Nie bądź jak Grinch!

swieta-rodzinne

Odkąd sięgam pamięcią w naszym domu co roku przed świętami wybuchają awantury. Zaczyna się niewinnie, bo od porządków. Wieszam świąteczne ozdoby, przeglądam w sklepie kolorowe gwiazdy, aniołki i renifery. Zachwycam się i pieję z zachwytu, kiedy obok mnie stoi on: Grinch. Mój własny, oznakowany złotą obrączką Grinch – złośliwy stwór, który chce zepsuć mi święta.

Stoi ze skwaszoną miną i zadaje pytania pomocnicze:
– A po co nam to?
– Ty naprawdę masz zamiar to wieszać?
– Co?! Widziałaś ile to kosztowało???

Nie ważne czy aniołki były po 3 czy 30 złotych. Zawsze są za drogie i on zawsze jest na NIE.

Znowu te świąteczne porządki!

Na moje nieśmiałe przebąkiwania na początku grudnia o tym, że chyba należałoby już zacząć świąteczne porządki, Grinch reaguje przejściową głuchotą. Po kilku dniach, kiedy sama wkraczam ze szmatą w ręku do akcji, widzę na całym jego ciele oznaki napięcia. Z niezadowoleniem prycha i demonstracyjnie zakłada kurtkę, gdy z zapałem pucuję okna.

Kiedy ja wieczorem padam ze zmęczenia, on nagle deklaruje chęć pomocy. Tyle, że wtedy to ja już nie mam siły nawet na wydawanie poleceń.

Dopiero kilka dni przed Wigilią bierzemy się za wspólne porządki. On zmywa kurz z szafek, a ja biegam jak nakręcona po całym domu. Dziesiąty raz ścieram wszystkie kurze, wyrzucam wszystko z półek i przetrząsam ich zawartość. On wymownie milczy, łaskawie tolerując moje wariactwo. Ofiarnie pomaga mi wykręcić skąpane w krochmalu, obślizgłe serwetki i nawet nie mruknie kiedy o północy biorę się za ich prasowanie.

Jakoś to jest do momentu, gdy nie padnie magiczne słowo: CHOINKA.

Jasna choinka!

Ubieranie choinki jest prawdziwym zarzewiem przedświątecznych konfliktów. Grinch się puszy i nadyma, że to zbędny kurzołap. Ja balansuję na granicy płaczu i euforii, bo bez choinki nie ma świąt. Dzieci… tłuką bombki jak na akord i nie patrzą nawet na to czy są one szklane czy plastikowe. ZAWSZE da się jakąś stłuc. Albo chociaż zmiażdżyć.

Nic dziwnego, że pies ucieka do przedpokoju i modli się do swojego psiego boga o litość w obliczu nadciągającej katastrofy.

Choinka to dopiero początek dekoracji

Nie byłabym sobą gdybym nie obwiesiła całego domu świątecznymi ozdobami. W końcu same aniołki i gwiazdki na girlandach to za mało!

Świeżo umyte szyby dostają solidną porcję sztucznego śniegu. Nad oknem wieszam lampki, a sufit pokrywam kilometrami kolorowego łańcucha, który od ponad 25 lat wydłużam rokrocznie o jakiś metr albo dwa.

Świruję na maksa. Biegam jak nakręcona. Szoruję, pucuję i nie daję się zdominować mojemu domowemu Grinchowi, który się coraz bardziej nadyma. Robię to w końcu dla siebie i dla dzieci.

Wigilijne wyładowania atmosferyczne

W Wigilię budzę męża skoro świt, żeby zdążył kupić świeże pieczywo. Kiedy on stoi na mrozie w mega długiej kolejce, ja kończę porządki (ponowne ścieranie kurzy, odkurzanie, mycie podłóg itp). Do tego lepię uszka, gotuję barszcz i złoszczę się, bo czuję na plecach oddech upływającego czasu.

Koło południa kipię z wściekłości. Wiem, że nie zdążę ze wszystkim do zmroku. Tuż przed pierwszą gwiazdką mam ochotę uciec jak najdalej z domu

STOP! STOP! STOP!

Nie bądź jak Grinch!

Patrzę na mojego naburmuszonego męża, na moje znudzone i głodne dzieci i wtedy dociera do mnie okrutna prawda.

