Noc w kopalni 135 metrów pod ziemią

plecak, kubek i miś

Nasza przygoda w podziemnym uzdrowisku, o której niedawno wspominałam, zaczęła się od razu noclegiem. Miliony pytań co do stroju, potrzebnych rzeczy i warunków tam panujących pozostały pytaniami bez odpowiedzi do czasu aż nie doświadczyliśmy wszystkiego na własnej skórze. Jak wygląda zdrowotny nocleg w kopalni? Co trzeba ze sobą zabrać? I co najważniejsze: jak się tam śpi? Przeczytajcie, a dowiecie się wszystkiego.

Błyskawiczna kąpiel około piątej popołudniu, ciepły dres zamiast piżamy i małe pakowanie: buty na zmianę, szczoteczka do zębów, ręcznik do rąk, kanapki, herbata i oczywiście ukochany biały miś. Jeszcze tylko buziak za dobranoc i wyruszamy z domu, żeby zdążyć na naszą pierwszą w życiu noc w „hotelu” znajdującym się 135 metrów pod ziemią.

Około dwadzieścia minut jazdy samochodem spędzone na wspólnym śpiewaniu i rozmowach, spacer wokół ledwo tryskającej wodą fontanny, ale za to hojnie oświetlonej kolorowymi światłami i już jesteśmy na miejscu, gotowi do odmeldowania się i odznaczenia na liście kuracjuszy nocujących w kopalni.

Do windy i naprzód marsz!

Po chwili wsiadamy do windy i tracimy kontakt ze światem. Jesteśmy już w podziemnym świecie, który rządzi się swoimi prawami – mamy iść zwartą grupą, pilnować dzieci i pamiętać rano o wywiezieniu na powierzchnię lampek, które dostaliśmy przed zjazdem. Eleganckie wnętrza przeradzają się w pełne pyłu kopalniane korytarze oświetlone jedynie lampami. Zgaszenie świateł tylko na moment wystarczy, by przekonać się co oznacza kompletna ciemność panująca w kopalni. Nie widać nic.

Jak tu ładnie!

Ograniczona przestrzeń, ciągnące się w nieskończoność rury i tony pyłu robią przytłaczające wrażenie. Jednak mimo to widoki są chwilami naprawdę piękne. Wyłożone drewnianymi balami ściany i sufity miejscami są pokryte solą, niekwestionowaną panią tego miejsca. Kolorowe nacieki tworzą piękną dekorację, a wytrącona przy chodniku krystaliczna, biała sól imituje śnieg, na co nabierają się w pierwszej chwili dzieciaki. Miejscami widać też gołą skałę z pokręconymi solnymi wzorami, które są pamiątką po znajdującym się tu niegdyś morzu.

Po 15 minutach marszu docieramy do komór w których będziemy przebywać i spać. Dostajemy własną pościelboks z pryczami. Ciasnota w boksie sprawia wrażenie przytulnego kącika do spania. Wygląda nieźle, ale dla pewności sprawdzam jeszcze materac – miękki i wygodny. Kołdra również sprawia wrażenie grubej i ciepłej, ale o tym jaka jest naprawdę przekonamy się dopiero w nocy. Teraz czas na kolację i spokojne rozpoznanie terenu.

Bajkowe plenery

Od momentu gdy dotarliśmy na miejsce odnoszę wrażenie, że jestem w jakiejś gigantycznej góralskiej chacie – wszędzie widać jasne drewno, podłoga wyłożona deskami, a ludzie wokół poubierani jak zimowi turyści w centrum Zakopanego.

Stajnia Gór Wschodnich

Dopiero po chwili dociera do mnie dlaczego komora z boksami do spania nazywa się Stajnią Gór Wschodnich, a na jednej ze ścian w komorze z fontanną tryskającą fontanną jest płaskorzeźba konia. Tu kiedyś była stajnia dla koni pracujących w kopalni. Fajnie, nie spałam nigdy w stajni, ani w kopalni, a teraz… mam to wszystko na raz. No prawie, bo jednak bez koni, słomy i siana.

Idziemy do części ze stolikami przeznaczonej do jedzenia. Nierówności solnych ścian są podświetlone w taki sposób, że wyglądają jakbyśmy byli w wielkiej jamie pod korzeniami drzew. Cisza, spokój i onieśmielenie związane z pierwszym pobytem pod ziemią potęgują baśniowe wrażenie. Muszę zapamiętać je na długo, bo następnym razem dzieciaki będą się już znały, a wtedy już wrzaskom i bieganinie nie będzie końca do momentu gdy zmęczone padną w swoich boksach.

