Jak przetrwać z dzieckiem w samolocie i na lotnisku?

dziecko-w-samolocie

Wybierasz się z dzieckiem na wakacje w tropiki albo inne fajne miejsce za granicą, dokąd musicie polecieć samolotem, a Ty zamiast się cieszyć, zaczynasz się martwić jak sobie poradzicie w samolocie dzieckiem? Spokojnie, też to przerabialiśmy. Lot z małym dzieckiem to spore wyzwanie, dlatego warto dowiedzieć się przed wylotem kilku rzeczy. Na przykład tego jak się przygotować do lotu. Albo co warto zabrać na pokład samolotu. I najważniejsze: jak przetrwać kilka godzin z dzieckiem przypiętym do fotela i nie zwariować!

Na początek brutalna prawda prosto z mostu. Rodzic podróżujący z dzieckiem powinien być przygotowany na każdą ewentualność – opóźnienie lotu, gwałtowne załamanie pogody czy niespodziewany atak choroby lokomocyjnej. Oczywiście niektórych wypadków nie da się przewidzieć, ale rodzic w podróży nie powinien liczyć na pomoc innych podróżnych.

Zakładanie, że w toalecie na lotnisku będą darmowe pampersy czy nawilżane chusteczki, albo że dziecku na dwugodzinny lot wystarczy tylko jeden pampers, jest proszeniem się o pełne politowania spojrzenia. Na podobne spojrzenia możesz liczyć też wtedy, gdy lecisz sama z ruchliwym kilkulatkiem, a Twój bagaż podręczny składa się z kilku(nastu) mniejszych lub większych tobołków, bo oszczędziłaś na bagażu rejestrowanym. Gra na litość i wciskanie swoich „podręcznych” bagaży w ramach szerokopojętej życzliwości współpasażerom prędzej przysporzy Ci wrogów niż pomocników. Te słowa nie są przejawem mojej frustracji czy rozgoryczenia naszym niewrażliwym społeczeństwem, ale wynikiem obserwacji kilku bardzo roszczeniowych matek.

Chętni do pomocy sami się znajdą, gdy zobaczą, że jesteś dobrze przygotowana i zrobiłaś wszystko, co w Twojej mocy, a nie zdajesz się od początku do końca na ich łaskę.

Z dobrą dobrą organizacją podróż z maluchem upłynie w przyjemnej atmosferze, a Wy dolecicie na miejsce mniej zmęczeni i zestresowani. Wypracowane przez lata sposoby na usprawnienie odprawy pozwalają mi unikać nerwowego przekładania rzeczy podczas kontroli bezpieczeństwa i sprawnie wsiąść do samolotu z trójką małych dzieci. Dzięki nim nie muszę też wysłuchiwać niczyjego narzekania podczas kilkugodzinnego lotu.

Oto moja tajemna lista tricków, które pomagają mi nie zwariować na lotnisku i w samolocie ;)

Pakowanie

Pakowanie do podstawa. Nie będę tu jednak pisała jak należy spakować walizkę na dwutygodniowy urlop z rodziną. Zamiast tego napiszę w jaki sposób pakuję nasz bagaż podręczny – czyli ten, który zabieramy ze sobą na pokład samolotu.

Wszystkie rzeczy, które zamierzam zabrać, dzielę na trzy grupy:

  • Rzeczy, które muszę mieć stale pod ręką (dokumenty, smoczek, ulubiona przytulanka z metką, picie, leki). Wszystko to pakuję do plecaka. Dzięki temu mam dwie wolne ręce do trzymania dzieci.
  • Umilacze podróży do samolotu (kocyk, pieluchy, ubranie na zmianę, woreczki na wypadek nudności, zabawki, kredki i przybory do malowania o raz najważniejsze: JEDZENIE). To jest torba z rzeczami na „wszelki wypadek”. O ile to możliwe, nie otwieram jej na lotnisku i niczego z niej nie wyjmuję podczas odprawy. Ta torba uratowała nam życie kiedy nasz samolot był opóźniony o 7 godzin.
  • Pojemniki o objętości powyżej 100 ml. Zgodnie z przepisami bezpieczeństwa, podróżujący mogą wnieść na pokład samolotu jedynie leki (syrop przeciwwymiotny) oraz jedzenie dla dziecka (zupki w słoiku, butelka, bidon).
    Zapakowanie tych rzeczy do osobnej torby i podanie ich hurtem do kontroli jest po prostu wygodniejsze niż wyjmowanie każdej rzeczy z osobna. Po ostatniej podróży dodam tylko, że lepiej wziąć torbę, która nie prześwituje, żeby dziecko nie widziało jak obcy ruszają jego butlę. Aniela widząc, że jakiś obcy pan dotyka jej jedzenia wpadła w taki szał, że nie mogliśmy jej uspokoić. Wracając z wakacji, spakowałam wszystko do płóciennej torby i nie było tego problemu.

