W oczekiwaniu na rodzeństwo

czekamy-na-mlodsze-rodzenstwo

Kiedy jesteś w pierwszej ciąży ludzie bez przerwy pytają o Twoje samopoczucie. Kiedy jesteś w kolejnej ciąży o wiele bardziej interesujące staje się to jak na wieść o młodszym rodzeństwie reaguje starsze dziecko.

Również mnie wiele osób pyta jakie jest nastawienie starszych dzieci do dzidziusia, który ma się wkrótce urodzić. Odpowiedź, sądząc po minach moich rozmówców, jest co najmniej zaskakująca. Tygrysiaki ogarnęło bowiem istne szaleństwo!

Jak powiedziałam dzieciom, że jestem w ciąży

Trudne początki każdej z moich ciąż sprawiły, że jak tylko gorzej się poczułam, poinformowałam o swoim stanie Matiego. Chciałam oszczędzić mu stresu i niepokoju o mnie. Ostatnim razem, kiedy wybierałam się do szpitala na operację, tak bardzo to przeżywał, że zaczął się jąkać. Tym razem postanowiłam więc dmuchać na zimne.

Doskonale wiedziałam, że początkowe nudności i senność nie miną. Byłam przygotowana na najgorsze czyli leżenie w łóżku pod kroplówką i wolałam przygotować na to dzieci możliwie najlepiej.

Kiedy więc objawy ciąży się nasiliły, wzięłam moje najstarsze dziecko na kolana i opowiedziałam mu o tym jak bardzo źle się czuję. Nie szczędziłam mu szczegółów związanych z ciągłymi nudnościami,  wymiotami ani nawet kroplówkami, których doświadczyłam w poprzednich ciążach. Dopiero gdy upewniłam się, że wszystko zrozumiał, wyjawiłam mu przyczynę mojego stanu.

Reakcja starszego brata

Mati aż podskoczył z wrażenia. W oczach zapaliły mu się iskierki, a na ustach pojawił się ogromny uśmiech, po którym natychmiast nastąpił okrzyk radości. Taki sam jaki wydają z siebie dzieci, które wreszcie po wielu miesiącach czekania dostały wymarzony prezent:

– Jeszcze jedno dziecko? Woooow!

Przez następne dni czułam się coraz gorzej, a moje dziecię wszem i wobec ogłaszało radosną nowinę. Na nic się zdały prośby o zachowanie tajemnicy. Mój szczęśliwy syn podchodził do obcych ludzi na placu zabaw i chwalił się, że będziemy mieli troje dzieci. Nie rodzice, ale my wszyscy jako rodzina. Przy czym słowo troje akcentował w taki sposób jakby to była najcudowniejsza wiadomość na świecie, a nie przyczyna tego, że znowu nie będzie obiadu, bo jego własna matka leży w łóżku powalona przez niepowściągliwe nudności ciężarnych.

Od abstrakcji do dzidziusia

Mniej więcej po miesiącu wiadomość o dzidziusiu, który zamieszkał w brzuszku mamy zaczęła docierać do świadomości dwu i pół letniej Gaby. Wspieranie babci w opiece nad mamą, podawanie mi picia, głaskanie po ręce oraz ciągłe podsuwanie miski do wiadomych rzeczy sygnalizowały mi wyraźnie, że coś w tej małej główce zaczyna powoli kiełkować…

Wiedziałam, że nie mam co liczyć na jej radość. W świadomości dwulatka nie mieści się pojęcie ciąży. Kilka miesięcy oczekiwania jest równoznaczne z nieskończonością, a to czego nie widać zwyczajnie nie istnieje. Mati w tym wieku również nie był jakoś specjalnie zainteresowany siostrzyczką mieszkającą w brzuchu mamy i miałam wrażenie, że w pełni zrozumiał nową sytuację dopiero wtedy, kiedy była już z nami w domu.

Z całych sił starałam się więc jakoś trzymać. Przynajmniej w obecności dzieci. Wiedziałam, że jeśli się rozkleję, to one zaczną się martwić. Siliłam się więc na uśmiech i spokojnie mówiłam im, że mama teraz pije przez rączkę specjalną rureczką, bo ma dzidziusia w brzuszku i bardzo źle się czuje. Ale za jakiś czas będzie lepiej, mamie urośnie duży brzuch i urodzi się dzidziuś.

Powtarzałam te słowa jak mantrę w nadziei, że dzięki temu łatwiej im będzie przetrwać ten trudny okres w naszym życiu.

Mamusiu, nie masz już dzidziusia?!

Minęło kolejnych kilka tygodni i powoli zaczęłam stawać na nogi. Mati nadal opowiadał każdej napotkanej osobie, że będziemy mieć troje dzieci. Gabi tymczasem nie wykazywała zainteresowania dzidziusiem.

Dopiero na początku października poczułam się na tyle dobrze, żeby na dłużej wstać z łóżka. Pierwszą rzeczą jaką postanowiłam zrobić było odebranie Gabrysi z przedszkola. Ostatkiem sił weszłam do szatni, a Gaba ma mój widok wybiegła z sali z radosnym okrzykiem Mamusiu, nie masz już dzidziusia?. Rozpłakałam się.

