Ratunku, moje dziecko rysuje po ścianach!

dziecko-maluje-sciana

Wiele mówimy o wspieraniu kreatywności dziecka, tymczasem wystarczy jedna chwila artystycznego uniesienia, by zaczęło się biadolenie i nerwowe googlowanie najlepszego sposobu na usunięcie dziecięcych rysunków ze ściany. A gdyby tak spojrzeć na to z innej strony?

Jestem mamą dwóch artystycznych skrajności.

Jedno dziecko przez pierwsze cztery lata swojego życia nie nauczyło się nawet poprawnie trzymać ołówka. Przekopywałam blogi i książki w nadziei na znalezienie sposobu, by zachęcić go do ćwiczenia motoryki. Na próżno. Pięć rodzajów pisaków wyprofilowanych w sposób ułatwiający ich trzymanie, cztery rodzaje kredek o różnych stopniach twardości rysików i stosy kolorowanek z ulubionym bohaterem nie potrafiły przekonać Matiego do podjęcia jakiejkolwiek aktywności plastycznej. Owszem, lubił bawić się kredkami, ale robił to na swój sposób: układał je równiutko obok siebie i organizował im… pojedynki! Wyklejanki i masy plastyczne również go nie interesowały.

W desperacji zapisałam Matiego do przedszkola, w którym kładziono spory nacisk na wykonywanie prac plastycznych. Po pół roku narzekania na ciągłe „robienie plastyczności” w końcu odpuścił. Marudzenie się skończyło, ale jego postępy w rozwijaniu sprawności manualnej nadal były marne i w końcu się w z tym pogodziłam.

Za drugim razem trafiła się nam prawdziwie artystyczna dusza.

Wystarczyło poczekać kilka miesięcy od narodzin Gaby, by dowody jej artystycznej natury były widoczne na ścianach, ubraniach, narzutach, frontach szafek, panelach, a nawet na… desce od toalety! Od rozpaczy pt. „moje dziecko nie rysuje” szybko przeszłam do histerii z powodu tego, że moja Gabi rysowała zawsze i wszędzie.

Gabrysia upiększała przestrzeń wokół siebie nie zważając na ostrzeżenia, krzyki rozpaczy i kary. Odseparowana siłą od kredek, zawsze znalazła fragment ułamanego rysika, którym dało się udekorować choćby fragment (i tak już wcześniej) kolorowej ściany.

Harmonia kontra dziecięce rysunki na ścianach

Po kilku latach życia pośród barwnych ścian i stale powiększającej się kolekcji kolorowych akcesoriów dziecięcych zapragnęliśmy odmiany. Ściany nowego domu pomalowaliśmy na biało, a na dodatek kupiliśmy białe meble. Okazało się jednak, że choć jasne, monochromatyczne wnętrza królują w katalogach sklepów wnętrzarskich, na Instagramie i w sercach wielbicieli stylu skandynawskiego, to zupełnie nie podobają się one naszym dzieciom.

W swojej nowej sypialni Tygrysiaki tęskniły za kolorowymi ścianami starego mieszkania. Nie wystarczyły im ani pościel w wesoły, dziecięcy wzór ani wystawa ulubionych maskotek, więc zaczęły dekorować dom na swój własny sposób, czyli rysując po ścianach.

W przypływie artystycznego szału Gabrysia nakleiła na drzwi szafki kilka swoich „kwiatków” z plasteliny. Artystyczny happening rozpoczął się zmiksowaniem wszystkich kolorów plasteliny, po którym nastąpiło uroczyste rozsmarowanie jej na drzwiczkach szafki i doklejenie kilku cekinków. Dekoracja ta wzbudziła wielki zachwyt maluchów, ale nie dorosłych.

Jedna z odwiedzających nas osób na widok najnowszego dzieła Gaby zrobiła wielkie oczy i wydusiła z siebie jedynie: „Ty to masz cierpliwość do dzieci…”, co miało znaczyć mniej więcej tyle co: „Ja bym TO już dawno posprzątała!”.

Wiem, że artystyczne dzieło Gaby wygląda jak szaro-bura plama i dlatego nie pokazuję tutaj jego zdjęć. Uważam jednak, że jest to jej szafka, jej sypialnia i dlatego daję jej prawo do zachowania dzieła. Nawet jeśli to jej upiększanie przyprawia niektórych dorosłych o ból głowy, a mnie samą doprowadza do szału z powodu guzików i cekinów odpadających przy każdym otwieraniu szafki ;)

Co robić, żeby dziecko nie rysowało po ścianach?

Przeprowadzka do nowego domu, w którym większość ścian była pusta, zachęciła Gabę do zwiększonej aktywności artystycznej. Ofiarą padły nie tylko ściany, ale i meble. Co gorsza, dołączył do niej Mati, który nigdy wcześniej nie rysował po ścianach! Na szczęście, po kilku tygodniach ciągłego biegania ze szmatą i ścierania bohomazów ze ścian, drzwi i krzeseł, doszliśmy w końcu do porozumienia, które opiera się na 5 punktach:

1. Strefa nieograniczonej twórczości dzieci

Wprowadzanie zasad, które pomagają nam kontrolować działalność artystyczną Tygrysiaków w domu, rozpoczęliśmy od podzielenia domu na strefy dzieci i rodziców. Strefa rodziców obejmuje pomieszczenia użytkowane przez wszystkich domowników i nie wolno jej udekorować bez pozwolenia. Strefę dzieci, czyli ich sypialnię i bawialnię, traktujemy jako przestrzeń do eksponowania małych dzieł sztuki i stymulowania kreatywności, a co za tym idzie pozwalamy im upiększać ją na ich własny sposób, ale bez naruszania ścian.

