Jak nauczyć małe dziecko schodzenia po schodach?

male-dziecko-schody

Bramka zabezpieczająca schody jest obowiązkowym wyposażeniem każdego domu, w którym są równocześnie schody i małe dziecko. Tak miało być i u nas. Zakup bramki okazał się jednak bardziej skomplikowana niż przypuszczaliśmy i w końcu zamiast na zabezpieczenia postawiliśmy na… edukację! Mówiąc wprost: nauczyliśmy nasze niechodzące jeszcze wtedy niemowlę bezpiecznie schodzić po schodach.

Poszukiwania bramki zabezpieczającej schody były długie i intensywne. Najpierw nie wiedzieliśmy, gdzie takie ją kupić. Odkąd znana szwedzka sieć sklepów meblowo-gadżetowo-pierdółkowych (w skrócie: IKEA) wycofała ze sprzedaży swoje bramki, zostały nam w zasadzie tylko zakupy przez internet.

Pytaliśmy po sklepach i po znajomych, ale większość odsyłała nas do IKEi albo do sklepu z deskami i zawiasami. Na bramkę własnej produkcji nie starczyło nam wiary w to, że nasze dzieło będzie wystarczająco solidne i funkcjonalne.

Niestety zakupy przez internet też nie były prostą sprawą. Po dwóch miesiącach poszukiwań kupiliśmy w prawdzie dwie bramki, ale potem jedną z nich oddaliśmy, bo zamontowanie jej na dole schodów okazało się w naszym przypadku niemożliwe. Drugą bramkę zamontowaliśmy w korytarzu na poddaszu, zagradzając Anieli dostęp do schodów od strony sypialni.

Ciągle jednak schody od dołu, gdzie spędzamy większość dnia, były niezabezpieczone.

Czas mijał, Aniela stawała się coraz bardziej mobilna, a my nadal nie mieliśmy bramki. W końcu postanowiliśmy zmienić strategię i poszukać innego rozwiązania.

zabezpieczyc-schody-przed-dzieckiem

Mamo, jestem na górze!

Mniej więcej w tym czasie odwiedziła nas chrzestna Anielki, która opowiedziała nam o dziecku swojej koleżanki z Ameryki, które śmigało na czworaka góra-dół. Tata Tygrysiaków podchwycił pomysł, a Nela w miarę szybko załapała o co chodzi. W końcu polskie dziecko nie może być gorsze od hamerykańskiego ;)

Na początek przestaliśmy zabraniać Anieli wchodzenia na schody. Dzięki temu sama z siebie nauczyła się „wraczkowywać” po schodach na górę. Oczywiście zawsze ktoś z dorosłych starał się kontrolować jej poczynania, ale bez ingerowania.

Po dwóch tygodniach nieco odpuściliśmy kontrolę. Aniela tymczasem nabrała takiej wprawy, że sama wchodziła na schody, chowała się za ścianą i wołała nas, żebyśmy przyszli ją ściągnąć. Ten sposób zwracania na siebie uwagi bardzo się jej spodobał, bo zawsze ktoś reagował – rodzice, babcia albo starsze rodzeństwo.

Ale jak stąd zejść?!

Nauka raczkowania po schodach w dół była dla mnie na tyle stresująca, że wolałam na nią nie patrzeć. Dopiero po dwóch tygodniach oswoiłam się z nią na tyle, że już nie dostawałam zawału co stopień i byłam w stanie ją asekurować. Kiedy Anielka miała 11 miesięcy nagrałam jej pamiątkowy filmik.

Zwróćcie uwagę, że Aniela na każdym schodku zatrzymuje się i spogląda w dół oceniając odległość oraz ilość schodów do pokonania.

Niebawem Nela zaczęła wędrować po schodach wyposażona w zabawki, książeczki i inne skarby. Od tej pory w naszym domu panuje wielki chaos. Przedmioty znikają i pojawiają się różnych miejscach – na przykład pilot od telewizora wędruje z salonu na parterze do łazienki na piętrze i znajdujemy go dopiero po kilku dniach pod prysznicem. Gdzie był przez ten czas wie tylko Aniela.

Co by tu dużo nie mówić, Aniela na schodach czuje się w swoim żywiole, a bramki na dole schodów nadal nie ma i już nie będzie 😀

ak-nauczyc-dziecko-schodzenia-po-schodach

Jak nauczyć dziecko schodzenia po schodach?

