Nowy żłobek – wrażenia po zebraniu

zabawa-zlobek

Pamiętacie mój entuzjastyczny post o żłobku? Niestety złoty czas naszego żłobka dobiegł końca. Właścicielka Chatki Kilkulatka przeprowadza się. Od 1. czerwca (poniedziałek) zaproponowano nam w zamian nowego właściciela w nowym lokalu… Dziś byłam w nowym żłobku na zebraniu, które opuściłam w połowie z myślą: Ja mojej Gabrychy tam nie puszczę!

A oto powody. Popełnili chyba wszystkie grzechy główne.

1. Przygotowanie żłobka na przyjęcie dzieci

Jest środa 27.05.2015. Dzieci mają być od poniedziałku w żłobku, a lokal stoi po staremu. Lokal, który 2 lata temu służył za przedszkole, ma być dostosowany do potrzeb żłobka. Tymczasem zarówno meble jak i zabawki są przedszkolne. Po tym jak 2 lata temu przeniesiono stamtąd przedszkole do nowego lokalu, tak wszystko zostało po staremu, bez pomysłu na zmiany i dostosowanie otoczenia dla potrzeb żłobka. Nawet planu dnia nie mają. Nowe opiekunki wiedzą o nim tyle, że nie zmienią planu dnia, bo dzieci już do niego przywykły. Dopiero za 5. razem udaje się cokolwiek z nich wyciągnąć na temat tego, co zamierzają właściwie robić z naszymi dziećmi. Czyli zabawa w sali, leżakowanie i angielski.

Spodziewałam się, że my – rodzice – zostaniemy oczarowani ofertą, a tu nic. Właściciel przejmujący interes widocznie wyszedł z założenia, że rodzice i tak nie mają wyboru i poślą swoje bezcenne dzieci do nowego żłobka tak czy siak. Ewentualnie trochę się naobiecuje i jakoś to będzie.

2. Kompetencje opiekunek

Ciocię Asię znam ze starego żłobka i wiem, że kocha dzieci, a dzieci kochają ją. Doskonale wiem, że jest warta każdego kamyka przyniesionego jej przez mojego syna. Ale co z resztą?

Pani brunetka jest pedagogiem. Tyle, że ona tam tylko dyrektoruje i nie będzie zajmowała się dziećmi. Ma wykształcenie, więc nie musi wycierać smarków i zmieniać pieluch?

Pani blondynka została nam przedstawiona jako pani od spraw administracyjno-finansowych. Miała ściągać czesne od rodziców, a będzie pilnowała naszych dzieci, bo właśnie wróciła z macierzyńskiego i jest na bieżąco. Hahaha…

3. Żłobkowy plac zabaw

Plac zabaw jest, ale w opłakanym stanie. Żona właściciela obiecuje remont, ale przez cały czerwiec dzieci nie będą wychodziły na zewnątrz. Nie sądziłam, że usunięcie starego sprzętu, wstawienie nowego dla mniejszych dzieci i ogrodzenie wybiegu może trwać miesiąc. Ale niech im będzie, bo może to i lepiej żeby siedziały w środku.

Jak już będą wychodziły, to będzie jeszcze ciekawiej, bo dzieci najpierw będą musiały zejść po schodach, potem przejść przez parking. W tym samym budynku jest przychodnia weterynaryjna, więc ruch jest niemały… No, ze 3 panie musiałyby ogarnąć te wszystkie dzieciaki jak nic.

4. Ilość opiekunek

A tymczasem… nie wiadomo ile będzie opiekunek. Według przepisów 1 pani wystarczy na 8 dzieci. Dzieci mogą przyjąć 16 i wtedy pewnie będą 3 opiekunki, choć to jeszcze zależy od ilości dzieci. Konkretnej liczby dzieci, która skłoni właściciela do zatrudnienia trzeciej opiekunki brak.

No, ale przecież nawet jak jest zapisanych 16 dzieci, to część z nich choruje i nigdy nie ma wszystkich, więc nie ma się czym przejmować – słyszymy na zebraniu.

Jasne, najwyżej zrobią przeciąg, żeby któreś się rozchorowało, co by było ich mniej ;)

5. Wyżywienie

Opcja 1:
Robimy sami. Śniadanie do pudełka, zupa do termosu. Będzie (jeszcze nie ma, ale będzie) lodówka, a nawet mikrofalówka. Zresztą termosy teraz takie dobre robią, że nie trzeba nic podgrzewać!

