Leczenie w Kopalni Soli Wieliczka

Kopalnia Soli Wieliczka

Jeszcze do niedawna byłam przekonana, że turnus w Uzdrowisku „Kopalnia Soli” to mało znany sposób leczenia nawracających infekcji dróg oddechowych i astmy. Jakież było moje zdziwienie, gdy zbliżając się do szybu „Regis”, którym mieliśmy zjechać na dół, zobaczyłam tłum ludzi. Nie dość, że w różnym wieku, to jeszcze różnych narodowości…

 

Uzdrowisko w Wieliczce jest tak znane, że przyjeżdżają do niego ludzie nie tylko z całej Polski, ale i z zagranicy. Kuracjusze z Rosji, Ukrainy, a nawet z Kazachstanu to całkiem pokaźna grupa. Co więcej, o podziemnym uzdrowisku w Wieliczce uczą się nawet dzieci na lekcjach przyrody – serio, serio. Podręcznik do przyrody dla piątoklasistów wspomina o nim przy okazji omawiania największych atrakcji turystycznych w Polsce. Nic więc dziwnego, że kuracjuszy nie brakuje.

Na czym polega leczenie w kopalni?

Leczenie w Kopalni Soli, 135 metrów pod ziemią, polega przede wszystkim na przebywaniu w panujących tam specyficznych warunkach. Niska temperatura, duża wilgotność i obecność solankowych oparów w powietrzu sprawiają, że panuje tam mikroklimat, zbliżony do tego, jaki czasem tylko udaje się osiągnąć w zachwalanych przez wielu tężniach solankowych albo komorach solnych.

Subterraneoterapia (fachowa nazwa podziemnej terapii) to jednak coś więcej niż kilkanaście minut inhalacji solankowych czy nawet kilkadziesiąt minut spaceru wokół tężni. W komorach leczniczych przebywa się około sześciu godzin dziennie, biorąc w tym czasie udział w zorganizowanych tam zajęciach ruchowych oraz oddechowych, z naciskiem na naukę oddychania torem przeponowym i mieszanym. Naukowo udowodnione bardzo niskie stężenie alergenów (pyłków roślin, zarodników pleśni i roztoczy) oraz specyficzny mikroklimat działają oczyszczająco i regenerująco na schorowany organizm.

SONY DSC

SONY DSC

Czy leczenie w kopalni naprawdę działa?

Skuteczność podziemnej kuracji bywa kwestionowana szczególnie przez tych, którzy nigdy z niej nie korzystali.
Z rozmów z osobami, które już kolejny raz poddawały się takiej terapii, wynikało jednoznacznie, że efekty leczenia były widoczne.

Dzieci chorujące po kilka razy w miesiącu, w ciągu prawie roku od pierwszego pobytu nie zachorowały ani razu, a jeśli już, to skończyło się niewielkim katarem. Bez antybiotyków, inhalacji i nerwowego poszukiwania opiekunki na czas choroby. W naszym przypadku kuracja okazała się skuteczna w 62,5% (ja 25% + Mati 100%).

Mati wyzdrowiał błyskawicznie

W przypadku Matiego już pierwszy pobyt pod ziemią (zaczęliśmy od pobytu nocnego) okazał się przełomowy. Wystarczyło, że zawiozłam do kopalni moje wiecznie zasmarkane i kaszlące dziecko, a rano przywiozłam do domu zdrowego chłopca. Eksperyment ze skakaniem i bieganiem do upadłego również pokazał, że stał się cud i Mati jest całkowicie zdrowy. Przestał wymiotować zalegającą flegmą, kaszleć, a nawet chrząkać!

Skuteczność terapii u Matiego? 100%.

Matka ledwo żyje, ale zjeżdża…

W moim przypadku oczekiwanie na poprawę trwało znacznie dłużej. Przez cały pierwszy tydzień cierpiałam z powodu potwornego bólu głowy. W weekend z kolei męczyła mnie taka chrypa, że po kilku słowach traciłam głos. W drugim tygodniu zatoki drgnęły i zgodnie z przewidywaniami zeszło z nich, co miało zejść. Nie rozstawałam się z chusteczkami przez kilka dni, a gdy już poczułam się lepiej, to Matiego dopadła gorączka i musieliśmy zostać kilka dni w domu (na szczęście była to sama gorączka, bez jakichkolwiek innych objawów). W trzecim tygodniu walczyłam już tylko z dusznością co kilka godzin aplikując sobie wziewy.