To ja jestem w naszym domu Grinchem. To ja wprowadzam nerwową atmosferę i zabijam świąteczny nastrój. To ja, zamiast wspólnie śpiewać kolędy, wydaję jedynie krótkie komendy: Tu wytrzyj! Tam połóż! I najważniejszą: Zostaw to!!! To ja psuję wszystkim święta, paradoksalnie starając się je wyczarować. Świąteczna atmosfera, zamiast rozkwitać wokół nas, umiera nawet w moim własnym sercu.

spedzamy-swieta-rodzinnie-1

Przytłoczona nadmiarem bezsensownych przygotowań zapominam o najważniejszym:

Aby przeżyć wspaniałe, rodzinne święta nie potrzebujemy wcale miliona lampek, stylowej choinki pasującej do wystroju wnętrza, ręcznie lepionych uszek ani nawet domowego ciasta. Potrzebujemy radości z przebywania razemwspólnie spędzonego czasu.

Tego właśnie życzę Wam z całego serca!

  • U mnie mężowi zdarza się nerwową atmosferę wprowadzać, ja mam luz, a mimo to zawsze ze wszystkim udaje mi się zdążyć :)

  • Tak jakbym trochę czytała o sobie, choć ostatnie wydarzenia trochę mój zapał zgasily. Pomalowałam ściany, upiekłam pierniki, choinka ubrana. Więcej mi się nie chce ;) Ogarniam dzieci i sił mi brakuje ma resztę.

  • U nas za to pełen luz, bo tak już u nas wszystko przebiega, bez spiny i niepotrzebnych nerwów i tego i Wam życzę :)

  • Ja tam mam w nosie jak z czyms nie zdążę :) Inspekcja mi do domu nie przychodzi :)Masz rację , takie pilnowanie żeby wszystko było dopiete na ostatni guzik psuje magię, radość i wprowadza nerwową atmosferę :(

  • Kobieca Myślodsiewnia

    W tym roku to ja w ogóle wszystko olewam, bo właśnie się okazało, że jedna moja baba ma ospę a druga zapalenie oskrzeli… Ale żeby było fajniej – całe święta mieliśmy spędzić poza domem, objadając rodzinę, he. A teraz wszyscy (na raty) przyjdą do nas! Ale nie ma tego – okna zasłonię, nie będzie widać plam. Kurz zostawię – jako prawdziwy, polski, sztuczny śnieg ;) Choinka będzie – ubieranie jej zabije nasz chorobowy czas. Co tam jeszcze. A, pościel i tak muszę zmienić co by zarazki mieć pod kontrolą. E tam, pomartwię się na poważnie na Wielkanoc ;-)

  • A u nas jest luz. Jak z czymś nie zdążymy, lub coś nie wyjdzie trudno. Nie to przecież jest najważniejsze.

  • Weronika Tarczałowicz

    Oh, co to za Wigilia bez porządnej awantury przed wieczerzą? Co to za Święta, jak się nie umęczysz sprzątaniem i gotowaniem, zanim rodzina zasiądzie przy stole? Jakaż byłaby radość z oglądania choinki, która byłaby ubrana nie tak jak ty tego chcesz? Czy można świętować, jeśli nie ma się wrażenia, że dopielnowało się absolutnie wszystkiego? Skąd ja to wszystko znam… A, chyba stąd, że jestem takim Grinch’em.

  • Ja pamiętam, że u mnie w domu rodzinnym przed świętami panowała totalna gorączka. Mam zarządzała plan taktyczny sprzątania domu i dosłownie z każdej szafki wyciągała rzeczy, żeby na nowo je poukładać. Przed Wigilią zwykle była już koszmarnie zmęczona, a czekało ją jeszcze gotowanie, a później sama impreza, na której czasem zdarzał się wybuch. Teraz u nas sprząta się przed świętami w zasadzie tak samo jak zawsze, no może z wyjątkiem mycia okien, bo to lubię sama zarządzić właśnie przed świętami. Na razie organizowanie świąt to dla mnie abstrakcja, więc wolę skupić się na pieczeniu pierników, pakowaniu prezentów czy dekorowaniu domu. Być może Grinchem stanę się wtedy, gdy sama będę musiała przygotować Wigilię ;)