2. Kącik plastyczny

Stały, nieograniczony dostęp do przyborów plastycznych sprawia, że maluchy nie rozrzucają ich po całym domu, a jedynie używają w wyznaczonym do tego celu miejscu. Dzięki temu mam względną kontrolę nad ich poczynaniami, a brokat nie wysypuje się z każdej szafki ;)

Tak naprawdę wcale nie potrzeba specjalnego kącika, a wystarczy półka, szuflada bądź pudełko do przechowywania akcesoriów plastycznych i papieru oraz jedno wyznaczone miejsce do ich używania. Dzięki temu łatwiej utrzymać porządek, a dzieci nie muszą nas prosić o malowanki, naklejki czy temperówkę. W naszym domu rolę tą pełni wielki stół w salonie, przy którym zasiadamy całą rodziną do rysowania, wyklejania czy układania obrazków z koralików, raz po raz sięgając po coś do naszej artystycznej szuflady pod telewizorem.

3. Wystawka prac dzieci

Wszystkie zgromadzone przez ostatnie tygodnie prace plastyczne Tygrysiaków powiesiliśmy na linkach. Ten niezwykle prosty i zarazem ciekawy sposób eksponowania dziecięcych dzieł sztuki znalazłam na Pintereście, ale podobny sposób wieszania rysunków widziałam w przedszkolu Matiego. Prace małoletnich artystów dyndają tam nad głowami przedszkolaków i ich rodziców jak świeżo uprana bielizna. Albo jak girlanda – zależy jakie kto ma skojarzenia ;)

Inne, równie dobre, miejsca na ekspozycję rysunków to: powieszona na ścianie tablica magnetyczna, drzwi do pokoju dziecięcego oraz drzwiczki szafek na ubrania dzieci. Wszystkie te pomysły przetestowaliśmy ku uciesze Matiego i Gabi w naszym starym mieszkaniu ;)

4. Tablica do rysowania

Wielofunkcyjna tablica do pisania markerami i kredą oraz do używania jako sztaluga z rolką papieru to jeden z najlepszych gadżetów w pokoju dzieci. Pomimo tych wszystkich możliwości, Tygrysiaki uznają tylko tablicę do rysowania pisakami. Cieszę się, że nie uległam modzie na malowanie farbą tablicową ściany w ich pokoju, bo pewnie i tak by jej nie używali.

Tablica ma nad tradycyjnym papierem i kredkami tą przewagę, że nie generuje ani grama makulatury. Poza tym zajmuje niewielką przestrzeń i nadaje się nawet do małych pomieszczeń, a gdy nie jest używana można ją złożyć i postawić za szafą. Przyznam jednak, że nasza tablica stoi zawsze w centralnym punkcie bawialni, bo używamy jej często do gry w kalambury albo po prostu do rysowania.

5. Kredki do malowania podczas kąpieli

Wszechobecna biel nie ominęła również naszej łazienki, która została przydzielona do strefy dzieci. Tym razem nie zdecydowaliśmy się jednak na zakup naklejek ani typowo dziecięcych wieszaczków i postawiliśmy na coś zdecydowanie mniej trwałego. Kredki do rysowania w wannie to wydatek rzędu kilku złotych (w Pepco). Malunki schodzą bez problemu nawet po kilku dniach przy pomocy wilgotnej gąbeczki, o ile tylko nie pobrudzi się nimi śnieżnobiałej fugi. Opakowanie kredek wystarcza nam zwykle na kilka tygodni.

Szanuj rysunki swojego małego artysty

Wspieranie twórczych aspiracji kilkulatka jest bardzo ważne dla jego rozwoju i poczucia własnej wartości. Rysowanie wspomaga rozwój motoryczny ręki, sprzyja rozwijaniu kreatywności i daje dziecku poczuć, że ono również może zrobić coś dla innych ofiarując swój rysunek czy laurkę. Z tych powodów nie należy ograniczać twórczości najmłodszych. Z drugiej strony oczywiste jest, że nie możemy pozwolić juniorom na dewastowanie domu i rysowanie po ścianach gdzie popadnie. Rozwiązaniem tego problemu jest ustalenie z dzieckiem, gdzie może dać upust swoim artystycznym zapędom i przeznaczenie kawałka ściany na wystawkę.

Zorganizowanie stałego miejsca do eksponowania prac dzieci jest dla nich zachętą do rozwijania swojej kreatywności i równocześnie porządkuje domową przestrzeń. Wystawienie rysunków na widok wszystkich domowników i gości sprawia małym artystom ogromną radość.

Nie wierzysz? Weź kilka magnesów i przyczep najnowszy przyniesiony z przedszkola rysunek do drzwi lodówki, a gwarantuję Ci, że na twarzy Twojego dziecka zagości uśmiech :)

  • Na szczęście mojej córki nigdy nie ciągnęło do malowania po ścianach :) Wystarczały jej godzinę spędzone ze mną przy kolorowankach :) Rysować nie za bardzo lubi!

    • To pewnie dlatego, że nie lubi za bardzo rysować. Ależ masz grzeczne dziecko!

  • Nigdy nie byłam fanką rysowania, nawet w dzieciństwie, także moi rodzice nie mieli z tym problemu, ciekawa jestem, jakie w przyszłości będą moje dzieci, kto wie, może urodzonymi malarzami ścian? :)