Dlaczego powinniśmy uczyć dzieci posłuszeństwa?

posluszenstwo-bez-przemocy

Są trzy rzeczy, których powinien nauczyć swoje dziecko każdy rodzic: krytyczne myślenie, szacunek i posłuszeństwo. Dzisiaj, w ramach cyklu „Mam uparte dziecko!”, zajmę się tym ostatnim i opowiem Wam dlaczego i jak powinniśmy uczyć dzieci posłuszeństwa.

Razem z  modą na rodzicielstwo bliskości i okazywanie szacunku dziecku pojawiła się wśród rodziców niepokojąca tendencja do zapominania o tym jak ważne jest posłuszeństwo rozumiane jako przestrzeganie jasno określonych zasad.

Dbanie o bliskie więzi z dzieckiem i traktowanie go z szacunkiem to wspaniałe założenia wychowawcze, które popieram całym sercem. Zauważyłam jednak, że w niektórych sytuacjach ulegają one wypaczeniu. Zdarzyło mi się spotkać rodziców, którzy źle rozumiejąc te piękne hasła, pobłażają swoim dzieciom, tracąc nad nimi jakąkolwiek kontrolę. Kiedy dzieci zaczynają rozrabiać jak pijane zające brak kontroli nad dzieckiem prowadzi do niezbyt przyjemnych sytuacji. Wtedy z kolei rodzice przestają panować nad sobą i usiłują natychmiastowo odzyskać swój autorytet – krzycząc, szarpiąc i grożąc karą. Przykro na to patrzeć.

Posłuszeństwo czy szacunek – pozorny konflikt założeń

Myślę, że wiele takich sytuacji wynika z zagubienia rodziców, którzy posłuszeństwoszacunek traktują jako rzeczy przeciwstawne.

Od pierwszych dni wspólnego życia karmimy dziecko na żądanie, budujemy bliskość pozwalając mu spać w naszym łóżku i zjawiamy się u jego boku na każde zawołanie. Robimy to, bo tak właśnie należy postępować, aby maleństwo czuło się bezpiecznie i komfortowo. Tak mija pierwszy rok z dzieckiem, a czasem nawet kolejnych kilka lat. To, co na początku sprawdzało się doskonale, z czasem zaczyna szwankować i gdzieś w okolicy drugich urodzin większość rodziców stawia swoim dzieciom już wyraźne granice.

Są jednak i tacy, którzy w trosce o dobre samopoczucie dziecka, przyzwyczajeni do braku granic, nie reagują gdy maluch zaczyna odbijać piłkę w domu, wylewać wodę z wanny podczas kąpieli, jeść chrupki na kanapie przed telewizorem i chodzić późno spać. Zachowanie dziecka, które daje się innym we znaki, usprawiedliwiają wiekiem, ognistym temperamentem, silną osobowością czy byciem nocnym typem (po tatusiu 😉). Lampka ostrzegawcza nie zapala się im nawet wtedy, gdy przerywają sobie posiłek, aby poczucie, że dziecko jest mniej ważne od ich pustego żołądka, nie wpłynęło negatywnie na jego samoocenę.

Czy posłuszeństwo oznacza łamanie charakteru?

Wiem, że powinnam być bardziej stanowcza, ale nie chcę łamać jej charakteru – powiedziała kiedyś do mnie znajoma z placu zabaw, mama 4-letniej koleżanki moich dzieci.

Zamarłam. Nagle zdałam sobie sprawę, że te słowa doskonale oddają istotę pułapki, w jaką wpadają rodzice z naszego pokolenia. Ja również!

Tak naprawdę doskonale przecież wiemy, co należy zrobić, aby przywrócić w relacji rodzice-dzieci odpowiednią hierarchię. Chcemy rządzić, ale niekoniecznie silną ręką. Chcemy, by dziecko respektowało również nasze potrzeby i okazywało empatię. Problem w tym, że boimy się to zrobić, bo jesteśmy przekonani, że odzyskując władzę we własnym domu, okażemy dzieciom brak szacunku. Boimy się tego, że wyraźnie zaznaczone granice doprowadzą do buntu i źle się odbiją na naszych przyszłych relacjach z dziećmi.

Chwilę później byłam świadkiem sceny, gdy ta sama mama histerycznie wołała córkę, a ta zupełnie ją ignorowała. Matka wypluwała sobie płuca i była coraz bardziej zdenerwowana. Tłumaczyła mi, że na plac zabaw wstąpiła tylko na chwilę, wracając z przedszkola i pracy. Była zmęczona, głodna i marzyła o jak najszybszym powrocie do domu, gdzie czekało na nią gotowanie, sprzątanie, zabawa z dzieckiem, wieczorna kąpiel, czytanie i cała reszta innych zajęć. Przekonana, że dziecko potrzebuje do szczęścia zabawy na świeżym powietrzu, zrezygnowała „na chwilę” z własnych potrzeb i zboczyła w dobrej wierze z wyznaczonej trasy.

Jej początkowo milusi ton głosu stawał się coraz bardziej nerwowy. Po chwili przypominał bardziej szczekanie wściekłego psa niż nawoływanie dziecka. W końcu również jej gesty stały się nerwowe i kiedy wreszcie zdecydowała się podejść do córki, była strzępkiem nerwów. Pewnie nie musicie sobie wyobrażać w jaki sposób sprowadziła swoją córkę ze zjeżdżalni na ziemię, bo takie sytuacje zdarzają się często i z pewnością byliście kiedyś jej świadkami.

Widziałam, że ta sytuacja ją przerosła i czułam się naprawdę źle obserwując to wszystko.

