Ciężarówka ginie wśród wózków

… czyli kupujemy pierwszy wózek dla dziecka

SONY DSC
Wybór wózka dla dziecka to nie lada dylemat, przed którym stają przyszli rodzice. Z całą pewnością ogromny wybór modeli, które mają przed sobą, stanowi dla nich wyzwanie. Drugim wyzwaniem są nierzadko ceny. A ceny niektórych modeli są tak zawrotnie wysokie, że nawet kilkuletnie używki osiągają na aukcjach internetowych ceny, które no cóż… niczym nie różnią się od cen całkowicie nowych wózków innych marek.

Oczywiście nikt nikogo nie zmusza ani nie namawia, a już na pewno nie ja, żeby kupował wózek za kilka tysięcy złotych. Jeżeli się uprzemy, to nawet całkiem dobry model można „wyhaczyć” na wyprzedaży za mniej niż tysiąc złotych.

No właśnie, jeżeli się uprzemy… a raczej jak mąż się uprze.

Mój jakże wspaniały mąż-centuś, jak tylko usłyszał jakiego rzędu kwoty wchodzą w grę (ok. 1400 PLN), zapowiedział, że nie zapłaci za wózek dla dziecka więcej niż tysiąc złotych, bo za więcej to można kupić, ale samochód, a nie wózek dla dziecka.

No więc tysiak.

Taki budżet nie stanowiłby problemu, gdybyśmy rozważali zakup używanego modelu. Niestety tak nie było. Jak wszyscy rodzice, którzy mają zostać rodzicami po raz pierwszy (no, może poza tymi, których naprawdę absolutnie na to nie stać) byliśmy przekonani, że nasze dziecko jest absolutnie wyjątkowe i zasługuje, jeżeli nie na wszystko co najlepsze, to przynajmniej na nowe. Wierzyliśmy w to, że będziemy korzystać z tego właśnie wózka, aż dzidzia nie zacznie chodzić na spacery o własnych nogach.

Znając bardzo dobrze mojego męża, wiedziałam, że jak zapowiedział, to nie zapłaci ani złotówki więcej i już. Godzinami przeglądałam wózki i nic. Albo kosztowały ponad tysiąc albo mi się nie podobały, bo były brzydkie, ciężkie itp. Albo miały za mały kosz na zakupy, za małe kółka albo coś jeszcze innego…

Prawdę mówiąc kupowanie wózka po kilku nieudanych podejściach przestało mnie ekscytować. Czułam się całkowicie zagubiona, a że byłam do tego w ciąży, to przestało mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie w czym będę wozić malucha. Byleby się wreszcie urodził!

Nam z pomocą przyszła moja mama, która zauważyła wyprzedaż w sklepie dziecięcym, który był na naszym osiedlu. Ceny były baaardzo obniżone. Tak bardzo, że mój mąż wrócił do domu uradowany nie tylko z wózkiem i fotelikiem, ale i z honorem, bo za wszystko zapłacił łącznie 960 zł (honor gratis).

Niezależnie czy jesteście na kupnie wózka retro czy też nowoczesnego modelu przypominającego prom kosmiczny, poniżej znajdziecie garść porad, na które naprawdę warto zwrócić uwagę:

Ciężar wózka i prowadzenie

Jeżeli ktoś nie musi wnosić po schodach wózka po każdym spacerze (mieszka w domu albo w bloku z windą), to ciężar wózka naturalnie nie ma większego znaczenia. Przynajmniej większość rodziców tak myśli. I mają rację. O ile wezmą pod uwagę to, jak prowadzi się dany wózek.

Z doświadczenia wiem, że niezależnie od wagi wózka, więcej wysiłku może wymagać wjechanie na krawężnik lżejszym wózkiem. Większe znaczenie od ciężaru ma tutaj konstrukcja. Naturalnie sprzedawcy zwykle nie pozwalają na przetestowanie wózka w praktyce czyli na ulicy, nad czym niezwykle ubolewam.

I jeszcze jedna rzecz: producenci wózków wielofunkcyjnych czasami podają osobno wagę gondoli, a osobno stelaża. Jeżeli chcemy wiedzieć ile waży wózek w całości, trzeba sobie te wagi zsumować. Do tego oczywiście przydałoby się rozważyć ciężar torby na akcesoria dziecięce (pieluszki, chusteczki, ubranie na zmianę…) jak i samo dziecko. Może się okazać, że przy każdym krawężniku trzeba będzie jakoś wjechać ponad 30 kilogramowym wehikułem. Normalka ;)

Możliwość regulacji rączki do prowadzenia wózka

Szczególnie ważne, gdy jest duża różnica wzrostu między rodzicami i ewentualnie babcią/opiekunką. Jako kobieta dodam też od siebie, że niby nic takiego, ale w butach na wysokim obcasie też wygodniej pchać wózek z rączką dostosowaną do „nowego wzrostu”.

