą drogą do nauczenia dziecka rozróżniania dobrych i złych wzorców jest omawianie ich niż unikanie. Jeśli, oglądając przygody różowej świnki czy innego bohatera, trafiam na coś, co wzbudzi mój sprzeciw, to bez wahania mówię im o tym, a nie zabraniam dalszego oglądania.

Szczegółowa i bezwzględna cenzura bajek nie pozostawiłaby na liście dozwolonych programów dla dzieci nawet takich klasyków jak „Reksio”, „Bolek i Lolek” czy „Pszczółka Maja”. Oto „dowody szkodliwości”, których dostarczyła mi lektura kilku artykułów i blogów parentingowych:

Reksio — boksujący pies zaprowadzający porządek na podwórku siłą swojego bicepsa i bezsensownym szczekaniem.
Bolek i Lolek — amatorzy chorej rywalizacji między rodzeństwem, głupich dowcipów i wyśmiewania nieszczęścia brata.
Pszczółka Maja — doskonały przykład kobiety pracującej, która przyjaźni się z leniwym, wiecznie zaspanym i głodnym trutniem.

Dalsza lektura charakterystyki ulubionych bajek naszego dzieciństwa mogłaby poczynić trwałe szkody w Waszej psychice, a tego chcę Wam oszczędzić ;)

Nie dajmy się zwariować!

Zgadzasz się? Podaj dalej!

  • Też ostatnio zastanawiał mnie ten temat, ale porównując np. Peppę czy wspomnianego Bolka i Lolka, których nie cierpię, to właśnie ta druga w mojej opinii jest bardziej szkodliwa. Często czytam jak kiedyś bajki były lepsze i absolutnie nie mogę się z tym zgodzić. Bolek i Lolek prawie w każdym odcinku to w 80% naparzanka, w ruch idą kije, szabelki, a czasem nawet strzelby ;) Już nie wspomnę, że żaden z bohaterów nie odezwie się nawet słowem. Teraz nawet, gdy to piszę, to mnie to bawi, ale nie chcę żeby mój syn to oglądał. Ostatnio na TVP ABC leciała jedna z tych, „starych” bajek. Nie wiem jak się nazywała, ale kangur zwiedzał tam las i spotkał niedźwiedzicę z dziećmi. Mama miś przylała mu kilka razy siarczyste klapsy, bo zabierał ryby jej dzieciom, później taka sama kara spotkała małe misie. Byłam w szoku, ale kiedyś rodzice niespecjalnie zastanawiali się nad tym, co oglądaliśmy ;)

    • To były bajki zgodne ze światopoglądem i sposobem wychowywania dzieci tamtych czasów. Nikt wtedy nie słyszał o kampanii „kocham, nie biję” i kilku innych dla nas oczywistych sprawach, więc też nikt się im nie sprzeciwiał :)

  • Idealnie w punkt! Ja pamiętam, jak zwykle w niedzielne poranki oglądaliśmy razem z bratem namiętnie Tom i Jerrego. No przecież fajna i zabawna bajka. Jednak cały czas się lali i wyśmiewali. Moim zdaniem dzisiaj na siłę szuka się problemu. Rzeczywiście są beznadziejne bajki, które w ogóle nie powinny się znaleźć w ramówce. Kucyki to tragedia… Jednak doszukiwanie się poważnych problemów wychowawczych spowodowanych oglądaniem np. Peppy to moim zdaniem lekka przesada. Nie bajka wychowuje, a rodzic.
    Swoją drogą – serio według rodziców skakanie po kałuży jest złe? W takim razie pozwalam dziecku na złe rzeczy. Ba, ja wyczekuję deszczu!

  • ROZBIŁAŚ BANK!

    To zdanie: ” Zrzucanie winy, za zmianę w zachowaniu dzieci, na Świnkę Peppę, to sposób rodziców na pozbycie się odpowiedzialności za wychowywanie własnych dzieci. ” no mam wrażenie, że do myślącego człowieka powinno dotrzeć bez zbędnych dodatkowych opisów.
    Jak dla mnie najlepsze podsumowanie całego tekstu! ;*

    • Rodzice w ogóle są ekspertami w zrzucaniu odpowiedzialności na innych.

      Dziecko jest otyłe, bo je za dużo słodyczy? Wina dziecka, bo to ono je. Nie wskazujemy palcem, kto mu te słodycze kupuje (o ile nie kupiła ich teściowa) i kto w ogóle nauczył je, że coś takiego istnieje ;) Przeklina? Usłyszało w przedszkolu/na podwórku! Nie słucha? Widocznie przechodzi bunt x-latka, bo to przecież nie jest wina naszego braku konsekwencji…

      Można wyliczać w nieskończoność, ale zamiast wziąć się do roboty i zacząć wychowywać, to łatwiej zrzucić winę na kogoś innego ;)