7 zasad rozwiązywania domowych konfliktów

SONY DSC

1. Nie obwiniamy się.

Nie mówimy: „To Twoja wina”. Nie rzucamy oskarżeń. Nie szukamy winnego. Skoro coś się stało, to już się nie odstanie – wiadomo, ale zwykle można to jeszcze naprawić. Zamiast robić dochodzenie w sprawie mokrej plamy na stole i sprawiać by winny czuł się okropnie z byle powodu, lepiej wziąć szmatę i zetrzeć :)

Najogólniej mówiąc trzeba skupić się na działaniu, a nie na szukaniu winnego. Odpowiedzialna osoba skupia się na szukaniu rozwiązań. Osoba niedojrzała uwielbia szukać winnych i wspominać błędy przeszłości.

Rozlał się kompot? No trudno. Nic się nie stało. Sprawca dostaje ręcznik papierowy, kosz na śmieci i sprząta po sobie i po kłopocie, yyy… tzn. po kompocie.

2. Nie bijemy.

Dzieci się nie bije. Dlatego dzieci nie biją też rodziców czy innych dzieci.

Mając w domu tak skrajne charaktery jakie mają nasze tygrysiaki, postanowiliśmy wprowadzić tę zasadę w naszym domu od samego początku. Bardzo pomaga nam w tym zasada wzajemności: skoro ja Ciebie nie biję, to tobie też nie wolno bić siostry, bo to boli. Póki co działa – tygrysiaki się nie biją. Jeszcze ;)

Dzieci są fenomenalnymi obserwatorami. Naśladują swoje autorytety, a więc może warto być dla nich odpowiednim wzorem, jeśli nie chcesz za kilka lat siłować się z dorosłymi dzieciakami? :)

3. Nie straszymy i nie szantażujemy.

Ostatnio zaczęłam się łapać na tym, że straszę Macia. Jak się nie ubierze, to zostanie w domu. Albo jak nie zje kolacji, to nie będzie dobranocki.

Postanowiłam pójść na całego i wyeliminować wszelkie groźby. A zatem…

Koniec mówienia „bo dostaniesz w tyłek”, „bo jak nie, to pójdziesz do kąta” czy „słuchaj mnie, bo jak nie to zobaczysz”. Zresztą straszenie klapsem w naszym domu jest kompletnie bez sensu, bo Mati nawet nie rozumie co to znaczy. Ot, dorośli czasem tak mówią jak się zdenerwują – wielkie mi rzeczy!

4. Unikamy stosowania kar.

Zamiast karać za złe zachowanie, dajemy odczuć jego konsekwencje.

Jak wytłumaczyć dziecku, że rozrzucone na podłodze klocki naprawdę przeszkadzają? Nijak. Próbowaliśmy, ale nie dotarło. Podeptanie klocków gołą stopą okazało się wystarczająco bolesną nauczką, aby następnym razem Mati sam je posprzątał.

Nie chcesz jeść obiadu? Nie ma sprawy. Ale cukierka na deser dostaną tylko ci, którzy zjedli obiad. I nagle dziwnym trafem dziecko staje się bardziej głodne… To akurat podpatrzyłam w żłobku do którego chodził Mati. Działa jak nic innego.

Niektórzy przez unikanie kar rozumieją stosowanie nagród. Trzeba tutaj uważać, by nie wyrobić złego nawyku przekupstwa w stylu: „jak posprzątasz swój pokój, to dostaniesz to a to”. Kończy się to tym, że dziecko będzie oczekiwało nagrody za swoje codzienne obowiązki. Nie tędy droga. Musi zrozumieć dlaczego warto posprzątać swój pokój (znać konsekwencje: bo inaczej będzie bałagan i kurz) i wtedy chętniej będzie wykonywało swoje powinności.

5. Nieporozumienia wyjaśniamy na bieżąco.

Nic tak nie psuje mi humoru z samego rana jak wspomnienie wieczornej kłótni, która nie została do końca wyjaśniona. Z tego powodu nigdy nie idziemy spać skłóceni i nie kładziemy dzieci spać za karę.

Takiej kary nie stosowało się w moim domu i nie wyobrażam sobie jak koszmarnie musi się czuć dziecko zostawione za karę w łóżku, pozostawione na całą noc ze swoją złością w kierunku rodzica/ów.

Co robię w sytuacji, gdy dziecko jest śpiące i rozdrażnione do tego stopnia, że nie można się z nim dogadać? Przytulam, ściskam i tulę pomimo płaczu i szarpania. Co z tego, że jest rozzłoszczone i niegrzeczne? I tak je kocham najbardziej na świecie. Ono to wie i dlatego działa. Mateusz często kwituje po przemyśleniu sprawy:

– Może się pogodzimy?

