Karmienie piersią #1 – trudne początki

karmienie piersią #1 fot. Shutterstock

Karmienie piersią jest bez wątpienia najlepszym sposobem żywienia niemowląt. Szczególnie w pierwszym okresie ich życia, kiedy mleczko z cycusi mamusi (jak to mawia Mati) dostarcza im pożywienia, witamin, przeciwciał i sprzyja kształtowaniu bliskości. Tyle na temat korzyści dla dziecka.

A co z matką? Dzięki karmieniu piersią wraca ona szybciej do wagi sprzed ciąży, a dodatkowo dzięki temu, co podczas karmienia dzieje się w jej organizmie, zapewnia sobie lepsze zdrowie na starość zmniejszając ryzyko osteoporozy.

Doskonale wie każda kobieta, która przygotowuje się do porodu. Dzisiaj jednak napiszę o tym czego większość kobiet nie wie – o ciemnej stronie karmienia piersią, którą poznałam podczas moich przygód z karmieniem piersią.

Czy zastanowiło Was kiedyś dlaczego ciągle mówi się o tym jak ważne jest karmienie piersią? Skoro jest to najbardziej naturalna rzecz w naszym ssaczym świecie, to po co ją reklamować? Po co do niej przekonywać, opowiadać jakie to przyjemne i dobre dla dziecka?

To, co teraz przeczytasz nie będzie popularne, ale będzie czystą prawdą:

Karmienie piersią nie jest łatwe ani przyjemne

… ale na szczęście są sposoby, żeby to wszystko przetrwać. Zacznijmy więc od początku.

Hartowanie brodawek

Słyszałaś o tym z całą pewnością. Poradniki dla ciężarówek prawie zawsze piszą o nacieraniu brodawek szorstkim ręcznikiem. Brzmi boleśnie. Szczególnie, że zwykle do tej porady jest dołączone ostrzeżenie o ewentualnych otarciach.

Well, położne, które zwykle nie są zwolenniczkami takiego umartwiania się, mają moim zdaniem rację. To, co Twoje dziecko zrobi z Twoimi brodawkami po porodzie, przejdzie Twoje najśmielsze oczekiwania i nie ma sensu dokładać sobie cierpień.

Kłopoty z przystawianiem dziecka do piersi

W głowach osób, które nie mają dzieci, karmienie piersią jawi się jako coś zupełnie naturalnego. A naturalne oznacza w tym przypadku mniej więcej tyle, co „robi się samo”. Tymczasem jak grzyby po deszczu wyrastają poradnie laktacyjne, które mają za zadanie wspomagać młode matki w karmieniu piersią.

Uważasz, że to przesada? Otóż nie! Wystarczy odwiedzić szpital położniczy, by przekonać się jak trudne bywają początki. Poza brakiem doświadczenia mamy i dziecka, stresem i innymi czynnikami okazuje się, że… natura również im nie pomaga! Zbyt wklęsłe brodawki utrudniające noworodkowi ssanie to dość częsty problem.

Popękane brodawki

Karmienie będzie bolało, bo zawsze boli zanim się brodawki uodpornią na dziąsełka małego głodomora. Jeśli nie boli, to znaczy, że maleństwo nie ssie wcale albo robi to zbyt słabo.
Położne, specjaliści od laktacji i poradniki twierdzą, że jeśli boli, to znaczy, że malec źle chwycił, ale nie licz na to, że jeśli Twoje dziecko chwyci dobrze i nic Cię nie zaboli. Twoje brodawki i tak z czasem się zmacerują, będą obolałe i może z nich cieknąć krew. Normalka.
Co robić?
Smarować maścią na popękane brodawki albo nacierać je odrobiną własnego pokarmu.
Ja używałam maści z Rossmana na popękane brodawki, która w necie była polecana na wszystko, łącznie z rozdwajającymi się końcówkami włosów. Niestety mimo tego, że była wspaniała i działała cuda wycofali ją ze sprzedaży. Pewnie dlatego, że kosztowała 10 zł i wystarczała na długo. Bardzo długo. Serio, Mati ma już 4 lata, a ja mam ją do dzisiaj, bo w końcu ile można jej zużyć smarując jedynie same brodawki?