Nauką chodzenia po schodach zajął się Tata Tygrysiaków. Jemu oddaję więc głos w tej sprawie:

Najważniejsze przy wchodzeniu czy schodzeniu ze schodów jest bezpieczeństwo. I nie mam tu na myśli barierek, lecz wyrobienie w dziecku takich nawyków, żeby samo sobie poradziło niezależnie od schodów i niezależnie od tego czy jest ktoś dorosły w pobliżu czy nie. Siłą rzeczy każdemu rodzicowi zdarzy się w końcu sytuacja, że dziecko na chwile się oddali. Rodzice nie są w stanie zapewnić nadzoru swoim pociechom non-stop. A dzieci z wiekiem są coraz szybsze i mają coraz to dziwniejsze pomysły.

Najlepszą metodą zapewnienia dziecku bezpieczeństwa jest nauka samodzielności.

Na początku było łatwo. Aniela sama nauczyła się wchodzić w górę schodów. Dla dorosłych również prostsze jest wchodzenie w górę drabiny od schodzenia z niej. Tutaj wystarczyło podążać za Anielą i asekurować, by nie odchylała się za bardzo do tyłu.

Nawet gdy się przewracała (bo zatrzymała się w połowie schodów i wstała), to nie łapałem jej od razu, tylko 1 stopień niżej. Tylko w ten sposób mogła się dowiedzieć co się stanie gdy wstanie. Gdybym ją łapał od razu, nie dostała by niezbędnej informacji zwrotnej i nie wiedziałaby, że zrobiła coś niebezpiecznego. Gdyby to powtórzyła bez mojej asekuracji, skutki mogą być dużo bardziej bolesne niż upadek z tego jednego schodka. Lepiej więc dopuszczać do takich kontrolowanych utrat równowagi pod okiem rodzica.

Najtrudniej było nauczyć dziecko schodzić. Jakbyście wytłumaczyli dorosłemu, by schodził bezpiecznie z drabiny? No przecież nie przodem opierając się na plecach, co? :)

Okazji do schodzenia wypatrywałem zawsze podczas pobytu na piętrze. Gdy widziałem, że Aniela idzie w kierunku schodów, w pozycji stojącej, łapałem ją w połowie i obracałem tyłem do schodów. Potem wyciągałem jej nóżkę w dół na pierwszy stopień poniżej. Na początku oczywiście nie wiedziała o co chodzi. Zdarzało się, że wstawała i odwracała znowu przodem. Gdy widziałem, że nadal chce schodzić, znów odwracałem ją tyłem i nawet sam prezentowałem jak ma schodzić. Możecie sobie wyobrazić jak komicznie to wyglądało: dorosły chłop schodzi po schodach na czworaka tyłem :)

To jednak nie eliminuje najniebezpieczniejszej sytuacji. Jest prawie pewne, że każde dziecko będzie chciało spróbować zejść po schodach przodem. Trzeba zaspokoić tą ciekawość w kontrolowanych warunkach! Wiemy jak to się może skończyć dla rocznego dziecka, więc zrobiłem i takie testy.

Gdy widziałem, że Anielka chce zejść ze schodów, ale nie obraca się tyłem, zszedłem niżej i czekałem na pierwszy krok. Nie wyciągałem rąk. Nawet schodziłem 2-3 stopnie niżej, nie wyciągając rąk, by nie sugerować jej, że będę ją łapał. Czekałem zaintrygowany i jednocześnie gotowy na ratowanie dziecka z opresji wywołanej przez grawitację.

Wtem Aniela zdecydowała się zrobić kroczek. Noga gwałtownie straciła oparcie i niemowlak runął do przodu. Na szczęście w ramiona taty. Wtedy z nieukrywaną satysfakcją i tonem Paula Coelo powiedziałem:

– Widzisz? Uważaj!

Sytuację wystarczyło powtórzyć jeszcze raz czy dwa, by ją zapamiętała.

Efekty nauki przyniosły owoce szybciej niż myślałem. Aniela już w pewnej odległości od schodów zaczęła obracać się pupą w tył i stopień po stopniu ostrożnie schodziła. Pierwsze tygodnie jeszcze pod nadzorem. Z czasem stała się w pełni samodzielna.