Bagaż główny czy tylko podręczny?
Jeśli podróżujesz z dzieckiem sama, nie oszczędzaj na bagażu głównym. Lecąc z dzieckiem, dodatkowych tobołów będziesz mieć tyle, że zwyczajnie zabraknie Ci rąk, kiedy będziecie wsiadać do samolotu. Przez słowo toboły rozumiem tutaj wszystko to, co zajmuje Ci ręce: dziecko (które będziesz trzymać za rękę), karty pokładowe, torbę podręczną, ukochanego misia i kurtkę, które Twoje dziecię będzie chciało zdjąć tu i teraz.

Oczywiście dasz sobie z tym wszystkim radę, bo jesteś matką. Pytanie tylko: czy musisz?

Odprawa bagażowa

Bagaże spakowane, to teraz czas na krótki instruktaż przetrwania z dzieckiem na lotnisku.

Po przyjeździe na lotnisko idź prosto do swojej kolejki, żeby dostać karty pokładowe i nadać bagaż. Przy tym stanowisku zostanie również oklejony wózek, który możecie oddać teraz albo dopiero pod samolotem, na płycie lotniska.

Jeśli podróżujesz z małym dzieckiem (poniżej 2 lat), zapytaj czy jest jakaś osobna kolejka dla osób z małymi dziećmi. Czasami udaje się w niej ustawić również z nieco starszymi dziećmi, ale to już kwestia dobrej woli innych obsługi i pasażerów, którzy Was przepuszczą. Nie pchaj się na siłę przed innych i nie wykłócaj o pierwszeństwo – oczywista oczywistość, ale musiałam to napisać, bo i takie rzeczy zdarzało mi się widzieć.

Kontrola bezpieczeństwa

Kontrola bezpieczeństwa to chyba najbardziej nerwowy punkt programu dla rodzin. Huk przerzucanych energicznie pudełek wyładowanych po brzegi różnościami jest dla małych dzieci przerażający. Do tego dochodzi stres związany z przymusową wysiadką z wózka, zdjęciem części garderoby, oddaniem (wyszarpaniem) ukochanej maskotki i kocyka, a na koniec przełożeniem z rąk z jednego rodzica do rąk drugiego…

Przyznaję, że aż do naszego ostatniego wyjazdu, kontrola ta była dla nas koszmarem. Ja darłam się do męża starając się przekrzyczeć hałas. On złościł się na mnie, bo nie chciał ściągnąć za wczasu paska ani zegarka i zawsze chował w plecaku coś, co wymagało dodatkowej kontroli. Wystraszone tym wszystkim dzieci płakały, a nasze kosze zajmowały tyle miejsca, że wstrzymywaliśmy ruch. Byliśmy idealnym przykładem jak nie należy postępować.

W tym roku zadziałaliśmy według planu:

  1. Ściągnąć jeszcze w kolejce paski, zegarki, spinki i wsadzić je do osobnego pudełka. Co się da, wsadzić do torby podręcznej.
  2. Zdjąć bluzy, kurtki i czapki. Wsadzić je do osobnego pudełka. Stojąc w kolejce do kontroli przygotuj kilkulatka na konieczność oddania ulubionego misia, zdjęcie okularów, czapki z ulubionym bohaterem i bluzy. Moje dzieci zawsze stawiają przy tym nieprawdopodobny opór.
  3. Płyny w osobnej torbie – to nie wymóg tylko sugestia. Dzięki temu jednym ruchem ręki wyjęłam z torby wszystkie płyny i oddałam je razem do kontroli.
  4. Spakować do osobnej torby całą elektronikę (ładowarki, tablet, aparat, komórki) i wyłożyć je podczas kontroli do osobnego pudełka.
  5. Wyjąć z kosza pod wózkiem wszystkie rzeczy (pieluszki, kocyki, podusie) i włożyć je do torby podręcznej.
  6. Złożyć wózek. Wyjąć z niego wszystkie rzeczy i wrzucić je do torby podręcznej albo do kosza.
  7. Zachować spokój kiedy kontroler poprosi Cię o zostawienie dziecka i ponowne przejście przez bramki. Uprzedzić dzieci, że tak będzie.
  8. Cały czas się uśmiechać, żeby dzieci nie czuły się zagrożone – to przychodzi mi najtrudniej, bo nerwowa atmosfera tego miejsca bardzo mocno na mnie oddziałuje.