Opcja 2:
Catering od firmy przygotowującej posiłki do żłobków. Na poniedziałek mogą być gotowe przykładowe jadłospisy. Przygotowywane przez dietetyka po konsultacji ze stomatologiem – to taki bajer po to, żeby odciągnąć uwagę od tego, że nasze dzieci nie będą miały co jeść w poniedziałek. Oczywiście poza zupą z termosa, bo mikrofala do podgrzania jedzenia też nie wiadomo kiedy się pojawi.

W Chatce posiłki były gotowane na miejscu, a po wejściu do żłobka pachniało domowym obiadem. Dzieciaki miały wszystkiego pod dostatkiem, rosły jak na drożdżach i nawet mój chudy Mateuszek miał na ich diecie urocze fałdki. No dobra, przesadziłam: wspomnienie fałdek ;)

6. Ubezpieczenie dzieci

O, tu się działo! Po pierwsze rodzice pokrywają szkody jak dziecko rzuci złośliwie zabawką w szybę i ją rozbije, bo ubezpieczyciel nie pokrywa szkód zrobionych umyślnie. Na Boga, mówimy tu o dzieciach w żłobku! W żłobku! Dziecko w żłobku nie wie co się stanie jak rzuci zabawką w szybę. Zresztą to opiekunka, a nie rodzic odpowiada za to co robi dziecko pozostawione w żłobku.

Weźmy jednak przykład z życia podany przez nowe opiekunki.

Jakiś chłopiec wydrapał palcem dziurę w ścianie. Sorki, dwie dziury. Na tyle pokaźne, że ojciec przyszedł i je załatał żeby za nie nie płacić. Właściciele poszli mu na rękę i sami pomalowali łatki. Brawo! Brawo dla chłopca, że dał radę palcem zrobić dziurę zanim opiekunka zauważyła. A może opiekunka wcale nie patrzyła co on robi? A może wcale się nim nie zajmowała???

Mnie się wydaje, że płacę za opiekę nad dzieckiem, a nie za pilnowanie go. To zasadnicza różnica. Dziecko ma mieć zapewnione kreatywne środowisko do rozwoju, a nie być oddawane przechowalni zbędnego bagażu.

Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz. Kto i za co będzie płacił, jak moja córka wdrapie się na szafkę i przewróci ją na siebie. Czy dostanę odszkodowanie za uszkodzenie dziecka czy też będę musiała zapłacić za szafkę?

Czy opiekunki mają ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej? Odpowiedzi brak, bo zna ją tylko właściciel, którego również brak. Spryciarz wysłał w zastępstwie żonę :) Co go niestety jeszcze bardziej pogrąża, zwłaszcza, że sami wyznaczyli termin zebrania.

7. Zajęcia dodatkowe

Angielski w cenie, w formie zabawy żeby się coś działo – moje zdanie w tym temacie znacie, a jak nie znacie, to zapraszam: Język angielski w przedszkolu.

Dodatkowo płatna logo-rytmika. 30 złotych za miesiąc lub 7 zł za jedne zajęcia – nie kumam ich logiki, ale może Wy kumacie która wersja jest tańsza? Zajęcia są dla całej grupy, a co robią w tym czasie pozostałe dzieci? Coś innego. W sali o powierzchni około 20m2 będzie to niezły wyczyn żeby podzielić 16 maluchów na dwie grupy. Czyli praktycznie nie ma wyboru – wszyscy albo nikt.

8. Umowa

Termin zgłoszenia dziecka do piątku, wtedy też pasowałoby podpisać umowę. W ciemno. Bo co widać dzisiaj? Lokal niedostosowany do małych dzieci,  niewiadoma ilość kompetentnych opiekunek, perspektywa wakacji w zamkniętym pomieszczeniu, brak cateringu w pierwszych dniach. Kiedy mają nastąpić zmiany w lokalu? W weekend.

Na umowie oczywiście same wymagania, a korzyści dla rodziców w postaci gwarancji – zero.

Ogólne wrażenie

Nie wiemy jak prowadzić żłobek, ale chętnie na tym zarobimy – tak bym to podsumowała jednym zdaniem.

Być może będzie dobrze, być może wszystko się rozkręci i będzie hulało. Jednak na chwilę obecną żłobek nie jest nawet w powijakach. I nic tu nie zmieni przewiezienie zabawek i mebli ze starego żłobka. Brak zaangażowania i przygotowania widać na kilometr.

W takich chwilach cieszę się, że jesteśmy niezależni. Pracujemy w domu, każde na własny rachunek i możemy sobie pozwolić na rezygnację ze żłobka. Przeorganizujemy się z pracą do czasu znalezienia nowego żłobka. Nawet jak się żaden sensowny nie znajdzie, to i tak sobie damy radę.

