Karmienie piersią #2 – zastój pokarmu i zapalenie piersi

karmienie piersia 2fot. Shutterstock

Zastój pokarmu, obrzęk i zapalenie piersi to jedne z najbardziej bolesnych dolegliwości związanych z zaburzeniami laktacyjnymi. Mimo przeczytania kilkudziesięciu artykułów na ten temat nadal odnoszę wrażenie, że nie do końca wiadomo co jest przyczyną zapalenia piersi, jak się przed nim skutecznie ustrzec i co robić gdyż już się nam przytrafi. Kierując się własnym doświadczeniem postanowiłam napisać krótki poradnik o tym jak radzić sobie z zastojami i połogowym zapaleniem piersi.

Bolesne zastoje

Zastój pokarmu to nic innego jak wyczuwalna w dotyku bolesna grudka na piersi. Ot, przyblokował się kanalik i tyle – myśli każda postronna osoba. A tymczasem… Boli jak jasna cholera, a do tego jest twardy jak kamień i myślisz sobie, że ciąża i poród to tak naprawdę pikuś – karmienie to jest dopiero coś!

Co robić?

Wyciskać? Tak robiło się dawniej, i choć jest to skuteczna metoda, bo w końcu po przyłożeniu odpowiedniej siły powinno się udać, to nie polecam jeśli nie chcesz mieć sino-granatowych piersi.

Rozmasować? Moim zdaniem średnio skuteczne, bo delikatny masaż nie pomoże, a mocny grozi siniakami i przytkaniem kolejnych kanalików. Poza tym już samo delikatne dotknięcie boli tak bardzo, że widzisz gwiazdy w oczach i masz ochotę wyć z rozpaczy do księżyca. Przynajmniej ja tak miałam ;)

Moja rada

Ogrzać piersi i dopiero wtedy masować zdecydowanymi ruchami w kierunku brodawki. Najlepiej jeszcze dodatkowo ściągając pokarm laktatorem do momentu zniknięcia napięcia czyli aż pierś zrobi się miękka. Znam kilka sprawdzonych sposobów na ogrzanie bolących piersi, ale o nich za chwilę.

Najpopularniejszy sposób na zapalenie piersi czyli okładanie piersi schłodzoną kapustą podobno rewelacyjnie pomaga. U nas w domu skończyło się to kompletną klapą – TT złamał wałek, którym rozgniatał kapustę, a Mati odmówił współpracy, gdyż pierś i mleko cuchnęły mu kapustą. Cierpiałam podwójnie, bo mały przez dwa dni prawie nic nie jadł, a ja miałam nieopanowany nawał pokarmu i zapalenie piersi. O tym, że w całym domu śmierdziało kapustą, a ja sama czułam się jak gar gotowanego bigosu, nie chce mi się nawet wspominać.

Piersi lubią ciepło

Babcine rady i przestrogi może i są przestarzałe, ale w jedno wierzę w 100%: piersi można „zawiać”.

Mleczne piersi, szczególnie na początku laktacji, są wyjątkowo wrażliwe na wiatr i zimno. Przekonałam się o tym kilkakrotnie na własnej skórze, a raczej piersi. Brzmi jak hokus-pokus, ale nawet lekki wiaterek podczas letniego upału może im zaszkodzić.

Na kłopoty z obolałymi piersiami najlepiej robią ciepłe okłady – tyle wyczytałam w książce i tyle wie zwykle każda kobieta, która karmiła. Tylko jak zrobić te okłady tak, aby były skuteczne?

Jak robić ciepłe okłady na piersi:

– ciepły prysznic
To prawdą, że potrafi zdziałać cuda. Niestety działa przez chwilę, bo zaraz po zakręceniu wody robi się zimno, z rozgrzanych piersi mleko tryska na wszystkie strony, a Ty w zaparowanej łazience próbujesz po omacku złapać ręcznik.
Innym przeciwwskazaniem do gorących kąpieli jest połóg. Rana po porodzie się jeszcze nie zagoiła, macica nie zagoiła i długie kąpiele w ciepłej wodzie nie są wskazane, a nawet zabronione z uwagi na zagrożenie krwotokiem. Wtedy długi gorący prysznic odpada, a Tobie pozostaje moczenie piersi w misce z ciepłą wodą postawioną na stole w pokoju. Koszmar.

– ciepły okład
Tutaj w ruch idą wszelkie termofory, ogrzewacze do rąk, woreczki napełnione gorącymi ziemniakami (czytałam o nich w którejś części „Domu nad Rozlewiskiem„). Sposób skuteczny, choć wymagający trochę wprawy i cierpliwości w przygotowywaniu okładów i przykładaniu ich. Polecam przy pojedynczych zastojach.