6.Wspólnie podejmujemy decyzje.

Czasem z Mateuszem ustalamy kiedy i co będziemy robić. Wspólne planowanie i podejmowanie decyzji uczy dzieci szanowania zdania innych, przez co będą w przyszłości mniej konfliktowe. Pokazujemy, że obok są ludzie, którzy też mają swoje potrzeby i pragnienia.

Konsultowanie każdej decyzji z dzieckiem jest mało efektywne i może przytłaczać je ciężarem odpowiedzialności. W końcu to nie dziecko, a my – rodzice – jesteśmy odpowiedzialni za organizację naszego życia.

Jednak zapytanie dziecka w co chce się dziś ubrać, pozwolenie na wybranie co będzie jeść na kolację lub wybór czy chce iść do kina czy na basen daje mnóstwo radości. Dzieci otrzymują w ten sposób poczucie wpływu na otaczającą rzeczywistość i informację: „twoje zdanie się dla mnie liczy”.

Dzieci uwielbiają być traktowane jak dorośli! I to samo dotyczy rozwiązywania konfliktów, np. kłótni o zabawkę. Dzieci potrafią się same dogadać. Trzeba im tylko pokazać jak robią to dorośli. Wystarczy wytłumaczyć najważniejsze kwestie gdy bójka wisi na włosku. A potem nie wtrącać się za szybko między kłócące się dzieci, by dziecko miało szansę zobaczyć co rozwiązuje kłótnię, a co nie.

7. Akceptujemy uczucia innych.

Z tym zawsze jest najtrudniej.

Mówienie o tym, co czujemy pozwala rozwiązać wiele potencjalnych konfliktów. Czasem po prostu wystarczy zaakceptować to, że ktoś jest w złym nastroju i sytuacja rozwiązuje się sama.

Nic nie denerwuje tak bardzo jak zadowolony człowiek mówiący Ci, że życie jest piękne i wystarczy się tylko uśmiechnąć. I to akurat w momencie gdy Ty masz za sobą nieprzespaną noc, nieziemski bałagan w domu, w zlewie pełno naczyń, w lodówce pustki, a Twoje ząbkujące dziecko domaga się uwagi przez całą dobę!

Ty przeżywasz właśnie cienie macierzyństwa, a bezczelny szczęśliwiec traktuje Cię jak niewdzięcznicę, bo przecież bycie matką to miód, maliny i sama przyjemność. O wiele lepiej byłoby usłyszeć, że ktoś Cię rozumie. Albo nawet, jeśli nie rozumie dlaczego nie jesteś najszczęśliwszą matką  na świecie, to nie odbiera Ci prawa do złego humoru piętnując za niewdzięczność wobec losu. Kumasz o co chodzi. Wiem, że tak.

Spróbuj postawić się na miejscu małego dziecka, które też ma swoje, niezrozumiałe dla dorosłych, problemy. Może nie jest w stanie dosięgnąć ulubionej zabawki położonej na stole i na domiar złego nie umie Ci jeszcze o tym powiedzieć?! Albo boi się czegoś, co wydaje Ci się niesamowicie śmieszne. To potrafi doprowadzić do ataku paniki! A może właśnie młodsza siostrzyczka przyszła do pokoju i bezceremonialnie zburzyła długo budowaną wieżę z klocków? To musi być niesamowicie frustrujące.

Fajnie jest uczyć dziecko żeby mówiło co czuje. Jednak nie zawsze równie fajnie jest usłyszeć, co ono czuje. Czasami wręcz bywa to trudne, ale mimo to warto się wysilić i zaakceptować to, że dziecko ma swoje zdanie i je wyraża. To naprawdę pomaga rozwiązywać konflikty.

Lizak i tygrysiaki 1

O! Masz lizaka!

 

Lizak i tygrysiaki cz.2

Podziel się! No, nie bądź taki…

 

Lizak i tygrysiaki cz.3

Łeee… On nie chce mi dać lizaka!

 

Lizak i tygrysiaki cz.4

Eh, a jeszcze chwilę temu było tak spokojnie.

A Wy?
Jak rozwiązujecie konflikty w Waszych domach?

  • Świetne! Bardzo dobre zasady, aż miło poczytać! Myślę, że jest z Ciebie bardzo dobra mama

  • Prawda jest taka, że nawet głupi lizak wywołać może wojnę :) Dzieci są tylko dziećmi a my rodzice mamy nie mały problem z rozwiązywaniem niektórych sporów. Jednak tego nie da się całkowicie uniknąć :)

    • Masz rację, ale najważniejsze to nauczyć dzieci jak sobie radzić w takich sytuacjach i wtedy jest szansa, że pewnego dnia same się dogadają ;)