Język angielski w przedszkolu

angielski w przedszkolu

Z okazji Dnia Języków Obcych, który podobno niedawno obchodziliśmy, koleżanka zadała mi jedno pytanie: „Czy uczę moje dzieci języków obcych?”.

Odpowiedziałam jej krótko i dobitnie. Nie, bo uważam, że to głupota. Po chwili namysłu dodałam, że gdybyśmy mieszkali za granicą, to uczyłyby się języka obcego od miejscowych. A tak, to ode mnie mogą się nauczyć co najwyżej złej wymowy i brzydkiego akcentu.

Przesadziłam. Mój akcent nie jest wcale taki zły, a przynajmniej staram się, aby nie był zbyt nachalny. Nie przesadziłam zaś jeżeli chodzi o moje zdanie w sprawie uczenia przedszkolaków języków obcych. A raczej uczenia angielskiego, bo pozostałe języki ciągle jeszcze należą do rzadkości.

Poliglota od przedszkola

W dzisiejszych czasach dzieci są „bombardowane” angielskim już w przedszkolu. Co ja mówię, one „nasiąkają” nimi już w żłobku. Oglądają edukacyjne programy, w których słyszą angielski. „Dora poznaje świat”, „Baby Beatles”, „Tom&Keri”, anglojęzyczne bajki na YouTube – wszystko to ma sprawić, że nasze polskie dzieci staną się dziećmi dwujęzycznymi.

A przynajmniej ma sprawić, że my rodzice w to wszystko uwierzymy. Puszczamy dzieciom bajki po angielsku, a tymczasem naukowcy już ponad dekadę temu udowodnili, że to nie ma sensu. Mianowicie dzieci uczą się języków poprzez kontakt z żywą osobą, która nawiązuje z nimi kontakt wzrokowy, reaguje w sposób naturalny i dostosowany do sytuacji. Telewizja, YouTube, bajki na dvd, czy nawet puszczanie niemowlęciu nagrań audio w obcym języku nie sprawi, że stanie się ono poliglotą.

W ramach eksperymentu niemowlęta z anglojęzycznych rodzin podzielono na dwie grupy. Jedna grupa miała kontakt z osobami mówiącymi po chińsku (mandaryński), a drugiej puszczano materiały audio bądź audiowizualne w tym samym języku nagrane w studio. Rezultaty eksperymentu pokazały, że kontakt z obcym językiem tylko za pośrednictwem nagrań, bez kontaktu z żywym rozmówcą, nie dały żadnego efektu. To sugeruje, że niemowlęta w wieku 9-10 miesięcy uczą się rozumienia języka ze słuchu poprzez interakcje społeczne, a nie poprzez długotrwały kontakt z nagraniami.

Nie wierzysz? Klikaj i czytaj.

Dzieci uczą się szybciej niż dorośli

Choć jak sugerują badania, małe dzieci uczą się języków obcych szybciej niż dorośli, to nie uczą się one wyłącznie poprzez zabawę. Ogromną rolę w tym procesie odgrywa używanie języka w codziennym życiu. W rozmowach przy stole, na spacerze i podczas wykonywania codziennych czynności jak mycie czy czesanie.

No i co z tego, że dziecko nauczy się na zajęciach co znaczą: hand, combleash, skoro w domu usłyszy: umyj RĘCE, podaj GRZEBIEŃ i pies idzie na SMYCZY. Jeżeli w Waszym domu mówi się wyłącznie po polsku, to dziecko nie nauczy się płynnie drugiego języka chodząc jedynie na dodatkowe zajęcia.

A propos mówienia do dziecka w obcym języku…

Nie mówcie do dziecka w języku, który nie jest Waszym ojczystym językiem. Od tego żeby uczyć Wasze dziecko poprawnej wymowy są nauczyciele. Nie koniecznie ci przedszkolni, gdzie zajęcia z języka obcego dla maluchów prowadzi pani po kursie językowym dla średniozaawansowanych (sprawdziłam kwalifikacje pań od angielskiego w miejscowych przedszkolach). W nauczaniu maluchów chodzi przede wszystkim o osłuchanie się z POPRAWNĄ, AUTENTYCZNĄ wymową.