Moja rada

Przed kupieniem maści sprawdź czy trzeba ją zmywać przed każdym karmieniem. Większość trzeba, ale są też takie, które tego nie wymagają i przez to znacznie ułatwiają życie. Nie wyobrażam sobie latania do łazienki w celu mycia piersi przed każdym karmieniem. W szczególności nie wyobrażam sobie mycia zmarcerowanej, popękanej i obolałej brodawki – boli mnie już na samą myśl.

Karmienie boli

Karmienie piersią boli szczególnie na początku. Dlaczego? Już wyjaśniam!

Podczas karmienia dziecko podrażnia receptory znajdujące się w piersi powodując wydzielanie oksytocyny. Tej samej oksytocyny, która wywoływała skurcze macicy podczas porodu – to dlatego mówi się, że matka karmiąca piersią szybciej wraca do figury sprzed ciąży. Każde karmienie powoduje dostawę nowej porcji oksytocyny, która sprawia, że pociążowy brzuszek znika wraz z obkurczającą się macicą. Nie ma więc zmiłuj, brzuch podczas karmienia piersią musi boleć.

A co z karmieniem po kilku miesiącach, gdy pojawią się pierwsze ząbki? Myślisz, że ugryzienie nowiusieńkim ząbkiem nie boli? Boli, bo pierwsze ząbki są bardzo ostre, a dziecko nie umie się nimi jeszcze posługiwać i zupełnie przypadkowo może ugryźć Cię aż do krwi. Nie musisz się tego obawiać, bo zwykle dzieje się to zupełnie niespodziewanie i choć boli jak jasny gwint, to ból mija w miarę szybko.

Na ten czas karmienia zdecydowanie polecam wypróbowanie osłonek na brodawki – zagryzanie ich podczas karmienia przynosi dziecku ulgę, a mama może karmić bez obawy o kolejne ugryzienie. Jedna uwaga: osłonki te sprawdzają się zwykle u dzieci, którym gryzienie przynosi ulgę.

Są też dzieci, które podczas ząbkowania unikają gryzienia, bo sprawia im ono ból, wtedy gryzienie Ci nie grozi.

Za mało mleka

Brodawki bolą, dziecko płacze, a w Tobie narasta frustracja? Dopada Cię poczucie bezsilności i stres, że nie umiesz nawet nakarmić własnego dziecka?

Weź głęboki oddech, a poczucie winy wystaw za okno (<= KLIK). Dopiero wtedy możesz się skupić na działaniu.
Żeby pobudzić produkcję mleka musisz przystawiać dziecko regularnie co kilka godzin, a do tego sama jeść i pić. I jeść i pić. I jeszcze raz pić. Wodę, sok jabłkowy, herbatę… Pić, pić i pić. Aż poczujesz, że mleka przybywa.

Prawda, że to wspaniałe uczucie gdy można się bezkarnie napchać herbatnikami i biszkoptami, popić to wszystko sokiem jabłkowym i jeszcze móc powiedzieć, że to wszystko dla dziecka? No, że już o jedzeniu bez zgagi i mdłości nie wspomnę – brzmi jak bajka!

Za dużo mleka

Po kilku dniach intensywnych ćwiczeń z karmienia piersią Twój trud zostanie nagrodzony i dostąpisz wątpliwego zaszczytu przeżycia mlecznego nawału.

Twoje piersi staną się większe niż kiedykolwiek, mleko będzie z nich ciekło bez opamiętania, a do tego znowu może boleć. Tym razem nie tylko brodawki, ale i całe, ogromne piersi.

Co robić?

W takich momentach jedyne na co miałam zawsze ochotę, to nie jeść, nie pić i najlepiej cofnąć czas. Albo chociaż przesunąć go do przodu żeby było już po (choć miałam wtedy wątpliwości czy to się kiedykolwiek skończy).
A zatem co robić? Nic nie robić. Czekać. Obłożyć się pieluchami tetrowymi, normalnie przystawiać dziecko do karmienia i czekać aż najgorsze minie. Tak przynajmniej radzą położne. Szczególnie te, które same dzieci nie mają albo same piersią nigdy albo prawie wcale nie karmiły ;)
Ja zwykle wtedy ratowałam się laktatorem. Nie ściągałam mleka do końca, ale ściągałam go tyle, żeby chociaż poczuć lekką ulgę, gdy skóra na moich piersiach była bliska rozerwania, one same były twarde jak kamienie. W ten sposób zapobiegałam zastojom i miałam chwilę odpoczynku zanim mleka znowu przybyło.