Plan ten może wyglądać skomplikowanie, ale tak naprawdę chodzi o to, żeby wyjmować do kontroli jak najmniej pojedynczych przedmiotów i nie tracić czasu na ich pakowanie z powrotem. Dzięki temu unikamy zbędnych nerwów i szybko przechodzimy do poczekalni.

male-dziecko-lotnisko

Czekanie na lotnisku – jak nie skonać z nudów?

Najdłuższa i zarazem najnudniejsza część. Z jednej strony można zabrać dziecko na spacer po strefie wolnocłowej albo obserwować odlatujące samoloty. Z drugiej strony nie znam kilkulatka, którego zajęłoby to dłużej niż pół godziny. Po tym czasie nasze Tygrysiaki zwykle zaczynają zaczepiać innych podróżnych, biegać z prędkością światła albo się nudzić.

Lotniska bywają różne. W Katowicach i Krakowie na lotnisku są zwykle kąciki zabaw dla maluchów albo chociaż jakieś poduchy do skakania. Zwykle też hala podzielona jest na mniejsze strefy, w których łatwiej upilnować dzieci. Dla kontrastu, lotnisko na Zakynthosie, to jedna wielka hala, gdzie kotłują się razem wszyscy pasażerowie, a ruch jest jak w młynie. W takich warunkach odwrócenie wzroku od dziecka choćby na sekundę grozi jego zgubieniem. W takich warunkach w trosce o bezpieczeństwo naszych dzieci staramy się zapewniać im stacjonarne rozrywki.

Pamiętajmy, że inni pasażerowie w poczekalni mogą mieć za sobą długą podróż i nasze rozbrykane maluchy mogą być dla nich wrzeszczącymi, rozkapryszonymi bachorami. Nasze patenty na ciasne, zatłoczone hale odlotów to czytanie, malowanie, spacer po strefie bezcłowej albo… jedzenie truskawek kupionych tuż przed wylotem. Myślę, że połowa pasażerów, którzy czekali z nami na Zakynthosie miała ochotę na nasze pyszne greckie truskawki ;)

Boarding czyli wejdźmy już do tego samolotu!

Osobiście wolę wsiadać do samolotu jako pierwsza albo jako ostatnia. Nigdy pośrodku. Wsiadając jako pierwsza mam dużo miejsca na nasze bagaże podręczne i mogę je ulokować tak, żeby mi było wygodnie. Z kolei odwlekając moment wsiadania do samolotu daję dzieciom czas na zabawę, a sobie na przygotowanie wózka, który będę oddawać pod samolotem. Każda minuta zabawy przed wejściem do samolotu jest na wagę złota, bo dzięki temu dzieci w samolocie mniej marudzą.

Na chwilę wrócę jeszcze do kwestii oddawania wózka pod samolotem.

Podczas ostatniego lotu byłam świadkiem jak rodzice nerwowo opróżniali koszyk pod wózkiem i wyciągali z niego niekończące się kocyki, smoczki, grzechotki i inne gadżety. Potem rozkładali wózek, zbierali toboły i rozdzielali je między siebie, przekazując sobie dziecko z rąk do rąk. Całość zajęła im sporo czasu. Szacuję, że około 5-10 minut, bo do samolotu podjechali pierwszym autobusem, a na pokład wchodzili jako ostatni.

W tym czasie zdążyliśmy jeszcze w hali lotniska opróżnić wózek, zapakować wszystkie rzeczy do torby podręcznej, którą włożyliśmy do wózka. Aniela opuściła lotnisko w nosidle, dzięki czemu ominęła nas rozpacz pt. „Aaaaaaaaa! Ktoś wyrzucił mnie z wózka i jeszcze mi go zabrał!!!!!!!!!!!!!”.