Podczas całej nauki mieliśmy tylko jeden wypadek. Aniela stoczyła się na półpiętro przy próbie zejścia z zabawką-popychadełkiem na kiju. Musiał się jej zahaczyć i straciła równowagę. Skończyło się tylko na płaczu.

Kiedy zacząć naukę schodzenia po schodach?

Cała trudność w nauczeniu dziecka schodzenia po schodach polega na tym, żeby nie przegapić odpowiedniego momentu. Najlepiej wybrać do tego moment, gdy maluszek umie już sprawnie raczkować, ale nie umie jeszcze stać i przemieszczanie się na czworaka sprawia mu przyjemność. W naszym przypadku było to mniej więcej w 8-9 miesiącu życia Anielki.

Dziecko, które samodzielnie chodzi albo próbuje chodzić za rękę nie będzie skłonne do przemieszczania się na czworaka po schodach, jeśli wcześniej się tego nie nauczyło. Warto pamiętać, że każda próba wstawania na schodach wiąże się z ogromnym ryzykiem niebezpiecznego upadku, a dziecko zafascynowane dwunożną postawą będzie próbowało poruszać się w ten sposób również na schodach. Powrót do przemieszczania się przy użyciu czterech kończyn będzie dla niego krokiem wstecz i może stawiać opór. W takiej sytuacji lepiej kupić bramkę albo zastawić czymś schody.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, gdy dziecko od małego wędrowało po schodach na czworaka. W przypadku naszej Anieli, która dość szybko zaczęła chodzić (około 11 miesiąca), mieliśmy problem jedynie w okresie przejściowym, gdy próbowała chodzenia na dwóch nogach również po schodach. Kilka kontrolowanych i jeden niekontrolowany upadek z niskiej wysokości wystarczyły, by uznała „raczki” za bezpieczniejszą metodę pokonywania schodów.

Dlaczego warto pozwolić niemowlakowi na „chodzenie” po schodach?

ZaletyWady
  • Nauka samodzielności
  • Wyrabianie dobrych nawyków bezpiecznego pokonywania przeszkód (schodzenia z kanapy, fotela, stopni na podwórku)
  • Rozwój motoryczny – trening mięśni całego ciała podczas wykonywania naprzemiennych ruchów i podciągania się
  • Ćwiczenie wyczucia przestrzenirównowagi podczas schodzenia tyłem na czworaka
  • Rozwój intelektualny – dziecko samodzielnie porusza się po całym domu, może eksplorować przestrzeń bez nadzoru
  • Minimalizacja ryzyka upadku ze schodów – dziecko umie bezpiecznie poruszać się po schodach w domu i poza nim (na podwórku, na placu zabaw i w obcym domu, gdzie gospodarze nie mają zabezpieczeń dla dzieci)
  • Wymaga stałego nadzoru dopóki nie nauczy się sprawnie przemieszczać (tylko dla konsekwentnych rodziców, którzy stawiają na samodzielność)
  • Trudniej znaleźć malucha w domu – był na dole, teraz jest na piętrze i odwrotnie
  • Trudniej utrzymać porządek – dziecko, które sprawnie porusza się między piętrami zaczyna przenosić między nimi swoje skarby (zabawki, piloty, jedzenie, picie i śmieci)

male-dziecko-na-schodach

Kilka słów o bezpieczeństwie

Bezpieczeństwo niemowlaka w domu i na spacerze jest dla nas sprawą najwyższej rangi, ale nigdy nie jesteśmy nadopiekuńczy. Jesteśmy wyluzowanymi rodzicami, którzy pozwalają dzieciom na upadki i zachęcają do samodzielnego podnoszenia się z nich.

Nie możemy zbytnio przesadzać w kwestii bezpieczeństwa i w myśl zasady, że każdy się uczy się na błędach, powinniśmy pozwolić dziecku na kontrolowane upadki. Mam tutaj jednak na myśli wyłącznie upadki na płaskich powierzchniach, na przykład na podłodze, ale nie z wysokości (ze schodów, z kanapy itp).