Wystarczyło od początku założyć, że mała ma być posłuszna i po pierwszym zignorowanym zawołaniu po prostu wziąć ją za rękę i zaprowadzić do domu. Na początku mała by pewnie protestowała, ale w końcu by zrozumiała, że Idziemy! oznacza idziemy, a nie coś w stylu: Kochanie, jeśli w ciągu najbliższych 15 minut nabierzesz ochoty na powrót do domu, to ja chętnie poczekam na ten moment przez cały czas radośnie wykrzykując Twoje imię. Gdyby się tak nie stało, to ja po tym czasie zamienię się w matkę-smoczycę i zmuszę Cię do zmiany zdania.

Ta sytuacja uzmysłowiła mi, że stawianie potrzeb dziecka ponad własnymi nie jest drogą do zbudowania dobrych relacji z dzieckiem. W ten sposób nie uczymy go szacunku do innych czy empatii. Uczymy je braku poszanowania autorytetu przełożonego (rodzica, nauczyciela, szefa) i samowoli do czasu, aż przełożony wściekły jak stado os nie straci panowania nad sobą i nie wybuchnie. Paradoksalnie uczymy je więc, że przemoc jest najlepszym sposobem, by ktoś inny spełnił naszą prośbę.

Po co dziecku granice?

Wyznaczenie i konsekwentne pilnowanie granic dopuszczalnego zachowania jest jak stworzenie dziecku bezpiecznej przestrzeni, po której może się bezpiecznie poruszać. Każde przekroczenie granic wiąże się z nieprzyjemnymi konsekwencjami, a czasem nawet niebezpieczeństwem:

  • Odbijanie piłki w domu może zakończyć się potrąceniem wazonu czy lampki nocnej, a rozbite szkło może zrobić maluchowi krzywdę.
  • Rozlana w łazience woda to niebezpieczeństwo poślizgnięcia się i bolesnego upadku.
  • Bieganie przy ulicy może się skończyć wbiegnięciem na jezdnię i potrąceniem przez samochód.
  • Późne chodzenie spać skutkuje problemami z wstawaniem rano do przedszkola i poranną awanturą wynikającą z pośpiechu.
  • Przykłady słuszności przestrzegania reguł można podawać w nieskończoność, a dziecko i tak będzie się przeciwko nim buntować, bo nie zna tych sytuacji. A rodzice zapominają o tym, że każda taka zasada nie wynika z czyjegoś widzimisię i ma głębszy sens.

Wychowywanie dziecka zgodnie z filozofią ono wie najlepiej, czego mu potrzeba przypomina hodowanie roślin w ogrodzie. Rośliny też przecież doskonale wiedzą jak mają rosnąć, a nawet potrafią poruszać swoimi płatkami i liśćmi tak, aby ustrzec się przed szkodliwym działaniem słońca. Bez przycinania i odpowiedniej pielęgnacji wyrosną z nich jednak tylko dzikie chaszcze. Podobnie jest z dziećmi, których zachowania nikt nie stara się utrzymać w wyznaczonych granicach.

Pamiętaj o tym zawsze kiedy odpuszczasz dziecku wieczorne mycie zębów albo pozwalasz mu na jedzenie słodyczy na obiad i inne rzeczy zarezerwowane na Dzień Dziecka.

Posłuszeństwo bez przemocy

Posłuszeństwo, czyli słuchanie poleceń, ostrzeżeń i zakazów danych z góry, powinno być w przekonaniu dziecka najbardziej słuszną drogą, jaką może podążać. Drogą, z której wolno mu zboczyć tylko wtedy, gdy są ku temu naprawdę ważne powody. Przestrzeganie zasad nie może być pojmowane jako przejaw dobrej woli, ani coś z czego można bez konsekwencji zrezygnować, gdy tylko przyjdzie na to ochota.

Nie obawiaj się, że ucząc dziecko posłuszeństwa za pomocą konsekwencji wychowasz je na zastraszonego konformistę, który zrobi wszystko, co mu się powie. Egzekwując posłuszeństwo bez stosowania przemocy nie niszczysz dziecku psychiki. Nie uczysz go ślepego słuchania rozkazów, ale zapewniasz mu bezpieczeństwo i pokazujesz, że w życiu trzeba umieć podporządkować się pewnym zasadom.

Mama wymaga posłuszeństwa

Zadaniem każdego rodzica jest uświadomienie dziecku tego, że brak posłuszeństwa ma swoje konsekwencje.

Jeśli nie chcesz, by Twoje dziecko nie przekonało się na własnej skórze czym grozi zderzenie z rozpędzonym samochodem, to musisz być wiarygodna jeszcze zanim ono wpadnie na pomysł, by  to sprawdzić. Tylko wtedy będzie posłuszne i nie przejdzie samo przez ulicę. A kiedy będzie wystarczająco duże, by samodzielnie przejść, zgodnie z Twoim poleceniem, rozejrzy się zanim wkroczy na jezdnię. Potrącenie przez samochód to nieco skrajny przykład, ale doskonale ilustrujący istotę problemu.

Posłuszeństwo i przestrzeganie ustalonych reguł wcale nie musi się wiązać z przemocą (ani fizyczną, ani psychiczną), zawstydzaniem, obrażaniem i… łamaniem charakteru. Można zbudować swój autorytet, zachowując spokój i rozwagę oraz stosując konsekwencje zamiast kar. Z szacunkiem. Bez złości i agresji do drugiej osoby.


W tym miejscu polecam Wam moją opowieść o tym jak odzyskałam autorytet w oczach mojej córki i artykuł o naturalnych konsekwencjach w wychowaniu. Wpis o stosowaniu konsekwencji logicznych pojawi się tutaj niebawem.

5.00 avg. rating (97% score) - 1 vote