Uwaga, baba w ciąży jedzie!

baba-za-kierownica

Nigdy nie zgadzałam się ze stwierdzeniem, że kobieta za kierownicą to tragedia. Jeździłam bez problemu po obcych miastach, parkowałam w najciaśniejszych miejscach i czułam się za kółkiem jak ryba w wodzie. Do czasu, aż zaszłam w ciążę.

Ciąża ma do siebie to, że oprócz widocznych gołym okiem objawów, nie najlepszego samopoczucia i huśtawki nastrojów powoduje jeszcze ciążowe otępienie umysłowe. Zapominanie, zaburzenia koordynacji i orientacji w przestrzeni sprawiły, że nagle z dnia na dzień zatraciłam umiejętność parkowania. Podjeżdżałam na parking i traciłam rozeznanie w którą stronę powinnam zakręcić kierownicą, aby koła skręciły w pożądanym przeze mnie kierunku i ustawiły samochód w upatrzonym miejscu. Dramat.

Czułam się jak przygłup. Byłam przerażona i wściekła równocześnie, bo zachowywałam się jak z dowcipu, jak rasowa baba za kółkiem. Nagle zapalałam sympatią do tej wyśmiewanej kobiety za kierownicą. To przecież nie jej wina, że jedzie jak baba. Sama do niedawna nie miałam problemów z wciśnięciem auta w najmniejszą nawet lukę na parkingu, a tu nagle nawet zmiana pasa ruchu zaczęła sprawiać mi trudności.

Ciąża minęła, urodził się Mati i otępienie umysłowe odpuściło. Pozostał jednak brak koncentracji za kółkiem.

O czym myśli matka za kierownicą?

Pomijam sytuację, gdy niemowlę, zamiast spokojnie spać w swoim foteliku, drze się wniebogłosy, a Ty czujesz jak z Twoich piersi zaczyna płynąć mleko. Pomijam też sytuację, gdy dziecko za Twoimi plecami usilnie domaga się uwagi albo natychmiastowego podniesienia upuszczonego smoczka, który zniknął w czarnej dziurze pod fotelem pasażera bez szans na wydobycie. We wszystkich tych momentach sprawa jest oczywista: kobieta (matka) myśli tylko o dziecku. Nawet jeśli próbuje się skupić na prowadzeniu samochodu, to jej macierzyński instynkt skutecznie jej to utrudnia i nie pozostawia innego wyboru jak tylko zjechać na bok, żeby zająć się dzieckiem.

Weźmy jednak przypadek, kiedy kobieta – żona i matka w jednym – jedzie samochodem zupełnie sama i teoretycznie nic i nikt jej nie rozprasza. Otóż, gdy zostałam pełnoetatową panią domu i mamą, z przerażeniem odkryłam, że moje myśli podczas jazdy samochodem szybują wysoko wysoko ponad jezdnią. Ściślej mówiąc dryfują gdzieś w okolicach mojego domu…

Czy wyjęłam pranie z pralki? Czy mamy jeszcze zapas pieluch dla dziecka? Kiedy następna pora karmienia? Czy zdążę wrócić na czas? Co zrobić na obiad? Czy aby na pewno nie zapomniałam czegoś ważnego? Czy mój zapominalski mąż zapłacił ZUS i podatek? A czynsz? Gaz? Prąd?!

Nagle w tym natłoku myśli pojawia się olśnienie: Nie podlałam wczoraj kwiatków!!!!!!!!!!!!

Kobieta ewolucyjnie (nie)przystosowana

Czytałam kiedyś, że kobieta ewolucyjnie jest stworzona w taki sposób, że nawet w czasie seksu myśli o pracy, obiedzie i innych obowiązkach. Takie umiejętności zapewniały bezpieczeństwo, bo gdy mężczyzna skupiał się na jednym, to ona zauważała każde nawet najmniejsze niebezpieczeństwo.

Jeśli w czasie seksu kobieta myśli o milionie codziennych spraw, to o ilu rzeczach rozmyśla jadąc samochodem?!

Błagam, nie wściekacie się na kobiety, które nie ruszają od razu na zielonym. One w tym czasie są zajęte o wiele ważniejszymi sprawami, bo prawdopodobnie obmyślają właśnie plan zbawienia swojego małego świata – planują jak ogarnąć dom, uszczęśliwić całą rodzinę, o niczym nie zapomnieć i jeszcze dotrzeć do celu na czas.

To nie ich wina, że jeżdżą jak jeżdżą. To wina natury, która wymusza na nich nieustanną koncentrację na co najmniej kilkunastu rzeczach równocześnie. My, kobiety po prostu nie umiemy marnować czasu na czerwonym świetle. Dlatego też siedząc w aucie na środku skrzyżowania poprawiamy fryzurę i dokańczamy makijaż, a to, że czasami się zagapimy i ruszamy dopiero upomniane klaksonem przez innego kierowcę, to już zupełnie inna historia.

Nie wiem tylko czym usprawiedliwić to, że podczas samotnej wyprawy do miasta zepsułam auto. Nie, nie rozbiłam ani nie porysowałam. Po prostu zepsułam.