Tego samego zdania jest Tata Tygrysiaków:

Prawda jest jednak taka, że nie da się kontrolować dziecka 24 godziny na dobę. Trzeba go nauczyć samodzielności i podstawowych zasad bezpieczeństwa. Dziecko musi samo wstawać po każdym upadku. Czasem można mu podać rękę lub pomóc, gdy jest taka potrzeba. Uważam, że trzeba dać mu wolność, ale też pokazać gdzie są granice bezpieczeństwa. Tak wyrażam swoją miłość i troskę.

Wiem, że moje metody oburzają nadopiekuńcze matki. Stosuję twardą szkołę, ale można sobie zrobić jej lżejszą wersję wydłużając czas nadzoru.

W myśl tej filozofii nauczyłam moje dzieci bezpiecznych sposobów schodzenia z łóżka, fotela oraz schodów zanim one same zaczęły się tego uczyć na własną rękę.

Nie czekaj, aż dziecko samo spadnie

Unikanie zagrożenia poprzez zniechęcanie dziecka do samodzielnego schodzenia to czekanie aż dziecko spadnie. Owszem, gdzieś w okolicy 2-3 urodzin będzie ono na tyle sprawne, że w końcu samo się tego nauczy, ale moim zdaniem jest to mało rozsądne wyjście, jeśli schody i wysoka kanapa są częścią Waszego codziennego życia. Samodzielna nauka pokonywania przeszkód poprzez naśladowanie dorosłych będzie zapewne okupiona wieloma upadkami, szczególnie gdy zabraknie pomocy ze strony opiekuna. Trudno przecież stać przy dziecku patrząc na nie dzień i noc.

Z tego powodu uważam, że jeśli możemy dziecku oszczędzić ucząc je bezpiecznego schodzenia tyłem gdy tylko zaczyna raczkować, to powinniśmy to zrobić.

Podkreślam jednak, że jest to moje zdanie. Ty jako rodzic możesz mieć inne zdanie i masz do tego pełne prawo. W końcu to Ty odpowiadasz za bezpieczeństwo swojego dziecka i najlepiej znasz jego możliwości.

Dzięki temu, że Aniela każdą przeszkodę pokonuje na czworaka, w dodatku tyłem, mogę być o nią spokojna nie tylko w domu, ale i na placu zabaw. Stosując ten sam schemat poruszania się, w wieku 13 miesięcy nauczyła się bezpiecznie korzystać ze zjeżdżalni, a nawet samodzielnie na nią wchodzić (filmik poniżej nagrałam w połowie kwietnia, gdy Nela miała 13 miesięcy). Bez bolesnych upadków, ryzykownych zachowań i ciągłej asysty kogoś dorosłego.

Dzisiaj Aniela ma 15 miesięcy i sprawnie pokonuje na dwóch nogach pojedyncze stopnie na podwórku. Na dużych schodach nadal preferuje jednak raczkowanie i wiele razy widziałam jak stając przed nowymi schodkami albo skarpą na podwórku najpierw oceniała wysokość, a potem odwracała się tyłem, żeby z niej bezpiecznie zejść.

Codzienny trening w domu ma ogromny wpływ na sprawność fizyczną Anieli. Ostatni filmik nagraliśmy kilka dni temu na obcym placu zabaw, którego Nela wcześniej nie znała.

Dosłownie chwilę wcześniej Aniela wdrapała się na tą zjeżdżalnię po raz pierwszy w życiu. Dokonała tego w asyście Matiego, który podtrzymywał jej pupę, oraz Gaby, która wchodziła obok niej i cierpliwie tłumaczyła gdzie ma się chwycić ręką, a gdzie odepchnąć nogą. Filmik jest więc upamiętnieniem jej drugiego wejścia na górę. Myślę, że całkiem sprawnie jej poszło ;)

Tak to jest jak się ma starsze rodzeństwo, że gdy się samemu czegoś nie wymyśli, to brat z siostrą pokażą. A potem matka może sobie tylko rwać włosy z głowy, bo zatrzymać tej trójki nie idzie już żadną siłą.

PS. Wiecie już, dlaczego blog nazywa się Tygrysiaki, a nie na przykład Słodkie Aniołki Mamusi albo Moje Ślimaczki? Co prawda starsza dwójka nie wspinała się po schodach (bo ich nie mieliśmy), ale za to byli mistrzami we wspinaniu się po szafkach i biurkach ;)

4.50 avg. rating (91% score) - 2 votes