Co ciekawe, w kopalni czułam się znakomicie, a wszystkie te dolegliwości pojawiały się po wyjściu na powierzchnię. Pod ziemią więc miałam mnóstwo energii, brałam udział w aerobiku i ćwiczeniach oddechowych, a nawet z własnej woli ćwiczyłam na przyrządach w podziemnej siłowni.

Po wyjściu na świeże powietrze dopadały mnie choróbska, które ze zdwojoną siłą rozkładały mnie na łopatki. Dzisiaj, kilka dni po zakończeniu turnusu, mogę stwierdzić, że o ile w przypadku zatok widzę poprawę, to astma… ma się całkiem dobrze. Chyba pora zacząć brać regularnie leki i pójść do lekarza ;)

Skuteczność terapii u mnie? 50% za zatoki, ale 0% za astmę

Jak załatwić takie leczenie?

Kuracjusze, na co dzień zjeżdżający wszyscy razem pod ziemię, to w zasadzie mieszanina trzech grup.

Pierwsza najliczniejsza grupa to kuracjusze przebywający w kopalni na rehabilitacji pulmonologicznej – skierowani przez specjalistę, najczęściej pulmunologa. Turnus rehabilitacyjny składa się z 15 pobytów dziennych od poniedziałku do piątku po 6 godzin i można z niego korzystać dwa razy do roku.

Druga grupa, najmniej liczna, to kuracjusze uzdrowiskowi – skierowanie na takie leczenie można dostać również od lekarza POZ. Leczenie uzdrowiskowe to oprócz sześciogodzinnych pobytów dziennych od poniedziałku do piątku również dwunastogodzinne pobyty nocne (3 noce sb/nd). Dodatkowo w ramach pobytu uzdrowiskowego można skorzystać, po konsultacji z lekarzem, z bezpłatnych inhalacji solankowych. Niestety tutaj korzyści się kończą, bowiem z ambulatoryjnego leczenia uzdrowiskowego można korzystać bodajże raz na półtora roku, jednak jest to inna kolejka niż do sanatorium i czekaliśmy na swoją kolejkę tylko 4 miesiące.

Trzecią grupę stanowią z kolei kuracjusze komercyjni, głównie obcokrajowcy, których do Wieliczki przyciągnęła międzynarodowa sława tamtejszego uzdrowiska.

SONY DSC

SONY DSC

Tłumy w kopalni

Podczas pobytów dziennych było nas wszystkich w sumie… sto duszyczek, nie wliczając w to wszystko personelu, czyli pielęgniarki, lekarza i fizjoterapeutek, a czasem również studentów i ekip telewizyjnych. Jak łatwo się domyślić takie nagromadzenie osób w różnym wieku rodziło trochę konfliktów.

Nieustający hałas, walka o miejsca przy stolikach, a niekiedy również ciasnota podczas ćwiczeń, to tylko mały pikuś. Biegające dzieci i jedna starsza osoba łaknąca ciszy i spokoju, to było dopiero coś, co podnosiło nam – rodzicom – nie jeden raz ciśnienie… Na szczęście takich przypadków nie było wiele i atmosfera była bardziej serdeczna i przyjazna niż wroga. Z pominięciem jednej osoby, która wszystkim dawała się we znaki, ale podobno my też będziemy kiedyś starzy…

Słyszałam, że jeszcze kilka miesięcy temu ilość osób zjeżdżających do komór leczniczych była znacznie mniejsza i grupy liczyły po 30-60 osób (w tym około 1/3 dzieci). Przebywanie w ograniczonej przestrzeni przez tak długi czas, byłoby o wiele przyjemniejsze, gdyby tak pozostało. Kopalnia podczas pobytu nocnego, gdy było nas zaledwie kilkanaście osób, była prawdziwym odpoczynkiem, nawet pomimo kilku głośno hałasujących dzieciaków z Matim na czele. Naprawdę szkoda, że nie było podobnie w ciągu dnia.

Dla zainteresowanych: W Bochni również działa podziemne uzdrowisko i tam podobno jest znacznie mniej kuracjuszy.