– nagrzewanie lampą na podczerwień

Lampy na podczerwień stosowane zwykle do rozgrzewania bolących pleców świetnie rozgrzewają również piersi. Wystarczy 5-10 minut przy lampie i czujesz jak bez bolesnego wyciskania wypływa nadmiar mleka. Jeżeli nie masz takiej lampy w domu, to popytaj w rodzinie albo u sąsiadów, jak dotąd nie odkryłam skuteczniejszego sposobu na walkę z zastojami i nawałem mleka. Ostatecznie możesz ją również kupić w zwykłej aptece – przyda się jeszcze nie raz ;)

Jak dotąd nie znalazłam żadnego przeciwwskazania do stosowania takiej lampy podczas karmienia piersią, a wiem, że kilku mamom ona już pomogła. Nawet w tak skrajnej i dramatycznej sytuacji, gdy ginekolog kierował przerażoną młodą mamę do szpitala.

Lampy rozgrzewające emitują promieniowanie podczerwone czyli cieplne, którego naturalnym źródłem jest dla nas Słońce. Dostarczone za pomocą lampy promieniowanie sprawia, że naczynia krwionośne się rozszerzają i poprawia się ukrwienie, a w konsekwencji przyspiesza również wymiana substancji odżywczych. Dzięki temu toksyny są szybciej usuwane i zmniejsza się stan zapalny. Lepsze ukrwienie piersi pozwala na sprawniejsze działanie układu odpornościowego mamy i szybszy powrót do zdrowia.

O mechanizmie skuteczności lampy można by jeszcze dużo napisać, ale najważniejsze jest to, że jej użycie przynosi niemalże natychmiastową ulgęprzewody mleczne pod wpływem ciepła rozszerzają się i mleko zaczyna samoistnie wypływać. Wystarczy delikatny masaż, aby wszelkie bolesne zastoje rozeszły się błyskawicznie.

Zapalenie piersi

Powstawaniu zapalenia piersi sprzyja zaleganie mleka w piersi z powodu nieprawidłowego przystawiania dziecka do piersi, niewystarczającego ssania i zbyt długich przerw pomiędzy karmieniami. Zalegający w przewodach mlecznych pokarm uciska na naczynia krwionośne powodując przedostawanie się osocza do gruczołu piersiowego, co prowadzi do powstania obrzęku. W wyniku dalszego przepełniania się kanalików mlecznych pokarm przedostaje się do gruczołu piersiowego, rozwijają się w nim bakterie i rozwija się zapalenie.

Objawy zapalenia piersi:

– zaczerwieniona, nabrzmiała i bolesna pierś
gorączka i dreszcze
– ogólne złe samopoczucie przypominające objawami grypę

Do czasu gdy sama nie przeżyłam zapalenia piersi nie miałam pojęcia, co ono oznacza. Pamiętałam jedynie, że coś takiego istnieje, a w zakamarkach mej pamięci błąkało się coś na kształt syczenia, jęczenia czy innego odgłosu sygnalizującego ból już na samo wspomnienie. Trauma związana z zapaleniem piersi przechodzi na kolejne pokolenia – wystarczy zapytać koleżanek, które mają młodsze rodzeństwo i widziały swoje mamy cierpiące na zapalenie piersi.

Moja historia

Mnie zapalenie piersi dopadło równo tydzień po porodzie. Do ciągle jeszcze gojącej się rany po porodzie, strachu przed zjedzeniem czegokolwiek poza chlebem i białym serem w obawie o kolejne napady kolki niemowlęcej i zmęczenia doszedł bolesny zastój i wysoka gorączka sięgająca 41 stopni. Gorączka, która narosła w kwadrans, a utrzymywała się przez cały tydzień powalając mnie całkowicie z nóg.

Jeden niewinny, mały zastój w błyskawicznym tempie przeszedł rozmnożenie i zajął obie piersi. Bolało niemiłosiernie. Antybiotyk, paracetamol, okłady, polewanie ciepłą wodą, wyciskanie, odciąganie… aż po gwiazdy w oczach i wrzask z bólu. Nic nie pomagało przez kilka pierwszych dni. Mati znikał w oczach, a ja byłam zbyt słaba by się tym przejmować, bo nieustannie wstrząsały mną dreszcze.

Dopiero po zmianie antybiotyku i zamianie paracetamolu na ibuprom (gdy Mati skończył już magiczne 10 dni i mogłam go bezpiecznie przyjmować) poczułam się na tyle dobrze, że mogłam samodzielnie regularnie odciągać mleko rozmasowując zastoje.