Najlepiej, aby uczenia dziecka podjął się native speaker.

Oprócz autentycznego akcentu ma nad nami, polskimi rodzicami jeszcze jedną przewagę: zna słownictwo. Prawdziwe, poprawne słownictwo. Takie, którego używają jego rodacy w codziennych sytuacjach!

Chyba nie chcesz, aby Twoje super wyedukowane dwujęzyczne dziecko mówiło, że bawi się w piaskownicy grabiami (zamiast grabkami) albo zjadło na kolację saunę zamiast parówki (parówka to zarówno kiełbaska jak i inna nazwa kąpieli parowej). Bez bardzo dobrej znajomości języka obcego nie wyłapiesz pomyłki korzystając jedynie ze słownika.

Kiedy zacząć naukę języka obcego?

Dwujęzyczność to wielki skarb. To lepsza praca, możliwość studiowania za granicą, szersze perspektywy… Tyle, że dzieci dwujęzyczne to dzieci, które używają na co dzień dwóch języków, a nie te, które śpiewają angielskie piosenki w przedszkolu.

Nie dajmy sobie wmówić, że nie posyłając dziecka na zajęcia językowe w przedszkolu, czy jakimś innym ośrodku kształcenia niemowląt, zaprzepaszczamy jego szanse na wspaniałą przyszłość i karierę.

Nie dajmy sobie wmówić, że przez naszą lekkomyślność będzie ono miało w przyszłości problemy z poprawną wymową. Ten popularny mit również został już obalony przez naukowców:

Przekonanie, że młodsze dzieci opanowują drugi język szybciej i lepiej niż starsze bazuje na obserwacjach dzieci imigrantów, które uczą się języka w praktyce w codziennym życiu. Naukowcy jednak postanowili zbadać tempo i zdolność uczenia się poprawnej wymowy języka obcego dzieci i młodzieży nie będących na emigracji. W eksperymencie brali udział uczniowie szkoły podstawowej, gimnazjum i studenci, którzy mieli za zadanie opanować przygotowany dla nich materiał do nauki niemieckiego. Wbrew oczekiwaniom, najmłodsi uczniowie wypadli w eksperymencie najgorzej.

Link dla niedowiarków ;)

A zatem rezygnując z zajęć językowych w przedszkolu wcale nie robimy naszym dzieciom krzywdy. Wielkiej szkody z tego nie będzie, a może warto by ten czas poświęciły na zabawę z rówieśnikami na świeżym powietrzu?

Wrzuć na parentingowy luz

Inna grupa badaczy posunęła się jeszcze dalej. Poddali oni eksperymentowi grupę osób, która zaczęła się uczyć angielskiego dopiero w dorosłym wieku. Wszystkie te osoby mówiły perfekcyjnie, z poprawnym akcentem. Ich wymowa niemalże niczym nie odbiegała od wymowy osób, dla których angielski był językiem ojczystym. Co więcej, po przesłuchaniu fragmentów ich wypowiedzi oraz wypowiedzi native speakerów inna grupa osób mówiąca po angielsku od urodzenia nie była w stanie jednoznacznie wskazać obcokrajowców. Zdziwieni? Tu dowód.

Czyżby przekonanie, że musimy jak najwcześniej uczyć dzieci języków zanim jeszcze ich aparaty mowy się wykształcą, zdeformują i dostosują do naszego ojczystego języka, było bzdurą? Wygląda na to, że tak.

Jak widać z wyników powyższych badań, na rozpoczęcie nauki języka obcego nigdy nie jest za późno.

Wbrew temu, co wmawiają nam nauczyciele języków i inni rodzice, możliwe jest nauczenie się perfekcyjnie obcego języka w dorosłym wieku. Jak widać przedszkole językowe nie było mi do tego potrzebne :)

Choć sama mam fioła na punkcie języków obcych, to swoim dzieciom daję w tym zakresie pełen luz. Teraz mają czas na zabawę i swobodne odkrywanie świata, a na naukę będą miały czas jak pójdą do szkoły, hej!