  • Kasia B.

    zatkalo mnie.
    na ich miejscu wstydziłabym się oferować rodzicom taki żłobek. maja dzieci..? jezeli tak to jeszcze wiekszy wstyd..

    • Z nowej ekipy chyba tylko ta pani po macierzyńskim ma dzieci. Dziś w starym żłobku dowiedziałam się, że oprócz nas jeszcze tylko jedni rodzice nie są zdecydowani. Reszta nie miała wyjścia albo sądząc po ich minach wszystko będzie lepsze od dziecka w domu – podejście tych matek, które nie pracują, bo są w ciąży/na macierzyńskim.

  • Pistacia

    No ładnie… Mnie, jako pedagoga, bardzo boli (chociaż może za dużo powiedziane), że zatrudnia się Panie bez wykształcenia albo po kilkugodzinnym kursie z dodaniem „ale ona kocha dzieci”. A ja co już ich nie uwielbiam bo studia skończyłam? W swoim życiu miałam takie przypadki…Na początku mej drogi miałam pracować w ośrodku dla chorych dzieci. Nie zostałam przyjęta, mimo, że Pani psycholog mnie chciała, ponieważ jestem jedynaczką! A konkurentka może i nie ma wykształcenia ale ma rodzeństwo więc musi zarabiać, a mi mogą rodzice pomóc!!! Normalnie strzał na twarz… Dodam, że kończyłam studia zaocznie aby właśnie móc pracować i łapać już doświadczenie. Inny przypadek o wiele lżejszy ale pokazujący problem. Szukano długo opiekunki w żłobku koło mojego domu. Napisałam i cisza. Nawet dzwoniłam z zapytaniem ale forma odebrania telefonu jak i rozmowa – tragedia, zero profesjonalizmu. Jakbym do jakieś speluny zadzwoniła. Nie nadawałam się – trudno. Okazało się, że dziećmi opiekuje się właścicielka. Wykształcenie ekonomiczne ale jak podkreśla jest mamą. Inna pani po kurskie, który można zrobić w parę godzin. Szok, co się dzieje! Może w tym tkwi problem – ludzie którzy mają pojęcie często zastanawiają się jak to będzie, a inny otwierają przechowywalnie i idą na żywioł bo g… wiedzą.

    CO do języków zgodzę się z Tobą. Czasem jak zerkam na oferty żłobków to zastanawiam się jak rodzice mogę się na to nabierać;) Tańce, języki …. często brak wykształconej kadry… Szkoda gadać.

    • Szkoda, że nie napisałaś o pensjach. Najniższa krajowa albo umowa na kawałek etatu, ewentualnie bez umowy za 1000 złotych czyli równowartość czesnego za 1-2 dzieci :) Nic dziwnego, że poziom jest jaki jest przy takim podejściu.
      Po wstępnym rozeznaniu terenu widzę, że innego dobrego żłobka w naszym mieście brak.

      • Pistacia

        Jeśli o pensje chodzi to szkoda gadać. Lubię to co robię ale prawda jest taka, że teraz każdy może otworzyć taki pkt. Do dziś pamiętam babeczkę, która chciała aby u niej pracować za 500zł! Początkowo miesiąc próbny, a nagle po nim kombinacje z umową – chciała aby pracować na czarno ale nie umiała powiedzieć tego wprost!! Nie był to cały etat ale mimo wszystko… 7zł/h przy naprawdę małej ilości godzin to jest śmiech na sali. Szczególnie, że godzin miało być tyle aby pensja oscylowała w granicach min. 800zł. Wiem, że nie jest to i tak super wynagrodzenie ale akurat wtedy mogłam sobie pozwolić na pracę w mniejszym wymiarze godzin. Oczekiwanie, że ciągle będzie się przychodzić na otwarcie żłobka (bo ona chce dłużej pospać). Czasem umawianie się z rodzicem na jeszcze wcześniejsze otwarcie i mamienie dziewczyn, że będą z tego profity ale jak się okazało chyba do jej kieszeni. Dodam, że za niektóre dzieci brała 900zł! Przy mojej „wypłacie” (520zł) powiedziała, że nie ma 20zł więc da mi później (taaaa)… Komedia. Uciekłam do innej placówki gdzie miałam powyżej 10zł/h. Umowę zlecenie ale opłacane składki w tym możliwość opłacenia składki chorobowej. I chyba dobrze bo pojawiło się dziecko więc miałam świadczenia (możliwość płatnego zwolnienia + zasiłek macierzyński). Chociaż i tam chciano mnie wyrzucić ale mając na papierze za porozumieniem stron czego nie zrobiłam za radą radcy prawnego. Tutaj góra również pławiła się w sporej kasie. Na szczęście okazało się, że pewna osoba chciała się wykazać przed górą, która nie naciskała abym rozwiązała umowę.