Wiem, że nie każdy rodzic dysponuje nosidłem. My sami zaczęliśmy korzystać z niego podczas boardingu dopiero przy trzecim dziecku. Każdy rodzic może jednak wypakować rzeczy z wózka przed opuszczeniem lotniska tak, żeby pod samolotem wziąć dziecko na ręce i błyskawicznie złożyć wózek. Dzięki temu wchodzenie na pokład idzie sprawniej, a dziecko ma mniejsze szanse wpakować się pod nadjeżdżający samochód, wejść do silnika albo po prostu się zgubić w tłumie pasażerów. Albo zostać zawiane, bo na płycie lotniska zwykle okropnie wieje.

Podczas wchodzenia do samolotu należy trzymać kilkulatka za rękę. Po pierwsze dziecko może się zgubić w tłumie. Po drugie może spaść ze schodów. Po trzecie może wejść tam, gdzie nie powinien… Całkiem niedawno znajomy pracujący na lotnisku opowiadał mi, że jedna z pasażerek posadziła dziecko do zdjęcia na silniku! Tego też nigdy nie róbcie.

Co ze sobą zabrać do samolotu?

Jeśli podróżujecie z niemowlakiem na kolanach, to zaraz po wejściu do samolotu dostaniecie dla niego dodatkowe pasy. Ten pas należy przypiąć do swojego pasa zgodnie z instrukcją stewardesy. Nie są to pięciopunktowe pasy, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni w foteliku samochodowym, ale i tak powinniśmy je zapiąć z należytą starannością. Poza tymi pasami nie potrzebujecie żadnych dodatkowych zapięć, mocowań i zabezpieczeń.

Kilka razy w życiu zdarzyło mi się „twarde” lądowanie, podczas którego szarpało i rzucało mną gwałtownie do przodu. Wszystkie te sytuacje miały miejsce przy ładnej, niemalże bezwietrznej pogodzie. Przynajmniej takie warunki panowały na płycie lotniska, w strefie przyziemnej. Przeżyłam też w swoim życiu jeden gwałtowny odlot, kiedy samolot zatrząsł się nagle podczas wznoszenia jak chorągiewka na wietrze. Również z zaskoczenia. Po tych wszystkich zdarzeniach dbam o to, by moje dzieci miały na czas startu i lądowania mocno zapięte pasy. Na ile mogę przytrzymuję je również rękami, żeby w razie szarpnięcia nie uderzyły głowami w siedzenie przed sobą.

Zawsze zastanawiało mnie dlaczego każdy rodzic infanta dostaje dla niego pasy, ale maski tlenowej już nie. Otóż, maska tlenowa wypada dla dziecka wypada w razie potrzeby razem z pozostałymi maskami z sufitu. Na każdy rząd siedzeń przypada jedna taka maska, w związku z tym obsługa pilnuje, żeby w każdym rzędzie był tylko jeden niemowlak.Nigdy nie zwracałam na to uwagi, dopóki nie przestaliśmy się mieścić w jednym rzędzie.

Ostatnio  z tego właśnie powodu jedno z nas leciało ze starszakami i infantem Anielą na kolanach, a drugie miało luz, bo sąsiedzi też mieli małe dziecko. Nie uwierzycie, ale szczęśliwcem otoczonym ze wszech stron dziećmi nie byłam ja :D

Smoczek i lizak na odetkanie uszu

Wielu rodziców obawia się problemów z przytykaniem uszu podczas lotu samolotem. Większość latających rodziców decyduje się na podanie dziecku podczas  startu i lądowania smoczka, wody w butelce, a w przypadku przedszkolaków lizaka albo cukierka.

W tym roku, z uwagi na nasze problemy z uszami, zagłębiłam się ten temat bardziej i ku mojemu zdziwieniu odkryłam, że część mam podaje dzieciom do nosa krople obkurczające śluzówkę. Takie krople podałam również ja, ale moje dzieci nie były zdrowe i miały obrzęknięte śluzówki. Gdyby nie to, nie podawałabym im niczego, tak samo jak nie podawałam im niczego podczas wcześniejszych lotów. Z tego miejsca apeluję więc: nie dawajcie dzieciom leków na zapas, jeśli ich nie potrzebują. Ciśnienie po obu stronach błony bębenkowej bez problemu wyrówna się samo bez tego typu wspomagaczy.

male-dziecko-samolot

Karmienie piersią w samolocie

Nie znalazłam nigdzie zakazu karmienia piersią podczas lotu i wiem, że wiele mam podaje dziecku pierś w samolocie. Osobiście jestem wielką przeciwniczką karmienia piersią podczas startu i lądowania ze względów bezpieczeństwa.

