Lista grzechów matki

Ania w kapeluszu

Każdej z nas zdarzają się małe grzeszki, które popełnia w sekrecie, gdy nikt nie widzi i za nic w świecie nie przyznałaby się do nich przed innymi. Nie sposób być matką idealną pod każdym względem, czasem więc trzeba wrzucić na luz i odpuścić sobie, mężowi i dzieciom. Czasem jednak trzeba trochę naciągnąć rzeczywistość, by zdobyć to czego się chce w aptece albo nie musieć wysłuchiwać dobrych rad. Czasem też trzeba oblizać nóż żeby się pyszne jedzonko nie zmarnowało ;)

Oto lista moich haniebnych uczynków:

1. Jem chipsy i przyuczam moje dzieci do jedzenia ich ze mną. Efekty są póki co marne, bo zdecydowanie zbyt rzadko je kupuję żeby im zasmakowały, ale robię to z premedytacją i bez wyrzutów sumienia.

2. Żywię swoje dzieci pizzą. W sumie zaraz po makaronie jest to nasz najczęstszy obiad/kolacja. Czasami robię ją sama, czasami zamawiamy… kiedyś 2,5 letni Mati przyszedł do taty z ulotką znalezioną na klatce i wręczając mu ją powiedział: Tatusiu zawołaj pana. Tata zawołał, ale zamiast pana przyjechała pani!

3. Żelki. Zrobiłam z moich dzieci żelkowe potwory. Sama też je uwielbiam.

4. Kłamię w aptece. Na pytanie farmceutki ile lat ma dziecko odpowiadam zawsze zgodnie z… nieprawdą. Kłamię w żywe oczy bezpiecznie zawyżając wiek. Bezpiecznie czyli na tyle, żeby bez oporu i opowiadania bzdur sprzedała mi Lokomiotiv i witaminy w żelkach (limit wiekowy 4+). Mówię prawdę jedynie gdy kupuję czopki na gorączkę.

5. Nie wyparzam i nigdy nie wyparzałam smoczków, butelek itp.

6. Straszę Matiego, że jak nie połknie syropu, to przykleję mu plaster opatrunkowy na gardło. Biedak zrobi wszystko byleby tylko nie plastej!

7. Czasami zapominam dać dzieciom leki na alergię. Ciągle też zapominam o lekach na astmę, które sama powinnam brać.

8. Nie robiłam sobie ani dzieciom testów alergicznych. Zrobię jak będę gotowa na zmianę trybu życia i unikanie alergenów. Póki co, ta wiedza nie jest mi do niczego potrzebna, więc szkoda czasu i zdrowia na badania. Zresztą i tak są jeszcze za małe na takie rzeczy ;)

9. Piątkowe wieczory spędzam na kursie niemieckiego. Idę na kurs nawet wtedy gdy mam chore dziecko, które leży w łóżku z wysoką gorączką. Wiem, jestem okropna, ale któż zaopiekuje się nimi gdy są chore lepiej niż moja mama? W końcu jak będzie się coś działo, to do niej będę dzwonić. A tak przynajmniej jest już na miejscu.

10. Nie mam pojęcia jak należy rozszerzać dietę niemowlęciu. Zwykle robiłam to na czuja dając po trochu wszystkiego po kolei i nie przejmując się zbytnio wytycznymi czy numerkami na słoiczkach z zupą. Tak, dawałam im zupę ze słoika, bo nie zawsze chciało mi się gotować osobno.

11. Nałogowo kupuję książki. Dla siebie i dla dzieci. W kupowaniu książek przebija mnie tylko mój mąż.

12. Zdecydowanie za często kupuję ubrania dla dzieci.

13. Nadużywam słowa NIE mówiąc do dzieci, a w dodatku przestrzegam przed tym innych.

14. Kiedy jestem zła… drę się jak wściekła. Na wszystko i wszystkich.

15. Leżę w łóżku i udaję, że śpię czekając aż TT wstanie w nocy do dzieci.

Ania i szyszki

Ania śle buziaki

  • Karolina C

    Och, ja też mam trochę grzeszków :) Niektóre podobne do Twoich haha :)

  • Grunt to umieć się przyznać przed samą sobą. :D
    Też „święta” nie jestem. ;)

  • Plaster na gardło? Haha, ale numer :) Ty tymi pomysłami trzepiesz jak z rękawa :) Ja daję Miśkowi w sklepie wafla, aby nie zgarniał towaru z półek :) Raz prawie wywiozłam przez niego papier toaletowy. To by dopiero był wstyd.

    • To faktycznie musiał być wstyd…
      Ale ja i tak wolę nie dawać moim dzieciom niczego do jedzenia w sklepie. Kiedyś dawałam, ale jak musiałam otworzyć w kolejce do kasy duże pudło ciastek, bo Mati chciał je koniecznie dostać i cała zawartość opakowania wylądowała na podłodze, to przestałam. Był wstyd, zmarnowana kasa (zapłaciliśmy za brudne ciastka) i ogromna chęć na ciasteczko ;)

      • Przy kasie najgorsze są półki z batonikami i innymi artykułami pierwszej potrzeby. Nie raz już Misiek pakował asortyment do buzi i musiałam brać go ze sobą. Wafle albo chrupki kukurydziane robią jak na razie robotę :)

      • Racja, ale zauważyłam, że dopóki ja sama nie brałam stamtąd niczego, to te półki były dla moich dzieci niewidoczne. Dopiero niedawno zaczęli tam dostrzegać lizaki – wcześniej starałam się je brać z półek i stojaków w głębi sklepu, więc jakoś kasa nie kojarzyła się im ze słodyczami ;)

  • TrzyRazyPe

    :) Jestem z Tobą w temacie jedzenia. Co prawda, mam jeszcze trochę czasu na żelki i chipsy, ale pizza już jest znana mojej córce. Sama ją uwielbiam, więc dlaczego mam pozbawiać takiej przyjemności moje jedyne dziecko ;) Pozdrawiam

    • Baaardzo się cieszę! :D
      Pizza wcale nie jest niezdrowa. Wystarczy zrobić do niej ciasto z mąką razową, dać zdrowe dodatki – warzywa, pomidory i dobrej jakości ser (mozzarellę) i mamy taką kanapkę na ciepło ;)

      • TrzyRazyPe

        :) Święta prawda