Kopalnia przyjazna dzieciom?

Ostatnią kwestią, jaką mam zamiar poruszyć, jest przebywanie w podziemnym uzdrowisku z punktu widzenia mamy pełnego energii chłopca, który uwielbia chodzić do przedszkola i brać udział we wszelkich zorganizowanych zabawach i zajęciach.

Podziemne uzdrowisko to miejsce, w którym dziecko może wyszaleć się do woli na sali gimnastycznej zwanej Smokiem, ale jedynie pod okiem rodzica i w dodatku w czasie, gdy nie są na niej prowadzone zajęcia. Pozostaje jednak sporo czasu wolnego, który rodzic musi umiejętnie zagospodarować dziecku, by to się nie nudziło.

Czego dziecku nie wolno

Szaleństwa w części jadalnej między stolikami są niebezpieczne, a w Stajni Gór Wschodnich (tam gdzie znajdują się boksy do spania) mogą przeszkadzać innym kuracjuszom szukającym ciszy i spokoju. Wspinanie się po skałach jest oczywiście zabronione, podobnie zresztą jak korzystanie z urządzeń w siłowni, kąpiel w sadzawce z solanką i bieganie po korytarzu…

Co więc wolno?

Koplania Soli. bibilioteka

CZYTAĆ, CZYTAĆ… Dobrze zaopatrzona biblioteka – dla dzieci i dorosłych, powieści i albumy, a nawet obcojęzyczne wydania. Było w czym wybierać!

Szachy

GRAĆ W SZACHY. Rozrywka dla wybranych, którzy nie dość, że umieją w nie grać, to jeszcze potrafią to robić w pamięci. Przez cały pobyt nie udało mi się skompletować wszystkich bierek z trzech wybrakowanych kompletów.

 

W praktyce jedyną dozwoloną rozrywką, poza ćwiczeniami dla dzieci 2 razy po 30 minut, są więc malowanki, naklejanki i dostępne na miejscu piłkarzyki. Wszelkie nowości przyniesione przez kolegów z domu typu gra planszowa czy plastelina robią natychmiastową furorę! Podobnie jak zwożony około południa obiad i poobiednia bajka puszczana na rzutniku. O ile tylko ktoś przyniesie coś nowego z domu, bo ile razy można oglądać Bolka i Lolka?

Stara mądrość, że dzieciom wystarczy niewiele do szczęścia… nie sprawdza się w kopalni!

Codziennie wieczorem musiałam wymyślać dla Matiego nowe atrakcje – różne książeczki, malowanki z zagadkami, naklejkami i labiryntami zajmowały go jedynie na chwilę i nie stanowiły skutecznego sposobu na nudę pod ziemią. Zamknięta przestrzeń dawała się nam we znaki i kilka razy wychodziliśmy z domu z płaczem, bo Mati marzył o tym, żeby pójść do przedszkola, a nie znowu do kopalni.

A oto kilka zdjęć z naszych kopalnianych rozrywek gdy dopadała nas nuda…

Dziecko w Kopalni

ZABAWY MATIEGO  1. Chowanie się w skalnej szczelinie, czyli… Mati znika, a ja dostaję zawału!

Kopalnia Soli

ZABAWY MATIEGO 2. Wejść na drabinkę i spaść na cztery litery.

Kopalnia Soli

ZABAWA MATKI NA CZARNĄ GODZINĘ. Robienie sobie nawzajem głupkowatych zdjęć.

Poza tymi drobnymi niedogodnościami w kopalni było naprawdę fajnie. Poznaliśmy tam wiele nowych osób, Mati zaprzyjaźnił się z nową koleżanką o takim samym imieniu jak jego mama i nazwisku przywodzącym na myśl jego ukochane żołnierskie samoloty bojowe.

Na pamiątkę pobytu w Kopalni dostał nawet zdjęcie z zabawnym podpisem ;)

12200691_970287619681772_599301489_n

Rynek w Wieliczce. Gdy Myśliwiec nadlatuje, to się ziemia rozstępuje!

 

 

 

Czy ten artykuł był pomocny?

Przepraszamy.

Jak możemy poprawić artykuł?

Dziękujemy za przesłanie opinii.