Pojemność koszyka

To chyba nie wymaga komentarza, ale jeżeli wydaje się komuś, że niemowlę nie potrzebuje niczego na spacerze, to niech spróbuje wyjść z domu bez zapasowej pieluszki (najlepiej 2-3 sztuk), mokrych chusteczek, pieluszki do wycierania buzi, ubranka na przebranie, butelki z piciem i ewentualnie również jedzeniem… Mając małe dziecko będziesz chodzić obładowany jak wielbłąd w karawanie.

Solidność wykonania

Wszelkie plamki i kreski na stelażu sugerują, że może on rdzewieć lub będzie z niego odpryskiwać farba. Podobnie z tapicerką. Niestarannie zszyta może się pruć, a odbarwienia mogą świadczyć o tym, że nie jest odporna na detergenty lub płowieje na słońcu.

Zdarzyło mi się w wózku, który bardzo niechętnie wspominam, że każda kropla, która spadła na budkę zostawiała na niej ślad, który wyglądał jak tłusta plama. Zacieki te schodziły tylko po użyciu Vanisha w sprayu. I to w dodatku spryskania równomiernie całej powierzchni.

Naturalnie możesz ryzykować i liczyć na ewentualne zgłoszenie reklamacji. Jeżeli nie masz w pogotowiu zapasowego wózka, to licz się z tym, że w czasie 2-3 tygodni, gdy Twój wózek będzie w serwisie, Ty będziesz siedzieć z dzieckiem w domu. Albo będziesz wychodzić obładowana jak wielbłąd w karawanie z pasażerem na rękach lub w chuście.

Obsługa

Przed zakupem upewnij się, że wiesz jak złożyć i rozłożyć dany wózek. Ta wiedza może się okazać wręcz niezbędna do życia i absolutnie nie należy jej ignorować (Tata Tygrysiaków już coś o tym wie, ale o tym innym razem…).

Równie ważne jest to jak się zachowują poszczególne elementy. Jak się rozkłada buda, jak się reguluje wysokość rączki, ile siły potrzeba żeby zablokować i odblokować hamulec. Pod żadnym pozorem nie licz na to, a tym bardziej sobie nie daj wmówić, że opornie działający mechanizm „sie wyrobi”. W naszej czerwonej gondoli złożenie i rozłożenie budy groziło zawałem. Cały wózek przy tym podskakiwał. Nie mówiąc już o huku. Tak było w nowym wózku i po kilku latach nic się w tym wględzie nie wyrobiło. Ten model tak ma (opinie innych rodziców na forach to potwierdzają).

Zwróć też uwagę czy złożenie/rozłożenie wózka nie sprawia Ci trudności. Pamiętam jak przy zakupie wózka (naszej ulubionej parasolki) przecięłam sobie w sklepie skórę na palcach opuszczając oparcie. To samo zdarzyło mi się przy rozkładaniu budy. Pomyślałam sobie, że jestem „jakaś lewa” i tak myśląc kupiłam ten wózek. Cierpiałam dopóki nie nauczyłam się go bezpiecznie używać. W nowszym modelu producent o to zadbał i buda rozkłada się bezpiecznie.

Koła

Wiadomo, najlepiej duże i pompowane żeby wózek sprawnie pokonywał nierówności terenu. Wszystko fajnie, ale jak mieszkasz w mieście, w bloku, a najlepiej jeszcze na 4. piętrze bez windy, to takie koła tylko niepotrzebnie zwiększają ciężar wózka.

Z doświadczenia wiem, że nierówna droga, taka po której nie pojedzie wózek z piankowymi kółkami, jest drogą na której możesz zrobić krzywdę swojemu dziecku. Jazda po wertepach nie należy do przyjemności gdy ma się kilka miesięcy i kołysze człowiekiem mocno na boki. W takiej sytuacji człowiek zaczyna się drzeć i domagać wzięcia na ręce. Tak przynajmniej zawsze robiły Tygrysiaki. Skutecznie.

  • Sylwiag

    Bardzo dobry tytuł, ja też dostałam zawrotu głowy od ilosci wózkow w sklepie na szczescie moj twardo stapajacy mazpodszedl do tematu praktycznie i w koncu zdecydowalismy sie na model Durango z eurocart

    • To się chyba zwykle tak kończy, bo mało która kobieta potrafi się zdecydować na jeden wózek ;)