 

Linki do poczytania:

Foreign-language experience in infancy: Effects of short-term exposure and social interaction on phonetic learning

https://www.google.pl/books?id=02TU0sP2XGkC&dq=kindergarten+foreign+language&lr=&hl=pl

 

  • MaJa

    Pracuję w klubie malucha, co rusz spotykam się z pytaniami od „nowoczesnych” rodziców czy w naszej placówce prowadzimy zajęcia uczące dzieci języków obcych. Byłabym w stanie prowadzić zajęcia dla dzieci z języka angielskiego, niemieckiego czy włoskiego…ale powiedzcie mi po co? Poniżej trzeciego roku życia nawet nie próbuję. Rodzice dzieci zapytani czy dziecko potrafi mówić po polsku nagle przewracają oczami i mówią”no ale chociaż angielski, przecież im wcześniej tym lepiej…”. Z uśmiechem na ustach odpowiadam spokojnie, że wolę ten czas poświęcić na zabawę w grupie. Z pewnością przyniesie nam ona więcej pożytku i przyjemności niż nauka języków dzieci-nie zabierajmy im dzieciństwa :) wyluzujmy :)

    • Rozsądne podejście. Chętnie posłałabym do takiego klubu swoje dziecko ;)

  • Tutaj Mamy

    Ja może odniosę się tylko do poziomu wiedzy, chyba większości, nauczycielek angielskiego w szkołach podstawowych i przedszkolach – bo akurat z takimi mam do czynienia. O ile w przedszkolu bardziej chodzi o zabawę, a zajęcia są darmowe to jakoś mnie to nie razi, ale gdy syn, który jest już w 4 klasie, czyli n-ty rok z rzędu już obowiązkowo uczy się tego języka, nie potrafi poprawnie pisać, czytać, ani mówić…. To już mamy problem, bo niestety nauczycielka nie potrafi dzieci nauczyć, a jedynie wymaga na sprawdzianach i tak ponad 90% klasy uczęszcza na dodatkowe zajęcia, nie z powodu ambicji rodziców, ale żeby mieć szansę na zaliczenie przedmiotu. Aż do 3 klasy pozwalano dzieciom pisać tak jak się mówi, a później nagle Pani kazała pisać poprawnie i wtedy zaczęły się schody, bo ciężko tak z dnia na dzień się przestawić. Do tego polecenia są wydawane w języku polskim, dzieci są nieosłuchane, nie radzą sobie z poprawną wymową. Uczniowie piątkowi mają dodatkowe zajęcia z j.ang. nawet 3 razy w tygodniu! Nosz krew się gotuje, po co ta szkoła i ten cały angielski skoro dzieci i tak muszą chodzić na dodatkowe zajęcia, a rodzice na prawdę sporo za to dopłacać. Dopłacać za brak kwalifikacji nauczycieli! Bo o ile z innych przedmiotów jestem w stanie mu pomóc, to z angielskiego nie czuję się aż tak „mocna”, ani pewna akcentu… Aż strach się bać co to będzie w starszych klasach.

    • Miałam ten problem w szkole. Piątki dostawały tylko te dzieci, które chodziły na dodatkowe zajęcia z języka albo mogli liczyć na pkmoc rodziców. Taka sytuacja powtarzała się niezależnie od języka, poziomu zaaawansiwania, szkoły, profilu klasy czy nastawienia ucznia.
      Drugim problemem był zawsze poziom nauki języka w szkole, bo niestety zwykle nowy nauczyciel czy nowa szkoła to zabawa w naukę od początku czyli od: Good morning, how are you?

  • Pingback: Nowy żłobek - wrażenia po zebraniu - Blog Parentingowy Tygrysiaki.pl()

  • Pingback: Szczęście czy wyścig szczurów - co jest w życiu ważne - Blog Parentingowy Tygrysiaki.pl()

  • Pingback: Zerówka w przedszkolu - Blog Parentingowy Tygrysiaki.pl()