Co prawda nie widziałam nigdy, aby stewardesa zwracała karmiącej mamie uwagę, ale przeżyłam w swoim życiu kilka niespokojnych chwil w samolocie i wiem jak mocne mogą być szarpnięcia. Ryzyko zachłyśnięcia się w takiej sytuacji jest o wiele większe i może stanowić potencjalnie śmiertelne zagrożenie. Zamiast przystawiać dziecko do piersi należy je wtedy mocno i pewnie trzymać tak, aby w razie szarpnięcia nie uderzyło w podłokietnik albo w fotel przed nim. Natomiast przystawiając dziecko do piersi, trudno jest zapewnić mu pozycję, która zapewniłaby mu całkowite bezpieczeństwo.

Podobne środki ostrożności stosuję wobec moich starszych dzieci. Przed startem i lądowaniem rozdaję im lizaki, ale nie pozwalam im pić w trakcie tych manewrów. Butelkę z wodą chowam w torbie pod siedzeniem i wyjmuję ją dopiero wtedy, gdy mają mocno przytkane uszy. Oczywiście, jeśli akurat nie szarpie gwałtownie samolotem.

Czym zająć dziecko w samolocie?

Z powodu dość rozbrykanej natury Tygrysiaków, staramy się wybierać krótkie loty, max do 2,5h. Tylko raz z życiu wybraliśmy się na Wyspy Kanaryjskie, dokąd łącznie z międzylądowaniem we Wrocławiu lecieliśmy prawie 5 godzin. My wyszliśmy z samolotu ledwo żywi, a dzieci były tak zmęczone, że było im wszystko jedno czy jest środek dnia czy nocy.

Chociaż latamy na krótkich dystansach, zabieramy ze sobą sporo gadżetów, które pomagają nam zająć dzieci:

  • książeczki (jedna ulubiona i jedna nowa)
  • gazetki dla dzieci (jako skarbnice nowych, nieznanych opowiadań i zagadek)
  • blok rysunkowy i kredki
  • tablet (z nagranymi bajkami i grami dla dzieci)
  • misiek (najlepiej pacynka do odgrywania scenek)
  • komórka rodzica (z grą albo aplikacją dla dzieci)
  • układanka albo gra dla starszych dzieci
  • przekąska (dużo owoców i rzeczy do chrupania – herbatników, paluszków itp)

W samolocie stosuję zasadę: wszystkie chwyty dozwolone i pozwalam dzieciom grać do woli na tablecie, a także częstować się ciastkami od innych pasażerów. Byleby siedziały spokojnie na miejscach i nie spacerowały za dużo po pokładzie samolotu. Na szczęście moje Tygrysiaki są na tyle kontaktowe, że dość szybko zaczynają zagadywać pasażerów siedzących obok i mają wtedy zajęcie na dobre pół godziny. O ile tylko nasz towarzysz nie daje nam dyskretnie do zrozumienia, że nie życzy sobie rozmowy.

Kilka mniej typowych dylematów przed odlotem

Myślę, że temat lotniska i samolotu został już wyczerpany. Pozostało jednak jeszcze kilka kwestii mniej oczywistych, o które pytają mnie znajome mamy.

Gdzie można przewinąć dziecko?

Powiem Wam szczerze, że nie wiem. Podobno na lotniskach są przewijaki w toaletach dla matek z dziećmi. Podobno od biedy można skorzystać z toalety dla niepełnosprawnych. Co więcej, podobno w niektórych samolotach są przewijaki w tylnej części samolotu. Słowo klucz: PODOBNO.

W praktyce wygląda to tak, że raz zmieniałam pieluchę w samolocie siedząc na swoim miejscu, bo nie miałam innej możliwości. Ostatnim razem przewijałam Anielkę na lotnisku kucając pod umywalką w damskiej toalecie! W dodatku szczerze dziękując paniom z kolejki za zrobienie mi odrobiny miejsca, bo wszystkie kabiny były zajęte, a toaleta dla niepełnosprawnych była zamknięta. Lotnisko na Zakynthosie rządzi pod wieloma względami, również w kwestii wielkości i ilości toalet.

Nauczona doświadczeniem zawsze pilnuję, żeby zmienić maluchowi pieluchę tuż przed opuszczeniem lotniska, a potem modlę się, żeby nie było dwójki.

Fotelik do samolotu?