Dlaczego odradza się ściąganie nadmiaru mleka laktatorem?

Podczas mlecznego nawału piersi produkują dużą ilość mleka żeby zaspokoić potrzeby noworodka. W sytuacji gdy mleka jest za dużo, laktacja jest hamowana do poziomu, który jest wystarczający dla dziecka. Jeśli ściągniesz laktatorem całe mleko z piersi, to dostaną one sygnał, że mleka jest za mało i zamiast opanować nawał pokarmu, osiągniesz dokładnie odwrotny skutek i mleka będzie ciągle przybywać.

Nabrzmiałe i obolałe od nadprogramowego mleka piersi możesz delikatnie rozluźnić odciągając pokarm, który w nich zalega, ale tylko do momentu gdy piersi staną się miękkie. W ten sposób odczujesz ulgę, zapobiegniesz zastojom i zgromadzisz w lodówce/zamrażarce pokarm na czas Twojej nieobecności gdy pójdziesz do lekarza czy na zakupy ;)

Kilka słów pokrzepienia

Karmienie piersią ma zazwyczaj trudne początki, ale jeśli się na nie zdecydujesz i przetrwasz najgorsze, nie pożałujesz. Bliskość, jaka tworzy się podczas karmienia, pomiędzy matką i dzieckiem jest jednym z najpiękniejszych blasków macierzyństwa. Karmiąc piersią będziesz czuła się niezastąpiona i chociaż nierzadko będziesz się czuła uwiązana poprzez ciągłe wracanie na karmienie, to zdziwisz się jak trudno będzie Ci z tego zrezygnować po kilku miesiącach.

Moja przygoda z karmieniem piersią trwała 8 miesięcy w przypadku pierwszego dziecka i ponad 14 miesięcy w przypadku drugiego. Łatwo nie było, bywały chwile zwątpienia i załamania gdy wstawałam po 5-6 razy w ciągu nocy, ale na szczęście przeważały zazwyczaj te dobre i dzięki temu nie żałuję. Za każdym razem, gdy muszę wstać w nocy albo wcześnie rano i przygotować dziecku butelkę z mlekiem, myślę sobie, że o wiele łatwiej jest rozpiąć bluzkę, przytulić dziecko i… spać dalej spokojnym snem.

Karmienie piersią jest pójściem na łatwiznę – nie ma ciągłego kupowania mleka, mycia butelek i gotowania wody. Wyciągasz pierś i dziecko samo je. Prawda, że proste? ;)


PS. Oto kolejny już cykl artykułów tematycznych, które przygotowałam. Cykl na temat karmienia piersią został napisany z myślą o dziewczynach, które dopiero się do tego przygotowują albo są na samym początku tej pięknej przygody.

Jeśli masz już jakieś doświadczenie w karmieniu naturalnym, to zapraszam do pozostawienia komentarza. Wszelkie obraźliwe i pozbawione empatii komentarze będą usuwane, zgodnie z ideą STOP terrorowi laktacyjnemu.

terror-laktacyjny-stop

Jeśli ten artykuł Ci się spodobał, to zapraszam do zapoznania się z pozostałymi postami dotyczącymi karmienia piersią. Możesz nas również polubić na Facebooku, aby nie przegapić żadnego nowego artykułu.

  • Ja nie przetrwałam najgorszego. Teraz z perspektywy czasu śmiało mogę powiedzieć, że nie byłam na to przygotowana. Liczę, że przy kolejnym dziecku będzie lepiej – niewątpliwie wiem już, czego się spodziewać i w jaki sposób walczyć.

    • Trochę szkoda, ale mogę Cię zapewnić, że następnym razem będzie łatwiej. O wiele łatwiej :)

      • Mimo wszystko cieszę się, że nawet krótki czas ale było mi dane karmić piersią… :)

  • Marta K

    Oj zgadzam się, początki były ciężkie. Czasem bardzo. Szczególnie te pierwsze doby – ból, mało mleka, problem z przystawieniem Hani do piersi i pokrwawione sutki… Tym bardziej jestem z siebie dumna, że przetrwałam… Zagryzałam zęby, ale teraz rozkoszuje się tym cudownym widokiem Hani przy piersi i jej świdrującym spojrzeniem! Cudowne uczucie :)