Na 5 dzień od wystąpienia gorączki udało mi się wreszcie usunąć wszystkie zastoje i gorączka sama ustąpiła. Powróciła po kilku godzinach razem z nową falą mleka, ale wiedziałam już co robić: najpierw nagrzewałam piersi lampą, a potem masowałam je w kierunku brodawek jednocześnie odciągając mleko laktatorem. I tak po każdym karmieniu, czyli co ok. 2,5 godziny.

Zapalenie piersi najczęściej dotyczy kobiet w połogu, pomiędzy 2 a 6 tygodniem od porodu. Nie oznacza to jednak, że w późniejszym okresie laktacji nie można nabawić się tej choroby. Mnie zapalenie dopadało jeszcze kilka razy, jednak wiedziałam już wtedy co robić. Ból piersi, dreszcze i złe samopoczucie zarówno w środku dnia jak i w nocy mogą się zdarzyć w każdej chwili i w takiej sytuacji najlepiej zażyć leki przeciwgorączkowe i opróżnić pierś laktatorem ze szczególnym uwzględnieniem ewentualnych grudek czyli właśnie zastojów.

Laktator – przyjaciel czy wróg?

Czy odciąganie mleka wbrew zaleceniom ma sens? Czy jest właściwe?

Moim zdaniem tak. Pomimo nakarmienia dziecka odciągałam z każdej piersi po ok 300 ml mleka. Nie odciągałam do końca, a jedynie do momentu gdy poczułam, że pierś przestaje być bardzo napięta. Ponadto gdy nie odciągnęłam mleka, po około godzinie gorączka znów narastała, a ja czułam się coraz gorzej. Jedynym ratunkiem był antybiotyk w połączeniu z laktatorami – tym naturalnym czyli dzieckiem i tym kupionym w sklepie ;)

Nie orientuję się jakie są aktualne zalecenia co do postępowania w zapaleniu piersi, ponieważ przestałam ich słuchać od czasu popełnienia niemalże wszystkich możliwych błędów w ciągu pierwszego miesiąca od urodzenia pierwszego dziecka. Zgodnie z zaleceniami dziecięciu nie musiało się odbijać po jedzeniu (kończyło się to wymiotami), ja mogłam jeść co tylko chciałam (po porodzie, jeszcze na bloku porodowym, dostałam pieczone udko z kurczaka, które pochłonęłam bez zastanowienia), a mleka z piersi nie wolno było ściągać laktatorem pod żadnym pozorem.

Jak wspominam te czasy dzisiaj, to myślę sobie, że te wszystkie zalecenia wymyślają szaleni naukowcy w ramach szeroko zakrojonego eksperymentu. Naukowcy, którzy z dziećmi i ich mamami nie mieli dawno kontaktu.

 

Mam nadzieję, że czytasz ten artykuł tylko i wyłącznie z ciekawości. Jeśli jednak którykolwiek z opisanych tu problemów dotyczy Cię osobiście, to szczerze współczuję i życzę szybkiego powrotu do zdrowia!


PS. Oto kolejny już cykl artykułów tematycznych, które przygotowałam. Cykl na temat karmienia piersią został napisany z myślą o dziewczynach, które dopiero się do tego przygotowują albo są na samym początku tej pięknej przygody.

Jeśli masz już jakieś doświadczenie w karmieniu naturalnym, to zapraszam do pozostawienia komentarza. Wszelkie obraźliwe i pozbawione empatii komentarze będą usuwane, zgodnie z ideą STOP terrorowi laktacyjnemu.

terror-laktacyjny-stop

Jeśli ten artykuł Ci się spodobał, to zapraszam wkrótce po więcej. Możesz nas również polubić na Facebooku, aby nie przegapić żadnego nowego artykułu.

  • madagene

    Na szczęście nie miałam zapalenia przynajmniej na narazie, ale zawsze bardzo dbałam o to, żeby ciepło się ubierać, nie przebywać w miejscach, gdzie centralnie na mnie wieje klimatyzacją. Karmienie piersią jak dla mnie to nie jest pikuś- mimo, że moja historia laktacji to tylko dwa zastoje, którym kapusta i ciepły prysznic pomógł.

    I gdyby nie laktator- pewnie w ogóle bym nie karmiła. Więcej o laktacji też u mnie poczytasz.

    Np, tu:

    http://madagene.pl/2015/09/jakie-wybrac-wkladki-laktacyjne/

    i tu:

    http://madagene.pl/2015/09/jakie-wybrac-wkladki-laktacyjne/

    • Dzięki za linki, chętnie poczytam w wolnej chwili. Mam nadzieję, że komuś też się jeszcze kiedyś przydadzą ;)