Podobne sytuacje zdarzały się przez kilka następnych tygodni za każdym razem, gdy wstałam, żeby się pobawić z dziećmi albo ugotować obiad.

Wybieramy imię dla dzidziusia

Przełomowym momentem w oczekiwaniu na młodsze rodzeństwo stało się wybieranie imienia.

Mati niemalże od pierwszego dnia zasypywał nas imionami ulubionych kolegów Mikołajka. Wśród jego propozycji prym wiedli Kleofas i Euzebiusz (który lubi dawać kolegom w nos).

Spodziewając się podobnego ataku propozycji imienia po którejś z dziewczęcych bohaterek Gabrychy, oświadczyłam prosto z mostu, że ich młodsza siostra będzie miała na imię Aniela. Imię zostało zaakceptowane bez dyskusji, a dzidziuś zyskał w oczach Gabrysi nie tylko imię, ale jak osobowość.

Anielka tego nie lubi!

Anielka to, Anielka tamto… – nagle dzieciaki zaczęły mówić tylko małej Anielce. Kiedy więc podczas gotowania obiadu spróbowałam pieczonej cukinii i szybko poleciałam do łazienki, to moją pierwszą reakcją na uspokojenie zaskoczonej Gaby było stwierdzenie Anielka chyba tego nie lubi.

No i się zaczęło:

– Mamo, napij się soczku. Anielka go lubi!
– Ble… Nie jedz tego, Anielka na pewno tego nie lubi!
– Pooglądamy bajkę? Anielka lubi bajki…

Halo, jest tam kto?!

Im bliżej porodu, tym bardziej staram się przygotować starsze dzieci na rychłą obecność noworodka w naszym domu. Gdy krzyczą i drą się jak dzikusy, proszę żeby się uspokoili, bo dzidziuś wszystko słyszy. Czasami muszę się drzeć głośniej niż oni, żeby mnie usłyszeli. Wrzeszczę, że dzidziuś teraz śpi i mają być cicho, żeby go nie obudzić.

– A Anielka to wszystko słyszy? – zapytała pewnego dnia Gaba.
– Tak, słyszy wszystko co mówisz – odpowiedziałam spokojnie.

Na to Tygrysiaki-łobuziaki razem podciągnęły mi bluzkę do góry i na cały regulator ryknęły jak wściekłe w moje powłoki brzuszne:
– ANIEEEEELAAAAA!!!!!!!!!!!!

Z wrażenia ruchliwa zazwyczaj Aniela zamarła. Zamarłam ja. Zamarły nawet ruchy robaczkowe w moich jelitach.

Sama tego chciałam. Tęskniłam za czułym mówieniem do brzucha, to dostałam z nawiązką od całej mojej dwójki dziki wrzask rozszalałych Tygrysiaków 😉

Kiedy się wreszcie urodzi to dziecko?

Co ciekawe, dotykanie maminego brzuszka i liczenie kopniaków w ogóle nie interesuje moich starszych dzieci. O wiele bardziej interesuje je sprawdzanie co słychać u Anielki, czyli oglądanie zamieszczonych w sieci filmików o rozwoju maluszka.

Ciągle też pytają ile jeszcze muszą czekać na dzidziusia. Skrupulatnie odliczają dni do urodzin Matiego, bo wiedzą, że mniej więcej w tym samym czasie wypada mój termin porodu. W najbliższych planach mamy nawet wspólne przygotowanie kalendarza ciążowego i odliczanie na nim dni do pierwszego spotkania z Anielką.

Wyprawka i przygotowania na narodziny dzidziusia

Ostatni etap ciąży oraz kompletowanie wyprawki przeżywamy razem. Zarówno Mati jak i Gaba mają już pełną (mam nadzieję) świadomość tego, co się niedługo wydarzy.

Wspólnie wybieramy więc ręczniki, pieluchy i ubranka dla Anielki. Razem z Matim skręciliśmy leżaczek dla maluszka. Gaba ochoczo odkłada zabawki, którymi się nie bawi. Z zapałem kolekcjonuje lale, misie oraz grzechotki dla Anieli. Zachwycona zapachem oliwki dla niemowląt zapytała mnie nawet niedawno czy kupię taka samą dla Anielki, żeby też tak ładnie pachniała <3.

Nie mam pojęcia jak długo utrzyma się ten zachwyt i jaka będzie ich reakcja, gdy wrócę z ich nową siostrzyczką ze szpitala. Mam w głowie milion wątpliwości i obaw, ale też odrobinę nadziei, że nie będzie jednego wielkiego rozczarowania wiecznie głodnym i śpiącym dzidziusiem.

Wspaniale jest mieć poczucie, że już za kilka tygodni znowu będziemy mieć w domu maluszka. Tym razem wyczekanego przez wszystkich, a w szczególności przez dzieci. Naprawdę miło jest dzielić się tą radością z nimi.

Życzę takiej samej radości ze wspólnego oczekiwania na rodzeństwo każdej ciężarnej mamie. Trzymajcie się dzielnie!

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes