Do żłobka czas już iść

Jestem okropną, wyrodną matką. Dlaczego? Bo jestem matką, która wypycha z domu maleńkie dziecko i posyła je do żłobka.

Taką reakcję wyczuwam za każdym razem gdy w rozmowie wychodzi na jaw, że moje dzieci są żłobkowe. Oczywiście nikt nie mówi tego głośno, bo zwykle pada jedynie pytanie czy nie za wcześnie się zdecydowaliśmy na TAKI krok. Jasne, dziecko ma półtora roku, a wszystkim nadal się wydaje, że ja jeszcze jestem w połogu.

„Biedactwo” – to druga reakcja, ale czy uzasadniona, to już musicie się sami przekonać czytając ten post.

Gaba macha ręką

Idę do dzieci!!!

Mama na studia, Mati do żłobka

Pierwszy raz zrobiłam to po to, by wrócić na studia.

Poprzewracało mi się głowie, bo zamiast zostawić dziecko z babcią oddałam je obcym ludziom. Miałam już jednak dość ciągłego łatania opieki nad Matim. Nie było jakoś bardzo ciężko przez pierwszy rok, bo osób do opieki nie brakowało, ale nagle okazało się, że będę mieć więcej zajęć.

Mieliśmy na miejscu moją mamę, która przed pracą albo po pracy mogła zająć się wnukiem. Mój mąż miał nieregularne godziny pracy, więc zwykle mógł dostosować sobie grafik do mojego planu zajęć. Sama mogłam też opuścić jakiś wykład, urwać się wcześniej z ćwiczeń… No i była też na miejscu moja babcia, która choć ciągle narzeka na bóle tu czy tam, to tak naprawdę jest ciągle na chodzie i to szybszym niż ja w piątym miesiącu ciąży. Serio.
Mimo wszystko takie ciągłe zmienianie się i umawianie na bieżąco było niezwykle męczące. Postanowiłam więc posłać Macia do żłobka.
Zadzwoniłam więc, umówiłam się na następny dzień na „oględziny” i się zaczęło…

Gaba myśli

Co to będzie? Co to będzie? Mati z dzieciarnią dziś będzie!

Mati w żłobku, mama w rozpaczy

Pierwszy raz poszliśmy do żłobka z zamiarem zaznajomienia, oswojenia Macia z nowym miejscem i sytuacją. Zakładałam, że zostaniemy tak około 2 godziny i po tym czasie wrócimy do domu. Mati miał wtedy półtora roku i nie chciałam go puszczać od razu na głęboką wodę pozostawiając go samego w obcym miejscu.
Wizyta w żłobku przebiegała dokładnie tak jak to sobie wyobrażałam. Przyszliśmy, pobawiliśmy się wspólnie z innymi dziećmi. Na początku Mati był trochę onieśmielony, ale z czasem coraz bardziej mu się podobało. Po drugim śniadaniu przyszedł czas na drzemkę i gdy panie rozkładały leżaczki, stało się coś co wywróciło mój świat.
Mati najzwyczajniej w świecie zajął jeden z leżaczków, a na moje wołanie odpowiedział jedynie kręceniem głową. Chciał zostać!

Mój mały, najukochańszy na świecie synek chciał zostać!!!

Cóż mogłam zrobić? Pobiegłam szybko do domu i przyniosłam mu poduszkę i kołderkę z łóżeczka.

Wróciłam do domu, usiadłam i się rozpłakałam.

Gabrysia zakrywa twarz ręką

Mama, nie rób wiochy!

Nie bałam się o niego. Nie bałam się, że zostawiłam moje dziecko z obcymi ludźmi (choć przecież tak właśnie było). Płakałam, bo uświadomiłam sobie, że moje dziecko jest już takie samodzielne. Byłam z niego dumna, ale równocześnie smutna, że już nie jestem mu niezbędna.Ciężko mi było wytrwać kilka godzin bez niego. Miałam ochotę biec do żłobka. Odebrać im moje ukochane, malutkie dziecko.

To co się zdarzyło przy odbieraniu było jeszcze gorsze. Mati chwycił się płotu i nie chciał wracać. Chciał do dzieci. Odczepiałam go w jednym miejscu, a on z wrzaskiem chwytał się w innym. Przestawał się drzeć dopiero jak szłam z powrotem w stronę żłobka powtarzając jak mantrę „do dzieci, do dzieci…”.
Kilka razy zdarzyło się, że siedzieliśmy i czekaliśmy aż wszystkie dzieci zostaną zabrane i dopiero wtedy wracaliśmy. Cóż, nie zawsze miałam ochotę się z nim szarpać.

Gabrysia się śmieje

Ha ha ha… Ale ją zrobił!

Gabcia idzie do żłobka

Na początku kwietnia do tego samego żłobka posłałam naszą Gabcię.
Tak jak i za pierwszym razem, była to nasza spontaniczna decyzja. Pojechaliśmy założyć podanie do przedszkola do którego planowaliśmy posłać od września Mateusza, ale na miejscu okazało się, że może pójść od zaraz, bo mają wolne miejsce. Idąc za ciosem zadzwoniłam do żłobka i zapytałam czy nie znalazłoby się miejsce dla Gaby. Mieliśmy szczęście, bo akurat ktoś zrezygnował.
Jak wyglądała adaptacja do żłobka w przypadku Gabci? Otóż w ogóle nie wyglądała… Przyszłyśmy, rozebrałyśmy się i Gabcia poszła do dzieci. Stałam jak głupia w korytarzu i zastanawiałam się co mam zrobić. Postanowiłam poczekać, bo może jeszcze się zorientuje, że została sama… Może jeszcze się rozpłacze? Zatęskni za mamą? Usiadłam schowana w pomieszczeniu socjalnym i czekałam.
Po 20 minutach przyszła ciocia Madzia i powiedziała, że moje dziecko ma śliczne kucyki.

– Moja Gaba?! Kucyki? Ale jak to? Przecież ona zawsze rozwala kucyki?
– Ale nie rozwaliła. 1-0 dla mnie! ;)

Poszłam zobaczyć. Moja córa siedziała z kucykami na głowie i zajadała chrupki. Na mój widok pomachała mi ręką i wróciła do chrupek. Nie pytałam czy chce zostać żeby się nie błaźnić. Wiadomo, że chce. W domu nie ma takich dobrych chrupek ;)

Gaba z platiskowym widelcem

Gabrysia w żłobku je tylko raz. Z małą przerwą na spanie.

Wróciłam do domu bliska płaczu.

Może ja jestem jakąś wyrodną matką, że moje dzieci ani trochę nie są ze mną związane? Niby dobrze, że idą w świat bez cyrku i wrzasku, ale żeby aż tak lekko? Czułam jak powoli dopada mnie nieznośna lekkość bytu… Poszło tak łatwo, że aż trudno było mi to wytrzymać.

Po chwili dostaję wiadomość – zdjęcie śpiącej Gaby. Nieodrodna siostrzyczka Matusia poszła w świat bez mruknięcia. Oddycham z ulgą i biorę się do pracy. Wolę nie myśleć co będzie przy powrocie do domu.

Na szczęście Gaba, w przeciwieństwie do Macia, chciała wracać. Ucieszyła się, że już po nią przyszłam. Rzuciła mi się na szyję i z radością wróciła do domu. Dzięki Bogu, bo choć nie byłby to pierwszy raz, to nie wiem jak zniosłabym ponowną walkę z dzieckiem uczepionym żłobkowego płotu.

Gabrysia płacze

Płaczę tylko wtedy jak ktoś zabierze mi lizaka.

 

Zobacz także:

Przedszkole-baner

Podobało się? Podziel się tym wpisem z innymi!

  • Mam nadzieję, że u mnie też pójdzie łatwo. Nawet niech nie chce wracać do domu, ważne, aby się dobrze czuł. A żłobek prywatny? Czy udało Ci się tak z publicznym? Może podzwonię i popytam, czy jakieś miejsca się nie zwolniły… Ale my idziemy dopiero za 2 miesiące i nie wiem, czy teraz to ma sens.

    • Prywatny. Publiczny jest u nas tylko jeden i w praktyce jest nawet do 30 dzieci w grupie. W prywatnym dzieci jest max. 15 i przez to dużo rzadziej chorują. No i nie trzeba składać podania pół roku wcześniej ;)

      • Czyli spokojnie mogę zapisać nas z marszu do prywatnego? Nie muszę zapisywać miesiąc wcześniej? O publicznym nie marzę, a mam bardzo dobry pod domem. Non stop ich mamy męczą, czy miejsca nie ma. Poza tym, my zapiszemy się na góra 2 miesiące, bo później przyjadą dziadkowie. Takie 2 miesiące niestety mogą wiele zmienić i jestem w stresie.