O tym jak zepsułam mężowi auto

Kiedy minęła już największa fala ciążowych nudności i stanęłam wreszcie na nogi, postanowiłam samodzielnie pojechać samochodem do Wielkiego Miasta. Zabrałam ze sobą torbę, a w niej leki przeciwwymiotne, moją przyjaciółkę miskę i inne akcesoria ratunkowe na wypadek nagłego zwrotu zawartości żołądka i powoli ruszyłam.

Jechałam bardzo ostrożnie, starając się maksymalnie skoncentrować na prowadzeniu auta. Byłam jak młody kierowca, który dopiero co odebrał prawo jazdy. Ani razu nie przekroczyłam limitu dopuszczalnego w terenie zabudowanym limitu prędkości, nawet w miejscach, gdzie jest to dozwolone. Nagle na pulpicie zapaliła się kontrolka, która za nic w świecie nie chciała zgasnąć. Przyśpieszałam, zwalniałam, hamowałam, a ona nic. Nadal uparcie świeciła, a na dodatek irytująco raziła mnie w oczy.

Przeczuwając poważną awarię zaparkowałam pod blokiem i po omacku wyszperałam ze schowka instrukcję obsługi samochodu. Diagnoza z podręcznika nie pozostawiała złudzeń: nastąpiła awaria systemu kontroli spalin i należy udać się do mechanika. Taaa… Na to, żeby jechać do mechanika to sama już wcześniej wpadłam. I to nawet mimo ciąży i zachowywania się za kółkiem jak BABA.

Tak to jest pożyczyć ciężarnej kobiecie samochód. Jak nie rozbije i nie zarysuje, to je… zepsuje!

PS. Na wszelki wypadek wysłałam do warsztatu męża. Bałam się pojechać tam sama.

Oto więcej historii Z pamiętnika brzuchatki:

Ciąża? Nie, dziękuję! – subiektywna lista dolegliwości, których można spodziewać się w ciąży
Przesądy w ciąży – nie daj się zaskoczyć!
Zaniedbane dzieci i chora mama – trudne początki ciąży to moja specjalność. Poznaj moją historię!
Radośnie rosnę w obwodzie – drugi trymestr ciąży i czego się po nim spodziewać
Trzeci trymestr ciąży – bezsenne noce, płaczliwość i inne opisane przypadki z życia brzuchatki.
Strach przed porodem – czy kolejny poród oznacza mniejszy strach?

  • No ja prawka nie mam, trzy razy egzamin oblałam. I nigdy nie nauczyłam się parkować, chociaż sama jazda szła mi bardo dobrze. Skoro już wtedy nie radziłam sobie z parkowaniem, to nie chcę myśleć co by było jakby mnie ktoś teraz (tj. 30tc.) posadził za kółkiem :D Mogłoby się skończyć tragedią :P

    • Spokojnie, znam dziewczyny, które właśnie w ciąży robiły prawo jazdy i zdały bez problemu! Za to jak one musiały dobrze parkować już po porodzie… ;)

  • Ja nie mam prawka, nie nadaję się do tego :) Niestety wielokrotnie podpadły mi kobiety za kierownicą :( Bardziej jednak jestem „uczulona” na kierowców BMW, zawsze coś nawywijają!

  • jezdze od kilkunastu lat, wszystko mi jedno czy kilkaset km czy kilka. Ale musze przyznac Ci 100% racji ze baba w ciazy za kierownica to tragedia i mowie tu wylacznie o sobie.

  • We mnie kiedyś wjechała kobieta, tzn. w moje auto, zupełnie, jakby nie widziała, że ja jadę, wyjechała z podporządkowanej prosto w moje auto. Wyskoczyłam i już chciałam na nią naskoczyć, atu widzę wysiada z ogromnym brzuchem i mówi mi, że właśnie do porodu jedzie, bo skurcze dostala!!!

  • Właśnie dlatego w ciąży na kilka miesięcy (ostatnich 4) odpuściłam sobie kierowanie.

    • Ja po wczorajszym niespodziewanym ataku rwy kulszowej też sobie całkowicie odpuszczę.

  • Aniczka

    Ha ha… Ciążowe otępienie umysłowe – dokładnie tak samo to nazwałam :D

  • Ja muszę powiedzieć: jak byłam w ciąży nie nadawałam się za kierownicę.
    Koncentracja > znikoma
    Wzrok > jakiś lichy
    Brzuch > oparty na kierownicę
    Sprzęgło > za daleko.

    Przejeżdżałam w skrajnych wypadkach tylko do 1,5 km max do teściowej, po prostej drodze na wsi. Wyjazd do miasta mocno mnie stresował, ale zdarzało się gdy wyjścia innego nie było.

    Jeszcze po porodzie za kierownicę nie wsiadłam, ale czuję, że będzie zdecydowanie lepiej :)

    • Brzuch > zdecydowanie mniejszy
      Sprzęgło > bliżej
      Wzrok i koncentracja > z czasem wrócą do dawnego poziomu

      Będzie o niebo lepiej!

  • haha…mialam podobnie…zwolnione myslenie ;)