        Można opowiadać i opowiadać co się wyprawia. Często chcą wykształconą, doświadczoną, oddaną babeczkę ale za max 1100 na umowie zlecenie lub o dzieło.

        Pamiętam gdy pomagałam koleżance szukać pracy. Była oferta w prywatnym pkt przedszkolnym. Oczekiwania kosmiczne – doświadczenie najlepiej min. 5lat w szkole i przedszkolu, prowadzenie całej dokumentacji przedszkola, język angielski biegły (najlepiej udokumentowane), wysokie umiejętności muzyczne i plastyczne. Z tego co pamiętam praca ok. 6-8h dziennie. Umowa o dzieło 600zł:P Za dziecko mają ok. 500-600zł.

        Dodam jeszcze aby być uważnym w kwestii chwalenia: stosujemy metody Dobrego Startu, Metody Montesorri, Metody Ruchu Rozwojowego wg. W. Sherborne – jeśli stosują to niech pokazują papiery. Oczywiście podczas kształcenia pojawiają się informacje o ww. Jest literatura do kupienia. Jednak osoby, które chwalą się stosowaniem ww. metod powinny mieć ukończony oddzielny kurs po którym dostają papiery gwarantujące, że ktoś doszkolił się w tej kwestii, a nie jest samozwańczym specjalistą, który rzuca hasełkami bo Pani na wykładzie X lat temu poświęciła danej metodzie 30minut. Nie są to kursy, które wszędzie można zrobić – Montesorii – Warszawa (jeśli dobrze pamiętam), dwa pozostałe robi profesor Bogdanowicz ze swoją świtą gł. w Gdańsku (ale mają też sesje wyjazdowe).

        To się rozpisałam:D

      • No to się rozpisałaś ;)
        Dzięki serdeczne za takie cenne komentarze, bo niewielu rodziców wie jak to wygląda z drugiej strony i dlaczego jest jak jest. Osobiście zwracam uwagę na dyplomy, a zaangażowanie kadry oceniam na podstawie udziału w konkursach – jeśli są sprzed kilku lat, to wnioskuję, że teraz spoczęli na laurach.

  • O matko.. przeraża mnie coś takiego. Igor ma 16 miesięcy obecnie, a za jakieś 3 planuję posłać go do żłobka z racji tego, że się przeprowadzamy. Na razie mamy nianię, która się super sprawdza, ale na samą myśl o zmianie boli mnie brzuch :(

    • Będzie dobrze. Najważniejsze to żeby mieć zaufanie do osób pracujących w żłobku, a reszta się sama ułoży.

  • Żłobek, żłobkowi nie równy – ot i cała prawda…

  • No.2

    Wow, niezła akcja! Na Twoim miejscu uciekłabym szybciej. Zdecydowanie dobrze postąpiłaś. Żłobek to musi być najbezpieczniejsze miejsce zaraz po domu, komfortowe, przytulne, dobrze zorganizowane i odpowiedzialnie prowadzone. innej opcji nie ma. A to, co zaprezentowali u Ciebie to szczyt niekompetencji i nonszalancji. Może to Włosi? ;) Pozdrawiam

  • Jestem w szoku. Zgłosiłabym tych Państwa do odpowiednich organów. Przedszkole czy żłobek to nie zabawa w próbuję robię.

    • Wyobraź sobie, że z 15 dzieci zapisanych do starego żłobka 13 przeniosło się do nowego. To dopiero jest szokujące, bo rozumiem, że niektórzy nie mają wyjścia, ale ci ludzie ani trochę nie wzbudzili mojego zaufania. Gdybym nie miała wyjścia, to wzięłabym urlop i obdzwoniła wszystkie okoliczne żłobki.

    • Wyobraź sobie, że z 15 dzieci zapisanych do starego żłobka 13 przeniosło się do nowego. To dopiero jest szokujące, bo rozumiem, że niektórzy nie mają wyjścia, ale ci ludzie ani trochę nie wzbudzili mojego zaufania. Gdybym nie miała wyjścia, to wzięłabym urlop i obdzwoniła wszystkie okoliczne żłobki.

    • Wyobraź sobie, że z 15 dzieci zapisanych do starego żłobka 13 przeniosło się do nowego. To dopiero jest szokujące, bo rozumiem, że niektórzy nie mają wyjścia, ale ci ludzie ani trochę nie wzbudzili mojego zaufania. Gdybym nie miała wyjścia i musiała oddać gdzieś dziecko żeby iść do pracy, to wzięłabym urlop i obdzwoniła wszystkie okoliczne żłobki.