Z tego co mi wiadomo, fotelik samochodowy musi mieć specjalne oznaczenie, żeby dziecko mogło w nim lecieć na pokładzie samolotu. W luku bagażowym można jednak przewozić każdy fotelik.

Co ważne, zwykle linie lotnicze dopuszczają bezpłatny transport dwóch sztuk akcesoriów dla dzieci (wózka i fotelika lub łóżeczka turystycznego). Żeby uniknąć niespodzianek na lotnisku, sprawdźcie dokładnie regulamin Waszego przewoźnika albo zadzwońcie na infolinię.

Torba na wózek

Nowością na rynku  jest specjalna torba-pokrowiec na wózek, która służy do zabezpieczenia go podczas lotu. Jak to zwykle bywa w przypadku nowości można je kupić w kilku sklepach i cena wydaje mi się dość wysoka. Mimo to matki polecają ja sobie nawzajem jako rewelacyjny środek zapobiegający uszkodzeniu wózka przez nieodpowiedzialnych pracowników obsługi lotniska.

Mam wrażenie, że każda mama, która widziała jak panowie z obsługi przerzucają walizki na płycie lotniska jest lekko przerażona na myśl o tym jak potraktują wózek jej dziecka. Mimo to nasze doświadczenia w transportowaniu wózka są jak najbardziej pozytywne.

W ciągu ostatnich 7 lat lecieliśmy z dziećmi samolotem 6 razy i za każdym razem mieliśmy ze sobą wózek-parasolkę, którą w całości i bez żadnych uszkodzeń odbieraliśmy z taśmy bagażowej na lotnisku. Powtarzam: nasz wózek podczas podróży samolotem nigdy nie ucierpiał. Nic nie pękło, nic nie zostało urwane i nic nie zostało zmiażdżone.

Przypadek? Nie sądzę!

Wózki dziecięce w samolocie i na lotnisku mogą liczyć na nieco lepsze traktowanie niż walizki

Po pierwsze, wózek zostaje z nami zazwyczaj do momentu wsiadania do samolotu, gdzie specjalnie wyznaczona osoba odbiera go od nas po złożeniu (i zabezpieczeniu) na płycie lotniska. Im mniej osób z obsługi go dotyka, tym mniejsze ryzyko uszkodzenia. Trudno mi sobie wyobrazić, że miałabym w pośpiechu wyciągać z wózka dziecko, składać i pakować go w torbę. Zazwyczaj nie ma na to czasu, a przy większej ilości dzieci (2+) może to być nawet niebezpieczne, bo maluch przez nieuwagę może uciec, spaść ze schodów albo coś jeszcze innego.

Po drugie, wózki są wyjmowane z samolotu na samym końcu i przewożone na osobnym wózku. Takie trakowanie wózków znacznie zmniejsza ryzyko uszkodzenia.

Wiadomo jednak, że gdzie są ludzie i maszyny, tam wszystko może się wydarzyć. W razie jakiegokolwiek uszkodzenia wózka mamy prawo domagać się odszkodowania, podobnie zresztą jak w przypadku uszkodzonej walizki. Uszkodzenie wózka najlepiej zgłosić przed opuszczeniem hali przylotów.

Ewentualny zakup torby na wózek pozostawiam do Waszej rozwagi. My nie mamy takiej torby i nie zamierzamy mieć.

Podsumowanie

Pisząc o przygotowaniach do podróży samolotem z dzieckiem, aż się prosi, żeby napisać: Nie bądź jak Beata Sadowska! Hasło to jest nawiązaniem do wielkiej mini- afery, którą wywołała ta dziennikarka wpisem na Facebooku, w którym pożaliła się na to, że nikt jej nie pomógł na lotnisku kiedy leciała obładowana tobołami z dwójką dzieci. Post wywołał falę narzekań na polską znieczulicę w stosunku do rodziców i kobiet w ciąży, a nawet odbił się dość szerokim echem w mediach tradycyjnych.

Dla mnie najbardziej zaskakujące w tej sprawie jest to, że pani Sadowska jest autorką poradników dla rodziców podróżujących z dziećmi (sic!). Jako ekspert od podróżowania z dziećmi powinna więc być przygotowana i dobrze zorganizowana w każdej podróży.

Mam wielką nadzieję, że dzięki temu wpisowi będziecie przygotowani do lotu lepiej niż autorka poradników dla małych podróżników.

Udanego lotu!

5.00 avg. rating (98% score) - 2 votes