      • Wydaje mi się, że najlepiej będzie jak się zorientujesz na miejscu czy prowadzą jakieś wcześniejsze zapisy, bo mogą mieć listę oczekujących. Nam się udało praktycznie z marszu zapisać i do żłobka i do przedszkola, ale w żłobku mieliśmy szczęście, bo Gaba miała tam iść dopiero od września z braku miejsca.

      • Franio ma 8 w grupie i tak wszystkie ciągle chore.

  • Tak to jest najgorsze w żłobku, że nasze dziecko staje się samodzielne i przestaje nas potrzebować ;) mi ostatnio Franek złamał serce, gdy wpadliśmy na chwilę do żłobka po jego rzeczy (jak zawsze był chory) a on od razu rączki do cioci, żeby go zabrała ;(

  • My we wrześniu do przedszkola dajemy Eryka, to będzie w sumie nasze takie pierwsze zostawienie dziecka z obcymi ludźmi, a z Lilą to babcia będzie, a mama na pół etatu, kurcze podziwiam naprawdę, ja jak tylko pomyślę o żłobku to mi gorzej, bo sobie tego w ogóle nie mogę wyobrazić, Eryk nie był więc pewnie trudniej by mi było dać Lilkę, szczególnie że ona jakoś strasznie do mnie przywiązana

    • Jeżeli tylko macie taką możliwość, żeby babcia pilnowała Lilkę, to korzystajcie. Nie ma to jak własna babcia, która może się zająć wnusią. To fantastycznie sprzyja tworzeniu więzi, która zostaje potem na całe życie. Wiem co mówię, bo sama siedziałam w domu z babcią i nie zamieniłabym tego na nic innego. Wspólne gotowanie obiadu i robienie prania z babcia to najlepsza zabawa na świecie ;)

  • Powiem tylko tyle, że dzieci wychowywane w żłobkach stają się szybciej samodzielne niż pod opieką babci :-) fajnie, że nie było problemu z dziećmi. Mnie byłoby troszkę szkoda, ale jeśli nie miałabym wyboru to też posłałabym do żłobka. Na razie jestem w domu i mogę się opiekować Kubusiem :-)

    • Oj szybciej, szybciej. Widzę to każdego dnia gdy przychodzę po Gabę. Bardzo szybko pojęła, że w żłobku panują inne zwyczaje niż w domu i ciągle to wykorzystuje. W żłobku jest grzeczna, niczego nie wymusza, chodzi z chustką na głowie i korzysta z nocnika. W domu bije wszystkich, leży z wrzaskiem na podłodze i nie daje się karmić tylko chce jeść sama = brudzi i rozrzuca jedzenie po całej kuchni.
      W żłobku anioł, przy rodzicach demon.

  • Szczerze powiem, że zazdroszczę takich doświadczeń :D

    • Ja sobie nie zazdroszczę, bo to mnie było najtrudniej. Ale dzieciaki spisały się na medal, to fakt.

      • Pewnie jeszcze gorzej jest mamie, gdy musi zostawić płaczące, przerażone dzieci. Z tego względu zazdroszczę :)

  • Pingback: Nowy żłobek - wrażenia po zebraniu - Blog Parentingowy Tygrysiaki.pl()

  • No tym wpisem dajesz mi nadzieję :) Oby mój Igor zareagował identycznie jak Twoje maluchy :)

  • Pingback: Worek na buty dla przedszkolaka - inspiracje - Blog Parentingowy Tygrysiaki.pl()

  • Pingback: 5 typów matki - Blog Parentingowy Tygrysiaki.pl()

  • Pingback: Niania, babcia czy żłobek? - Blog Parentingowy Tygrysiaki.pl()

  • Chciałabym, żeby u nas były dokładnie takie same początki ;) Dodałaś mi tym wpisem otuchy :)

  • Wow! Naprawdę dzieciaki cud!! Potem też było tak dobrze? ;)

    • Tak. Gabie czasem zdarza się wymyślać, że chce zostać w domu albo nie lubi którejś pani i z tego powodu nie chce wejść do przedszkola, ale to raczej sporadyczne przypadki. Najgorzej było w wakacje jak płakała, że ona chce rano pójść do dzieci, bo lubi już wszystkie ciocie ;)

  • Pingback: Podsumowanie pierwszego roku na blogu - Blog Parentingowy Tygrysiaki.pl()

  • Pingback: Urlop macierzyński 2016 - Blog Parentingowy Tygrysiaki.pl()