O nie! Znowu nakrzyczałam na dzieci

 krzyczy-na-dziecko

Stres, nadmiar obowiązków oraz zmęczenie to czynniki, które powodują w nas rozdrażnienie i skłaniają nas do krzyku. Krzyku, którego nie chcemy i którego zaraz zaczynamy żałować. Niestety, choćbyśmy bardzo chcieli, nie jesteśmy w stanie od-krzyknąć swoich słów. Jedyne co możemy zrobić, to pomóc dziecku i sobie samym poradzić sobie z tą sytuacją najlepiej jak potrafimy.

W czasie kiedy internety i poradniki rozpisują się nad tym co robić, żeby nie krzyczeć na dzieci, postanowiłam napisać Wam co robić, kiedy już na nie nakrzyczycie. Myślę, że wielu rodzicom zdarza się krzyczeć, ale niewielu wie jak się wtedy zachować.

Nie krzycz na dziecko – łatwo powiedzieć, trudniej zrobić

Dążenie do ideału jakim jest rodzic – chodząca oaza spokoju zajmuje sporo czasu i jestem pewna, że na drodze do osiągnięcia tego stanu jeszcze wiele razy zdarzy się Wam (i mnie) zabłądzić. Niejeden raz zdarzy się nam wrzasnąć tak, że szyby w oknach zadźwięczą, a polecenie umycia zębów dotrze do nawet do mieszkańców na drugim końcu miasta.

No dobra, nawet jeśli Wasz głos nie jest aż tak donośny, to i tak warto, żebyście mieli w zanadrzu listę działań, które pomimo krzyku pomogą Wam zrobić mały krok w stronę lepszego opanowania.

Oto moja pokrzykowa lista działań, którą wypracowałam w oparciu o porady mądrzejszych ode mnie, ale też trochę modyfikując ją pod siebie metodą prób i błędów.

5 rzeczy, które warto zrobić, jeśli nakrzyczałaś na swoje dziecko

1. Daj sobie chwilę na ochłonięcie

Krzyk jest często przejawem frustracji spowodowanej wybiórczą głuchotą dzieci, zmęczeniem albo utratą kontroli nad tym co się dzieje dookoła.

Ja sama zauważyłam, że najczęściej krzyczę wtedy, gdy się spieszę. Wyładowuję wtedy swoje emocje na dzieciach, zapominając, że mój krzyk nie zachęci ich do współpracy, ani nie zatrzyma uciekającego czasu.

W takich momentach najlepszym rozwiązaniem chwila przerwy na ochłonięcie. Minuta albo dwie to czas wystarczający na uspokojenie się i opracowanie planu działania. Ponowne spojrzenie na sytuację po takiej przerwie pomaga znaleźć przyczynę rozdrażnienia, wyeliminować ją i opracować nowy plan działania.

Dobrym sposobem jest otwarte powiedzenie dzieciom, że mama (tata) potrzebuje chwili przerwy, żeby się uspokoić. W ten sposób pokazujemy im, że chwila przerwy jest o wiele lepszym sposobem na silne wzburzenie niż wyładowywanie się na otoczeniu.

2. Przeproś, że straciłaś opanowanie

Przyznanie się do błędu nie zawsze przychodzi łatwo, ale jest potrzebne, żeby dziecko wiedziało, że krzyk nie jest właściwą reakcją.

Przepraszam za krzyk, który jest skierowany przeciwko nim, który jest jakąś formą przemocy. Przepraszam za utratę opanowania. Robię to, bo chcę, żeby one również umiały przepraszać za swoje błędy i nie zrzucały winy za swoje zachowanie na innych.

Nie przepraszam za krzyk w sytuacji zagrożenia zdrowia czy ich bezpieczeństwa, kiedy takim celowym krzykiem chcę zwrócić na coś ich uwagę.

3. Wyjaśnij dziecku swoją reakcję

Przepraszając czuję się w obowiązku wyjaśnić dzieciom dlaczego na nie nakrzyczałam. Przedstawiam krótko dzieciom sytuację, która doprowadziła do mojego wybuchu. Mówię co mnie rozdrażniło (hałas, bałagan, pośpiech, zmęczenie, brak snu) i co sprawiło, że wybuchnęłam. Chcę, żeby wiedziały jakie czynniki mogę doprowadzić do takiej sytuacji.

Czasami zdarza się, że reaguję krzykiem na drobnostkę, której w normalnych warunkach nawet bym nie zauważyła. W takiej sytuacji wyjaśnienia są konieczne. Niedorzecznością byłoby oczekiwać od dzieci, że same się domyślą dlaczego akurat tego dnia rozrzucone na podłodze klocki (stały element wyposażenia ich pokoju) działają na mnie jak płachta na byka. Dzięki takiej rozmowie nie tracą one poczucia bezpieczeństwa i nie zastanawiają się dlaczego nagle dostaję szału bez powodu. Wiedzą, że powodem tego może być zmęczenie albo stres spowodowany czymś innym.

W tłumaczeniu mechanizmu utraty cierpliwości dobrze pomaga mi porównanie gromadzonej przez cały dzień złości do kubeczka, w którym zbierają się negatywne emocje. Gdy kubeczek jest pełny, to złość się rozlewa poza kubeczek i wybucham.

4. Spróbuj jeszcze raz

Kiedy już sytuacja jest wyjaśniona, wracam do punktu wyjścia i próbuję raz jeszcze, ale na spokojnie. Za drugim razem dzieci zazwyczaj okazują się bardziej skore do współpracy i o wiele przyjaźniej nastawione. Ja również jestem wtedy spokojniejsza i otwarta na dialog, a nie wielodecybelowy monolog.

5. Wybacz sobie samej

Wiecie co jest najgorsze w niekontrolowanym wybuchu złości na dzieci? Poczucie winy. Ta uwierająca świadomość, że tak nie powinno być. Że znowu nawaliłam. Że skrzywdziłam swoje dziecko. I.. że chociaż ono mi już wybaczyło, to ja sobie nadal nie potrafię wybaczyć i przejść nad tym dalej.

bede-supermama-jestem-mamozaurem

Opanowanie nie jest najsilniejszą cechą mojej osobowości. Prawdę mówiąc bliżej do rozkrzyczanej Natalii Boskiej z mojej ukochanej rodzinki.pl niż do ideału zawsze opanowanej matki. Być może krzyk leży w mojej naturze, bo jak twierdzi moja mama darłam się nocami przez pierwsze dwa lata życia, a dni również nie należały do najcichszych. Sąsiedzi potwierdzają, że tak było, więc coś w tym musi być.

Mimo ciągłych porażek staram się nie krzyczeć na moje dzieci. Bardzo się staram. Najbardziej jak umiem, ale i tak często-gęsto mi nie wychodzi. Zamiast walczyć z poczuciem winy i wyrzutami sumienia staram się jednak rozmawiać z nimi o tym dlaczego tak zareagowałam i uczyć ich innych reakcji.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes