Pola Chwały – Niepołomice 2015

rycerz

W miniony weekend postanowiliśmy zrobić przyjemność Matiemu, który od dawna lubi wszystko co „żołnierskie” i wybraliśmy się do Niepołomic gdzie odbywała się właśnie rycersko-żołnierska impreza Pola Chwały.

Pola Chwały to cykliczna impreza podczas której można poczuć ducha minionych epok. Obok prezentacji starych wojskowych mundurów, pokazów bojowych i turniejowych rozgrywek na planszówkach można tam znaleźć również sporo atrakcji dla dzieci. Co tu dużo mówić, Pola Chwały zrobiły na nas wszystkich ogromne wrażenie, choć tak naprawdę ani trochę nie jesteśmy pasjonatami historii czy militariów. Oczywiście poza Matim.
żołnierze maszerują

parada żołnierzy

dama dworu

Pola chwały czyli wszystkie epoki w jednym miejscu

Pola Chwały w Niepołomicach to przegląd niemalże wszystkich strojów żołnierskich w jednym miejscu i czasie – od Starożytnego Rzymu aż po najnowsze mundury żołnierzy XX wieku. Przemarsz uczestników w strojach z różnych epok to niecodzienne spotkanie z historią wojska, ale także i ze średniowieczną kulturą rycerską.

Nie jest to jednak impreza wyłącznie dla dużych i małych chłopców, bo dziewczynki także znajdą tu coś dla siebie. Patrząc na pięknie zdobione suknie dam dworu aż żal mi się zrobiło, że teraz już nikt nie chodzi w takich strojach. Co z tego, że są nie wygodne skoro są takie piękne?

Kącik pazia czy szkoła rycerska czyli główne atrakcje przygotowane z myślą o dzieciach to tylko z pozoru męskie miejsca, bo tak naprawdę Gabrysia bez trudu znalazła tam sobie ciekawe zajęcie. Dekorowanie korony królewskiej, wspólne malowanie zamku, wyplatanie bransoletek dla dam dworu to tylko kilka z atrakcji dla dzieci, które pochłonęły nasze Tygrysiaki bez reszty.

bęben wojenny

malowanie twarzy króla

malowanie

malowany zamek

Jak to zwykle bywa w takich wypadkach, największą frajdę dzieciaki mają z tego, co same odkryją. Jednym razem jest to koparka podczas wycieczki do zoo, a innym razem… wielka armata, która równie dobrze może służyć za zjeżdżalnię. Kto by pomyślał, że podczas gdy na całym Zamku i w jego okolicy dzieją się tak fascynujące rzeczy, dzieciom najbardziej do gustu przypadnie zjeżdżanie po lufie (czy jak się to tam nazywa) armaty.

dziewczynka przy armacie

Niestety nie mamy więcej zdjęć z tego wydarzenia raczej, bo musiałam zaniechać realizacji swej blogerskiej obsesji fotografowania wszystkiego co żyje i pilnować, by Gabina nie zrobiła sobie krzywdy. TT w tym czasie zwiedzał podziemia Zamku i zgłębiał tajniki gier warmingowych – cokolwiek to znaczy.

Rekonstrukcja bitwy z II wojny światowej

Pola Chwały to także pokazy specjalne grup rekonstrukcyjnych czyli to, co nam się spodobało najbardziej!

Do tej pory rekonstrukcje bitew kojarzyły mi się z rozrywką dla mężczyzn szukających silnych wrażeń. Ewentualnie z plenerową lekcją historii, z której ja sama zapewne nie wyniosłabym kompletnie nic. Jednak to, co zobaczyłam na Polach Chwały przeszło moje najśmielsze oczekiwania i muszę przyznać, że łyknęłam historycznego bakcyla.

W rekonstrukcji widzieliśmy starcie oddziału radzieckiego z niemieckim podczas którego wybuchały ładunki, a żołnierze strzelali do siebie niemal bez przerwy. Ponieważ żadna ze stron nie chciała odpuścić do akcji wkroczył również czołg, który zniszczył niemieckie zasieki. Emocje na widowni, które temu towarzyszyły były tak ogromne, że większe dzieci trudno było utrzymać na miejscu, a te mniejsze jak nasza Gabinka zaczęły płakać i trudno je było uspokoić. Widowisko było jednak na tyle interesujące, że zapłakana Gabcia ukryta pod maminą kurtką co chwilę wystawiała nosa żeby sobie popatrzeć ;)

Rekonstrukcja bitwy z II wojny światowej - wybuchy

Rekonstrukcja bitwy z II wojny światowej - czołg

Rekonstrukcja bitwy z II wojny światowej - przegrana

Rekonstrukcja bitwy z II wojny światowej - po bitwie

Niepołomice – gdzie dobrze i tanio zjeść

Jak to zwykle podczas całodziennych wycieczek bywa zapas kanapek zniknął w mgnieniu oka, a nasze przepastne żołądki nadal domagały się jadła. Postanowiliśmy więc pójść w stronę niepołomickiego rynku, gdzie widzieliśmy rozstawione w słońcu restauracyjne stoliki. Niestety po przybyciu na miejsce okazało się, że stoliki owszem są, ale jak można się tego było spodziewać wszystkie solidarnie zajęte. Grrr…

Co więc robić? TT błysnął intelektem i zaczepił pierwszą mijającą nas kobietę pytając o inną jadłodajnię w okolicy. Pani na szczęście okazała się miejscowa i po chwili zastanowienia poleciła nam jedną restaurację w okolicy cmentarza. W sumie „poleciła” to za wiele powiedziane, bo wyraziła otwarcie swoje obawy, że możemy tam nie trafić.

Ale jak to? My? Nie trafić? Do restauracji Joanna, która jest za cmentarzem???

Jasne, że trafimy! Tym bardziej, że usłyszeliśmy najlepszą z możliwych rekomendacji czyli „dzieci też tam zjedzą, bo oni mają dobre jedzenie„. Wow! Miejscowa kobieta mówi, że jedzenie jest dobre i nadaje się dla dzieci – rzadkość!

Minęliśmy więc kościół i zaczęliśmy się rozglądać za cmentarzem – wszak w pobliżu każdego starego kościoła jest cmentarz. Miny nam lekko zrzedły jak zobaczyliśmy znak „Cmentarz 500m”. Przy kolejnym znaku „Cmentarz 400m” zwątpiłam, bo szliśmy już wystarczająco długo, by Mati wylał już wszystkie swoje żale (miały być lody, a nie ma!!!!), a tu ani cmentarza, ani nawet tej nieszczęsnej restauracji…

Na szczęście po chwili zobaczyliśmy i jedno i drugie. I wiecie co?

To był najtańszy i najlepszy obiad jaki jedliśmy, w dodatku zjedzony w ładnym ogrodzie z placem zabaw i oczkiem wodnym. Wróciliśmy stamtąd nie tylko z pełnymi brzuchami, ale i kieszeniami, woreczkami i pudełkami pełnymi… kasztanów ;)


Mati zbiera kasztany

kasztany na trawie

 

PS. Jeśli tylko macie okazję, to pakujcie się do samochodu, bierzcie jedzenie, picie i dzieciaki i… jedźcie obejrzeć historię na własne oczy. Najbliższa okazja w okolicach Krakowa czyli rekonstrukcja bitwy pod Chocimiem na Zamku w Nowym Wiśniczu będzie już w najbliższy weekend (3-4 X 2015) .