  • Karmienie to duże wyzwanie. A – jak to mawia moja koleżanka świeżo po szkole rodzenia – laktacja jest w głowie matki. I jeśli się na nią zgadzamy, chcemy karmić i mamy na jej temat dobre myśli, pomimo że na początku boli i jest trudno – nie powinno być z nią w dłuższej perspektywie większego problemu. No chyba że dziecko zacznie wcześnie przesypiać noce i odpadnie karmienie nocne – tak jak u mnie. Wówczas laktacja niestety nie osłabia. Ale coś za coś…

    • Karmienie to ciągła walka o równowagę – raz jest za dużo mleka, raz za mało… Niby im dłużej się karmi, tym łatwiej i wahania są mniejsze, ale upały i zwiększone zapotrzebowanie na picie=mleko u dziecka, infekcje, ząbkowanie itp sprawiają, że to jest ciągła, cicha walka. U mnie za pierwszym razem zdecydowało osłabienie organizmu mimo zażywania witamin i zrezygnowałam z karmienia.
      A swoją drogą, to nie ma chyba nic gorszego niż cała noc przespana przez dziecko gdy obok śpi matka z pełnym barem mlecznym ;)

  • ita88

    U nas początki były trudne. Zosia ciężko przechodziła żółtaczkę i cały czas spała zamiast jeść. W szpitalu zero pomocy. Po powrocie do domu dzięki rewelacyjnej położnej i przy wsparciu męża uczyłyśmy się karmić. Bywały chwile kryzysu kiedy wisiała na piersi półtorej godziny albo kiedy jadła przez 2 minuty. Przy pierwszych zębach gryzła brodawki do krwi. Najpierw wybudzałam ją do karmienia (powinno się to robić w przypadkach jak nasz), później żałowałam że śpi prawie całą noc gdy piersi twarde, teraz mam 2-3 nocne pobudki w podobnym czasie. Mija nam 10 miesięcy drogi mlecznej i nie widać końca. Teraz często służę wsparciem innym dziewczynom, które nie mają tak dużo pomocy ze strony otoczenia.

    • To wspaniale, że pomagasz innym dziewczynom, bo wsparcie na początku karmienia jest bardzo ważne. Sama nie wiem jak ja bym to przeżyła bez pomocy mojej mamy.

  • psycholog na macierzynskim

    Nas szczęsliwie większośc tych trudności ominęła, więc pewnie łatwo mi mówić, że karmienie piersią to super sprawa, ale ja tak naprawdę to odbieram :) No dobra, pomijam fakt, że od kiedy wyszły synkowi zęby na górze i na dole to czasem użre mnie z szelmowskim uśmiechem na twarzy :) Bardzo doceniam wysiłki wszystkich mam, które pomimo czasem bardzo dużych trudności jednak karmią piersią.

    • Otóż to: szczęśliwie Was większość trudności ominęła. Szczęściara z Ciebie ;)

  • Pingback: Starszak w przedszkolu, a niemowlę w domu? - Blog Parentingowy Tygrysiaki.pl()

  • Natka Wu

    Ja jestem aktualnie mama kp od poltora miesiaca. Dopiero teraz zaczyna sie sytuacja stabilizowac. Wczesniej bylo naprawde ciezko – trudnosci z ssaniem, z odpowiednim przystawieniem, mialam zastoje, bylo blisko zapalenia piersi, brodawki poranione do krwi do tego stopnia, ze corka miala ta krew w kupie (musialam odciagac i podawac mleko z butelki), bol przy kazdym przystawieniu, orzy dotknieciu czy otarciu brodawki. Wielokrotnie chcialam zrezygnowac, ale sumienie mi nie pozwalalo. Zaciskalam zeby, plakalam karmiac, ale przetrwalam najgorsze. Mam nadzieje, ze ten czas juz nie wroci i bede karmic min do roku :) A co ciekawe tomoje drugie dziecko, pierwsze karmilam 13 miesiecy i nie mialam ochoty rezygnowac. Przy drugim bylo.mi trudniej. A pierwsze karmilabymdluzej, ale zaszlam w ciaze i wolalam zrezygnowac. Na szczescie synek nie protestowal wcale :)

    • Przy takim poświęceniu moje „wielkie” cierpienie to pikuś. Zbieram się więc na kolejną randkę z laktatorem i nie narzekam więcej! :)

  • Rzeczywiście, początki karmienia piersią są bardzo trudne i bolesne :( ale potem to już sama przyjemność !
    Ciekawe czy przy drugim też będzie tak bolało na początku :)