Milion pytań i wątpliwości

W głowie mam istny mętlik. Przede wszystkim nie wiem czy jesteśmy wystarczająco ciepło ubrani. Chłopiec z boksu obok jest ubrany dużo cieplej, ma czapkę na głowie, a nawet dodatkowy gruby koc przyniesiony z domu. My mamy tylko kaptury i jeden śpiwór, który zabraliśmy żeby zrobić Matiemu jeszcze większą frajdę. Uspakajam się myślą, że przecież konie nie chodziły tu w czapkach i jakoś nie zamarzały mimo braku grubego futra.

A co jeśli…?

Inna myśl, to czy kopalnia się nie zawali. Rugam za to samą siebie i udaję, że nie widzę tych pęknięć w skale nad stołem przy którym jemy kolację. Co ma wisieć nie utonie. Nawet jeśli było tu kiedyś morze… O myszach i innych gryzoniach zamieszkujących kopalnie nawet nie chce myśleć. Oszukuję się, że myszy tak nisko pod ziemię nie wchodzą, bo nie mają tutaj co jeść i byłoby im za zimno.

Tak śpimy

Raz, dwa, trzy… śpimy!

Piętnaście minut szybkiego marszu kopalnianym korytarzem od szybu do komór uzdrowiskowych robi swoje i dzieciaki zasypiają zaraz po kolacji. I to pomimo huczącej obok nas tężni solankowej. Mija kilka minut i pomimo wczesnej jeszcze godziny zasypiam i ja.

W nocy okazuje się, że kołdry, które dostaliśmy na miejscu są bardzo ciepłe. Dobitnie świadczą o tym krople potu na Matikowym nosie, więc odkrywam go delikatnie. Stajenne prycze do spania jakie oferuje nam kopalnia okazują się dość wąskie, ale za to niezwykle wygodne. Żeby nie spaść wybieram spanie na plecach i mimo czujnego snu przerywanego kilkoma pobudkami (Czy Mati nie zmarzł??? Czy nie spadł??? Czy kopalnia się nie zawaliła???) zasypiam ponownie.

Gdzie ten katar?!

Rano czeka na mnie miła niespodzianka. Mój kochany zasmarkaniec, który od kilku tygodni budzi się zaflegmiony z kaszlem i zatkanym nosem… budzi się całkowicie zdrowy! Przy śniadaniu inne matki również zauważają poprawę. Jedne od razu, inne dopiero po 2 czy 3 nocach, ale co najważniejsze poprawa jest!

A oto kilka fotek z wieczornych harców Matika.

Mati skacze na łózku w kopalni

Mati skacze na łózku w kopalni

Mati skacze na łózku w kopalni

Mati skacze na łózku w kopalni

Mati skacze na łózku w kopalni

Informacje praktyczne:

Co zabrać? Kanapki, kubek (na miejscu jest wrzątek i automat z ciepłymi napojami), ciepły dres, cienką czapkę, buty na zmianę.

Czego nie brać? Śpiworów, kocy itp. Na dole jest chłodno, ale nie zimno. Pościel, która jest dostępna na miejscu wystarczy w zupełności.

Boksy są dwuosobowe, ale jest możliwość wstawienia dostawki (wsunięcia po środku dodatkowej ławy w materacem) przez co powstaje wielkie łoże dla trzech osób.

Na zjazdy nocne zjeżdżają bezpłatnie tylko kuracjusze, którzy są w kopalni na pobycie uzdrowiskowym. Pozostali kuracjusze na pobycie rehabilitacyjnym i za ewentualne zjazdy nocne muszą dodatkowo zapłacić. Osób na pobycie nocnym jest niewiele z uwagi na ograniczoną ilość miejsc (przez 3 tygodnie naszych zjazdów było zawsze około 15 osób, co jest znaczną różnicą w porównaniu z tłumami przebywającymi tam w dzień), co stwarza super warunki do odpoczynku i zrobienia w spokoju kilku pamiątkowych zdjęć.

Z niezrozumiałych dla mnie powodów część kuracjuszy z uzdrowiska dobrowolnie rezygnuje z nieodpłatnych pobytów nocnych, a tymczasem pobyt w kopalni nocą to coś zupełnie innego niż w dzień! I zdradzę Wam w sekrecie, że nawet pielęgniarka, która w dzień zyskała przydomek służbistki albo hetery podczas nocnego zjazdu okazała się zupełnie inną osobą ;)

Istnieje również możliwość wykupienia sobie prywatnie noclegu w kopalni w cenie 120 zł za osobę – więcej informacji na stronie internetowej Uzdrowiska.