Londyn – nasza druga podróż poślubna

SONY DSC
W ostatni weekend wybraliśmy się w naszą drugą podróż poślubną. Bez dzieci, bez psa i komputera. Za to z przewodnikiem w plecaku i z zamiarem spędzenia nareszcie kilku dni sam na sam. Po blisko 5 latach od naszej pierwszej podróży poślubnej do Rzymu postanowiliśmy polecieć do Londynu.

Dla K była to pierwsza wycieczka do Anglii, a zatem kilka rzeczy go zaskoczyło. Przede wszystkim lewostronny ruch. Niby nic takiego. Niby każdy wie, że w Anglii auta jadą po drugiej stronie. Jednak na miejscu okazuje się, że do autobusu wsiada się z drugiej strony. Inteligentny pieszy-kierowca traci rozeznanie i pewność siebie przechodząc przez jezdnię, gdy samochód, który stał po lewej stronie jezdni, zamiast skręcić w lewo, jedzie prosto na niego. Na szczęście większość londyńskich kierowców to prawdziwi gentlemeni i cierpliwie tolerują szalonych pieszych rodem z kontynentu.
Nauczona doświadczeniem z mojego poprzedniego wyjazdu do Anglii, który był x lat (=pół mojego życia) temu wykazywałam zdecydowanie więcej ostrożności. Wiedziałam, że moje przyzwyczajenie do prawostronnego ruchu zaprowadzi mnie jeśli nie na manowce, to przynajmniej prosto pod koła jakiegoś pojazdu.

SONY DSC

I nawet napisy na jezdni, informujące w którą stronę patrzeć, nie za dużo tu pomogą.

Drugą rzeczą, która zaskoczyła K były gniazdka elektryczne w hotelu. To, że angielskie wtyczki są inne niż nasze polskie wiedział. Nie zaskoczył go nawet brak adaptera w pokoju, bo zabraliśmy swój z domu. Zaskakujące okazało się, że nie wystarczy podłączyć wtyczki z adapterem do kontaktu. Aby ładowarka do telefonu zadziałała należy jeszcze zrobić pstryk i włączyć gniazdko.
Wiem o tym od czasu mojego pierwszego pobytu na Wyspach podczas którego mieszkałam u pewnej angielskiej rodziny (host family). Nasza host-mama czuła się za nas (mnie i dwie inne dziewczyny) bardzo odpowiedzialna i pewnego dnia wpadła w panikę graniczącą z histerią, gdy zobaczyła włączone gniazdko bez podpiętej wtyczki. Z długiej pogadanki na temat używania prądu i bezpieczeństwa zapamiętałam tylko tyle, że Anglicy mają na tym punkcie fioła i trzeba pstrykać. Nawet już po wyjęciu wtyczki :)

Mnie z kolei zaskoczyło angielskie jedzenie, które zapamiętałam jako znacznie gorsze. Najgorsze na świecie. Pieczywo, zwane u nas tostowym, okazało się tym razem znośne. Mimo to, na śniadanie w hotelu wybrałam francuskie croissanty z dżemem pomarańczowym i bagietkę z moją ulubioną Philadelphią. Tamtejsze kiełbaski, wędlinyfasolka w sosie pomidorowym jakoś nadal nie leżą w moim guście. Przynajmniej jeżeli idzie o śniadanie.
À propos jedzenia. Udało się nam znaleźć dwa godne polecenia lokale w centrum Londynu o których napiszę innym razem, gdy Tygrysiaki będą już smacznie spały.

SONY DSC

 

PS. Polecam wybrać się raz na kilka lat kolejną podróż poślubną. Co prawda, ciężko było nam zostawić na kilka dni dzieci, ale czas spędzony tylko we dwoje sprawił, że chyba pierwszy raz w życiu nie mogliśmy się doczekać kiedy wreszcie się obudzą i zaczniemy się razem bawić. A one jak na złość spały grzecznie całą noc!